niedziela, 27 luty 2011 01:05

Władisław Gulewicz: Trójkąt Weimarski z perspektywy geopolitycznej Ukrainy

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

binoouk  Władisław Guliewicz

Wzbogacenie Trójkąta Weimarskiego o Rosję radykalnie mogłoby poprawić sytuację geopolityczną Ukrainy. Pogodzenie się dwóch dotychczasowych oponentów na tym terytorium, znacząco przyczyniłoby się nie tylko do osłabienia wpływów stron trzecich, ale także pomogłoby w uspokojeniu politycznym wewnątrz tego państwa. 

Po spotkaniu przywódców Trójkąta Weimarskiego w mediach pojawiły się liczne komentarze. Z różnych stron politolodzy i geopolitycy, zarówno polscy, jak i z innych krajów, prognozowali, czy Europa zyska coś w wyniku tego spotkania, czy też straci, mając na uwadze słowa o zaproszeniu do dialogu Rosji, czyli przekształceniu Trójkąta w „Czworokąt”. W tym kontekście narodziły się kolejne pytania: jaką korzyść z tego tytułu osiągnie Polska i jak będzie wyglądała jej polityka wschodnia? Jaki wtedy będzie los polityczny państw, które znajdowały się niegdyś na polskich „kresach wschodnich”, a przede wszystkim jaki będzie los Ukrainy, jako największego z tych krajów?

 

Łukasz Bardziński, w swoim artykule „Rewolucja czy rozbierany poker w Weimarze?”, poddaje w wątpliwość, czy Warszawa uzyskałaby polityczną korzyść z powstania tego jeszcze bardzo teoretycznego „Czworokąta”. Zdaniem autora, Francja i Niemcy są wpływowymi mocarstwami, które chętnie rozmawiają z Moskwą. Polska przy tej rozmowie pozostaje na drugim miejscu. Owszem, Rosja w ramach własnego geopolitycznego interesu, zawsze będzie dążyła do współpracy, czy nawet sojuszu z Niemcami (a także z Francją i Włochami, choć w mniejszym stopniu). W tych okolicznościach Polska, jako „przeklęte miejsce Europy”, musi utrzymywać równowagę w stosunkach zarówno z Berlinem, jak i z Kremlem, co nie należy do zadań łatwych. Czy jednak taka sytuacja jest dla Polski zła? To zależy...

Napięcie na linii Moskwa-Warszawa wynika z przesłanek historycznych. Polska polityka wschodnia i urzeczywistnienie, po rozłamie ZSRR, doktryny ULB autorstwa Juliusza Mieroszewskiego i Jerzego Giedroycia zmniejszyło wpływy Rosji na Ukrainie. Obecnie Ukraina - to państwo suwerenne (przynajmniej de jure), służące Zachodowi, jako tama przeciwko rozpowszechnianiu rosyjskich interesów w Europie. W tym układzie funkcjonuje de jure suwerenny Kijów, który uważnie przygląda się każdemu krokowi Warszawy, aspirując do wypracowania samodzielnej polityki wobec Zachodu, w tym także wobec Polski. To właśnie dlatego szczyt Trójkąta Weimarskiego był uważnie obserwowany na Ukrainie. Dla Ukrainy, bowiem inicjatywa zbliżenia z Paryżem i Berlinem, kosztem uspokojenia relacji z Moskwą, jest jak najbardziej korzystna.

Po pierwsze - na Ukrainie żyje jeszcze spora grupa ludzi, którzy wiążą przyszłość własnego państwa z sojuszem z Rosją. Ta tendencja nie jest szeroko komentowana zarówno w zachodnich, jak i ukraińskich mediach. Należy sobie jednak zdawać sprawę z jej istnienia, aby nie popełnić błędów w analizie geopolitycznej. Ponadto sama popularność idei militarnego, ekonomicznego lub geopolitycznego partnerstwa z Moskwą jest dość wysoka. Zgodnie z ostatnimi danymi sondażowymi 46% Ukraińców, wbrew dwudziestoletniej propagandzie o wartości ukraińskiej suwerenności, uważa rozpad ZSRR za szkodliwy. W Rosji, liczba osób uważających podobnie, wynosi 56%. Tymczasem spora liczba przeciwników przyjaźni strategicznej między Ukrainą a Rosją skupia się zwłaszcza wokół obozu nacjonalistycznego, który tak samo nienawidzi Polaków, jak i Rosjan. W dodatku zbliżenie Polski z Rosją postrzega, jako zagrożenie dla własnego istnienia. Podkreślić należy, że to właśnie z tej opcji pochodzą prawie wszyscy dzisiejsi liczący się opozycjoniści ukraińscy, w tym partia Julii Tymoszenko, która korzysta teraz ze współczucia deputowanych do Parlamentu Europejskiego. Trzeba jednak przypomnieć, ze sprzymierzeńcami Julii Tymoszenko są partie probanderowskie. Nikt zatem nie jest tak zainteresowany w utrzymywaniu wojny dyplomatyczniej między Moskwą a Warszawą, jak nacjonalistyczna opozycja ukraińska.

Po drugie, Polska potrzebuje środków wzmacniających, aby wynieść swój autorytet w UE na wyższy poziom. Wiadomo, że wcześniej Francja, a zwłaszcza Niemcy, z podejrzliwością patrzyli na Polskę, jako na państwo, które lepiej pilnuje interesów Waszyngtonu, aniżeli Unii Europejskiej. Tymczasem daje się obserwować wzrost kontaktów gospodarczych między Rosjanami a Niemcami. Pozycja Polski, jako „amerykańskiego muru” na szlaku Rosji, czyni z Polski w oczach Niemiec nieprzewidywalnego partnera politycznego, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę długą historię polsko-rosyjskich stosunków, które w rzadko bywały poprawne.

Obecnie Unia Europejska dąży do tego, aby przekształcić się w samodzielnego gracza politycznego nie tylko w skali Europy, ale i świata (Afryka, Azja Południowa). Bruksela coraz częściej narzeka na dyktat ze strony Waszyngtonu. Turcja już tak bardzo nie dąży do członkowstwa w UE, a w dodatku nie postrzega już Rosji, jako swego wroga (jednym z pierwszych, znaczących polityków tureckich, którzy zajmowali takie stanowisko dyplomatyczne względem Rosji radzieckiej był Kemal Ataturk). Potencjał geopolitycznej osi Ankara-Moskwa budzi w Waszyngtonie niebezpieczne odczucia. We Włoszech już funkcjonuje obóz geopolityczny (Tiberio Graziani, Claudio Mutti, Luca Bionda i inn.), który wspiera ideę bliskiego sojuszu Rzymu z Moskwą i Ankarą, w celu usunięcia Amerykanów z basenu Morza Śródziemnego. Potencjalne zbliżenie na linii Warszawa-Moskwa może pozwolić Polsce na wzmocnienie swojego położenia wśród głównych krajów europejskich. Biorąc do uwagę, ze Turcja jest dobrym parterem Niemiec, normalizacja stosunków z Rosją dla ściślejszej współpracy z Berlinem, w jakimś stopniu pomoże Warszawie jeszcze bardziej wzmocnić relacje z Ankarą.

Po trzecie - sporo mówiło się o tym, że Polska pod rządami obecnej koalicji, na której czele stanął premier Donald Tusk, już nie jest adwokatem Ukrainy na Zachodzie. Moim zdaniem, nawet teraz, przy potencjalnym zbliżeniu Warszawy i Moskwy, Polska nie przestanie być „pociągiem Kijowa” do Europy. W ręcz przeciwnie – Polska, jako ważny węzeł geograficzny na szlaku „z Rosji do Europy” będzie tym samym „pociągiem” dla Kijowa, tyle, że Kijowa bardziej prorosyjskiego i mniej nacjonalistycznego. Nie można autorytatywnie stwierdzić, że zmiana kursu Kijowa z proamerykańskiego na prorosyjski od razu przyniesie złe skutki dla Warszawy. Ocena tego posunięcia znów jest względna. Napięcia na linii Moskwa-Warszawa będą funkcjonowały tylko wówczas, jeżeli Polska będzie dalej w swoich stosunkach zagranicznych stawiać na sojusz z USA. Tymczasem nawet niewielkie zejście przez Polskę z drogi współpracy ze Stanami Zjednoczonymi będzie zmuszało Rosję do szukania sojuszu z Polską, a nie wykorzystania tego faktu do rozpętania kolejnej wojny politycznej z Warszawą. Poprawa relacji z Moskwą pozwoliłaby za to Polsce znów podnieść swoje relacje z Brukselą na kolejny poziom.

Polska już jest pozbawiona fenomenu „juszczenkozy”, jako to określił felietonista Rafał Ziemkiewicz, kiedy Warszawa, wbrew swoim interesom, wspierała ukraińskiego nacjonalistę Wiktora Juszczenkę. Oczywiście „juszczenkoza” może jeszcze przerodzić się w „tymoszenkozę”. Polskę i Rosję powinien jednak łączyć ostry sprzeciw wobec agresywniej ideologii ukraińskiego nacjonalizmu. Dopiero na tym etapie współpraca Moskwy i Warszawy byłaby całkiem wiarygodna i korzystna - zwłaszcza dla Polski, której granica styka się Zachodnią Ukrainą, na której bije źródło ukraińskiego nacjonalizmu. Nie wolno przy tym zapominać, że tradycja „kresów wschodnich” jest ważnym elementem polskiej kultury. Juliusz Słowacki, Adam Mickiewicz, Wincenty Pol – te postaci polskiego życia duchowego i intelektualnego są w pamięci Polaków na zawsze związane tradycją kresową.

Ponadto działając zgodnie z zasadami Realpolitik warto rozważyć wzmocnienie wpływów Rzeczypospolitej na obszarze „kresów wschodnich” nie tylko ze względów kulturowych, lecz również politycznych i ideologicznych. Na temat suwerenności Ukrainy można toczyć długie debaty. Jednak należy przy tym koniecznie brać pod uwagę, że kraj ten kulturowo i politycznie jest podzielony między Zachód (przede wszystkim Polskę) i Rosję. Część Ukrainy znajduje się bowiem na obszarze konfliktu geopolitycznego między Polską a Rosją. Obopólna zgoda Warszawy i Moskwy na zbilansowanie wpływów na terenie Ukrainy będzie miała pozytywne skutki dla wszystkich, w tym również Kijowa. Wtedy Ukraina przestanie być terenem ostrej polsko-rosyjskiej rywalizacji. Zamiast tego obszar ten przekształci się w teren rywalizacji miękkiej dwóch partnerów. Taka sytuacja przyczyni się radykalnie do poprawy stabilizacji politycznej na Ukrainie. W dodatku taki układ będzie skutkował oczekiwanym i znaczącym pogorszeniem sytuacji ukraińskiego obozu nacjonalistycznego, gdyż zostanie on pozbawiony wsparcia ze strony Warszawy. Rosja, która środkami dyplomatycznymi i kulturowymi wspiera mieszkających na Zachodniej Ukrainie Rosjan, mogłaby kontynuować swoją działalność nawet w sytuacji istnienia polskiej przewagi na tych terenach. Na takim podejściu powinno zależeć też samej Warszawie, ponieważ miałaby więcej instrumentów dla obrony Polaków-kresowiaków oraz samej polszczyzny na dawnych „kresach wschodnich”.

Po czwarte, Trójkąt Weimarski może stworzyć całą „przestrzeń przyjaźni” w Europie Środkowowschodniej – od Paryża do Warszawy, i dalej do Kijowa i do Moskwy - nawet jeżeli Kijów nie jest członkiem tego Trójkąta. Same istnienie tej formuły współpracy pozwalałoby Ukrainie na rezygnację z dotychczasowego wyboru ostrożnościowego - z kim lepiej przyjaźnić się – czy z Niemcami i Rosjanami, czy z Polakami i Francuzami, a może nawet tylko z Waszyngtonem? Trójkąt Weimarski dałby Kijowowi polityczną stabilność i pozwoliłby rozwijać relacje na równi z Berlinem, Paryżem i Warszawą. Geopolityczna oś Paryż-Berlin-Warszawa, przedłużona o kolejne punkty podparcia w postaci Kijowa i Moskwy, byłaby zagrożeniem hegemonii Stanów Zjednoczonych na kontynencie europejskim. Sam bowiem Trójkąt Weimarski dla Waszyngtonu jest lepszym rozwiązaniem niż Czworokąt z udziałem Moskwy.

* * *

Inne teksty poświęcone tematyce zaproszenia prezydenta Dmitrija Miedwiediew na obrady Trójkąta Weimarskiego:

dr Mateusz Piskorski: Nowa oś czy kontekstualny przypadek?

Łukasz Reszczyński, Marcin Domagała: Weimarska rewolucja?

Czy powstanie "czworokąt weimarski"? Na pytania ECAG odpowiada prezydencki doradca prof. Roman Kuźniar

Łukasz Bardziński: Rewolucja czy rozbierany poker w Weimarze?

Władisław Guliewicz: Trójkąt Weimarski z perspektywy geopolitycznej Ukrainy


Czytany 5705 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04