czwartek, 10 grudzień 2015 07:04

Mirko Bellis: Somalizacja Libii – okazja dla ekstremistów

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Mirko Bellis

Istnieje ryzyko, że sytuacja w Libii przerodzi się w poważne zagrożenie, na co zwrócił uwagę włoski premier Matteo Renzi podczas spotkania z prezydentem Francji François Hollande’em w Paryżu. Prawie 4 lata po upadku reżimu Muammara Kadafiego Libia jest wciąż pogrążonym w chaosie krajem z dwoma rywalizującymi rządzami i dwoma parlamentami: Izbą Reprezentantów w Tobruku, która została uznana przez społeczność międzynarodową i Powszechnym Kongresem Narodowym z siedzibą w Trypolisie, wspieranym przez proislamską koalicję Fajr Libya (Świt Libii).

Od Leona po Koblera – wysiłki dyplomacji

Plany powołania rządu jedności narodowej – co do którego porozumiano się w październiku bieżącego roku w Skhirat w Maroku – dotychczas nie zostały zrealizowane. Bernardino Leon, były specjalny wysłannik ONZ ds. Libii, niedługo przed końcem swojej kadencji zapowiedział utworzenie rządu jedności narodowej pod przewodnictwem Faiza Saradża, deputowanego do Izby Reprezentantów [1].

Uczestnicy procesu dialogu mieli zagłosować w sprawie nowego rządu do dnia 20 października. Niemniej jednak ponad miesiąc po terminie powołanie libijskiej władzy wykonawczej wciąż jeszcze nie doszło do skutku.

Chociaż większość członków obu parlamentów publicznie wyraziła swoje poparcie dla planu przedstawionego przez ONZ, pewna mniejsza część posłów – zarówno z Trypolisu, jak i Tobruku – sprzeciwia się głosowaniu za nowym rządem tymczasowym.

Po koniec listopada w Tunisie 27 członków Izby Reprezentantów oraz Powszechnego Kongresu Narodowego odrzuciło plan ONZ jako „niezgodny z zasadami pojednania”. Według lokalnych źródeł są oni przeciwni jakiejkolwiek zewnętrznej ingerencji w przyszłość Libii. Ponadto wyrażają zastrzeżenia, co do roli B. Leona.

B. Leon, podejrzewany o sprzyjanie Tobrukowi na niekorzyść Trypolisu. Przed ustąpieniem ze stanowiska ogłosił, że będzie pracował (za 50 tys. USD miesięcznie) w akademii dyplomatycznej Zjednoczonych Emiratów Arabskich – kraju, który nie tylko ingeruje w wewnętrzne sprawy Libii, lecz co więcej, otwarcie wspiera jeden z rządów – właśnie ten z siedzibą w Tobruku.

W tym kontekście wzrasta nieufność Libijczyków wobec zagranicznej mediacji. Spotkanie libijskich polityków w Tunisie jest zatem wyrazem niepokojącego zahamowania postępów, jakie poczyniono w ostatnich miesiącach.

Martin Kobler, nowy wysłannik ONZ ds. Libii, usiłuje wznowić dialog podjęty przez B. Leona. Po odbyciu podróży do Włoch, Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Francji, Tunezji i Egiptu, M. Kobler udał się do Algieru, gdzie uczestniczył w siódmej konferencji ministrów spraw zagranicznych krajów sąsiadujących z Libią.

Dyplomatyczna presja, jaką społeczność międzynarodowa wywiera, by nowy rząd został niezwłocznie powołany, jest ogromna. W spotkaniu w Algierze 8 grudnia wzięli udział również przedstawiciele Ligi Państw Arabskich, Unii Europejskiej oraz Unii Afrykańskiej.

Rozwój kalifatu na terenie Libii

W pozbawionej prawowitego rządu Libii umacnia się pozycja dżihadystów. Lokalne źródła podają, że bojownicy samozwańczego Państwa Islamskiego przerzucają ciężki sprzęt oraz pojazdy z Syrii do miast Harawa, An-Naufalijja i Bin Dżawad, by rozciągnąć swoje wpływy na terytoria bogate w ropę naftową, a także do Adżdabiji oddalonej o 150 km od Bengazi. By ograniczyć działania dżihadystów, libijskie lotnictwo zbombardowało w zeszłym tygodniu Adżdabiję. Prowadzona przez oddziały pod dowodzeniem gen. Chalify Bilkasima Haftara [2] walka z bojówkami Państwa Islamskiego zdaje się jednak nie przynosić pożądanych skutków. Islamscy bojownicy kontrolują obecnie dużą część przybrzeżnej drogi biegnącej wzdłuż zatoki Wielkiej Syrty.

Ponadto wielu międzynarodowych obserwatorów wskazuje na kontrowersyjną postać samego gen. C.B. Haftara jako jedną z przeszkód na drodze do normalizacji sytuacji w Libii. Rząd w Trypolisie niejednokrotnie potępiał militarne działania generała. Premier Powszechnego Kongresu Narodowego, Chalifa al-Ghwell, poprzysiągł zemstę za naloty na Adżdabiję, nazywając je „aktem przestępczym”. Na obecną chwilę nie jest pewne, jak odpowie Fajr Libya, jednak sytuacja sprzyja ekspansji wpływów Państwa Islamskiego.

Naftowy emirat

W walce o władzę, która toczy się między Tobrukiem a Trypolisem, szczególnie istotną rolę pełni Ibrahim Al Jedran – młody były rewolucjonista i dowódca oddziałów ochraniających złoża ropy naftowej w Cyrenajce.

I. Al Jedran, formalnie przeciwnik islamistów, w przypadku, gdyby doszło do podziału terytorialnego Libii, mógłby, wykorzystując poparcie swojego plemienia Al Magharba, zadecydować o utworzeniu własnego „emiratu naftowego”.

Abstrahując od podziałów plemiennych i ideologicznych, zdaje się, że w skomplikowanym libijskim scenariuszu, to właśnie kontrola nad dochodami pochodzącymi ze sprzedaży ropy, które stanowią 97% libijskiego PKB, jest prawdziwym przedmiotem politycznej walki.
W północnoafrykańskim państwie, w którym oddziały zbrojne reprezentują interesy wielu autonomicznych ośrodków władzy, brak rządu jedności narodowej sprawia, że stabilizacja po 42 latach dyktatury staje się wizją coraz bardziej odległą.

Źródło: http://www.affarinternazionali.it/articolo.asp?ID=3248
Fot. www.dailystar.com.lb (Tymczasowa siedziba jednego z libijskich parlamentów w Tobruku).
Przekład: Martyna Pałys

__________________________________________
1. http://www.affarinternazionali.it/articolo.asp?ID=3173
2. http://www.affarinternazionali.it/articolo.asp?ID=3185

Czytany 3250 razy