piątek, 03 sierpień 2012 09:33

Rafał Zgorzelski: Romney w Polsce - postrefleksje

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Mitt_Romney  dr Rafał Zgorzelski

W trakcie kilkudniowej podróży zagranicznej kandydat Partii Republikańskiej na fotel prezydenta USA Mitt Romney odwiedził, poza Polską, Wielką Brytanię i Izrael. O ile jednak wizyty w Wielkiej Brytanii i Izraelu miały dla Romneya pewne znaczenie wizerunkowe, chciał przez nie wskazać na to, że uznaje te państwa za strategicznych partnerów USA w polityce międzynarodowej, o tyle spotkanie w Polsce było również okazją do zamanifestowania tego, iż Romney jako przyszły prezydenta światowego mocarstwa nie zamierza zrezygnować z wpływania na dzieje Europy Środkowo-Wschodniej. Była też okazją do pokazania „pazurów Rosji” oraz zaznaczenia wyraźnej odrębności od Baracka Obamy, któremu kandydat republikanów zarzuca prowadzenie zbyt spolegliwej polityki wobec Władimira Putina. 

Nie należy sądzić, że celem przyjazdu Romneya do Polski była chęć pozyskania głosów amerykańskiej Polonii, która stanowi zbyt małą siłę, aby wpłynąć na wynik kampanii wyborczej w USA. Zresztą, co słusznie podkreślają niektórzy analitycy, zagraniczne wojaże Romneya, czy większa spolegliwość wobec Izraela, z którym Obama ochłodził ostatnio nieco relacje, będą miały zdecydowanie mniejsze znaczenie na ostateczny wynik wyborów niż to, jakie stanowisko zajmą obydwaj kandydaci w kwestiach polityki podatkowej USA, finansów państwa, wzrostu gospodarczego, bezrobocia, jego bezpieczeństwa wewnętrznego, sprawach socjalnych czy problem wojny w Afganistanie oraz sytuacja w Iraku.

Warto dodać, że były gubernator Massachusetts nie ma doświadczenia w polityce międzynarodowej i chce poprzez swoje zagraniczne wyjazdy pokazać, iż jednak kwestie te nie są mu obce i że będzie godnie reprezentował USA na tym polu. To także szansa na wskazanie na to, iż Romney, w przeciwieństwie do Obamy, zamierza poważnie traktować sojuszników USA. Podróż ta jest więc elementem strategii sztabu wyborczego Romneya. Należy też dodać, że Romney kalkuje tu taktykę Obamy, który w 2008 roku odwiedził w trakcie kampanii wyborczej Niemcy, Wielką Brytanię i Francję.

Wizyta w Wielkiej Brytanii jest też okazją do przypomnienia zaangażowania Romneya w organizację Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Salt Lake City w 2002 roku, które zakończyły się wielkim organizacyjnym sukcesem. Zresztą trzeba też uczciwie przyznać, iż podczas swojego wystąpienia Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego Mitt Romney wykazał się dużą wiedzą dotycząc historii Polski, II wojny światowej, walki narodów znajdujących się za „żelazną kurtyną” o wolność i demokrację. Najwyraźniej przygotował się doskonale do tej prelekcji, pragnąc w ten sposób wyraźnie odróżnić się od Obamy, któremu przytrafiały się różne wpadki. Elokwencja, obycie, styl wypowiedzi pozwalają na pozyskanie kolejnych punktów w wyborach.

Podczas swoich zagranicznych podróży Romney popełnił jednak także co najmniej kilka gaf. W Wielkiej Brytanii skrytykował przygotowania do trwającej właśnie w Londynie Olimpiady, a następnie, podczas jednego ze swych wystąpień nazwał Jerozolimę stolicą Izraela, co wzburzyło cały świat muzułmański oraz wprowadziło w osłupienie samych Izraelczyków, którzy nie spodziewali się takiej deklaracji z ust amerykańskiego polityka. Tym bardziej dlatego, że USA, podobnie jak wszystkie inne państwa, utrzymują swoją placówkę dyplomatyczną w Tel-Awiwie. Błędy te mogą przysporzyć mu więcej przeciwników niż orędowników. Z drugiej jednak strony Romney wyraźniej niż jego kontrkandydat zabiega o względy Izraela, sugerując również, że USA z nim na czele jako prezydentem nie będą oponowały wobec ewentualnego izraelskiego wystąpienia przeciwko Iranowi. Prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad stwierdził w odpowiedzi, że Romney „podlizuje się” Izraelowi po to, aby zwiększyć swoje szanse w walce o fotel prezydenta USA. Wypowiedź Romneya za „absolutnie nie do przyjęcia” uznał też główny palestyński negocjator Saeb Erekat. Nie zrażony tym Romney zapowiedział, że o ile wygra wybory prezydenckie, będzie zawsze sojusznikiem Izraela, który jest traktowany źle przez Obamę i przeniesie ambasadę swego państwa do Jerozolimy.

Także podczas wizyty w Polsce republikański kandydat na prezydenta wiele miejsca poświęcił strategicznemu partnerstwu łączącemu USA Izrael i Polskę. Ponadto złożył kwiaty pod Pomnikiem Bohaterów Getta oraz spotkał się z osobami ocalałymi z Holokaustu, a także reprezentantami gmin żydowskich. Dopiero później udał się pod Pomnik Powstańców Warszawskich, gdzie porozmawiał też przez chwilę z żyjącymi uczestnikami tego zrywu.

Witany entuzjastycznie w Gdańsku Romney złożył kwiaty pod Pomnikiem Obrońców Wybrzeża na Westerplatte i pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców. Mniej owacyjnie do tej wizyty podeszła NSZZ „Solidarność”, która niezbyt chętnie spogląda na Romneya za to, że ten kontestuje pozycję związków zawodowych w USA. Entuzjazmu grupy gdańszczan zdaje się też nie podzielać większość polskiego społeczeństwa, dla której w okresie „ludowej Polski” USA były symbolem wolności i dobrobytu. Polacy są dziś jednak rozczarowani efektami udziału polskiego wojska w wojnie w Iraku oraz gospodarczej przebudowie tego państwa. Spoglądają coraz bardziej sceptycznie na wojnę w Afganistanie, a szczególnie krytycznie odnoszą się do kwestii wiz. Dostrzegają więc coraz wyraźniej to, że popierając bezkrytycznie USA Polska nie odniosła w dwustronnych relacjach żadnych wymiernych korzyści.

W trakcie swojego pobytu w Gdańsku, do którego przyjechał Mitt Romney za zaproszenie Lecha Wałęsy, kandydat republikanów omówił również z byłym prezydentem Polski kwestie związane z sytuacją gospodarczą w Europie i na świecie oraz relacje Europy z Rosją. Lech Wałęsa wydaje się wyraźnie sprzyjać tej kandydaturze. Amerykański polityk wcześniej jednak spotkał się również w Gdańsku z premierem Donaldem Tuskiem, a przedmiotem tych rozmów była również sytuacja ekonomiczna w Europie i na świecie, relacje Europy z Ukrainą oraz Rosją, i tematyka Bliskiego Wschodu. Premier Tusk swego czasu uniknął spotkania z ówczesnym kandydatem na prezydenta Francji Francoisem Hollande, nie chcąc stwarzać wrażenia, że widziałby go chętniej jako partnera do rozmów na stanowisku francuskiej głowy państwa niż Nicolasa Sarkozy’ego. Tym razem Donald Tusk jednak spotkał się z Romneyem, który ma szanse na wybór na prezydenta USA, choć w wypadku reelekcji Obamy, ten ostatni może dobrze zapamiętać postawę polskich władz w trakcie tej kampanii. Wyraźne sprzyjanie jednemu z kandydatów może odbić się ostatecznie Polsce czkawką. Zresztą w sprawach kampanii prezydenckiej w USA należałoby zachować wstrzemięźliwość, ponieważ angażowanie się w wewnętrzne kwestie tego państwa jest błędem.

Polska ryzykowała wielokrotnie na rzecz dobrych stosunków z USA swoje narodowe interesy, pogarszając nawet, celem zaskarbienia sympatii tego mocarstwa, relacje z Rosją. Wprawdzie polska dyplomacja, rozczarowana brakiem należytego docenienie przez USA wkładu Polski w wojnę w Iraku oraz w Afganistanie oraz utrzymaniem dla Polaków wiz do USA, nie jest już tak bezkrytycznie nastawiona do tego sojuszu, jednakże wciąż ma ciągoty do prowadzenia proamerykańskiej polityki. Nie należy jednak się spodziewać, że w wypadku zwycięstwa Romney zmieni postawę USA wobec Polski, nawet jeżeliby podpisałaby się ona dziś oficjalnie pod hasłami tego kandydata i ogłosiła, że również dla niej „Rosja jest geopolitycznym wrogiem numer 1”. W Polsce politykom trudno jest pojąć, że prezydenci USA dbają przede wszystkim o interesy swego państwa. Nie można się spodziewać tego, iż USA będą dożyły do rzeczywistej konfrontacji z Rosją, ponieważ z automatu oznacza to zacieśnienie współpracy między Moskwą a Pekinem, którego Waszyngton uważa, nie bez racji, za głównego pretendenta do roli hegemona w świecie. Zresztą nie należy przypuszczać, że kwestia rosyjska będzie priorytetem potencjalnej prezydentury Romneya, który zdecydowanie większy nacisk kładzie w oficjalnym programie wyborczym na zagadnienia związane z Afganistanem i Pakistanem, Iranem, Chinami, Izraelem, Bliskim czy Dalekim Wschodem oraz Ameryką Południową.

W Polsce Romney spotkał się także z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim. Dziękując za zaangażowanie w Iraku oraz Afganistanie zwracał uwagę na dobre relacje łączące Polskę z USA, budowane na wspólnych wartościach i wolności. Zapowiedział też kontynuację tej współpracy oraz zacieśnianie więzów sojuszniczych. Również Sikorski zwrócił uwagę na to, że Polska jest zainteresowana dobrymi stosunkami z USA, niezależnie od tego, kto będzie prezydentem tego kraju. Sikorski nie jest już jednak dziś tak zapatrzony w Amerykę, jak jeszcze kilka lat temu.

W Warszawie Romney spotkał się również z prezydentem miasta Hanną Gronkiewicz-Waltz oraz złożył wieniec pod Grobem Nieznanego Żołnierza. Pomaga to w ocieplaniu jego wizerunku. Poświęcił godzinę także Prezydentowi RP Bronisławowi Komorowskiemu, z którym omówił kwestie związane z kryzysem gospodarczym, Rosją, Ukrainą oraz projektem amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Europie i sektorem bankowym w USA. Komorowski zadeklarował, że Polska jest zainteresowana bliskimi relacjami z USA oraz instalacją systemu antyrakietowego w naszym kraju. Prezydent zrobił to o tyle sprytnie, iż podkreślił, że traktuje tarczę jako element ogólnonatowskiego systemu ochrony antyrakietowej.

Podczas wspomnianego już wykładu na Uniwersytecie Warszawskim „Stany Zjednoczone-Polska: Relacje i Wartości Wolności”, Mitt Romney koncentrował się na zagadnieniu „wartości wolności”, podając mniej, bądź bardziej oficjalnej krytyce model sprawowania władzy w Rosji przez Władimira Putina oraz swojego kontrkandydata i obecnego prezydenta Baracka Obamę za to, iż ten „przymyka oczy” na zjawiska przynoszące demokracji ujmę na rzecz dobrych stosunków w Rosją. Warto jeszcze raz podkreślić to, że sam wykład, choć krótki, został przez jego sztab wyborczy bardzo dobrze przygotowany i odwoływał się do przyjaźni polsko-amerykańskiej oraz znaczenia Polski w Europie i świecie dla demokratycznych przemian, ładu i wolności. Nie zmienia to jednak faktu, że należy uznać to wystąpienie jako element, który ma wyraźnie odróżnić Romneya od obecnego rezydenta Białego Domu oraz pokazać, iż obywatele USA nie będą musieli za takiego prezydenta się wstydzić, jak przykładowo za Obamę, któremu często brakowało elementarnej wiedzy historycznej.

Wizyta Mitta Romneya w Polsce pozwala nam nieco lepiej poznać poglądy tego polityka oraz dowiedzieć się, na co można liczyć na wypadek, gdyby to on został prezydentem USA oraz jakie znaczenie miałby ten wybór dla sytuacji geopolitycznej w świecie. Potencjalny wybór tego kandydata oznacza bliższe związki USA z Izraelem oraz Wielką Brytanią, wzrost aktywności amerykańskiej militarnej na Bliskim Wschodzie oraz rywalizacja z Rosją o wpływy w różnych zakątkach świata. Rywalizacja, która jednak nie będzie prowadziła do otwartego konfliktu, bo dziś obydwa państwa, wbrew pozorom, więcej łączy niż dzieli. I oby te przesłanie polska dyplomacja właściwie zinterpretowała.

Fot. Gage Skidmore/Wikipedia/Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported

Czytany 4165 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04