czwartek, 22 sierpień 2013 10:06

Co wydarzyło się pod Damaszkiem? - relacja dziennikarzy

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

syria  ECAG

Po medialnych doniesieniach na temat rzekomego użycia przez wojska rządowe pod Damaszkiem broni chemicznej, prezentujemy relację naocznych świadków operacji, prowadzonej pod Damaszkiem przez syryjską armię – reporterów agencji ANNA-News.

Dziś w prowincji Damaszek i Aleppo rozpoczęła się duża operacja antyterrorystyczna. W okolicach Damaszku zaczęła się jednocześnie w dzielnicach Dżobar, Arbin, al-Kabun i Madamia, których część nazywa się Wschodnią Gutą. Grupa reporterska ANNA NEWS, tj. Wasilij Pawłow, Igor Nadyrszyn, Wiktor Kuzniecow i Marat Musin, wyjechała o 5.00 rano do Al-Kabun, skąd trzy kolumny czołgów batalionu pancernego zaczęły przesuwać się na pierwszą linię. Każdy etap operacji dokumentowaliśmy w strefie, gdzie były największe problemy – w Dżobar, dzielnicy, która częściowo jest pod kontrolą zawodowców, wahabitów i zagranicznych najemników. Z dziewięciu kamer jednocześnie filmowaliśmy praktycznie wszystko: od standardowego załadunku wozów bojowych do momentu, gdy żołnierze jednostek desantu wysiedli z trzech kierunków; i ich walki wręcz z zagranicznymi najemnikami w domach. Możemy wystąpić jako świadkowie i udowodnić komisji ekspertów z ONZ – na podstawie tego, co widzieliśmy na własne oczy i co sfilmowaliśmy w toku tej walk , że dziś w centrum Wschodniej Guty nikt nie użył broni chemicznej.

Co więcej, sfilmowaliśmy popełnione dziś przez rebeliantów kolejne przestępstwa, z kategorii przestępstw wojennych i przeciw ludzkości. Barbarzyńskie ostrzeliwanie z moździerzy sąsiadujących z Wschodnią Gutą dzielnic mieszkalnych, w których jak wiadomo przebywa, ludność cywilna, w tym osoby starsze, kobiety i dzieci. Oprócz tego, terroryści świadomie próbowali zlikwidować naszą grupę reporterów, choć byliśmy bez broni, bez kasków czy kamizelek kuloodpornych, w zwykłych ubraniach z ogólnie przyjętymi znakami prasy. W rezultacie trzech z czterech naszych operatorów kamer ANNA NEWS w Dżobar zostało lekko rannych: W. Kuzniecow w stopę i kolano odłamkami, M. Musin w prawa rękę, I. Nadyrszyn – w nogę. Było bardzo dobrze widać, że my, dziennikarze przygotowujemy się do nagrania krótkiej relacji w otwartej przestrzeni. Mimo to operator rebelianckiego moździerza wystrzelił kilka pocisków, jeden z nich upadł kilka metrów obok nas.

Żaden z syryjskich żołnierzy nie miał maski przeciwgazowej. Słyszeliśmy wszystkie komendy do użycia artylerii i innych rodzajów broni. Zdjęcia były robione często 30-40 metrów od stanowisk rebeliantów. Sfilmowaliśmy zacięte walki w budynkach Instytutu Technologii Komputerowych, gdzie kilka grup desantowych faktycznie walczyło z rebeliantami wręcz.

Dzisiaj w centrum Wschodniej Guty, tam gdzie sytuacja jest najbardziej złożona, w Dżobar, rebelianci stawili zacięty opór umiejętnie używając różnych rodzajów broni.

Jeden czołg został wysadzony w powietrze, operator zginął. Trafiony został bojowy wóz piechoty. 17 wojskowych zostało rannych (do tej liczby nie wliczam lekko rannych odłamkami z moździerza kapitana W., dowódcę jednej z grup, porucznika, dowódcę załogi czołgu, adiutanta, poważnie rannego w nogę, którego na siłę wysłano do szpitala. Cudem uniknął ran major, który dziś dowodził dwoma kompaniami pancernymi we Wschodniej Gucie).

Rebelianci, sądząc po doniesieniach Al-Arabjii, mieli znacznie większe straty – 600 ludzi, wieczorem to zweryfikujemy w oficjalnych zestawieniach strat.

Rebelianci nie spodziewali się, że zaatakują ich poważne siły armii syryjskiej. Operacja była precyzyjnie zaplanowana i przygotowywana w ścisłej tajemnicy. Kiedy rano zaczęło się przemieszczanie kolumn na pozycje wyjściowe, byliśmy na czele jednej z nich taranującej samochody. U nikogo nie zauważyliśmy masek przeciwgazowych.

Oczywiste bzdury i kłamstwa o użyciu dziś przez syryjską armię broni chemicznej biorą się moim zdaniem, z ciężkiego położenia w jakim nagle znaleźli się zagraniczni najemnicy. Histeryczne doniesienia o użyciu broni chemicznej to oznaka desperacji i ograniczenia – przeczą faktom, trudnej prawdzie stanu dzisiejszych walk i zwykłemu zdrowemu rozsądkowi.

Przecież w przypadku użycia takiej broni nie byłoby z kim walczyć tak zacięcie, ucierpieliby także żołnierze syryjscy i nasza ekipa zdjęciowa.

O zaciętości dzisiejszych walk i sile sprzeciwu jakoby „otrutych gazami” terrorystów świadczy jeden fakt. Dowódca czołgu, który odniósł ranę jednocześnie z nami, z początku nie chciał iść na opatrunek. My wszyscy przekonaliśmy go, by poszedł ranę opatrzyć u lekarzy wojskowych, co nie przeszkodziło mu od razu wrócić na stanowisko. Rana na ręce porucznika była głęboka, szybko ją zaszyto. Po powrocie, w jego czołg jednocześnie uderzyło trzech wyszkolonych terrorystów: snajper metodycznie jeden po drugim przestrzelił bloki obronne, w to samo miejsce od razu wystrzelił drugi z granatnika przeciwpancernego, a zaraz potem wystrzelono rakietę. Naturalnie odpowiedzią był gęsty i silny ogień, który nie dał dziesiątkom jeśli nie setkom rebeliantów żadnych szans. Dane dzisiejszych strat terrorystów uściślimy wieczorem. Niewykluczone, że rzeczywiście stracili kilkuset ludzi.

Tekst został opublikowany w ramach w ramach programu analitycznego Wojna w Syrii.
Tłumaczenie: Maria Walczak
Źródło: http://anna-news.info/node/12226
Czytany 4401 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04