piątek, 09 maj 2014 06:03

Konrad Rękas: Ukraina za czekoladę

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

poroshenko  Konrad Rękas

Wydaje się, że w dotychczasowych analizach pomijamy pewną ważną okoliczność, która mogła stanowić faktyczną genezę Euromajdanu i wymiany władzy w Kijowie. Kiedy jeszcze protesty proeuropejskiej opozycji wydawały się nieistotną formalnością, w listopadzie 2013 r. ministerstwo finansów Ukrainy poinformowało o wynikach kontroli przeprowadzonej w koncernie należącymj do ukraińskiego oligarchy Petra Poroszenki – ROSHEN w zakresie unikania płacenia podatku VAT. 

W toku postępowania ustalono, że firmy należące do największej środkowoeuropejskiej grupy cukierniczej oprócz czekolady – produkują też fikcyjne wydatki, puste umowy i nieuzasadnione wnioski o ulgi i zwolnienia podatkowe. Suma zaległości wyniosła 47 mln hrywien. Właściciel całej grupy – Petro Poroszenko doszedł zdaje się do wniosku, że wymiana całej władzy, w tym i policji podatkowej – wyjdzie jednak taniej.

Nawet najwięksi fani wydarzeń kijowskich zachowują pewne zażenowanie milczenie w związku z idącymi w górę w rakietowym tempie sondażami prezydenckimi Króla Czekolady. Zanim zgłosił on formalnie swoją kandydaturę – był już powszechnie wymieniany jako mąż opatrznościowy Majdanu, dystansujący stary trójkąt Kliczko-Tymoszenko-Tiahnybok i ważniejszy niż duet Bohomołeć-Jarosz. Jednak natychmiastowe wskazanie P. Poroszenki jako przyszłego prezydenta przez legalizowane w Kijowie sondażownie, a następnie uznanie tego faktu przez Witalija Kliczkę i jego UDAR, spowodowały, że naprawdę trudno już było przedstawiać Euromajdan i wymianę ekipy na Ukrainie jako zdarzenia spontaniczne, oddolne i niemanipulowane.

Szef ROSHENU (a także nagle zwyżkującej w sondażach, choć faktycznie nieistniejącej partii „Solidarność”) reprezentuje w wyborach 25 maja nie tylko własny niebagatelny kapitał, pomnażany tak pod rządami Wiktora Juszczenki, jak i Wiktora Janukowycza. Oligarcha cieszy się też wsparciem innego poważnego gracza finansowego – Dmytro Firtasza, z którym rzekomo zdążył się jeszcze spotkać się przed zatrzymaniem tego pierwszego w Austrii. Może się więc wydawać, że ukraińska scena polityczna miałaby ostatecznie zostać ukształtowana wg lubianej na zachodzie Europy i w USA zasady dwublokowości – rzecz jasna czysto deklaratywnej, w której rolę oponentów odgrywaliby z jednej strony „Solidarność” z UDAREM, z drugiej zaś Julia Tymoszenko sugerująca w swojej kampanii gotowość kompromisu z takimi politykami, jak Mychajło Dobkin czy Hennadij Kernes, a więc dokonująca gestów umiarkowanie prowschodnich. Rolę trzeciego w takiej układance odgrywałby rzecz jasna Oleh Tiahnybok ze swoją „Swobodą”, zaś nieobecnym czwartym staliby się radykałowie z Majdanu.

Właśnie część tych ostatnich wydaje się nie do końca usatysfakcjonowanych taką organizacją ukraińskiej polityki, gwarantującą, że nic, ani nikt z dawna znanych głównych aktorów – nie ulegnie gruntownej zmianie. To Majdan i jego bloggerzy postarali się więc wyciągnąć takie dane, jak fakt, że mimo najszczerszych chęci, P. Poroszenko ani nie wykaże się poziomem prześladowań cierpianych od „reżimu Janukowycza”, ani nie wzbudzi współczucia nędzą, w jaką w tym okresie rzekomo popadł. Przeciwnie – nawet śledząc „Forbes – Ukraina”, i to tylko w ostatnich trzech latach, widać systematyczne bogacenie oligarchy: i tak w 2011 zajmował on 14. miejsce (z majątkiem wycenianym na 870 mln USD), w 2012 r. – 8. miejsce (z 1 mld USD, a w 2013 r. – 7. miejsce w kraju z 1,60 mld USD zarówno na kontach, jak i w majątku. Mówiąc prościej – podwoił ostatnio swój stan posiadania, a więc i miał co chronić i za co zagrać o stawkę najwyższą – powstanie Kijowskiej Republiki Oligarchicznej.

Podobną dynamikę firmy przyszłego prezydenta wykazywały w czasach jeszcze dla siebie lepszych, a więc pod rządami W. Juszczenki. P. Poroszenko należał do jego najbliższych przyjaciół i współpracowników (probanderowski eksprezydent jest ojcem chrzestnym córki oligarchy). Wówczas zresztą znajdowało to wyraz wprost w dotacjach, pożyczkach i kontraktach rządowych (podtrzymywanych zresztą już za czasów W. Janukowycza). Spółka Poroszenki – „Укравтозапчасть” przez sześć lat otrzymała 457 milionów hrywien w efekcie „wygrywania” odpowiednich przetargów m.in. na części zamienne, maszyny rolnicze i opony samochodowe.

Przyszły prezydent w swej działalności szedł zresztą wiernie w ślady ojca. Aleksiej Poroszenko, były współwłaściciel i dyrektor generalny UAB „Укрпроминвест” został w 1986 r. skazany przez Wydział Karny Sądu Najwyższego Mołdawskiej SRR  za przestępstwa określone artykułach 155-1 i 123 §2, 220 §2, 227 §1 Kodeksu Karnego MSSR (korupcja i działania w zorganizowanej grupie przestępczej, zajmującej się łapownictwem, nabywanie majątku pochodzącego z przestępstwa oraz nielegalne posiadanie broni) – łącznie na karę pięciu lat więzienia w kolonii karnej, połączoną z konfiskatą mienia i pozbawieniem praw do pełnienia funkcji publicznych na okres kolejnych lat pięciu. Ze zdobytego majątku udało się ocalić jednak tyle, by syn mógł się już za niepodległej Ukrainy legitymować kapitałem uzyskanym rzekomo z handlu ziarnem kakaowym (niczym ten polityk w Polsce, który miliony zdobył na wymienianiu palet w chłopskich skupach...). Za funkcje publiczne zaś wziął się już też Poroszenko-junior.

Majdanowa opozycja wytyka także przyszłemu prezydentowi, że był jednym z założycieli Partii Regionów, a chociaż funkcjonował poza ścisłą „Familią” W. Janukowycza, to zarazem jeszcze za prezydentury Leonida Kuczmy tworzył oczywiste, a efektywne finansowo kombo z przyszłym premierem – Mykołą Azarowem. Radykałowie wprost zarzucają P. Poroszence, że został „oddelegowany do szeregów opozycji” przez obalony niedawno obóz prezydencki – co rzecz jasna grzeszy płytkością. Co najwyżej losy Króla Czekolady dowodzą bowiem jednorodności dotychczasowego systemu politycznego Ukrainy. Dowodzą także przenikania się w jej obrębie wpływów ośrodków oligarchicznych. Dopiero od niedawna przełożyły się one na istotne (?) różnice o charakterze geopolitycznym, co z kolei wskazuje na względną płytkość deklarowanych w ich ramach wyborów decydentów tego, czy tamtego obozu. O ile bowiem czy to zapadnictwo, czy eurazjatyzm wydają się postawami, które szczerze, a nawet ofiarnie wyznają poszczególne grupy obywateli Ukrainy, o tyle polityczne „elity” tego państwa swoich wyborów dokonują na podstawie analizy znacznie bardziej wymiernych czynników. Choćby takich, jak zaległości podatkowe za czekoladę, których od urzędującego prezydenta nikt już przecież nie będzie wymagał.

Fot. espreso.tv

Czytany 4035 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04