czwartek, 07 październik 2010 10:30

Łukasz Reszczyński: Geografia i historia pozostają najlepszymi narzędziami poznania przyszłości...

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

alt

Łukasz Reszczyński

Recenzja: Robert D. Kaplan, Na wschód do Tatarii, Podróże po Bałkanach, Bliskim Wschodzie i Kaukazie, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010, 536 ss. geopolityka

Książka Roberta D. Kaplana to potwierdzenie jego reporterskiego majstersztyku, predysponujące go do zasiadania w gronie klasyków gatunku. Autor równie świetnych „Bałkańskich upiorów” ponownie przyjmuje rolę podróżnego barda, który za pomocą historii, zastanej rzeczywistości i geografii rozkłada odwiedzane miejsca na geopolityczne czynniki pierwsze, dość trafnie przewidując ich przyszłość.

Celność geopolitycznego zmysłu Kaplana jest łatwa do oceny, z racji tego, że materiał do „Na wschód do Tatarii” powstawał pod koniec lat dziewięćdziesiątych, gdy natowskie samoloty bombardowały serbskie miasta. Większość krajów podczas tej podróży autor odwiedza już po raz kolejny, co pozwala mu na bardziej obiektywną i trafną ocenę zastanej rzeczywistości. Kaplan odbył podróż z Rumunii do Tatarii – dzisiejszego Turkmenistanu, określając nieformalny region mianem „Nowego Bliskiego Wschodu”. Autor podążając za słowami Kissingera, przestrzega, że może on stać się „sejsmografem polityki światowej […] w XXI wieku”. To dość ogólne określenie Kaplan precyzuje pod koniec swojej pracy, uściślając je do rejonu Morza Kaspijskiego i jego bogatych zasobów naturalnych. Stwierdzenie to w dzisiejszych czasach brzmi dość banalnie, wszak walka o surowce naturalne staje się podstawową wytyczną polityki zagranicznej największych światowych mocarstw. Biorąc jednak pod uwagę geopolityczną specyfikę końca lat dziewięćdziesiątych, wskazanie przez Kaplana tego regionu jako przyszłego punktu stycznego interesów najsilniejszych graczy światowej szachownicy miało w sobie coś z politycznego nowatorstwa.

Po raz kolejny Kaplan odwiedza Rumunię, pierwszy, dłuższy przystanek swojej podróży. Trudno nie odnieść wrażenia, że autor upatruje w tym kraju synonim politycznej, kulturowej oraz ekonomicznej granicy z Europą Zachodnią. Akcentuje to zwłaszcza podczas opisów różnic dzielących Rumunię od sąsiednich Węgier. Określenie Rumunii jako „prymitywnego i tragicznie pięknego zakątka Europy” pozostaje najlepszym komentarzem oddającym stosunek Kaplana do tego państwa. Swoista „słabość” jaką darzy autor Rumunię przejawia się w opisie jej bogatej historii, jak i analizie przyczyn jej nijakości i biedy. W rozmowie z jednym z rumuńskich historyków pada zarzut jakoby Rumunia pokutowała obecnym stanem za dominującą na jej terenie religię. Patapevici stwierdza wprost, że „wszystkie kraje prawosławne mają słabe instytucje” ponieważ „prawosławie jest bierne”. Oczywiście czynnik ten jest bardzo istotny w organizacji życia publicznego w takich krajach jak Rumunia, Serbia czy Rosja, jednak nie należy zapominać w tym przypadku o charakterystycznej dla tych państw spuściźnie historycznej, która odcisnęła decydujące piętno na ich obecnym kształcie. Kaplan stwierdza, że przynależność Rumunii do NATO „zniosłaby cywilizacyjny podział wzdłuż wschodniej granicy Węgier”. Autor pisząc tekst pod koniec lat dziewięćdziesiątych nie mógł znać okoliczności włączenia tego kraju do struktur Sojuszu (nieoficjalne informacje potwierdzają, że członkostwo Rumunii i Bułgarii w NATO było dla tych krajów „nagrodą” za ułatwienie natowskiej operacji przeciwko Serbii), jednak na ocenę wspomnianego procesu jest mimo wszystko wciąż jeszcze za wcześnie.

Szalenie wciągającą lekturą najnowszej książki Kaplana jest rozdział poświęcony Turcji. Kraj ten jest obecnie na etapie międzynarodowej emancypacji i staje się coraz istotniejszym graczem światowej geopolityki. Autor zarzuca Ankarze, że jej władza jest w ogromnym stopniu uzależniona od tamtejszej armii. Według Kaplana swój udział w tak istotnym wpływie wojskowych na funkcjonowanie tego kraju mają również państwa zachodnie, które potępiając kolejne przewroty, umocniły armię w państwowym systemie władzy. Autor odnajduje również polityczną wyjątkowość Turcji, która od lat stanowiła strategiczny sojusz dla Stanów Zjednoczonych. Przejawiała się ona zwłaszcza w podejściu Waszyngtonu do kwestii demokracji w Turcji. Według Kaplana, ówczesna administracja prezydenta Clintona chciała „wprowadzić demokratyczny porządek (jedynie - przyp. aut.) w regionach o marginalnym znaczeniu strategicznym i ekonomicznym”.

Ciekawie przedstawiają się rozważana autora na temat nierozerwalnego – jego zdaniem – sojuszu turecko – izraelskiego. Kaplan podchodzi do sprawy jednak dość realistycznie, stwierdzając, że partnerstwo to jest użyteczne zwłaszcza dla Turków, którzy mogli tym samym używać lobby żydowskiego w Stanach Zjednoczonych do osłabiania niekorzystnego dla nich lobby grecko – ormiańskiego. Obecny stan tych relacji, które w ostatnim czasie uległy znacznemu pogorszeniu (podobnie jak kontakty Turcji z USA), zapewne nie specjalnie zaskoczyłby autora. Kaplan uważa, że ówczesna Turcja posiadała wszelkie „ekonomiczno, kulturowo, militarne” atuty aby w przyszłości przewodzić światowi islamu, tak jak miało to miejsce między XI a XX wiekiem. Analizując obecną pozycję tego kraju na geopolitycznie mapie zarówno regionu jak i świata należy oddać Kaplanowi trafność przewidywań.

Zwiedzając region Bliskiego Wschodu autor odwiedza również Syrię. Ten zdewastowany, zdaniem autora kraj wciąż posiada dość silne wpływy mogące destabilizować region. Określenie to odnosi się zwłaszcza wobec sąsiedniego Libanu, który autor określa mianem syryjskiej „firmy”. Choć „Syria to dramat polityki XX wieku”, państwo to wciąż rozciąga sieć zyskownych powiązań w regionie, które umożliwiają Damaszkowi utrzymywać istotną pozycję. W opinii Kaplana, Syria (określenie to można odnieść do sytuacji obecnej) oraz ówczesny Irak, to kraje, które „likwidując na swych obszarach wszelkie więzi społeczne” wytwarzały „niebezpieczne próżnie”. Jak owe „próżnie” były pomocne w niezachwialności dyktatorskich rządów potwierdza zwłaszcza przykład Saddama Husajna, oraz sytuacji politycznej w Iraku po jego obaleniu.

Istotnym (i niestety wciąż aktualnym) punktem „Na wschód do Tatarii” są rozważania na temat sytuacji wokół konfliktu izraelsko – palestyńskiego. Kaplan, który z pochodzenia jest Żydem upatruje głównego problemu tej kwestii po stronie Izraela. Według niego sytuacja ta przypomina proces rozwodowy wieloletniej pary, która z każdą rozprawą coraz bardziej się nienawidzi. Problemu upatruje Kaplan również w specyfice izraelskiego judaizmu. Jak trafnie stwierdza w rozmowie z autorem rabin Jehuda Gilad – „Judaizm musi odpowiedzieć na wyzwania współczesności. Po zajęciu Zachodniego Brzegu w 1967 stał się on synonimem walki o ziemię i ideologii krwi ziemi, którą wyznają cerkwie na Bałkanach”.

Ostatnim etapem podróży jest Południowy Kaukaz (dokładnie Gruzja, Azerbejdżan, Armenia i Turkmenistan). Rozważania Kaplana na temat Gruzji wpisują się w obecną geopolityczną pozycję tego kraju, mocno „skorygowanej” po sierpniowym konflikcie z Rosją. Określenie, że „Gruzja znajduje się pod wpływem Zachodu, ale jej kultura polityczna jest typowo wschodnia” stanowi swoisty wyznacznik pomagający zrozumieć politykę Tibilisi na przestrzeni ostatnich lat. Jeszcze dalej w rozmowie z autorem idzie Aleksander Rondeli, szef instytutu badawczego gruzińskiego MSZ. Stwierdził on, że naród gruziński nie posiada „nowożytnej tożsamości” co predysponuje go do tworzenia „quasi – państwa”.

Bardzo ważną kwestią podejmowaną przez Kaplana jest aspekt atyirańskiego separatyzmu obecnego w przypadku narodów azerskiego i turkmeńskiego (choć w tym wypadku określenie „naród” jest sporym nadużyciem). Problem ten obecnie jest praktycznie niedostrzegalny, w szerszym kontekście, głównie za sprawą rosnących w ostatnim czasie ambicji Teheranu do odgrywania roli pierwszych skrzypiec w regionie. W wymiarze regionalnym stanowi jednak niezwykle istotny aspekt irańskiej obecności na południowego Kaukazu.

Książka Kaplana to kolejna fascynująca podróż z dużą dawką wiedzy i geopolitycznych meandrów, które rozjaśniają zawiłości państw „Nowego Bliskiego Wschodu”. Biorąc pod uwagę liczne odniesienia autora do Bałkanów możnaby pójść dalej, określając ten region mianem „zbałkanizowanego nowego Bliskiego Wschodu”. Ten skrawek mackinderowskiego heartlandu od zawsze pozostawał głównym animatorem światowego porządku i prawdopodobnie zostanie nim na długie wieki. Warto zatem go studiować.

Czytany 4002 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04