wtorek, 23 wrzesień 2014 06:04

Tomasz Skowronek: Nadchodzi 'zielony' prezydent Brazylii?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

MSilva  Tomasz Skowronek

Niespodziewana śmierć, w tragicznej katastrofie lotniczej, kandydata na prezydenta Eduardo Camposa i wejście do gry Mariny Silvy, która cztery lata temu uzyskała niespodziewanie dobry wynik wyborczy, mogą nieźle namieszać w nadchodzących wyborach prezydenckich w Brazylii.

Przed mundialem mówiło się, że jeśli Brazylia nie trafi w „szóstki”, czyli nie zdobędzie po raz szósty mistrzostwa świata w piłce nożnej, to urzędująca prezydent Dilma Rousseff nie zostanie po raz drugi prezydentem. W końcu czasami piłkarski sukces, bądź porażka mogą przynieść polityczny przełom – zwłaszcza tu, w Ameryce Południowej. Choć teza ta była brana pod uwagę trochę z przymrużeniem oka, to dość niespodziewanie może się ona spełnić i obecna głowa państwa w zbliżających się, październikowych wyborach prezydenckich może ponieść porażkę, podobną do tej, jaką ponieśli Canarinhos na boisku podczas tegorocznego mundialu.

Ostatnie sondaże Datafolha pokazują, że Marina Silva, która zastąpiła tragicznie zmarłego polityka i została oficjalną kandydatką Partii Socjalistycznej, może pokonać D. Rousseff, co oznaczałoby przerwanie 12-letnich rządów Partii Pracy (PP). W dodatku zmarły tragicznie polityk nie miał raczej szans na zwycięstwo. Był jednak obiecującym kandydatem w wyborach 2018 r. Inaczej sprawa wygląda z jego następczynią, która może być nowym przywódcą największego państwa południowoamerykańskiego.

M. Silva to czarnoskóra drobna kobieta, która wychowała się w biednej mieszanej rodzinie (w jej żyłach płynie krew indiańska, portugalskich osadników i afrykańskich niewolników) w Amazonii. Miała jedenaścioro rodzeństwa, z których troje niestety zmarło. Dorastając, pięciokrotnie chorowała na malarię oraz na zapalenie wątroby. Do 16. roku życia była analfabetką. Czytać i pisać nauczyła się w katolickim klasztorze, do którego przeniosła się po śmierci swojej matki. Nawet przez jakiś czas chciała zostać zakonnicą. Po opuszczeniu klasztoru pracowała jako pokojówka, za jedzenie i dach nad głową. Mimo, że jej życie nie było usłane różami, uzyskała dyplom z historii na Uniwersytecie w Acre. Przez ponad 30 lat działała w strukturach Partii Pracy, z powodzeniem stając się jedną z najważniejszych postaci tego ugrupowania. W latach 2003–2008 była nawet ministrem środowiska w rządzie Luli da Silvy (zbieżność nazwisk jest przypadkowa). W 2009 r. odeszła z PP, ze względu na rozbieżności w kwestii spraw ekologicznych i wycinania lasów deszczowych. W wyborach prezydenckich jako kandydatka Partii Zielonych uzyskała niespodziewanie 20% poparcia i zajęła trzecie miejsce, chociaż nie miała ogromnych funduszy, a w telewizji była pokazywana rzadziej niż inni kandydaci. W 2013 r. postanowiła poprzeć Eduarda Camposa, po tym jak nie udało się jej uzbierać odpowiedniej liczby podpisów niezbędnych, aby zarejestrować swoje nowe ugrupowanie Rede Sustentabilidade. W przypadku zwycięstwa E. Camposa, M. Silva miała zostać wiceprezydentem. W wyniku tragicznego wypadku Partia Socjalistyczna postanowiła wybrać M. Silvę jako główną kandydatkę, która ma spore poparcie wśród młodych ludzi. Zapewnie po cichu liczy, że Ruch Oburzonych, który w 2013 r. protestował przeciw mundialowi, poprze właśnie ją.

Kontrowersje budzi jej wyznanie. M. Silva należy do kościoła zielonoświątkowego i jest osobą bardzo wierzącą i konserwatywną. Z jednej strony może to jej pomóc, jak i zaszkodzić. W Ameryce Południowej łączenie lewicowości z religijnością nie jest żadną nowością. Wręcz przeciwnie – osoby biedne czyli zazwyczaj główny elektorat lewicowy, to ludzie bardzo wierzący. Jednak w tym wypadku zbyt konserwatywne poglądy kandydatki na kwestie światopoglądowe mogą zniechęcić młodych ludzi, jak i zwolenników Partii Socjalistycznej, choć Marina Silva zapowiada, że swoich prywatnych poglądów nie będzie łączyła z prezydenckim urzędem. Z drugiej zaś strony M. Silva może liczyć na poparcie osób należących do kościoła zielonoświątkowego, których w Brazylii dynamicznie przybywa. Kościół ten już jest drugim wyznaniem w kraju, a wielu katolików migruje właśnie do jego struktur. Kontrowersje budzą szczególnie kościoły neozielonoświątkowe, jak np. Powszechny Kościół Królestwa Bożego, który liczy ok. 2 mln wiernych. Opiera się na tzw. teologii dobrobytu. Doktryna ta głosi, że ciężka praca, wiara w Boga, abstynencja alkoholowa przyniosą człowiekowi sukces materialny i osobisty. Natomiast bieda, choroby i różne niepowadzenia spowodowane są przez szatana, którego trzeba wytępić. Niewykluczone, że wielu zielonoświątkowców odda swój głos na Marinę.

Jeżeli polityk wygra, zapowiada rozszerzenie obecnych programów socjalnych (głównie programu Bolsa Familia), zamierzając przeznaczyć aż 10% PKB w ciągu czterech lat na poprawę opieki zdrowotnej. Te postulaty to pokłon w stronę protestujących. W kwestii ekologicznej chce postawić bardziej na energię słoneczną i wiatrową. Wiele projektów niszczących Amazonię ma zostać wstrzymanych. W razie zwycięstwa stałaby się pierwszym „zielonym" prezydentem na świecie oraz pierwszą czarnoskórą głową państwa brazylijskiego, wywodzącą się z Amazonii. Byłby to duży krok naprzód w walce z dyskryminacją.

Wszystko wskazuje na to, że właśnie M. Silva a nie D. Rousseff stanie się faworytką w nadchodzących wyborach. Obecna pani prezydent ma niełatwe zadanie. Mimo, że kontynuuje politykę swojego wielkiego poprzednika, brakuje jej jednak charyzmy. Ponadto cieniem na jej kadencji kładą się ogromne protesty, które były skierowane przeciw wielkim wydatkom na mundial oraz korupcji, która wciąż jest wszechobecna w życiu politycznym. Protestujący domagali się także lepszej służby zdrowia, szkolnictwa i komunikacji. Po wielkim boomie gospodarczym, jaki kraj zanotował w ostatniej dekadzie, przyszła recesja. Produkcja przemysłowa jest niższa niż parę lat temu. Brazylijska gospodarka odnotowuje prawie zerowy wzrost. Rządząca Partia Pracy była ostatnio nękana przez afery korupcyjne. Choć ostatnie reformy przyniosły wiele dobrego dla Brazylijczyków (wielu ludzi dołączyło do tzw. klasy średniej), to jednak obywatele w tym czasie dojrzeli do bardziej ambitnych żądań. Oprócz pracy, lepszych płac, chcą dobrej edukacji, służby zdrowia i nie skorumpowanej władzy. M. Silva jest wolna od wszelkich afer korupcyjnych, co w brazylijskiej polityce jest niezwykle rzadkie. Uchodzi za polityka spoza układów, który może Brazylii nadać nowej świeżości, takiej jaką ponad 10 lat temu nadał L. da Silva.

Niezależnie jednak, kto wygra, nowy prezydent nie będzie miał łatwego zadania. Będzie musiał dokonać reform strukturalnych, które ożywiłyby gospodarkę. Być może będzie trzeba rozwinąć jeszcze bardziej relacje handlowe z państwami rozwijanymi się. Jednocześnie przyszły przywódca będzie musiał utrzymać programy pomocowe, z których korzysta blisko 1/3 obywateli. Pierwsza tura wyborów odbędzie się 5 października...

Fot. www.istoe.com.br

Czytany 2566 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04