wtorek, 19 maj 2015 07:19

Pierluigi Mennitti: Lobby Planet: przewodnik po lobbingu w Niemczech

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

Pierluigi Mennitti

Które przedsiębiorstwa, banki inwestycyjne oraz niemieckie elity polityczne próbują wpłynąć na decyzje rządu Angeli Merkel oraz Bundestagu?

Lądowali na lotnisku Tegel w połowie lat 90. – wszyscy ubrani na czarno, w marynarkach, krawatach, z aktówkami w rękach, niczym istoty pozaziemskie przybyłe z nieznanych światów. Nie mogli przejść niezauważeni przez nieokiełznany tłum, gromadzący się w tych czasach na berlińskim lotnisku, mimo że ich dogmatem było poruszanie się w sposób jak najbardziej dyskretny. Wyprzedzali nową erę miasta, które niedługo później miało na powrót stać się stolicą Niemiec.

Lobbyści z każdego zakątka kraju, przede wszystkim z Bonn, małego miasta na prowincji, które przez 40 lat zapowiadało powrót Niemiec Wschodnich do demokracji, ale także z zachodnich ośrodków niemieckiego przemysłu, Monachium, Stuttgartu, Mannheimu, Frankfurtu, Düsseldorfu, Wolfsburga oraz Hamburga, gdzie siedziby mają wpływowe przedsiębiorstwa, potrzebujące polityki, by uzyskać jeszcze szersze wpływy.

Stopniowo rozpierzchli się po Berlinie, podbijając tereny wokół nowych gmachów rządowych w dzielnicy, która w tym okresie była świadkiem powstawania siedziby kancelarii przypominającej pralkę, budynków mieszczących biura parlamentarzystów, nowych i starych gmachów ministerstwa oraz przezroczystej kopuły, umieszczonej przez gwiazdę architektury – Normana Fostera, na szczycie Reichstagu: szkło i stal, symbol polityki bez skazy. Podczas posiedzeń parlamentu mieszkańcy mogą zajrzeć przez dach do sali obrad, lecz nie są w stanie zobaczyć wszystkiego, co tam się dzieje.

Przekazanie darowizny w wysokości 690 tys. euro przez rodzinę Quandt, największego udziałowca BMW, na rzecz partii Angeli Merkel, podczas gdy jej rząd walczył niezwykle zaciekle w Luksemburgu, by utrzymać produkcję samochodów o dużej pojemności, wznowiło jakiś czas temu dyskusje dotyczące związku między przemysłem i polityką oraz tego, w jakim stopniu lobby, które osiedliło się w Berlinie, wpływa na decyzje niemieckiego rządu.

Geografia miejskiego lobbingu została zilustrowana w przewodniku wydanym przez Lobbycontrol – niemieckie stowarzyszenie stanowczo sprzeciwiające się wywieraniu wpływu na parlamentarzystów przez grupy interesu. Nazywa się Lobby Planet, przedstawia usianą kropkami mapę terenu o kształcie trójkąta, przylegającego do Regierungsviertel (dzielnicy rządowej), który rozciąga się od ulicy Unter den Linden przez Plac Poczdamski, aż po Gendarmenmarkt. Przewodnik jest przy tym bardziej precyzyjny od dobrowolnego spisu przygotowanego przez Bundestag, gdzie oficjalnie zarejestrowano mniej niż dwa tysiące stowarzyszeń.

Trzeba do nich jeszcze doliczyć agencje PR, kancelarie adwokackie, think-tanki, a także związki zawodowe, organizacje ekologiczne, pozarządowe. Najbardziej dotknięte lobbingiem sektory to: motoryzacyjny, energetyczny, finansowy, zdrowotny, zbrojeniowy, chemiczny, tytoniowy, wszystkie branże, w których firmy zmuszone są bronić się przed ustawami o ochronie praw konsumenta.

Nikt nie zna dokładnej liczby osób krążących wokół rządowych gmachów: „W przybliżonym, ale dość realistycznym rachunku, szacuje się, że jest ich około 5 tysięcy" – mówi Timo Lange, jeden z przedstawicieli Lobbycontrol. Jest to świat rzeczników partykularnych interesów, którzy dzięki kontaktom z ministrami i parlamentarzystami są w stanie zrobić z nich interes ogółu.
„Problemem jest właśnie utrzymanie kontroli – dodaje T. Lange – przecież lobbing stanowi integralną część procedur decyzyjnych demokracji: konflikt interesów mógłby prowadzić do wyważonych rozwiązań". Jednak szara strefa, w której mogą działać lobbyści, zwłaszcza jeśli kieruje nimi możliwość zdobycia znacznej sumy pieniędzy lub osobistych korzyści i przywilejów, stanowi źródło śmiertelnej trucizny.

„Przedsiębiorstwa nie przekazują darowizn, one inwestują" – utrzymuje znawca branży, profesor prawa Martin Morlok. Rzeczywiście, niedługo po tym jak Zieloni objęli rządy w Badenii-Wirtembergii, wyraźnie wzrosło ich dofinansowanie ze strony Südwestmetall – stowarzyszenia zrzeszającego regionalne przedsiębiorstwa przemysłu metalurgicznego i elektrycznego: z 12 tys. euro w latach poprzednich do 120 tys. w roku 2011 i 2012.

Pod względem transparentności niemieckie prawo jest ułomne w wielu aspektach. W 2004 roku czerwono-zielona koalicja Gerharda Schrödera wprowadziła program wymiany między polityką a przemysłem: na określony czas przedstawiciele ministerstw i prywatnych przedsiębiorstw mieli zamienić się biurkami, by wzajemnie lepiej poznać wewnętrzne struktury i procedury pracy.

Wystarczyło kilka miesięcy, by wyszedł na jaw pierwszy skandal: ujawniono, że prawniczka jednego z prywatnych banków inwestycyjnych wysłana do Ministerstwa Finansów (kierowanego wtedy przez socjaldemokratę Hansa Eichela) współpracowała nad projektem ustawy o legalizacji funduszy hedgingowych, do tej pory zakazanych na niemieckim rynku.

W tym samym roku jeden ze współpracowników Daimlera, wciąż jeszcze pobierając wynagrodzenie z przedsiębiorstwa, sporządzał dokumenty i wewnętrzne raporty Ministerstwa Transportu, podczas gdy wprowadzano obowiązkowe opłaty za przejazd pojazdów ciężarowych po autostradach.

Od tego czasu zwyczaje prawie się nie zmieniły, mimo że w 2008 roku rząd Wielkiej koalicji wprowadził 6-miesięczny limit wymiany oraz ustawę zakazującą zatrudniania zewnętrznych współpracowników w ministerstwach, które poruszają kwestie sprzeczne z interesami danego przedsiębiorstwa. Politycy nie są jednak ekspertami, a lobbyści uchodzą za cenionych doradców.
Im bardziej solidne są struktury doradztwa wewnątrz ministerstw i parlamentu, tym rzadziej zachodzi potrzeba korzystania z usług doradców z zewnątrz. Tymczasem w pierwszej połowie 2013 roku ministerstwo nadal miało 39 zewnętrznych współpracowników, co niemniej jednak stanowi znaczny spadek względem 70 osób w roku 2011 i 300 w latach poprzednich.

Jednocześnie liczba osób pochodzących z prywatnych przedsiębiorstw wzrosła z 5 do 10.  Ponadto w szacunkach tych w ogóle nie bierze się pod uwagę współpracowników powiązanych z przedsiębiorstwami państwowymi, co też pociąga za sobą ryzyko konfliktu interesów. I nie wszyscy przestrzegają 6-miesięcznego limitu narzuconego przez rozporządzenie.

Trybunał Obrachunkowy utarł nosa ministrom, nakazując ograniczenie wpływów z zewnątrz i poddanie krytycznej ocenie pracy wykonywanej przez osoby powiązane z państwowymi przedsiębiorstwami. Mimo wszystko, zmniejszenie liczby zewnętrznych współpracowników nie doprowadziło do utraty wpływów przez lobbystów.

Niektórzy ministrowie powierzają doświadczonym lobbystom kluczowe stanowiska w resorcie: i tak, na przykład, liberał Philipp Rösler, kierując Ministerstwem Zdrowia, wepchnął na szczyt wiceprzewodniczącego towarzystwa prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych.

Napływ lobbystów do świta polityki jest równoważony przez przeciwną tendencję migracyjną. Trudno dziś zliczyć byłych polityków, którzy w krótkim czasie przeszli na usługi przedsiębiorców. Daniel Bahr, były minister zdrowia, skończył na kontrakcie w spółce Allianz, posiadającej w ofercie także ubezpieczenia zdrowotne.

Katherina Reiche (CDU), obecna podsekretarz w Ministerstwie Transportu, od września 2015 r. będzie zarządzać Stowarzyszeniem Regionalnych Przedsiębiorstw. Kurt Beck, przewodniczący związanej z SPD Fundacji im. Friedricha Eberta, piastujący do grudnia 2012 roku urząd premiera Nadrenii-Palatynatu, od czerwca 2013 roku jest zatrudniony przez koncern farmaceutyczny Boehringer Ingelheim, który ma siedzibę w tym właśnie landzie.

Eckart von Klaeden, pełniący w poprzednim rządzie funkcję ministra stanu przy Urzędzie Kanclerskim, przeszedł do Daimlera, gdy tylko władzę objęła Wielka koalicja.

Lista jest długa: Roland Koch (CDU) porzucił kierowany przez siebie rząd Hesji, by objąć stery w przedsiębiorstwie budowlanym Bilfinger, Friedrich Merz, były szef klubu CDU, zepchnięty później na boczny tor przez A. Merkel, wciąż nie mogąc się zdecydować między polityką a działalnością adwokacką, znalazł się w centrum sprawy wyprzedaży aktywów banku WestLB, Wolfgang Clement (SPD) przeszedł z ministerstwa zajmującego się energetyką do zarządu spółki należącej do koncernu energetycznego RWE.

Na koniec najsłynniejsze afery: G. Schröder, któremu wystarcza kilka tygodni, by objąć posadę w Nord Stream, spółce kontrolowanej przez Gazprom, realizujący projekt gazociągu na dnie Morza Bałtyckiego, wspierany właśnie przez jego rząd, oraz Joschka Fischer, były lider partii Zielonych, który porzuciwszy świat polityki, świadczył usługi lobbingowe Siemensowi, BMW i dwóm konsorcjom energetycznym: RWE oraz OMV. Promował opłacany przez nie i ostatecznie upadły projekt gazociągu Nabucco, będąc przez pewien czas zmuszonym do konkurowania z byłym kanclerzem G. Schröderem, którego konsorcjum wspierało alternatywny projekt – Gazociąg Południowy.

„Potrzeba nowych zasad, dzięki którym udałoby się dostosować istniejące przepisy regulujące działalność lobbingową do zmian, jakie zaszły w ostatnich latach" – mówi Christina Deckwirth z Lobbycontrol. Propozycja, wspierana także przez Trasparency International, dotyczy wprowadzenia 3-letniego okresu przerwy między działalnością polityczną a lobbingową.

To wystarczający czas, by uniknąć sytuacji, gdy polityk zabiera ze sobą poufne informacje, kontakty i znajomości, jakie zdobył w latach swojej publicznej aktywności. Inna propozycja zakłada wprowadzenie obowiązkowego rejestru stowarzyszeń i lobbystów, który zastąpiłby bezużyteczną listę Bundestagu, dając parlamentarzystom oraz opinii publicznej dostęp do swego rodzaju mapy osób działających przy ośrodkach władzy.

Natomiast rząd pracuje nad swoim własnym projektem, który zamierza wnieść do parlamentu: przewiduje on obowiązek zaskarżania i poddania ocenie samego rządu. Jednak terminy wciąż się wydłużają.

Przekład: Martyna Pałys
Fot.: www.ctvnews.ca/
Tekst pochodzi ze strony internetowej Limes Rivista Italiana di Geopolitica

Czytany 3274 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 18 maj 2015 16:38