wtorek, 23 marzec 2010 10:17

Kornel Sawiński: Kosowski bumerang

Oceń ten artykuł
(1 głos)
alt Kornel Sawiński Mija właśnie druga rocznica jednostronnego proklamowania niepodległości przez Kosowo - dotychczasową serbską prowincję (co potwierdzała rezolucja nr 1244 Rady Bezpieczeństwa ONZ z 1999 roku). Można śmiało powiedzieć, że było to wydarzenie z pierwszej ligi geopolitycznych zapasów.
2 lata po „nowym Monachium"
Obserwując rozbiór Serbii z pogwałceniem norm prawa międzynarodowego, miało się nieodparte wrażenie deja vu konferencji monachijskiej z 1938 roku. Adolf Hitler, przy aprobacie Francji i Wielkiej Brytanii, rozszarpując Czechosłowację i odrywając od niej Sudety, uzasadniał swoją agresję faktem zamieszkiwania tych terenów przez większość niemiecką. To co rozpętali Amerykanie, nawiązuje do tych najgorszych tradycji. Subtelną, aczkolwiek znaczącą (niestety moralnie na korzyść agresora z 1938 rok) różnicą jest kolejność zdarzeń: wojska natowskie najpierw zajęły Kosowo a dopiero później ogłosiły je „niepodległym" państwem.

Na luty 2008 roku, jednoznacznymi (analogicznie jak Niemcy we wrześniu 1938 r.) zwycięzcami tej geopolitycznej „partii szachów" są Stany Zjednoczone. Przed samym końcem kadencji neokonserwatywna ekipa Busha, stosując zasadę divide et impera, zyskała dla amerykańskiego kolosa państwo pod protektoratem, finansowane przez UE. Jednocześnie USA zyskały kontrolę nad trasami transportu ropy i gazu oraz geopolityczne wpływy, promieniujące na całe Bałkany z możliwością destabilizacji regionu. Symbolem stała się wojskowa superbaza Camp Bondsteel. Tym samym wskazały po raz kolejny polityczne miejsce Unii Europejskiej w szeregu - w ramach „wspólnoty euroatlantyckiej", która w medialnej nowomowie tak często nazywana jest „społecznością międzynarodową". Uznanie na dzień dzisiejszy przez 65 państw „niepodległości" Kosowa na tle 192 krajów-członków ONZ, to jednak relatywnie mało, by nazwać Kosowo kompletnym zwycięstwem imperium atlantyckiego.

Prawdziwa wspólnota międzynarodowa, rozumiana (idealistycznie), jako ONZ, poniosła w tym przypadku absolutną porażkę. Około 250 tys. wypędzonych, w wyniku wojny i bezpośrednio natowskiej interwencji Serbów nie powróciło do swoich domów. Ci którzy zostali, żyją w etnicznych gettach bez żadnych gwarancji bezpieczeństwa, w cieniu zniszczonych przez UCK prawosławnych cerkwi. W niecałe dwa miesiące od proklamowania „niepodległości" Kosowa, do oficjalnych mediów przedostała się informacja o tym, że kosowscy Albańczycy handlowali organami serbskich jeńców wojennych[1]. Carla del Ponte, do niedawna naczelna prokurator oenzetowskiego trybunału ds. zbrodni wojennych w dawnej Jugosławii, skrywała te informacje przez prawie dziesięć lat. Gdyby te fakty pojawiły się przed 17 lutego 2008 roku, to opinia publiczna miałaby jeszcze większy dylemat, czy uznać ten amerykański protektorat.

Polskie media, będące w zasadzie kalką mediów zachodnich, kpiąc sobie z inteligencji polskich czytelników, informowały, że oderwanie Kosowa od Serbii było wymagane właśnie ze względu na poszanowanie „praw mniejszości". Casus Kosowa pokazuje wyraźnie, jak niebezpieczna (dla samego USA/NATO) może być gwałtowna polityka nadawania praw autonomii politycznej i szerokich przywilejów.

Kosowo a Osetia Południowa i Abchazja
W rewanżu za „kosowski precedens" (o którym minister Radosław Sikorski, mówił, że to „przypadek jedyny i niepowtarzalny" Rosja uznała niepodległość Abchazji i Osetii. Związek między tym wydarzeniem, a jednostronną secesją Kosowa jest oczywisty.

Pochylmy się na moment nad obszarem różnic między tymi dwoma precedensami, oglądając je z prawniczego i aksjologicznego punktu widzenia.

Bezsprzeczną i w zasadzie jedyną „zbieżną prostopadłą" obydwu przypadków jest oczywiście jednostronne uznanie w ostatnim czasie Kosowa i Osetii/Abchazji, jako niezależnych państw. Historycznie rzecz biorąc, Osetia i Abchazja nigdy nie były gruzińskie, wykazując daleko posuniętą autonomię kulturową. Osetyńczycy, podobnie jak Abchazowie, stanowią odrębny od Gruzji kulturowo naród, posługujący się językiem należącym do grupy języków irańskich, w przeciwieństwie do języka Gruzinów, należącego do grupy języków kaukaskich (Szerzej na ten temat prof. Anna Raźny[2]). Ponadto Osetia nigdy nie pogodziła się ze stalinowskim dekretem na mocy, którego w 1931 roku została przyłączona do gruzińskiej SRR. Odkąd ją wcielono, zawsze chciała się oderwać od Gruzji - inaczej niż Kosowo, które nigdy w historii takich ambicji nie posiadało. Kosowo było kolebką serbskiej państwowości, gdzie jeszcze 40 lat temu ludność słowiańska (z dominacją Serbów) stanowiła około 1/3 mieszkańców[3]. Od roku 1968, kiedy Albańczycy otrzymali szeroką autonomię, dał się zauważyć, za pomocą nadawania praw albańskim mieszkańcom tego terytorium, proces „albanizowania" Kosowa. W latach 1968-1988 Kosowo opuściło ok. 220 000 Serbów. W tym samym czasie procent Albańczyków ciągle wzrastał. Gdyby dziś Serbowie mogli cofnąć czas o jedno, dwa pokolenia wstecz, nie byliby z pewnością tak tolerancyjni.

Należy pamiętać również o specyficznej sytuacji prawnej Osetii i Abchazji. 25 sierpnia 1990 roku Abchaska Rada Najwyższa ogłosiła suwerenność Abchazji[4], a 20 września tego samego roku Osetia Południowa podjęła uchwałę o powołaniu samodzielnej republiki[5]. To fakty ,które zarówno polskie jak i zachodnie media otoczyły szczelnym „murem milczenia". Oznacza to, że Osetia i Abchazja opuściły ZSRR parę miesięcy przed samą Gruzją. Dlaczego więc Gruzja ma mieć prawo do niepodległości a Osetia i Abchazja już nie?

Kosowo pętlą założoną na szyi UE
„Niepodległe" Kosowo funkcjonujące, jako narzędzie geopolitycznych interesów Stanów Zjednoczonych - to kwestia bezdyskusyjna. Zastanawiać może jednak, skąd bierze się wśród europejskich elit taka krótkowzroczność, wynikająca z irracjonalnej niechęci wobec Serbów?

Państwa UE uznające „niepodległość" Kosowa i łamiące tym samym prawo międzynarodowe (rezolucja RB ONZ 1244 z 1999 r.) w niczym nie przyczyniły się do zwiększenia bezpieczeństwa, czy wzrostu politycznego znaczenia Europy. W obecnym kształcie ten „potworek" atlantyckiej demokracji w żaden sposób nie odpowiada interesom Europy. Kosowo to „pocałunek Almanzora złożony na czole Europy", o którym mówił Stanisław Michalkiewicz [6]. W kontekście tego aż nadto wyraziście widocznym geopolitycznym skutkiem istnienia „wolnego Kosowa" jest potencjalna możliwość realizacja strategicznego projektu „Wielkiej Albanii", czyli dążeń do zjednoczenia (sfederowania) z Albanią właściwą części Grecji (Epir), Czarnogóry (Ulicnj), Macedonii i Doliny Preszewskiej Serbii. Zaś sama Albania (w której ulice nazywa się imieniem Georga Busha[7]) jest, jak wiadomo, od jakiegoś czasu „demokratycznym", strategicznym partnerem dla USA.

Czy i kiedy Kosowo zostanie przyłączone do Wielkiej Albanii - zależy tylko i wyłącznie od decyzji elit USA, które to decyzje będą wynikiem rachunku konkretnych geopolitycznych interesów.

Drzemie w tym wszystkim duże niebezpieczeństwo destabilizacji samej Unii Europejskiej, której kierunek ewolucji jest nieprzewidywalny.

Co jakiś czas Kosowarzy „manifestują" swój gniew wyładowując go na swoich „wyzwolicielach" z UE, tak jak to miało miejsce we wrześniu ubiegłego roku[8]. Bezpośrednim powodem zamieszek, wszczętych przez Kosowarów, był sprzeciw wobec zaplanowanego porozumienia między cywilną misją EULEX a serbską policją. Ironizując, Kosowarzy ustalili zakaz podpisywania wszelkich umów z Serbami.

Problem jest bardzo poważny, a krótkowzroczny Zachód, popierając kosowski separatyzm, sam zakłada sobie pętlę na szyję. Analizując etniczną strukturę, oraz dynamikę jej przemian na przykładzie Francji czy Holandii, (gdzie w Amsterdamie czy Roterdamie, w ciągu 10 lat Holendrzy będą w mniejszości[9], scenariusz analogiczny do kosowskiego zaczyna być prawdopodobny. Północnoafrykańskie ojczyzny emigrantów w Holandii czy Francji dziś jeszcze nie są na tyle atrakcyjne, więc do separatyzmu szybko nie dojdzie. Jednakże na przykładzie dziejów Hiszpanii należy pamiętać o pędzącym kole historii - teraz już w cieniu „kosowskiego bumerangu". Słabnące gospodarczo Stany Zjednoczone powinny również o nim pamiętać, w kontekście masowego osiedlania się mieszkańców Meksyku na południu USA, którzy w przyszłości będę wiedzieli na jaki casus mają się powołać. USA są jednak daleko, a „chodząca na krótkiej amerykańskiej smyczy Europa" będzie musiała w niedalekiej przyszłości zmierzyć się bezpośrednio z finansowymi skutkami istnienia „niepodległego" Kosowa. Najpóźniej wtedy, gdy setki tysięcy wypędzonych[10] wystąpią na drogę prawną do "państwa" kosowskiego o zwrot lub odszkodowania za zagrabione mienie. Kto to wszystko sfinansuje?

Odpowiedź dała ostatnio Catherine Ashton[11], reprezentująca brytyjski punkt widzenia, który jak powszechnie z historii wiadomo, zawsze był „przychylny" integracji Europy i europejskim interesom. Oznacza to wprost, że każdy unijny podatnik, z własnej kieszeni będzie pokrywał nie tylko wszelkie koszty związane z pomocą gospodarczą dla Kosowa, ale też w efekcie wszelkimi odszkodowaniami za wypędzenia i zrabowane majątki, których wypłat słusznie będzie domagała się w przyszłości ludność serbska.



[1] http://dziennik.pl/swiat/article152752/Albanczycy_handlowali_organami_Serbow.html.
[2] http://www.polishnews.com/index.php?option=com_content&view=article&catid=58:politykapolitics&id=357:profesor-anna-rany-o-gruzji-i-nie-tylko-w-radiu-maryja-&Itemid=182
[3] http://pl.wikipedia.org/wiki/Demografia_Kosowa.
[4] http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Gruzja,problemy,Abchazja
[5] http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Gruzja,problemy,Osetia_Poludniowa
[6] http://www.youtube.com/watch?v=5KC8L0hjnD8
[7] http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,USA,stosunki_dwustronne,Albania
[8] http://fakty.interia.pl/swiat/news/kosowo-protest-przeciwko-misji-eulex,1367701
[9] http://www.polityka.pl/swiat/analizy/284570,1,muzulmanie-w-holandii.read
[10] http://konflikty.wp.pl/kat,1020385,title,Kosowo-wypedza-nieserbskie-mniejszosci,wid,11166623,wiadomosc.html
[11] http://www.deon.pl/wiadomosci/swiat/art,1922,ashton-kosowo-i-balkany-sa-priorytetem.html
Czytany 8384 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04