poniedziałek, 23 marzec 2015 07:01

Piotr Wierszynin: „Gruziński akcent” kryzysu ukraińskiego

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Piotr Wierszynin

W połowie lutego 2015 roku były prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili został mianowany kierownikiem zespołu doradców prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki. Jednocześnie został on niezależnym doradcą ukraińskiego prezydenta.

Świeżo upieczony doradca szefa państwa ukraińskiego będzie nadzorować dostawy broni zagranicznej na Ukrainę. Ponadto, zgodnie ze słowami P. Poroszenki, „będzie reprezentował Ukrainę za granicą, a w tym samym czasie będzie reprezentantem społeczności międzynarodowej na Ukrainie. Jesteśmy pewni, że będzie on w stanie nawiązać dwukierunkową komunikację między Ukrainą i światem na temat reform oraz reprezentować naszą pracę za granicą".

Jednocześnie z takiego rozwiązania nie jest zadowolone Tbilisi. Ambasador Ukrainy w Gruzji został już wezwany na przesłuchanie przez gruzińskie ministerstwo spraw zagranicznych. Formalny powód jest jasny: przeciwko Micheilowi Saakaszwilemu w jego ojczyźnie jest prowadzona sprawa karna. A stanowisko, na które został powołany były gruziński prezydent, jest postrzegane w Gruzji (dokładniej przez jej obecnych przywódców) jako wyzwanie.
                                                                                                                               
W łonie obecnie rządzącej koalicji w Gruzji istnieje wiele wewnętrznych sprzeczności. W rezultacie powstał Ruch Narodowy, czyli aktywna grupa zwolenników byłego prezydenta. W tej sytuacji Kijów może rzeczywiście stać się swego rodzaju przyczynkiem do powrotu M. Saakaszwilego do polityki gruzińskiej. Nie będzie to jednak powrót wyłącznie polityczny.

Obecnie na Ukrainie przebywa sporo gruzińskich ekspertów wojskowych, którzy aktywnie uczestniczą w walkach na wschodzie kraju. Niektórzy analitycy nie wykluczają, że były prezydent państwa gruzińskiego będzie mógł tworzyć wojskowo-polityczny sztab, a walczący po stronie ukraińskiej armii gruzińscy eksperci wojskowi będą swego rodzaju siłą uderzeniową ewentualnego nowego „Majdanu" w Tbilisi. Są to jednak tylko spekulacje analityków. Czy te spekulacje staną się jednak rzeczywistością – czas pokaże...

Należy jednak zauważyć, że sam M. Saakaszwili pokazuje, że zamierza zmienić swoje „dowodzenie Kijowem" w swego rodzaju renesans gruzińskiego rządu. W ciągu kilku dni po powołaniu na doradcę P. Poroszenki, M. Saakaszwili udzielił wywiadu gruzińskiej stacji telewizyjnej Rustavi-2, w którym stwierdził, że za rok Zjednoczony Ruch Narodowy powróci do władzy w Gruzji na drodze wyborczej.

Jednak to stanie się w przyszłości. W międzyczasie możemy powiedzieć tylko jedno: Ukraina to naprawdę nie tylko miejsce, w którym władzę mają legioniści z Europy Wschodniej, a miejsce, gdzie władzę sprawują gruzińscy urzędnicy.

Należy pamiętać, że o powołaniu M. Saakaszwilego na tak odpowiedzialną pozycję w Kijowie zaczęto mówić już po przedterminowych wyborach parlamentarnych w listopadzie 2014. Najpierw mówiono, że były prezydent Gruzji zajmie stanowisko szefa Biura Antykorupcyjnego. Dyskusje na temat powołania M. Saakaszwilego trwały kilka miesięcy. Tymczasem w Kijowie osiedlali się w kolejni zwolennicy byłego prezydenta Gruzji.

1 grudnia 2014 roku na stanowisko ukraińskiego ministra zdrowia został powołany Aleksandre Kwitaszwili, który zrezygnował z gruzińskiego obywatelstwa, przyjmując ukraińskie.

17 grudnia pierwszym zastępcą szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Ukrainy została była minister spraw wewnętrznych Gruzji Eka Zguladze.

30 stycznia doradcą prezydenta Gruzji został Lewan Warszalomidze, który za czasów prezydentury M. Saakaszwilego był premierem Adżarskiej Republiki Autonomicznej.

4 lutego były wiceminister spraw wewnętrznych Gruzji, Gia Getsadze, został wiceministrem wymiaru sprawiedliwości Ukrainy.

Po mianowaniu M. Saakaszwilego stało się jasne, że zastępcą prokuratora generalnego Ukrainy będzie były prokurator z Tbilisi David Sakwarelidze. Będzie on odpowiedzialny za integrację europejską.

Większość z powyższych osób to znaczące persony gruzińskiej polityki z czasów M. Saakaszwilego. E. Zguladze jest autorem reformy policji, która jest uważana za jedną z największych osiągnięć poprzedniego rządu. A. Kwitaszwili jest twórcą reformy opieki zdrowotnej. Jednak sukces reformy tego obszaru jest znacznie mniej imponujący niż ten odniesiony przez E. Zguladze w policji. L. Warszalomidze był człowiekiem, który pokonał klan Asłana Abaszydzego w Adżarii i faktycznie zredukował do zera adżarską autonomię.

Tak więc, Ukraina powoli staje się rodzajem schronienia i miejscem zbierania się sił M. Saakaszwilego i jego zespołu. W związku z tym, należy mieć większą wiedzę na temat wszystkiego, co stanowi istotę stosunków gruzińsko-ukraińskich. Oczywiście, M. Saakaszwilego i Ukrainę wiele łączy.

M. Saakaszwili studiował prawo na wydziale stosunków międzynarodowych w Kijowskim Państwowym Uniwersytecie im. Tarasa Szewczenki. To oznacza, że ma wielu przyjaciół i znajomych wśród ukraińskich polityków i intelektualistów. W końcu to elitarny uniwersytet, a więc studiowało tam odpowiednio elitarne towarzystwo.

Tutaj zaczęła się też przyjaźń z byłym prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenką. Przyjaźń, która opierała się nie tylko na osobistej sympatii, ale także na podobieństwach natury ideologicznej – obydwaj silnie popierali kraje euroatlantyckie i byli bardzo antyrosyjscy.

Poza tym M. Saakaszwili jeszcze w 2008 r., w czasie konfliktu z Rosją próbował wciągnąć do niego Ukrainę. Przypomnijmy temat dostaw ukraińskiej broni do Gruzji. Ta chęć dostarczania broni swojemu gruzińskiemu „bratu w walce" przez W. Juszczenkę szła tak daleko, że kilka ostrzegawczych systemów obrony Buk zostało natychmiast przekazane do Gruzji. Takie akty są powszechnie nazywane, jako prowadzące do naruszenia bezpieczeństwa narodowego kraju. W tym przypadku bezpieczeństwa Ukrainy.

Należy zauważyć, że według wielu ekspertów, sytuacja z rosyjsko-gruzińskiego starcia militarnego niemal zamieniła się w rosyjsko-ukraińską konfrontację. Przypomnijmy, że w operacji przeciwko Gruzji brała udział rosyjska Flota Czarnomorska, która stacjonowała wtedy na ukraińskim Krymie.

Należy jednak stwierdzić, że sprowadzanie całości gruzińsko-ukraińskich stosunki wyłącznie do postaci M. Saakaszwilego jest błędem. Wracając do tego samego epizodu w 2008 r., niektóre jego etapy (np. liczne „pożary” w ukraińskich arsenałach, niespokojne relacje pomiędzy Walerijem Konowalukiem a Partią Regionów, itp.) wskazują, że w dostawie uzbrojenia ukraińskiego do Gruzji brały również udział ukraińskie elity, a nie tylko środowisko skupione wokół W. Juszczenki.

Nie warto także opisywać działań M. Saakaszwilego jako tylko i wyłącznie proamerykańskich. Rzeczywiście niezaprzeczalnym faktem jest, że były gruziński przywódca posiada powiązania z amerykańskimi politykami, zachodnimi organizacjami pozarządowymi oraz, że silnie popiera państwa euroatlantyckie. Jednak nie należy zapominać, że z pomocą Zachodu, zachodnich reform, a nawet za pomocą próby wprowadzenia zachodnich instytucji i standardów życia w Gruzji, M. Saakaszwili pragnął zrealizować cele polityki gruzińskiej. Jednakże chciał je zrealizować w tej formie i w tym sensie, w jakim te cele widziały inne pokolenia gruzińskiej elity.

Nawiasem mówiąc, opisanie M. Saakaszwilego wyłącznie przez pryzmat jego amerykańskich więzi jest lekkomyślne. Polityk ten pochodzi z nomenklatury ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jego dziadek był członkiem NKWD w czasach stalinowskich. Jego wuj – Temur Alasania – był radzieckim dyplomatą i, według niektórych źródeł, był pracownikiem I Zarządu Głównego KGB (wywiad zagraniczny – przyp. red.). Żona M. Saakaszwilego – Sandra Roelofs – na początku pierwszej kadencji prezydenckiej swojego męża stwierdziła, że ​​naśladuje on silne postaci polityki Gruzji, następnie je wymieniając Józefa Stalina i Ławrientija Berię. Jak mówią, to bardzo godne przykłady dla polityka, który uważa się za liberalnego reformatora...

Jeśli założymy, że M. Saakaszwili nie jest zjawiskiem przypadkowym, jak wolą nazywać go wszelkiego rodzaju sympatycy polityki rosyjsko-gruzińskiej, lecz jest przedstawicielem pewnej gruzińskiej tradycji politycznej, to jego ukraińska polityka będzie utrzymana w tym samym nurcie. Jeszcze w czasach radzieckich między Gruzją i Ukrainą istniały wystarczająco bliskie więzi. Należy pamiętać, kim był ojciec słynnego Georgija Gongadze. Był gruzińskim dysydentem, który kiedyś osiedlił się we Lwowie. W okresie poradzieckim obserwowaliśmy rodzaj współpracy wojskowej pomiędzy gruzińskimi i ukraińskimi siłami zbrojnymi w czasie wojny w Abchazji. Już kilka lat temu Gruzja i Ukraina zainicjowały powstanie alternatywnych form integracji w przestrzeni poradzieckiej, takich jak GUAM. W końcu, w 2008 r., Ukraina pomogła Gruzji w konflikcie z Rosją. Co dziś łączy Kijów i Tbilisi?

Wydaje się, że jedną z przyczyn przyciągania się tych państwa do siebie jest pewne podobieństwo między Ukrainą i Gruzją. W obu tych krajach do końca 1970 roku istniał rodzaj symbiozy pomiędzy partiami nomenklatury gospodarczej i różnego rodzaju i intelektualistami narodowymi (w tym, jak na ironię, i dysydentami). Ta właśnie symbioza definiowała bardzo specyficzne poradzieckie transformacje obu republik. W efekcie tych przemian, w których uczestniczyli pracownicy Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii i dzieci miejscowej nomenklatury, nagle zaczyna się wracać do Stepana Bandery na Ukrainie oraz do Noe Żordanii w Gruzji.

Wydaje się prawdopodobne, że gruzińscy politycy, nie tylko z otoczenia M. Saakaszwilego, uważają Ukrainę za swego rodzaju narzędzie nacisku na Moskwę. Tbilisi nie może jednak nie rozumieć, że kwestie Abchazji i Osetii Płd. nie mogą zostać obecnie rozwiązane ani w sposób wojskowy (Rosja obejmuje granice tych krajów), ani za pomocą środków politycznych (mieszkańcy Abchazji i Osetii Płd. sami zrezygnowali ze swojej suwerenności, a Moskwa nie ma ochoty im jej oddawać). Wszystkie wypowiedzi zachodnich polityków o gruzińskiej jurysdykcji w Abchazji i Osetii Płd. nie mają praktycznie żadnych konsekwencji politycznych.

W tej sytuacji stworzenie na Ukrainie wojskowego i politycznego nacisku na Rosję, w dłuższej perspektywie ma na celu stałe podnoszenie stopnia napięcia. Całkiem zatem możliwe, że Moskwa będzie przez byłe rządy gruzińskie zmuszona do uznania, w ten czy w inny sposób, suwerenności Abchazji i Osetii Płd., na co liczą w Tbilisi i Kijowie. Zwłaszcza na to liczą polityczne elity tbiliskie, które aktywnie mieszają się w ukraińską sytuację.

Tekst pochodzi ze strony: http://www.kavkazoved.info
Przekład: Agata Spustek

Czytany 16809 razy