wtorek, 17 marzec 2015 07:38

Wojciech Domosławski: Ad vocem: Stalingrad wobec złudzeń we współczesnej polskiej narracji o II wojnie światowej

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

Wojciech Domosławski

W lutym tego roku Eugeniusz Januła i Marta Różycka opublikowali ważny tekst przypominający historię wydarzeń nad Wołgą w okresie od września 1942 r. do lutego 1943 r., które przeszły do historii pod nazwą Bitwy stalingradzkiej. Właśnie to potężne starcie stworzyło nadzieje na odwrócenie biegu II wojny światowej, co definitywnie nastąpiło w lipcu 1943 roku pod Kurskiem [1]. Współcześnie, w polskiej narracji historycznej, wydarzenia na froncie wschodnim i wysiłek wojenny ZSRR są marginalizowane a wynik II wojny światowej rozumie się jako dramat Rzeczypospolitej.

Praktycznym rozstawaniem się z takim widzeniem, jest ostatnia decyzja o usunięciu pomnika „Braterstwa Broni” na warszawskiej Pradze niedaleko Dworca Wileńskiego, popularnie nazywanym przez mieszkańców stolicy „czterema śpiącymi”. W wymiarze „duchowym” znamienne są publikacje książkowe Piotra Zychowicza „Pakt Ribbentrop-Beck” [2] i „Obłęd 44” [3]. Obie są kalkulacją alternatywną wobec realiów przebiegu II wojny światowej. Obie pozycje wyrażają niezgodę na jej wynik, gdzie ZSRR, ponosząc decydujący wysiłek wojenny, miał również decydujący głos odnośnie powojennego porządku politycznego. Autor – w Związku Radzieckim, w bolszewizmie, ale w istocie właśnie w Rosji widzi śmiertelnego wroga Polski i Europy. Dlatego uzasadnia celowość zawarcia „Paktu Ribbentrop-Beck”, służącego zamysłowi powstania wojskowego sojuszu, zdolnego do rozgromienia ZSRR.

Należy postawić pytanie czy książki P. Zychowicza i to, co się dzieje wokół współczesnej polskiej narracji dotyczącej II wojny światowej, wokół pomników Armii Czerwonej – wynika ze zbiorowej współczesnej tożsamości Polaków? Odpowiedzi jednoznacznej tu nie ma. Jednak wszystko to wpisuje się w istniejący w Polsce nurt dyskusji historycznych o II wojnie światowej, stwierdzający, że jej wynik był faktycznie klęską naszego kraju. Ten punkt widzenia powoduje, że realia polityczne i wojskowe tamtego okresu są nie do przyjęcia. Tym samym obracamy się w złudzeniach, pozwalających wzmagać współczesną antyrosyjskość w Polsce.

Mając powyższe na uwadze, warto mimo wszystko zapytać, jaka jest moralna i ideowa spuścizna Stalingradu – przełomowej bitwy II wojny światowej?

Stalingrad i jego symbolika

Bitwa stalingradzka, to jedno z najważniejszych wydarzeń XX wieku. To nie tylko nazwa bitwy, przeraźliwie wypełnionej totalnym zniszczeniem miasta i śmiercią. Stalingrad to również symbol uratowania kontynentu europejskiego dla humanizmu i człowieczeństwa. Pseudonim partyjny zbrodniarza Józefa Dżugaszwiliego, od którego nazwano to miasto, w którym rozegrała się bitwa, nie ma znaczenia. W Paryżu i Brukseli upamiętniają to wydarzenie nazwy ulic, i nikt nie wiąże tej symboliki ze stalinizmem czy osobą Stalina. W Polsce, po 1989 r., nazwy związane ze Stalingradem zniknęły. Ukazało się wiele publikacji, mówiące, że „obrońcy Stalingradu” to nasi stali wrogowie, wobec których, razem z hitlerowcami, powinniśmy uczestniczyć w bestialstwach na przestrzeniach ZSRR oraz pod Stalingradem, dążyć do likwidacji Armii Czerwonej... Zastanawiające to rozumowanie, gdy dziś wiemy, że w realizacji niemieckiej politycznej myśli „lebensraumu” i budowie tysiącletniej III Rzeszy nie było miejsca dla państwa i narodu polskiego.

Może gdybyśmy w pamięci zachowali słowa Adolfa Hitlera, które wypowiedział w sierpniu 1939 roku przed najazdem na Polskę: „Wysyłam moje formacje „Trupich Główek” na Wschód. Polska zostanie oczyszczona z ludności i zasiedlona Niemcami. …los Rosji będzie taki sam”.

Wcześniej, inicjator remilitaryzacji Niemiec po I wojnie światowej gen. Hans von Seeckt, w przemówieniu w 1922 r. stwierdził: „Istnienie Polski jest nie do zniesienia, nie do pogodzenia z podstawowymi warunkami dla istnienia Niemiec. Polska musi zniknąć i zniknie”.

Polityczna myśl Niemiec przed II wojną światową względem Wschodu rozwijała się od likwidacji państw, do likwidacji nacji. Od wymiaru politycznego do barbarzyńskiego. Właśnie to barbarzyństwo pod Stalingradem zostało zatrzymane i dlatego wydawałoby się, że symbolika „Stalingradu” w europejskiej pamięci historycznej powinna być ponadczasowa.

Symbolika Stalingradu w świetle upływającego czasu

Obecnie polska pamięć historyczna ulega różnym przewartościowaniom. Coraz bardziej utrwala się stawianie znaku równości między komunizmem i nazizmem hitlerowskim, przy czym uważa się, że pakt Ribbentrop-Mołotow powinien zajmować centralne miejsce w europejskiej analizie historycznej i jawić się główną przyczyną wybuchu II wojny światowej.

Wówczas jednak powstaje pytanie, dlaczego Stany Zjednoczone i Wielka Brytania – państwa liberalne i demokratyczne zawarły sojusz z państwem komunistycznym, przeciwstawnym ideologicznie i kulturowo, przeciwko nazistom? Ten fakt w polskiej pamięci o II wojnie światowej nie ma głębszego i powszechnego zrozumienia.

Przenosząc dyskusję o drugowojennym konflikcie zbrojnym w sferę wyimaginowanych kalkulacji, mogących doprowadzić do innego jego przebiegu oraz przedstawiając negatywny obraz Armii Czerwonej jako wkraczającego nowego okupanta, uwalniamy się od krępujących faktów historycznych i możemy głosić dowolną narrację historyczną, ocierającą się o irracjonalizm historyczny, będącą jakąś wizją naszych marzeń, pozbawioną realiów politycznych. Powoduje to, że obraz Wermachtu i faszystowskich Niemiec znajduje usprawiedliwienie wobec nieszczęść, jakie niósł komunizm i Armia Czerwona. Ta kalkulacja, na potrzeby współczesnej polityki polskiej, zaciera realia tamtego czasu, kiedy Niemcy na terenach Polski i ZSRR doszli do momentu utraty człowieczeństwa i bezgranicznego zła.

Nie możemy jednak w tym upolitycznionym medialnym natłoku, zagubić realnych faktów, jakie zaplanowały i realizowały faszystowskie Niemcy wobec narodów wschodnich. Te rozważania powinny być jednym z fundamentalnych doświadczeń współczesnej polskości. Gdybyśmy potrafili mentalnie zmierzyć się ze złem tamtego okresu i faktami, które nas ocaliły od zagłady, bylibyśmy narodem bardziej dojrzałym.

Stalingrad to przypadek czy konsekwencja nazistowskiej strategii?

Co mamy zamiast „stania się narodem bardziej dojrzałym”? Dla zobrazowania tej sytuacji znamienny jest artykuł prof. Anny Wolff-Powęskiej „Legendy Stalingradu” (Gazeta Wyborcza" 21–22.07.2007). Autorka w nim stawia pytanie „jaka jest moralna i ideowa spuścizna „Stalingradu?” Można tego dokonać mając na uwadze całokształt wydarzeń związanych z wybuchem i przebiegiem II wojny światowej. Natomiast autorka Stalingrad i całą wojnę łączy z mechanizmami sprawowania władzy w nazistowskich Niemczech i stalinowskim ZSRR. Natomiast to, co wydarzyło się pod Stalingradem jesienią 1942  r. i zimą 1943 r. pozostaje jakby bez znaczenia, staje się niegodne naszej historycznej i ludzkiej pamięci.

Bitwa stalingradzka jawi się jako pojedynek dwóch dyktatorów, zapoczątkowany rozkazem A. Hitlera z 22 lipca 1942 r., który określił kierunek ofensywy na Stalingrad i Kaukaz. Właśnie tę decyzję uważa autorka za początkowy etap wydarzeń, prowadzących do klęski III Rzeszy. Czyli jesteśmy blisko wniosku, że klęska III Rzeszy była wynikiem taktycznych błędów A. Hitlera, które zaprowadziły go pod Stalingrad, a wynik II wojny światowej to sprawa przypadku i złej oceny konkretnej sytuacji w strategii frontowej. Wszystko było przypadkiem, błędami, a nie zaciekłą wojną o prawo do ludzkiego istnienia.

Przedstawiając Stalingrad „jako pojedynek dwóch dyktatorów”, autorka postrzegała tę bitwę jako wynik maniakalnych decyzji dyktatorów, a nie toczącej się najokrutniejszej wojny w dziejach ludzkości, której logika wynikała z nazistowskiej koncepcji świata i ze strategii wojennej Planu Barbarossa, realizującego tę koncepcję. Autorka Stalingrad postrzega jako narzędzie manipulacji świadomością obu narodów w sprawowaniu władzy przez nazistów i komunistów oraz jako propagandowe wzmocnienie obrazu wielkości obu dyktatorów. W dzisiejszej zbiorowej świadomości nazizm i A. Hitler stały się symboliką zła wymagającego powszechnego potępienia. Natomiast z komunizmem i J. Stalinem są trudności, które jeszcze do końca na śmietnik historii nie dają się wyekspediować, ponieważ w wyniku arbitralnych decyzji ówczesnego radzieckiego przywódcy obszar Polski został korzystnie przesunięty na Zachód, gdzie realizujemy swe cele narodowe, będąc państwem praktycznie jednonarodowym.

Czy byłoby kogo uratować?

Przeszkadza tej wersji wydarzeń fakt uświadamiany przez Jerzego Pomianowskiego: „Wyście nas uratowali, ale nie wyzwolili”. Czyli gdzieś istnieje świadomość, że mogło dojść do sytuacji, w której nie byłoby już kogo wyzwalać?

Autorka „Legend Stalingradu” powiada: „Dziś, gdy wchodzimy w nową fazę kultury pamięci sprzed ponad pół wieku, potrzebna jest nie tylko konfrontacja i weryfikacja historycznych mitów [roli poszczególnych narodów]. Ważna jest też refleksja nad moralną i ideową spuścizną Stalingradu. Nade wszystko jednak potrzeba wyraźnego odróżnienia perspektywy sprawcy i ofiary”.

Powyższy cytat wskazuje, że historię pisze się, czy uzupełnia się pod potrzeby współczesnych politycznych uwarunkowań życia zbiorowego, nazywając to „nową fazą kultury pamięci”. Tekst prof. A. Wolff-Powęskiej stanowi nową „refleksję nad moralną i ideową spuścizną Stalingradu”. Przedstawiona w artykule refleksja ma uzyskać w naszej świadomości podobną ocenę, jak historia komunizmu w ZSRR. Nie będzie już wówczas zahamowań moralnych, aby wydarzenia na frontach wschodnich II wojny światowej wysłać na „śmietnik historii”. Tak uruchomiony proces poprzez nową fazę kultury pamięci o tym konflikcie światowym wzmocni naszą antyrosyjską tożsamość.

Natalia Gorbaniewska, na konferencji w Lublinie, kończącej rok poświęcony Jerzemu Giedroyciowi, postawiła pytanie, czy prawdą jest, że dotychczasowe antykomunistyczne nastawienie Polaków przekształca się w nastawienie antyrosyjskie, stając się ważnym elementem tożsamościowych zbiorowych zachowań Polaków. Trzeba stwierdzić, że artykuł z „Gazety Wyborczej”, jest zapewne nie zamierzonym, ale jednak przykładem, że wyrażona obawa przez N. Gorbaniewską nie jest tylko retoryczna. Natomiast książki P. Zychowicza, ostatnie zamieszanie wokół obchodów 70. rocznicy wyzwolenia Oświęcimia, wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetyny odnośnie Frontu Ukraińskiego, czy propozycje prezydenta Bronisława Komorowskiego, dotyczące miejsca obchodów 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej w pełni potwierdzają obawę badaczki.

Nowa wizja kultury pamięci zapomni, że nazistowska potęga odrzucała cały dorobek europejskiej kultury chrześcijańsko-oświeceniowej, wypracowaną przez wieki kulturę demokracji z zasadami dostrzegającymi podmiotowość pojedynczego człowieka.
Ta nazistowska potęga w swym agresywnym charakterze zmierzała do przywrócenia niewolnictwa. Niewolnikami w pełnym tego słowa znaczeniu mieli być Słowianie, w pierwszej kolejności Rosjanie, potem Polacy i dalej Słowianie Południowi. Plan Barbarossa był wojskową strategią opanowania terytoriów przyszłego niewolnictwa. W tej koncepcji, dotyczącej przyszłości wschodnich obszarów Europy, nie było miejsca dla społeczności żydowskiej jako najbardziej dojrzałej cywilizacyjnie. To jest prawdziwa „perspektywa sprawcy i ofiary”, o której musimy pamiętać.

Nazistowska potęga w realizacji tego projektu zawędrowała pod Stalingrad. Tu w Stalingradzie rozegrały się Termopile XX wieku, i nie były to „nazistowskie Termopile,” jak pisała prf. A. Wolff-Powęska. Bo Termopile to nie tylko klęska Persów, ale i triumf Aten, uratowanie demokracji ateńskiej, która na wieki wytyczyła kulturowy kierunek rozwoju Europy. Tak samo nie jest ważne, że pod Stalingradem zginęła VI Armia pod dowództwem Fridricha von Paulusa. Ważne jest, że realizacja nazistowskiego planu restauracji niewolnictwa pod Stalingradem została zatrzymana i to nie jest legenda, lecz rzeczywistość XX wieku.

„Człowiek przerażony” czyli bohater?

Chcąc zauważyć obrońcę Stalingradu, prof. A. Wolff-Powęska dostrzega jednak szeregowego żołnierza. Widzi go niestety „...nie jako uczestnika heroicznej armii, nie zaangażowanego komunisty umierającego za Stalina, lecz człowieka przerażonego, który ponad wszystko chce przeżyć, który nie dostrzega niczego więcej poza własnym okopem i nie tęskni za niczym innym, jak poza własną rodziną”.

Na pewno jest to prawdą, bo niezależnie od narodowości instynkt życia jest najsilniejszy. Każdy żołnierz chce za wszelką cenę przeżyć, ale jest on przeciwstawny losowi żołnierza wziętego w żelazne rygory okrucieństw wojny. O tych ludziach opowiada epopeja „Los i Życie” Wasilija Grossmana i film Fiodora Bondarczuka „Stalingrad”. Można przypuszczać, że obrońca Stalingradu rozumiał, że nie miał wyjścia, że życie swe może uratować tylko w jeden sposób – zwyciężając w tej bitwie. Przegrana to śmierć osobista, śmierć kraju, w którym żyje i rodziny, do której tęskni. Dlatego powstaje pytanie, czy chcąc dostrzec przeciętnego obrońcę Stalingradu, nie czynimy mu krzywdy, dostrzegając tylko jego instynkt obrony własnego życia, a nie dostrzegając ogromu ofiar, poświecenia i bohaterstwa. Rosjanom przypomina o tym napis na grobie przy ścianie kremlowskiej: „Imię Twoje nieznane, czyn Twój nieśmiertelny”.

My, wprowadzając nowy sposób rozumienia Stalingradu, uważamy, że odtruwamy pamięć, Niestety jednocześnie ta nowa pamięć powoduje, że staje się nam niezrozumiały powyższy napis na moskiewskim murze. Tym samym dla jego treści tracimy szacunek, nie zdając sobie sprawy, jak stajemy się nietolerancyjni dla pamięci innych. Tym samym wprowadzamy kolejną sferę dzielącą nas i Rosjan – tym ostrzejszą, bo dotyczącą obszaru wyznawanych wartości, określających tożsamość. A wszystko to dzieje się w imię zmieniającej się doraźności politycznej oderwanej od całościowej wizji przeszłości II wojny światowej.

Fot. www.awesomestories.com

___________________________________________
1. E. Januła, M. Różycka, Stalingrad... Geopolityka wojny i zagadki, <http://geopolityka.org/analizy/eugeniusz-janula-marta-rozycka-stalingrad-geopolityka-wojny-i-zagadki>
2. P. Zychowicz, Pakt Ribbentrop-Beck czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki, Warszawa 2012.
3. Idem, Obłęd '44 czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie, Warszawa 2013.

Czytany 3976 razy