piątek, 24 październik 2014 06:02

Jacek C. Kamiński: Pyrrusowe zwycięstwo Euromajdanowców?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

ukraine_kiev_protesters_victory  Jacek C. Kamiński

26 października na Ukrainie odbędą się przedterminowe wybory parlamentarne. Sondaże wieszczą wielką wiktorię obozu „pomajdanowego”. Prorosyjsko nastawieni komentatorzy przekonują jednak, że może to być zwycięstwo pyrrusowe.

Bezdyskusyjnym faworytem wyborów jest prezydencki Blok Poroszenki, który według różnych sondaży może liczyć na wynik w granicach od 24 do 35% Z sondaży wynika, że nowa Wierchowna Rada będzie rozdrobnioną izbą, bowiem szanse na przekroczenie 5-procentowego progu ma aż 10 ugrupowań. Różnice między nimi są niewielkie, kolejność zmienna, ale większość sondażowni drugie miejsce daje skrajnie prawicowej, nacjonalistycznej Partii Radykalnej Ołeha Ljaszki z wynikiem od 8,5 do 14,4% Za radykałami lokują się zwykle, cieszące się porównywalną popularnością, „Batkiwszczina” Julii Tymoszenko (od 6,8 do 12,7%) i założony przez secesjonistów z tej partii Front Ludowy Arsenija Jaceniuka, Ołeksandra Turczynowa i Arsena Awakowa (od 5% do 11,6%%).

Wszystkie te ugrupowania reprezentują kierunek prozachodni, „euromajdanowy”. Dopiero za nimi lokują się formacje, które zamierzają ubiegać się o głosy prorosyjsko nastawionego elektoratu Południowego-Wschodu Ukrainy: Blok Opozycyjny, pod którym kryje się przemalowana Partia Regionów (od 1,8 do 7,6%), „Silna Ukraina” byłego szefa Narodowego Banku Ukrainy i wielokrotnego ministra Siergieja Tyhypki (od 4,5% do 6,1%) oraz Komunistyczna Partia Ukrainy (KPU; od 3,4% do 5,4%). W tej samej lidze lokuje się neobanderowska „Swoboda” z prognozami na poziomie od 3,9% do 6,3% Szanse na przekroczenie progu mają jeszcze prozachodnie ugrupowania „Samopomoc” mera Lwowa Andrija Sadowego i „Grażdanskaja pozicija” Anatolija Hrycenki, byłego ministra obrony w rządach Julii Tymoszenko, Jurija Jechanurowa i Wiktora Janukowycza [1].

Prozachodni przechył

Jeśli porównamy te prognozy z wynikami wyborów z 2012 roku, to rzuca się w oczy wyraźny przechył na korzyść ugrupowań prozachodnich, kosztem orientacji prorosyjskiej. Wówczas Partii Regionów (PR) i KPU – ugrupowaniom mającym oparcie w prorosyjsko nastawionych regionach Południa i Wschodu Ukrainy – nie udało się wprawdzie uzyskać w sumie bezwględnej większości głosów, ale 43% było wynikiem, który umożliwił sformowanie większościowej koalicji parlamentarnej. Obecnie siły odwołujące się do tego elektoratu mogą liczyć co najwyżej na 19% głosów.

W znacznej mierze regres ten spowodowany jest na pewno odpadnięciem od Ukrainy takich bastionów orientacji na Moskwę jak Krym i Donbas (częściowo), ale przyczyny są na pewno głębsze. Z jednej strony można mówić o rozczarowaniu elektoratu Południowego-Wschodu Partią Regionów i wywodzącymi się z niej politykami, z drugiej – znacząca rolę odgrywa zapewne tzw. czynnik administracyjny, czyli przede wszystkim sterowanie mediami przez liderów rządzącego obozu.

Jeśli chodzi o ten pierwszy aspekt, to trzeba zauważyć, że pod chwytliwym szyldem Bloku Opozycyjnego kryją się zgrane nazwiska „regionałów” odpowiedzialnych nie tylko za nadużycia rządów W. Janukowycza, ale także skompromitowanych dodatkowo tchórzliwym poparciem reżimu, który doszedł do władzy w wyniku siłowego przewrotu w lutym br. Dla części najbardziej nieprzejednanych przeciwników pomajdanowych władz jest to grzech nie do wybaczenia. Dlatego można założyć, że na terenach Południowo-Wschodniej Ukrainy, gdzie silne jest też poparcie dla idei noworosyjskiego separatyzmu, frekwencja wyborcza będzie rekordowo niska. Podobnie jak było w majowych wyborach prezydenckich.

Blok Opozycyjny tworzą ludzie W. Janukowycza, m.in. jego były przedstawiciel przy Radzie Najwyższej Jurij Miroszniczenko, wicepremier ostatniego rządu „Januka” Jurij Bojko, były lider frakcji Partii Regionów Boris Kolesnikow, czy były gubernator obwodu charkowskiego Michaił Dobkin. Choć trzeba przyznać, że do nowej formacji udało się przyciągnąć pewne nowe osoby, o niezszarganej reputacji, jak np. Wadim Rabinowicz, przewodniczący Ogólnoukraińskiego Kongresu Żydowskiego. [2].

Blokowi Opozycyjnemu nie przysparza też popularności fakt, że stoi za nim ta część oligarchów, która nie „załapała się” do zwycięskiego obozu. Startują z jego list ludzie najbogatszego Ukraińca Rinata Achmetowa i Dmytro Firtasza. Warto dodać, że z Blokiem związany jest zaufany człowiek W. Putina Wiktor Medwedczuk. Jego przedstawicielem na liście wyborczej jest m.in. deputowany Partii Regionów Nestor Szufricz, pobity niedawno w Odessie przez bojówkarzy „Prawego Sektora”.

Co do „czynnika administracyjnego”, to jego ostrze wymierzone jest głównie w KPU. Partia ta stała się obiektem zmasowanej akcji propagandowej w mediach, w sądzie toczy się postępowanie o jej delegalizację. Ponadto działalność KPU jest poważnie utrudniona z powodu ataków bojówkarzy „Prawego Sektora” i tzw. batalionów ochotniczych na lokale i działaczy komunistycznych. Efektem jest znaczny spadek poparcia, biorąc pod uwagę ponad 13% głosów, jakie padły na Kompartię w 2012 roku. Z drugiej strony „czynnik administracyjny” aktywnie działa na rzecz ugrupowań pomajdanowych, które promowane są przez wszystkie media, zarówno publiczne, jak i prywatne, znajdujące się pod kontrolą oligarchów.

Ciekawostką jest fakt, że po kilku miesiącach milczenia w związku z wyborami odezwał się przebywający na emigracji prezydent Ukrainy W. Janukowycz. Wezwał do głosowania na któreś z trójki ugrupowań: Blok Opozycyjny, „Silną Ukrainę” lub Komunistyczną Partię Ukrainy. Wyraził nadzieję, że ugrupowania te uzyskają większość mandatów i stworzą po wyborach koalicję rządową lub przynajmniej silny blok opozycyjny. Biorąc pod uwagę, że autorytet W. Janukowycza nawet wśród jego byłych zwolenników spadł na Ukrainie do zera, wątpliwe czy apel ten pomoże wskazanym przez niego ugrupowaniom [3].

Radykałowie rosną w siłę

W ramach obozu pomajdanowego rośnie pozycja radykalnego skrzydła nacjonalistycznego. Nastąpiło tu co prawda pewne przesunięcie układu sił, bo „Swobodę” Ołeksandra Tiahnyboka zdystansowała Partia Radykalna Ołeha Ljaszki, ale łącznie ugrupowania tego nurtu mogą liczyć na blisko 20% głosów.

Partia Radykalna swój sukces zawdzięcza w znacznej mierze postaci swojego ekscentrycznego, skandalizującego lidera, jak i zręcznej propagandzie, trafiającej w nacjonalistyczne i podgrzewane przez media rusofobiczne nastroje części Ukraińców. O. Ljaszko zapowiada m.in. przywrócenie Ukrainie statusu państwa jądrowego, delegalizację Komunistycznej Partii Ukrainy i rozprawę z innymi „wewnętrznymi wrogami”, epatuje militaryzmem. „Cały kraj musi wspierać Front Wschodni, poprzez który Rosja chce rozwalić Ukrainę” – głosi. [4].

O. Ljaszko skutecznie konkuruje też ze „Swobodą” na polu wierności tradycjom Ukraińskiej Powstańczej Armii i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. 14 października, w 72. rocznicę powstania UPA, wraz z Jurijem Szuchewyczem – synem dowódcy tej zbrodniczej formacji – złożył wizytę w muzeum Romana Szuchewycza w Biłohoroszczy pod Lwowem. „W ten symboliczny sposób uczciliśmy dzisiejsze Święto i zaznaczyliśmy swój szacunek dla wszystkich poległych za wolność Ukrainy, których dokonania są natchnieniem dla współczesnych ukraińskich żołnierzy. (...) Jesteśmy świadkami odrodzenia nowej Ukraińskiej Powstańczej Armii, tylko teraz już w Donbasie (w postaci tzw. ochotniczych batalionów – red.). Nasza Partia Radykalna zrobi to co dawno już powinno być zrobione na Niezależnej Ukrainie – wniesie ducha Romana Szuchewycza do Wierchownej Rady” – zapowiedział O. Ljaszko. J. Szuchewycz kandyduje w wyborach właśnie z listy Partii Radykalnej [5].

O. Ljaszko przebija O. Tiahnyboka nie tylko sprawniejszą demagogią. Dla skrajnie prawicowego elektoratu jest postacią bardziej wiarygodną ze względu na osobiste zaangażowanie w walkę z „separatystami”, które przybiera charakter jawnie przestępczych, wręcz bandyckich działań. Słynie on z organizacji porwań osób podejrzanych o „separatyzm” i udziału w ich brutalnych przesłuchaniach, nierzadko połączonych z biciem. Dokonują tego jego „goryle”. Następnie filmy z tych okrutnych akcji publikuje w internecie [6]. Oczywiście nie spotyka się to z żadną reakcją ze strony ukraińskiego wymiaru sprawiedliwości. Pierwszą i najgłośniejszą jego ofiarą był już w marcu br. radny ługańskiej rady obwodowej Arsenij Klinczajew.

„Wódz” Partii Radykalnej obnosi się także na froncie z bojówkarzami założonego przez siebie batalionu „Szachtiorsk”, rozwiązanego zresztą w trakcie kampanii wyborczej przez p.o. ministra spraw wewnętrznych A. Awakowa za nękanie ludności cywilnej (faktycznie chodziło o uderzenie w O. Ljaszkę, na co ten odpowiedział uwagą, że A. Awakowa należy zastrzelić). Zapatrzonej w dokonania „herojów” UPA gawiedzi taki „twardy człowiek” musi imponować zdecydowanie bardziej niż bezbarwny, „garniturowy” lider „Swobody”. Dynamiczny, efektowny O. Ljaszko zdystansował też innego skrajnie nacjonalistycznego watażkę – Dmytro Jarosza, którego „Prawy Sektor” dostaje w sondażach maksimum 2,8% głosów.

Początek końca?

Jak należało się tego spodziewać, w warunkach wojny domowej kampania wyborcza była niespokojna, zwłaszcza na Południowym-Wschodzie i w Kijowie. Nie brakowało przypadków fizycznych napaści na polityków dawnego obozu Janukowycza, władze rozpętały akcję burzenia pomników Lenina, co wzmogło falę niezadowolenia zwłaszcza w i tak niespokojnym Charkowie. Dzięki zawieszeniu broni w Donbasie kijowski rząd przerzucił tam celem zastraszenia ludności kilka neofaszystowskich batalionów paramilitarnych, w sumie około tysiąca uzbrojonych w broń palną bojówkarzy [7].

„W warunkach kiedy gospodarka i sfera socjalna Ukrainy rozpada się na naszych oczach, a rozkradający kraj i żerujący na wojnie reżim nie ma żadnych realnych możliwości poprawy sytuacji, władze mogą postawić tylko na najbardziej agresywną, szowinistyczną propagandę przeciw «wrogom nacji» – zewnętrznym i wewnętrznym, pomnikowym i żywym” – komentował te wydarzenia publicysta ukraińskiego lewicowego portalu liva.ua Andrij Manczuk [8].

Są jednak przesłanki wskazujące na to, że ta propaganda przestaje już działać w konfrontacji z bolesną rzeczywistością społeczno-ekonomiczną. Instytut Socjologii Akademii Nauk Ukrainy opublikował wyniki badań, z których wynika, że po raz pierwszy od 1994 roku poziom nieufności do ukraińskich mediów przewyższył poziom zaufania do nich. Mediom ufa tylko 25% Ukraińców, nie wierzy im zaś 47%. A jeszcze rok temu proporcje były niemal odwrotne – 37% ufało, nie ufało 29% Jak i w innych kwestiach, i w tym przypadku rzucają się w oczy znaczące różnice regionalne – o ile na promajdanowej Zachodniej Ukrainie mediom nie ufa tylko 27% respondentów, to na zbuntowanym Donbasie aż 68% [9].

Na zwrot w świadomości społecznej liczą ci ukraińscy komentatorzy, którzy wieszczą rychły upadek kijowskiego reżimu pod ciężarem postępującej katastrofy ekonomicznej. Z tych względów nie przywiązują większej wagi do wyników wyborów. „Kijowska władza rozpada się na wrogie grupy a nazistowscy bojówkarze coraz mniej skłoni są podporządkowywać się politykom Majdanu. Sami rwą się do władzy i gotowi są zabijać swoich wczorajszych liberalnych sojuszników. Pozostaje tylko poczekać i Ukraina wpadnie w ręce Putina jak dojrzały owoc" – prognozuje przebywający na emigracji w Moskwie kijowski analityk Rostisław Iszczenko [10].

Jeszcze bardziej dosadny jest popularny bloger Yura Sumy. Uważa on, że Władimir Putin wywarł wpływ na powstańców Donbasu, aby powstrzymali ofensywę militarną właśnie z powodu spodziewanego chaosu na Ukrainie po wyborach: „Teraz staje się zrozumiała otwarta gra Poroszenką ze strony Moskwy (przypomnę, że według mojej wersji, po aferze z Boeingiem-777 Putin mocno trzyma go za j....a). Jeśliby wojska Noworsji uderzyły na ukraińską armię, upadek Agenta-Poroszenki byłby nieunikniony. A wygląda na to, że w długiej grze Kremla Ukraina powinna (w świadomości narodu) rozpaść się nie w wyniku zdrady Poroszenki i będącej jej skutkiem klęski wojennej (to byłoby podłoże dla rewanżyzmu, co jest potrzebne USA: chaos + rewanżyzm), a w wyniku nowego kursu władzy, który doprowadził kraj do pełnego krachu. P.S.: Dlatego, jakby to paradoksalnie nie brzmiało, Putin nie ma tu nic do roboty. On nawet pomoże Poroszence utrzymać się u władzy... do końca zimy/wiosny" [11].

Tekst ukazał się w tygodniku „Myśl Polska”, nr 43-44 (26.10–2.11.2014).
Fot. www.globalpost.com

Przypisy:
[1] http://ukraine-elections.com.ua/socopros/parlament...
[2] http://glavcom.ua/articles/22854.html
[3] http://podrobnosti.ua/power/2014/10/17/998513.html
[4] http://liashko.ua/program#sthash.DLd65yHt.dpuf
[5]http://liashko.ua/news/general/54-razom-z-yuriyem-...
[6] http://korrespondent.net/ukraine/politics/3317258-...
[7] http://voicesevas.ru/yugo-vostok/5339-lenin-nachal...
8) http://liva.com.ua/logika-bezumiya.html
[9] http://zn.ua/UKRAINE/v-ukraine-rekordno-vyros-urov...
[10] http://actualcomment.ru/politics/1488/
[11] http://yurasumy.livejournal.com/212194.html

Czytany 4203 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04