sobota, 14 czerwiec 2014 08:59

Stanisław Tarasow: Cios w amerykańskie interesy na wschodzie - islamiści w Iraku otwierają drugi front

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

irackie_islamists  dr Stanisław Tarasow

Bojownicy powstałego w wyniku secesji w al-Kaidzie Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu (ang. ISIS) przejęli kontrolę nad najistotniejszymi obiektami w Mosulu; m.in. budynkami administracji, lotniskiem i kilkoma więzieniami. Policja i wojsko opuściły posterunki, ponad 500 tys. mieszkańców miasta szykuje się do ucieczki. Mosul znalazł się pod władzą islamistów.

Mosul to nie tylko przeciętne miasto. Położone w jego okolicach złoża ropy naftowej, wraz ze złożami Kirkuku, stanowią ponad połowę irackich zasobów tego surowca. Miasto ma też intrygującą historię polityczną i dyplomatyczną, którą warto krótko opisać dla uzyskania pełnego obrazu obecnej sytuacji.

Przed I wojną światową roponośny region Mosulu, wraz z Kirkukiem, Irbilem i Sulejmanią, tworzyły wilajet mosulski w Imperium Osmańskim. W latach 1918-1926 toczył się ostry spór o te terytoria pomiędzy Wielką Brytanią a Turcją. Na mocy traktatu z Sèvres z 1920 roku znalazły się one w składzie Iraku będącego obszarem mandatowym Brytyjczyków, jednak utworzony przez Wielkie Zgromadzenie Narodowe rząd Mustafy Kemala Atatürka nie uznał tych ustaleń i zażądał przyznania Turcji terenów, które należały do niej w chwili podpisania rozejmu w Mudros w 1918 roku.

29 października 1924 roku Rada Ligi Narodów obradująca w Brukseli podjęła decyzję o ustanowieniu pomiędzy Irakiem a Turcją tzw. linii brukselskiej, która stała się faktyczną granicą obu państw. Mosul pozostał w granicach Iraku. Znamienne, że wkrótce po tym rozstrzygnięciu dyplomacja turecka zaczęła intensywnie sondować w Moskwie grunt pod przekazanie Ankarze Azerbejdżanu lub preferencyjnego dostępu do tamtejszej branży wydobywczej w ramach „bratniej, proletariackiej solidarności międzynarodowej”, bowiem Turcja została praktycznie pozbawiona surowców. Oczekiwała też wsparcia w wypadku wybuchu wojny z Anglią; Atatürk oświadczał, że gotów jest „podjąć rękawicę”. Plany spełzły na niczym. 5 czerwca 1926 roku Turcja zmuszona została do podpisania porozumienia z Wielką Brytanią i Irakiem, na mocy którego uznawała linię brukselską. W zamian Ankara uzyskała prawo do 10% dochodów władz irackich ze sprzedaży mosulskiej ropy lub rekompensatę pieniężną w wysokości 500 tys. funtów szterlingów. Warto na to zwrócić uwagę w kontekście szczególnej roli, jaką Mosul odgrywa w historycznej i politycznej świadomości Turków.

W czasach późniejszych problem Mosulu nabrał dodatkowego znaczenia w kontekście pojawienia się na scenie politycznej czynnika kurdyjskiego, który przejawiał się w rywalizacji o władzę pomiędzy Kurdami a sunnitami. Sytuacja uległa radykalnej zmianie, gdy w 2005 roku społeczności kurdyjskiej udało się przy wsparciu Amerykanów uzyskać na terytorium Iraku własną podmiotowość o charakterze półautonomicznym, z szerokimi prerogatywami. Kurdowie w prowincji Niniwa zawsze obawiali się, że Arabowie prowadzić będą politykę nie biorącą pod uwagę ich interesów. Właśnie dlatego bojkotowali tam wybory gubernatora i ignorowali decyzje miejscowych władz. Amerykanom nie udało się wprowadzić w życie akceptowalnego dla wszystkich stron mechanizmu wspólnej kontroli nad złożami ropy naftowej.

Kurdistan

Zajęcie Mosulu nastąpiło w momencie zaostrzenia sporów pomiędzy Bagdadem i Irbilem. W centrum konfliktu pojawił się dobrze znany problem podziału dochodów z eksportu ropy wydobywanej w północnej części Iraku, którą planowano sprzedawać przez Turcję. Z tureckiego portu Ceyhan wypłynął już drugi tankowiec z transportem z północno-irackim surowcem. „Nie wiemy, jak i komu będzie sprzedana ta ropa – komentował wówczas tą informację minister energetyki i zasobów naturalnych Taner Yıldız – Jeśli Irbil i Bagdad toczą spór z tego powodu, to nie my jesteśmy jego sprawcami”. Co prawda, nie oglądając się na Bagdad, wcześniej już Kurdowie „przemycali” do Turcji transporty ropy, kierując je do śródziemnomorskiego portu Ceyhan, który – nawiasem mówiąc – stanowi ujście ropociągu Baku – Tbilisi – Ceyhan. Rząd Nuriego al-Maliki nalegał od dawna na ograniczenie kurdyjskiego udziału w dochodach z eksportu surowca do 17%. Pozostałe 83% Bagdad pozostawiać chciał w budżecie centralnym. Irbil gotów był zgodzić się na taką propozycję, ale pod warunkiem uznania przez Bagdad prawa autonomii do nawiązywania własnych relacji w zakresie handlu zagranicznego z Turcją i innymi potencjalnymi kontrahentami.

Wcześniej szef tureckiego MSZ Ahmet Davutoǧlu twierdził, że „nie robimy różnicy pomiędzy Irbilem i Bagdadem, czy Bagdadem i Kirkukiem. Patrzymy na sytuację Iraku nie z oddali, a od środka i utożsamiamy się z jego losem”. Ostatnio jednak Ankara zaczęła prowadzić własną rozgrywkę z Irbilem. Po tym, jak nie udało jej się zrealizować misji mediacyjnej w sprawie podziału dochodów między autonomią Kurdystanu a Bagdadem, zdecydowała się na podpisanie z Irbilem kontraktu długoterminowego o współpracy energetycznej, co w praktyce oznacza uznanie irackiego Kurdystanu za podmiot prawa międzynarodowego i cios w integralność terytorialną Iraku. Autonomia wyeksportowała w ten sposób bez zgody irackich władz centralnych ponad 1 mln baryłek ropy do Turcji. W wyniku tych działań Bagdad złożył pozwy sądowe przeciwko Turcji, oskarżając ją o współudział w przemycie irackiej ropy.

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, iż po kwietniowych wyborach parlamentarnych iracki premier Nuri al-Maliki nie uzyskał większości wystarczającej do jednopartyjnego, samodzielnego sprawowania rządów. Nieprzypadkowo premier regionalnego rządu Kurdystanu Nechervan Idris Barzani wystąpił pod adresem Bagdadu z oskarżeniami o to, że irackie siły bezpieczeństwa nie zdołały obronić mieszkańców Mosulu przed dżihadystami, choć do niedawna Irbil próbował nawiązywać z irackimi strukturami siłowymi współpracę. Według Barzaniego, „władze centralne zajęły stanowisko, które taką współpracę czyni niemożliwą”. W reakcji na te wydarzenia kurdyjscy peszmergowie przejęli pełną kontrolę nad położonym w północnym Iraku Kirkukiem i raczej w najbliższym czasie tego miasta nie opuszczą. Tymczasem Islamskie Państwo Iraku i Lewantu oświadczyło, że dążyć będzie do zdobycia Bagdadu. Pojawiają się wiadomości o walkach w okolicach miasta Samarra, zaledwie 125 kilometrów od stolicy.

W związku z sytuacją sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon zaapelował do społeczności międzynarodowej o okazanie wsparcia władzom Iraku, które – według niego – stawiają czoła poważnemu zagrożeniu bezpieczeństwa narodowego. Gotowość udzielenia pomocy zadeklarowały Stany Zjednoczone. W oświadczeniu Departamentu Stanu pojawia się informacja o konsultacjach międzyrządowych przeprowadzonych ze stroną iracką i turecką i o woli udzielenia im wsparcia przez USA. Waszyngton jednak wyraźnie spóźnił się w sprawie podjęcia decyzji dotyczących Iraku, choć dysponował dobrym rozeznaniem sytuacji w tym kraju. „Mówiąc o deeskalacji kryzysu ukraińskiego, powinniśmy realistycznie oceniać sytuację. Błędne jest przekonanie, iż w swej polityce zagranicznej USA kierują się jakąkolwiek racjonalnością. Mówię to z przykrością, ale Stany podobne są do pijaka przeżywającego dziesięcioletni rausz. Za co się nie wezmą, wszędzie ponoszą klęski. Drugie największe miasto Iraku, Mosul zdobyła al-Kaida. Tak wygląda jeden z wielkich ‘sukcesów’. Wiemy, jak dziś wygląda Libia. Wiemy, w co zmieniła się Syria. Niestety rządzący w Waszyngtonie zwolennicy interwencjonizmu uznają swe porażki za ogromne sukcesy” – twierdzi Daniel McAdams, dyrektor wykonawczy Instytutu Rona Paula na Rzecz Pokoju i Dobrobytu.

Zaniepokojenie sytuacją w irackim Kurdystanie wyraził też sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon, który wezwał „wszystkich przywódców politycznych do zjednoczenia w obliczu zagrożeń i niebezpieczeństw, przed którymi codziennie stoi Irak”. Ponadto zaapelował on do rządu irackiego i administracji kurdyjskiej o podjęcie współpracy i współdziałania na rzecz przywrócenia stabilności w regionie. Czy to możliwe?

Strona rosyjska w dalszym ciągu prowadzi wobec Bagdadu politykę opartą na zachowaniu dyplomatycznej poprawności. Procesy zachodzące w tym kraju mogą dotyczyć wrażliwych kwestii. Moskwa uznała niepodległość Abchazji i Osetii Południowej. Krym wszedł w skład Federacji Rosyjskiej. Można oczywiście nadal twierdzić, że każda kwestia etnopolityczna i terytorialna na poziomie międzypaństwowym ma swoją specyfikę, a Bagdad i Irbil powinny samodzielnie rozstrzygnąć istniejące pomiędzy nimi spory.

Warto jednak przygotowywać się na nieoczekiwany obrót spraw w regionie, gdyż w Iraku mają miejsce wydarzenia, które odbiją się echem na całym Bliskim Wschodzie. Po Syrii, islamiści zdecydowali się utworzyć drugi front na północy Iraku, gdzie bardzo prawdopodobne jest też zaangażowanie Turcji. Nieprzypadkowo w południowo-wschodnich wilajetach Turcji, dosłownie u progu zaplanowanych na 10 sierpnia wyborów prezydenckich, znów pojawiły się zbrojne akcje Kurdów. Przypomnijmy, że w przeprowadzonych 30 marca wyborach samorządowych rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju uzyskała ponad 43% głosów, w dużej mierze dzięki głosom kurdyjskim. Czym mogłoby zakończyć się zaangażowanie Ankary w wydarzenia w irackim Kurdystanie? W tym kontekście niektórzy eksperci nie wykluczają, że premier Recep Tayyip Erdogan, spoglądając na Krym, działać będzie na rzecz przeprowadzenia w Kurdystanie referendum dotyczącego jego niepodległości. Można przynajmniej uznać, że jego polityka wobec Irbilu budzi tego rodzaju oczekiwania. Ankara stara się utrzymywać kontrolę nad irackim Kurdystanem, bowiem w przypadku powstania państwa kurdyjskiego w Syrii, kolejnym obszarem roszczeń staną się kurdyjskie prowincje południowo-wschodniej Turcji. A to oznaczałoby rozpad państwa tureckiego. Wszystko więc wskazuje na to, że albo Bagdad staje się drugim Kijowem, albo Kijów drugim Bagdadem.

Źródło: http://www.iarex.ru/articles/48488.html
tłum. dr Mateusz Piskorski

Czytany 5183 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04