piątek, 08 kwiecień 2011 10:18

Marcin Maroszek: Ameryka Łacińska wobec przemian w Afryce Północnej. 'Tak' dla demokratyzacji, 'nie' dla interwencji.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

latin_america_01

  Marcin Maroszek

Kraje Ameryki Łacińskiej od kilku lat intensyfikowały swe relacje z państwami arabskimi, czego wyrazem były organizowane od 2005 r. szczyty Ameryka Łacińska – kraje arabskie. Ostatni z nich, zaplanowany na luty 2011 r. w Peru, nie odbył się z powodu kryzysu w Tunezji i Egipcie.

Interwencja zbrojna w Libii, mająca na celu wdrożyć rezolucję 1973 Rady Bezpieczeństwa ONZ, spotkała się z mieszaną reakcją krajów latynoamerykańskich. Przywódcy Argentyny, Boliwii, Ekwadoru, Kuby, Nikaragui, Paragwaju i Wenezueli, wywodzący się ze środowisk lewicowych, otwarcie skrytykowali misję, jako obcą interwencję w wewnętrzne sprawy Libii. Natomiast państwa, gdzie władzę sprawują prezydenci reprezentujący prawą stronę sceny politycznej (Chile, Kolumbia, Meksyk, Panama i Peru) wsparły bądź zaakceptowały interwencję militarną. Należy jednak zaznaczyć, iż jedynie Kolumbia – najbliższy sojusznik Stanów Zjednoczonych w regionie – poparła rezolucję 1973, a reszta krajów wstrzymała się od oficjalnego zajęcia stanowiska.

Brazylia, tymczasowy członek Rady Bezpieczeństwa ONZ i regionalny lider, rządzona przez umiarkowanie lewicującą Dilmę Rouseff, wstrzymała się od poparcia interwencji. Przedstawiciele Itamaraty (brazylijskiego ministerstwa spraw zagranicznych) jasno stwierdzili jednak, iż owego wstrzymania się od głosu nie należy traktować jako cichego poparcia dla reżimu Kaddafiego. Minister spraw zagranicznych stwierdził, iż postawa Brazylii była spowodowana brakiem pewności, że interwencja w Libii przyniesie „niezwłoczne zakończenie aktów przemocy lub zapewni ochronę cywilom”. Władze brazylijskie wydały oświadczenie, w którym wzywały do wstrzymania ognia w Libii.

Ameryka Łacińska po wydarzeniach w Tunezji, Egipcie, Libii i krajach Bliskiego Wschodu była przywoływana jako przykład regionu, gdzie procesy transformacji i demokratyzacji – przejście od rządów dyktatorów (tzw. caudillos) do władz wyłanianych w wolnych wyborach – przeprowadzone zostały pokojowo, na drodze porozumienia społecznego. Mając w pamięci krwawe rządy swoich odpowiedników Hosni Mubaraka czy Muammara Kaddafiego, kraje latynoamerykańskie w naturalny sposób utożsamiały się z narodami północnoafrykańskimi walczącymi o swoje prawa. Tym bardziej, iż w ostatnich latach w Ameryce Łacińskiej odchodzi się od uznawania umowy społecznej z przełomu lat 80. i 90. (która w zamian za dobrowolne zrzeczenie się władzy przez dyktatorów i ich stronników gwarantowała im nienaruszalność), a proces pociągania do sprawiedliwości winnych zbrodni z lat 70., 80. i 90. XX w. nabrał tempa. Co prawda najbardziej znanego i jednego z najbardziej krwawych dyktatorów, Augusto Pinocheta, nie udało się ukarać, lecz jego odpowiednicy z Argentyny (Jorge Videla), Panamy (Manuel Noriega) czy Peru (Alberto Fujimori) zostali osądzeni i skazani na wieloletnie kary więzienia. W obliczu takich nastrojów w regionie wsparcie narodów Ameryki Łacińskiej dla walki rewolucjonistów w Tunezji, Egipcie czy monarchiach Bliskiego Wschodu było rzeczą oczywistą – choć nie zawsze wyrażaną przez władze.

Z drugiej strony jednak, na podejście krajów latynoamerykańskich do wydarzeń w Afryce Północnej wpływ ma inny, równie silny czynnik – wyczulenie na punkcie suwerenności państwa. Karty historii krajów Ameryki Łacińskiej były jeszcze do niedawna zapisane interwencjami obcych mocarstw. Najpierw Hiszpania i Portugalia, później Francja i Wielka Brytania, a od przełomu XIX i XX w. Stany Zjednoczone decydowały o życiu i rozwoju wydarzeń w regionie. W dużej mierze w wyniku polityki Waszyngtonu, któremu silna władza była na rękę, zimna wojna w regionie upłynęła pod znakiem krwawych dyktatur. Kolejne rządy amerykańskie inspirowały i wspierały przewroty wojskowe (często otwarcie interweniując militarnie w skądinąd suwerennych państwach), które na szczyty władz wynosiły im przychylnych dyktatorów.

Jest to jedną z głównych przesłanek krytyki polityki Waszyngtonu i innych państw rozwiniętych przez lewicowych prezydentów latynoamerykańskich. Pomni własnych złych doświadczeń w tej materii lokalni liderzy od Hugo Chaveza, przez Rafaela Correę po Cristinę Kirchner są z zasady bardzo sceptycznie nastawieni do wszelkich interwencji wojskowych i mieszania się w wewnętrzne sprawy innych państw. Stąd też nie może dziwić seria krytycznych uwag pod adresem inicjatorów operacji wojskowej w Libii. Prezydent Ekwadoru, Rafael Correa, określił akcję jako niedopuszczalną, jego boliwijski kolega, Evo Morales, zaapelował zaś o odwołanie Pokojowej Nagrody Nobla dla Baracka Obamy.

Niejako osobnym przypadkiem jest Libia. O ile Hugo Chavez i jego partnerzy z ALBA (Alternativa Bolivariana para America) potępiali Hosni Mubaraka w Egipcie (który był sprzymierzeńcem Waszyngtonu), o tyle Muammar Kaddafi był ich sojusznikiem w kontestacji wpływów Stanów Zjednoczonych i Europy na świecie (a w przypadku Wenezueli także w zakresie polityki związanej z wydobyciem ropy naftowej). Jego rządów zatem nie postrzegano w tych samych kategoriach, co Mubaraka, lecz widziano w nim sojusznika i partnera. Wniosek wydaje się oczywisty – kwestia czy dany dyktator jest popierany czy krytykowany przez te kraje zależy tylko od stopnia zbieżności wyznawanych przezeń idei i prowadzonej polityki. A upraszczając, można powiedzieć, że zależy od tego czy jest on przeciwnikiem, czy też sojusznikiem Stanów Zjednoczonych.

Podsumowując można stwierdzić, iż u podstawy odmiennych postaw poszczególnych państw regionu stoją różnice w postrzeganiu prawa do suwerenności i samookreślenia się, jak również doświadczenie dyktatur w Ameryce Łacińskiej. W dużej mierze pokrywa się to również z podziałem na nurty ideologiczne reprezentowane przez siły znajdujące się u władzy w danym kraju. Jednocześnie liderzy państw utrzymujących bliskie stosunki z Libią i jej dotychczasowym przywódcą nie stosują wobec Kaddafiego tych samych kryteriów, co wobec innych dyktatorów czy monarchów Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu.

Tekst jest stanowiskiem Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego altz dnia 8 kwietnia 2011 r.

Czytany 4045 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04