środa, 24 luty 2010 11:01

Jan Engelgard: Pour le tsar de Russie?

Oceń ten artykuł
(1 głos)
alt Jan Engelgard

W polskiej historii wiele bezmyślnych działań na arenie międzynarodowej komentowano powiedzeniem „pour le roi de Prusse” (czyli w interesie króla Prus). Konfederacja Barska, Sejm Czteroletni, powstania XIX-wieczne – prawie zawsze jakoś dziwnie służyły pruskim interesom, bo to Berlin właśnie wyciągał z nich największe korzyści. Obserwując kolejne napięcia na linii Warszawa-Mińsk z niejaką Andżeliką Borys w tle – coraz bardziej dochodzę do przekonania, że nasi wielcy bojownicy „o wolność i demokrację”, pseudopatriotyczni krzykacze, naiwniacy i mesjaniści, media i prawie wszyscy polityce – działają tym razem „Pour le tsar de Russie” (w interesie cara Rosji).
Jakoś bez echa przeszły u nas informacje, że pani Borys dostała nieoczekiwanie wsparcie ze strony mediów rosyjskich, i to bynajmniej nie „demokratycznych” i opozycyjnych wobec Kremla. I tak, jak informuje PAP:  „Sympatyzujący z prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem wielkonakładowy dziennik „Moskowskij Komsomolec” porównał spacyfikowanie przez białoruskie władze Związku Polaków na Białorusi (ZPB) do rozprawy z komórką terrorystyczną. „Mińsk po raz kolejny stał się stroną wielkiego skandalu międzynarodowego. Warszawa jest skrajnie rozdrażniona rozprawą ze stowarzyszeniem kulturalno-oświatowym Związek Polaków na Białorusi. Aktywiści aresztowani, ostatnie pomieszczenia odebrane – jakby gromiono komórkę terrorystyczną” – relacjonuje gazeta. Dziennik z satysfakcją informuje, że wizyta w Polsce szefa MSZ Białorusi Siarhija Martynaua „okazała się bezowocna”. To prawda, bowiem zamiast współpracy (w tym gospodarczej) i dalszego zbliżenia z UE, Polska grozi Białorusi wykluczeniem jej z unijnego Partnerstwa Wschodniego.  Charakterystyczny jest końcowy komentarz dziennika: „Wychodzi na to, że Europejczycy ukarali samych siebie. W ostatnich latach ich polityka wobec Białorusi opierała się na ignorowaniu łamania praw człowieka wewnątrz tego kraju. Najważniejsze było oderwanie od Moskwy jej najbliższego sojusznika. W tym czasie Baćka [czyli Aleksandra Łukaszenkę} systematyczne rozgniatał opozycję, a teraz zabrał się za tych, których bezpośrednio popiera Europa”.
Także inny poważny dziennik rosyjski udostępnił łamy pani Borys. Jest nim „Wriemia Nowostiej”. Borys udzieliła gazecie obszernego wywiadu, w którym przedstawiła swoją wersję konfliktu z władzami Białorusi.  „Polska jest jednym z kluczowych graczy przy wypracowywaniu stanowiska UE w kwestii Białorusi” – cytuje dziennik opinię należącego do ZPB politologa Jarosława Romańczuka.
Tak więc, Moskwa nie okazuje nawet śladów wsparcia i sympatii dla „Baćki”, bo od pewnego czasu chce się go pozbyć. Jest zbyt niezależny i krnąbrny, utrzymuje za wszelką cenę niezależność Białorusi, tak od Moskwy, jak i od Zachodu. Ostatnio oczyścił swoje służby specjalne z ludzi zbyt bliskich Rosji i zaczął flirt za Zachodem (odprężenie z UE, wizyta Silvio Berlusconiego, audiencja w Watykanie i zapowiedź pielgrzymki Benedykta XVI). Nie dziwi więc, że Moskwa nie patrzy na to z przychylnością, bo „Baćka” wybiega przed szereg. Rosja chce zbliżenia z Zachodem i Kościołem katolickim, ale to ona ma być liderem tego procesu, a nie „Baćka”.
I nagle, niczym królik z kapelusza wyskakuje kolejna afera z Borys w tle. Tuż po znaczącej, przemilczanej w Polsce, wizycie w Mińsku wicepremiera Waldemara Pawlaka. Polska rzuca się bez zastanowienia w ramiona panny Andżeliki, media i politycy szaleją, Sejm wydaje superidiotyczną uchwałę, zapowiadamy przywrócenie sankcji, tworzy się nową „czarną listę” osób „niepożądanych” w Polsce. Jakie mogą być skutki tej „polityki”, gdyby ją wprowadzić w życie? Skutek będzie jeden – koniec „Baćki” i  Białoruś całkowicie podporządkowana Rosji. Koniec będzie wieńczyć dzieło. Takie miłe zakończenie, po kompromitacji na Ukrainie w Gruzji – „polityki wschodniej niepodległej Rzeczpospolitej będącej realizacją wiekopomnego testamentu Jerzego Giedroycia”.
Zastanawia mnie tylko jedno – czy nasi politycy i media są tak głupie, czy też działają tu inne sprężyny? Jak bowiem oceniać w tym kontekście np. takie opinie jak ta, wyrażona na blogu przez Marka Jurka: „Antypolskie represje na Białorusi nie ustają. Dziś znowu zatrzymano Angelikę Borys. Przez długie lata zwolennicy tolerancji dla reżimu Łukaszenki twierdzili, że polityka krytyki jego rządów „nic nie dała”. Teraz widzimy owoce odprężenia. Zresztą nie od dziś, bo już rok temu Łukaszenka skwapliwie wykorzystał przychylne mu gesty Unii Europejskiej (z wizytą ministra Sikorskiego na czele), by wyciszyć protesty wobec totalnej kontroli kampanii wyborczej i wyborów, które po raz kolejny potwierdziły jego monopol władzy. Pisałem o tym w „Niedzieli” dokładnie rok temu.

Dobrze, że w sprawie antypolskich prześladowań reakcje zapowiadają Parlament Europejski i eurominister spraw zagranicznych. Polska musi pilnować, żeby były to realne działania – dotkliwe dla władzy Łukaszenki, a nie dla kontaktów społeczeństwa białoruskiego z Zachodem. Jak zawsze polityka naprawdę oznacza pilnowanie by wszystko nie skończyło się na polityce pozorów i werbalnej pianie. Obrona Polaków na Białorusi to test solidarności dla Unii Europejskiej. Bruksela zdawać będzie egzamin ze zwiększenia unijnych kompetencji w zakresie polityki zewnętrznej. Polska musi odważnie stawiać wymagania i – uczciwą ocenę”.
Na to pytanie niech sami odpowiedzą sobie wszyscy myślący. A tak na marginesie, to chichot historii – ludzie obnoszący się ze swoją antyrosyjskością, wręcz nią kipiący – w sumie działają „pour le tsar de Russie”. Na tej liście są dziesiątki polityków i publicystów. Od Macierewicza po Jurka, od „Gazety Wyborczej” po „Nasz Dziennik”, od Karnowskiego po Ziemkiewicza i Michalkiewicza. Tak, to jest dopiero numer!
Czytany 7552 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04