niedziela, 25 lipiec 2010 13:34

Jan Engelgard: Międzynarodowa farsa w sprawie Kosowa

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

alt Jan Engelgard

Orzeczenie Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (MTS) w Hadze (agenda ONZ) uznające deklarację niepodległości Kosowa za zgodną z prawem międzynarodowym nie było żadną niespodzianką. Spośród 15 sędziów kilku było przeciwko (zapewne przedstawiciel Rosji i Chin), ale reszta za. Tak oto przybito pieczęć sankcjonującą odebranie suwerennemu państwu (Serbii) prowincji będącej jego historyczną kolebką.

Ta decyzja to także usankcjonowanie bezprawia i brutalnej wojny wypowiedzianej w 1999 roku przez cały Zachód (NATO) małemu bałkańskiemu państwu broniącemu swojej integralności terytorialnej. Tak samo bezprawne było działanie Międzynarodowego Trybunału ds. zbrodni w b. Jugosławii, który miał za zadanie wykazać, że zbrodniarzami byli Serbowie i Slobodan Miloszević. Chodziło przecież o to, by usprawiedliwić agresję NATO na Jugosławię. Gdyby bowiem stało się inaczej, to pociągnięci do odpowiedzialności powinni zostać Bill Clinton i Madeleine Albright oraz wojskowi NATO – główni architekci tej wojny. Kosowo musiało zostać niepodległe, bo Amerykanie zainstalowali tam potężną bazę wojskową Bonsteel Camp, a Niemcy uwieńczyli tym swoje starania o rozbicie Jugosławii i wzmocnienie swoich sojuszników – Słowenii i Chorwacji.

Decyzja MTS jest wszakże sprzeczna z rezolucją nr 1244 Rady Bezpieczeństwa ONZ z 1999 roku, która jasno potwierdza integralność terytorialną Jugosławii (obecnie Serbii), a Kosowo sytuuje jako prowincję pod kuratelą międzynarodową. To miało „osłodzić” Belgradowi złożenie broni. Z czasem jednak fakty dokonane (wygnanie prawie wszystkich Serbów) oraz jednostronne ogłoszenie przez Kosowo niepodległości (2008) – uczyniły z rezolucji nr 1244 świstek papieru. Formalnie jednak, zgodnie z literą tego zapisu, Kosowo było nadal częścią Serbii. Belgrad odwołał się do MTS, licząc chyba na sprawiedliwy werdykt (wszak MTS to agenda ONZ!) i się przeliczył. Wyrok nie jest oczywiście sprawiedliwy i jeszcze raz potwierdziła się zasada, że kto daje pieniądze, ten wymaga. Tak samo było z Międzynarodowym Trybunałem ds. Zbrodni w b. Jugosławii – instytucja ta była finansowana przez USA i wykonywała grzecznie zlecone jej zadania.

Serbia nie ma już się gdzie odwoływać. Może liczyć tylko na jakiś zwrot w historii (nie wiadomo kiedy) i hamowanie procesu uznawania Kosowa przez inne państwa. Póki co uznaje je 69 państw, w tym – niestety – Polska. Tu dodać jednak trzeba, że w przeciwieństwie do innych krajów (np. Czech) nie mamy w Prisztinie przedstawicielstwa dyplomatycznego. Stało się tak pewnie dlatego, że w polskim MSZ nie było entuzjazmu w tej sprawie, a zmarły prezydent Lech Kaczyński bał się precedensu grożącego integralności Gruzji zagrożonej separatyzmem abchaskim. I nie mylił się, Rosja skrzętnie z tego skorzystała upokarzając sojusznika USA. Dla pełności obrazu i stanu zakłamania, jaki ma tu miejsce warto przytoczyć wypowiedź sekretarza generalnego ONZ Ban Ki-Moon z 1 kwietnia 2008: „Misja ONZ w Kosowie dalej działa na podstawie Rezolucji nr 1244 Rady Bezpieczeństwa ONZ, która pozostaje w mocy dopóki Rada nie zadecyduje inaczej”. Rada Bezpieczeństwa zdania nie zmieniła, a MTS orzekł, że Kosowo może być w pełni niepodległe. To się dopiero nazywa przewrotność.

Czytany 4946 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04