piątek, 13 luty 2015 06:35

Wojciech Domosławski: Czy Ukraina stanie się nowym „jądrem ciemności” u naszych granic?

Oceń ten artykuł
(16 głosów)

Wojciech Domosławski

Wydarzenia na Ukrainie w 2014 roku stworzyły sferę niestabilności politycznej, łącznie z wojną domową przy naszej wschodniej granicy. W Polsce uważa się, że przyczyną powstałej niestabilności jest agresja Federacji Rosyjskiej na Ukrainę, wynikająca z autorytaryzmu rosyjskiej władzy, dążącej do budowy „nowego ZSRR”. Czy taka interpretacja wydarzeń oddaje rzeczywistość o tym, co wydarzyło się na Ukrainie w 2014 roku?

W Polsce powinniśmy być szczególnie zainteresowani pełnym zrozumieniem przyczyn tych wydarzeń, bo one decydują o tym, jakiego będziemy mieli sąsiada. Czy będzie to państwo niestabilne politycznie i społecznie, o silnych nastrojach nacjonalistycznych, wpływających na wewnętrzne życie polityczne, niewydolne gospodarczo, wymagające stałej „kroplówki” finansowej, z pytaniem, czy kiedyś ten nacjonalizm nie skieruje się przeciwko Polsce? Takiej sytuacji nie można wykluczyć, biorąc pod uwagę dotychczasowy rozwój wydarzeń na Ukrainie. Ta wizja jest zaprzeczeniem planów wobec Ukrainy, jakie miał Zachód i Polska jesienią 2013 roku, kiedy ujawnił się obywatelski protest na kijowskim Majdanie wobec ówczesnej władzy.

Zbigniew Brzeziński w „Gazecie Wyborczej” (21–22.12.2013), w artykule „Ukraina będzie prawdziwą demokracją” w sposób jasny i rzeczowy, jak zawsze dla siebie charakterystyczny, wyłożył cele Zachodu, a przede wszystkim Ameryki wobec Ukrainy: „Wydarzenia na Ukrainie historycznie są nieodwracalne, a geopolitycznie prowadzą do transformacji. Raczej wcześniej niż później Ukraina stanie się częścią demokratycznej Europy, raczej później niż wcześniej Rosja pójdzie w ślad za nią, chyba, że się odizoluje i stanie się imperialistycznym przeżytkiem na w pół pogrążonym w stagnacji”. Tak więc dla Stanów Zjednoczonych Ukraina jest miejscem „nieodwracalnej geopolitycznej transformacji”, czyli zmiany status quo, w którym Ameryka wzmacnia się pozycją globalnego hegemona, a Rosji wyznacza ramy ustrojowe oraz chce być arbitrem wobec układu politycznego wewnątrz Rosji. Jeżeli rozwój wydarzeń ukraińskich przebiegłby zgodnie z zapowiedzią Z. Brzezińskiego, byłaby to pierwsza amerykańska interwencja zakończona pomyślnym finałem zmiany globalnej stabilności świata, której zasady określiłaby Ameryka.

Powstaje pytanie, czy na Ukrainie mamy, oprócz interwencji rosyjskiej, również interwencję amerykańską?

Prof. Roman Kuźniar, doradca Prezydenta RP ds. międzynarodowych, w artykule „Jądro Ciemności”  w „Gazecie Wyborczej” (3–4.01.2015) opisywał pięć interwencji Zachodu, faktycznie amerykańskich:  Kosowo (1999), Afganistan (2001), Irak (2002), Libia (2011), Syria – Państwo Islamskie (2014), które spowodowały powstanie ogromnego obszaru niestabilności politycznej, orientującego się wrogo wobec świata zachodniego. Większość tych interwencji została dokonana z naruszeniem prawa międzynarodowego. W artykule stwierdza się: „Zachód angażuje się w konflikt arogancko, uparcie i zaciekle, byle dowieść swojej racji”. Warto uściślić, że Zachód to Ameryka i Europa, ale arogancja i zaciekłość to styl i narzucanie swej woli, charakterystyczne Stanom Zjednoczonym, a nie Europie. Z tej różnicy warto zdawać sobie sprawę, gdy analizuje się wydarzenia na Ukrainie. Do tego „jądra ciemności” autor nie zalicza wydarzeń na Ukrainie, choć trudno dostrzec, aby tam wyłoniła się „prawdziwa demokracja”.

Państwowość ukraińska staje się bezsilna wobec rodzących się problemów, jak brak stabilności społecznej, nierównowaga finansów państwa, zapaść gospodarcza oraz wojna domowa na wschodzie kraju. Taki stan sytuacji na Ukrainie nie wydaje się niepokoić Ameryki. Wynika to z tego, że celem strategicznym Waszyngtony są takie zmiany, które ten kraj oderwą od wspólnotowości kulturowej i współpracy polityczno – gospodarczej z Moskwą. W tym celu najlepiej byłoby, aby istniała tam kwitnąca prozachodnia demokracja, ale również cel ten w poważnym stopniu zrealizuje się, gdy Ukraina będzie państwem „upadłym”, pozostającym na finansowej „kroplówce” Zachodu, pozostającym w konflikcie z Rosją, i to jak najostrzejszym.

Taka sytuacja u granic Polski jest dla nas bardzo niebezpieczna. Nasze bezpieczeństwo widzieliśmy w stabilnej prozachodniej demokracji na Ukrainie, co chcieliśmy zrealizować poprzez projekt Partnerstwa Wschodniego. Wyszło jednak odwrotnie... U polskich granic zjawia się „jądro ciemności”, nawet bez obecności rosyjskiej. Polski interes to nawet nie koniecznie prozachodnia politycznie Ukraina, ale silna państwowość ukraińska, umiejąca rozwiązywać wewnętrzne problemy, współpracująca zarówno z Zachodem, jak i z Rosją. Wydawało się, że polityczny cel Polski i USA na Ukrainie jest taki sam. Jednak w rzeczywistości realizuje się coś zupełnie odmiennego. Dlatego celowe staje się rozpoznanie wydarzeń na Ukrainie, aby zrozumieć, jak strategiczny cel Ameryki nie staje się tożsamy z interesem Polski.

Zaangażowanie Ameryki na Ukrainie, realizowane poprzez „politykę łagodności” trwa od co najmniej dwudziestu lat. Pisze o niej Niall Ferguson w książce „Kolos – cena amerykańskiego imperializmu”. „Polityka łagodności” na Ukrainie kosztowała Amerykę 5 mld USD. Prowadzona była w służbie amerykańskiej potęgi, zakładającej utrzymanie politycznej i wojskowej pozycji globalnego hegemona, do czego jest potrzebne podporządkowanie Rosji. Ameryce w latach 1990’ to się nie udało. Ukraina to najważniejsze miejsce, w rozumieniu Rosji, jeżeli chodzi o jej bezpieczeństwo. W cytowanej książce N. Fergusona, na str. 34 Joseph Nye – dziekan Harvard,s Kennedy School wyjaśnia istotę „polityki łagodności”: „Państwo może osiągnąć pożądane rezultaty w świecie polityki, ponieważ inne państwa chcą je naśladować, podziwiając jego wartości, stawiając je za przykład, dążąc do osiągnięcia ich dobrobytu i otwartości. Jest to zdolność wabienia i przyciągania. Miękka siła wyrosła zasadniczo z naszych wartości. Innymi słowy „miękka siła” pozwala uzyskać to, czego się pragnie bez użycia siły czy nakłaniania metodą kija i marchewki”.

Zainwestowanie przez Amerykę 5 mld USD na Ukrainie w „miękką siłę” wabienia i przyciągania trzeba uznać za udaną inwestycję polityczną. W tej udanej inwestycji Polska ma bardzo znaczący udział. Jej udana transformacja ustrojowa, wraz z programem Partnerstwa Wschodniego, były istotnymi czynnikami w realizacji „wabienia i przyciągania”. Nie miejmy złudzeń, „miękka siła” przygotowała możliwość do politycznego działania Ameryki na Ukrainie i wydawało się, że doprowadziła do przychylności całej ukraińskiej opinii publicznej wobec Zachodu.

Jednak ostateczne polityczne jednoznaczne przeorientowanie Ukrainy na wrogie państwo wobec Rosji wymagało siłowego przesilenia, którym stał się lutowy snajperski krwawy zamach stanu w Kijowie. To wydarzenie, na półmetku Igrzysk Olimpijskich w Soczi, odbyło się wbrew porozumieniu wynegocjowanemu dwa dni wcześniej z udziałem ministrów spraw zagranicznych Polski, Francji, Niemiec i przedstawiciela Rosji. Porozumienie było europejską koncepcją rozwiązania ukraińskiego kryzysu, respektującą konstytucyjny legalizm Ukrainy. Otwierało proces bezkonfliktowego usunięcia niechcianej władzy z poszanowaniem najważniejszej wartości demokracji, jaką jest wyborczy legalizm. Takie rozwiązanie nie realizowało interesów Ameryki, nie odsuwało jednoznacznie od władzy sił prorosyjskich oraz zmniejszało wpływ Ameryki na rozwój wydarzeń w Ukrainie na rzecz Unii Europejskiej. Nie zapewniało przejęcia wszystkich struktur władzy przez siły antyrosyjskie.

Polityczna logika wydarzeń kijowskiego przewrotu pozwala przypuszczać, że został on przygotowany w Waszyngtonie. Zamach ten miał dodatkowe plusy dla Ameryki, ograniczał sukces olimpiady w Soczi jako próby otwierania się Rosji na Zachód oraz ograniczał międzynarodową pozycję prezydenta Federacji Rosyjskiej. Powstałą sytuację Rosja uznała jako bezpośrednie zagrożenie dla własnego bezpieczeństwa narodowego, widząc w tym jednocześnie potencjalny proces ograniczania jej suwerenności przez uczynienie z Ukrainy przyczółka NATO połączonego z likwidacją obecności rosyjskiej Floty Czarnomorskiej na Krymie. Po lutowym zamachu w Kijowie wzrosły również obawy ludności prorosyjskiej o swe bezpieczeństwo, a publiczne manifestowanie jej odrębności spotkało się z fizyczną rozprawą (Odessa, Mariupol, Charków). Unaoczniła się siła ukraińskiego nacjonalizmu, nawiązującego do banderowskiej tradycji, co nigdy nie spotkało się z reakcją Zachodu. Narastający separatyzm na wschodzie Ukrainy został podtrzymany przez Rosję, prowadząc do powstania republik Ługańskiej i Donieckiej, względem których Kijów podjął decyzje o siłowej ich likwidacji. To również nie spotkało się z reakcją Zachodu, a raczej odwrotnie – siłowe rozwiązanie zyskało poparcie. Argumentem politycznym dla Zachodu była terytorialna jedność Ukrainy. Konflikt kulturowo-tożsamościowy przerodził się w wojnę domową, w której postawił naprzeciw siebie Amerykę popierającą Kijów i Rosję, wspierającą separatystyczne republiki Ługańską i Doniecką.

Zamach stanu w Kijowie uruchomił na Ukrainie procesy polityczne, służące wygenerowaniu władzy, zapewniającej „nieodwracalną geopolityczną transformację”, co jednocześnie miało doprowadzić do wyboru europejskiego modelu przyszłości Ukrainy. Nowa władza zaczęła realizować proces zmiany wartości, które kształtowałyby wspólnotowość Ukraińców w nowym układzie politycznym. Znamiennym przykładem była zmiana Dnia Ojczyzny, dotychczas związanego z Bitwą Stalingradzką, na dzień powstania UPA, co automatycznie obniżyło społeczną rangę weteranów II Wojny Światowej, Premier Ukrainy mówił wówczas do społeczności Zachodu, że podczas II wojny światowej miał miejsce najazd Rosji na Ukrainę. Przykładów jest wiele – warto wspomnieć o masowym burzeniu pomników Włodzimierza Lenina, mentalne, ale i fizyczne potępienie noszenia wstążki Św. Jerzego i oczywiście – problem języka rosyjskiego. Dlatego wojna w Donbasie ma w sobie instrumentalizm o globalnym wpływie, ale również jest tu zderzenie wartości kulturowo-tożsamościowych, charakterystycznych dla wojny domowej. Wówczas ta wojna przyjmuje polityczny charakter powstania.

Głębszego zrozumienia toczącej się wojny w Donbasie dokonał Wiktor Jerofiejew w wywiadzie zamieszczonym w „Gazecie Wyborczej” (17–18.01.2015), w którym czytamy: „Zachód żyje w iluzji, że Rosja to ‘potencjalny kraj europejski’, gdzie tylko tymczasowo ustanowiono reżym ‘politycznego szaleństwa’. Ta katastrofalna pomyłka znalazła finał w Donbasie, gdzie zderzyły się dwa systemy wartości europejskich i rosyjskich. Pierwszy raz od bardzo dawna doszło na kontynencie do wojny o wartości”.

Amerykańska arogancja i ideologiczne przeświadczenie, że narody muszą żyć według zasad demokracji zachodnich, nie pozwoliły rozpoznać, w jaką kulturowo-tożsamościową strukturę społeczną angażują się, wchodząc do Ukrainy. Doprowadziło to do tego, że amerykańska polityka nie zdołała wyłuskać całej Ukrainy spod „świata ruskiego”, ze stabilnym politycznie, prozachodnim układem władzy. Utworzył się nowy obszar niestabilności politycznej, tym razem u naszych granic.

Pojawia się podstawowe pytanie: dlaczego USA, wraz z państwami zorientowanymi atlantycko, przystąpiły do demontażu historycznych związków Rosji w przestrzeni dawnego ZSRR, i to najważniejszego związku rosyjsko-ukraińskiego?

Odpowiedź znajduje się w książce „Powrót historii i koniec marzeń” Roberta Kagana, jak również w przemówieniach prezydenta Baracka Obamy, wygłoszonych w West Point (maj 2014) i Kongresie (styczeń 2015), w których wyraźnie mówi on o globalnym przywództwie USA. W książce R. Kagana na str. 105 czytamy: „Międzynarodowy porządek nie opiera się tylko na ideałach i instytucjach. Jest kształtowany i podtrzymywany przez określony układ sił. W latach dziewięćdziesiątych międzynarodowy porządek odzwierciedlał podział wpływów, który ukształtował się w wyniku II Wojny Światowej, a następnie zimnej wojny. Dzisiejszy porządek odzwierciedla wzrastającą rangę wielkich mocarstw, w tym mocarstw autorytarnych. Inna konfiguracja sił – wielobiegunowy świat, w którym rola biegunów przypadałaby Rosji, Chinom, Stanom Zjednoczonym, Indiom, Europie – wytworzyły własny rodzaj równowagi, cechujący się innymi zasadami i normami, odzwierciedlający interesy krajów uczestniczących w jej tworzeniu. Czy taki międzynarodowy porządek byłby krokiem naprzód? Być może tak – dla Pekinu, Moskwy, Teheranu. Jest jednak mocno wątpliwe, czy taki układ byłby w interesie odwołujących się do ideałów oświeceniowych demokratycznych państw Europy i Stanów Zjednoczonych w równym stopniu jako obecny”.

Zatrzymanie tego demontażu staje się istotą polityki bezpieczeństwa Rosji. Geopolityczna transformacja, o której mówi Z. Brzeziński, to konflikt siłowy, w którym zasady ustalonego porządku i prawa międzynarodowego przestają obowiązywać.

Tak się dzieje od lutowego siłowego zamachu w Kijowie, poprzez aneksję Krymu, wojnę domową w Donbasie, aż do sankcji destabilizujących rozwój Rosji. Spirala konfrontacyjna nakręca się, a my jesteśmy krajem przyczyniającym się do jej niebezpiecznej eskalacji.

Należy postawić pytanie, czy taka polityka Polski zwiększa nasze bezpieczeństwo? Nasi sąsiedzi – Węgry, Słowacja, Czechy – zajmują odmienne stanowiska wobec rozgrywającego się konfliktu na Ukrainie. Rozpoczyna się historia, jak pisze cytowany wcześniej R. Kagan, walki o strefę wpływów, tym razem u granic Polski – z jej zaangażowaniem przeciwko Rosji. Przygotujmy się więc na różne scenariusze. Zastanówmy się, czy pojawi się nowe „jądro ciemności” u naszych granic. Snajperskie strzały z budynku konserwatorium w Kijowie, oddane w lutym 2014 r., wyznaczyły koniec marzeń o bezpiecznej przestrzeni od Lizbony do Władywostoku, niczym strzały w Sarajewie wyznaczające początek I wojny światowej...

Fot. io9.com

Czytany 4968 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 16 luty 2015 06:58