wtorek, 31 styczeń 2012 11:36

Grzegorz Janiszewski: Mieszana armia

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

armyscap  Grzegorz Janiszewski

Wojsko zawodowe miało być lekarstwem na patologie w armii z poboru, przede wszystkim diedowszczinę i korupcję przy wcielaniu poborowych. Od powstania sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej w 1992 roku jednym z podstawowych problemów była profesjonalizacja.

Anachronizmem stała się armia zorganizowana na zasadzie powszechnego poboru. Wydawało się, że w ówczesnych warunkach demokratyzacji i usuwania reliktów dawnego systemu siły zbrojne szybko przekształcą się w nowoczesną formację. Większa mobilność i prowadzenie działań bojowych były możliwe tylko z udziałem profesjonalistów. Tego samego wymagało wprowadzanie do wyposażenia nowoczesnego sprzętu. Również społeczeństwo z zadowoleniem witało zmiany.

Na kontrakcie

W roku 1992 roku rząd przyjął do realizacji decyzję „W sprawie przedsięwzięć dla stopniowego przechodzenia na kompletowanie Sił Zbrojnych FR na zasadzie dobrowolności – kontraktu”. Do 1995 roku udało się przyciągnąć do kontraktowej służby około 400 tysięcy żołnierzy, to jest połowę ogólnej liczby podoficerów i szeregowych. Organizacja armii oraz system szkolenia i men- Mieszana armia talność żołnierzy pozostawały jednak w znacznym stopniu niezmienione. Wojsku nie przysporzyła popularności klęska Rosji w pierwszej wojnie czeczeńskiej. Tu między innymi należy szukać przyczyn późniejszych niepowodzeń w procesie profesjonalizacji. Miesiąc przed wyborami prezydenckimi w 1996 roku prezydent Borys Jelcyn podpisał rozporządzenie o pełnym ukompletowaniu armii rosyjskiej żołnierzami kontraktowymi do 2000 roku. Pogarszające się warunki służby sprawiły jednak, że do tego roku w armii pozostało zaledwie 120 tysięcy takich żołnierzy. Mimo obietnic nie zdołano im zapewnić wynagrodzenia wyższego niż średnia płaca w rosyjskiej gospodarce. Dla kontraktowych nie było w odległych garnizonach mieszkań, a dla ich żon pracy.

Postulowane przez Władimira Putina i jego ekipę „odrodzenie” Rosji finansowane z dochodów ze sprzedaży surowców natural- przede wszystkim na rozwój służb specjalnych. Brakowało też wizji, w jakim kierunku ma zmierzać profesjonalizacja armii. W ramach reform prowadzonych przez ministra obrony Siergieja Iwanowa w 2003 roku przyjęto rządowy program pozyskania żołnierzy zawodowych. Miał trwać cztery lata i kosztować 79 miliardów rubli. Tym razem założono skromniejsze cele. Żołnierzami kontraktowymi miały być kompletowane jednostki stałej gotowości bojowej, przede wszystkim powietrznodesantowe. Planowano też zwiększyć liczbę tych żołnierzy z 80 do 400 tysięcy. Zamierzeń tych nie udało się zrealizować. Wcieleni do zasadniczej służby często podpisywali umowy po sześciu miesiącach pobytu w wojsku tylko po to, aby pozostały okres spędzić jako nieskoszarowani kontraktowi z większym żołdem. Większość zwalniała się natychmiast po zakończeniu służby zasadniczej. Zdarzało się, że dowódcy zmuszali żołnierzy do podpisywania umów, aby osiągnąć założone limity.

Istotną rolę odgrywało też niezrozumienie nowych zasad służby przez przełożonych. Część z nich nakazywała kontraktowym mieszkanie w koszarach oraz wymagała od nich takiej dyspozycyjności, jak od żołnierzy służby zasadniczej. Wszystko to wynikało z niejasnych przepisów.

Nowe oblicze

Jednym z głównych celów rozpoczętej w 2008 roku przez ministra obrony Anatolija Sierdiukowa reformy, nazywanej „nadawaniem armii nowego oblicza”, było jak największe sprofesjonalizowanie armii. O ile pozostałe filary tej reformy, czyli powołanie nowego korpusu podoficerów oraz redukcje korpusu oficerskiego, są wprowadzane w życie (choć nie bez oporów), profesjonalizacja napotyka większe przeszkody. Zgodnie z początkowymi planami do roku 2011 na kontraktach miało służyć 350 tysięcy żołnierzy – przede wszystkim w jednostkach stałej gotowości, zwłaszcza biorących udział w działaniach bojowych.

Na przykład w 34 Brygadzie Zmechanizowanej, utworzonej od podstaw w 2006 roku, na specjalne polecenie prezydenta Putina, a przeznaczonej do walk w górskich rejonach Kaukazu, mniej niż połowa żołnierzy służy na kontrakcie. Podobnie jest w 22 Gwardyjskiej Samodzielnej Brygadzie Specjalnego Przeznaczenia. W tej elitarnej jednostce do zadań specjalnych dawno już nie powinno być ani jednego poborowego, a stanowią oni ponad 60 procent. Jeszcze kilka lat temu jednostki te były uzawodowione w stu procentach. Odpływ żołnierzy zawodowych spowodował konieczność obsadzenia wakatów poborowymi pomimo zapewnień władz, że nie będą oni kierowani do jednostek uczestniczących w operacjach bojowych.

Za większym uzawodowieniem armii przemawia również sytuacja demograficzna. Od początku lat dziewięćdziesiątych spada liczba urodzeń. W 1987 roku przyszło na świat 1,2 miliona chłopców, a w 1997 tylko 700 tysięcy. Pogorszył się też stan zdrowia poborowych, co drugi ma problemy zdrowotne. Inni dostają odroczenie ze względu na opiekę nad członkami rodziny lub naukę. Z rocznika liczącego mniej więcej od 800 tysięcy do miliona przedpoborowych do wojska wcielanych jest od 350 do 550 tysięcy młodych ludzi. Tylko w Moskwie od służby uchyla się około 40 tysięcy mężczyzn. Mimo różnych akcji, w tym „polowania” na poborowych przez milicję i wcielania studentów, coraz trudniej obsadzić stanowiska przewidziane dla żołnierzy służby zasadniczej.

Niewykonane zadanie

Po dwóch latach realizacji programu kierownictwo resortu oceniło, że został on przeprowadzony zbyt pochopnie. W marcu 2010 roku minister Sierdiukow na posiedzeniu kolegium ministerstwa obrony, w którym uczestniczył prezydent Miedwiediew, przyznał, że rezultaty tego programu nie są zadowalające. „Nie oszacowaliśmy, kto powinien przechodzić na kontrakt, na jakich warunkach, za jaką zapłatę”.

Obecny na posiedzeniu szef sztabu generalnego rosyjskiej armii Nikołaj Makarow przyznał, że dopuszczono się wielu błędów. „Zadanie – budowa profesjonalnej armii, nie zostało wykonane. Dlatego podjęto decyzję, że służba poborowych będzie kontynuowana. Zwiększymy pobór, a zmniejszymy liczbę kontraktów. Doszliśmy do wniosku, że żołnierz będący na kontrakcie powinien szkolić się innymi metodami. Dlatego zawieramy umowy tylko z podoficerami, którzy szkolą się dwa i pół roku”.

Liczba kontraktowych miała się zmniejszyć do 210 tysięcy, tylu żołnierzy pełniło wówczas taką służbę. Oznaczało to odwrót od koncepcji szerokiego uzawodowienia. Do dyskusji włączył się prezydent Miedwiediew. W styczniu 2011 roku polecił zwiększyć tę liczbę do 425 tysięcy. Określono wreszcie, na jakie podwyżki mogą liczyć żołnierze od 2012 roku: ich pensja ma wzrosnąć nawet dwu-, trzykrotnie i wynosić około 25 tysięcy rubli (równowartość 2,5 tysiąca złotych).

Krytycy Miedwiediewa twierdzą, że decyzja została podjęta w obliczu zbliżających się wyborów prezydenckich i ma przeciągnąć na stronę obecnej głowy państwa zarówno żołnierzy, zadowolonych z wyższych pensji, jak i część społeczeństwa niechętną powszechnemu poborowi. Profesjonalizacja jednak kosztuje. W 2001 roku na realizację programu przewidziano 10 procent rosyjskiego budżetu obronnego, który wynosi 1,2 tryliona rubli. Ekonomiści wyliczyli, że na zwiększenie liczby żołnierzy kontraktowych do zakładanego poziomu potrzeba dodatkowo od 200 do 500 miliardów rubli, czyli więcej niż jeden procent PKB. Program ma zostać zrealizowany do 2017 roku. Ministerstwo obrony liczy prawdopodobnie na poprawę sytuacji w związku z wychodzeniem ze światowego kryzysu gospodarczego.

Sceptyczni eksperci

Niezależni rosyjscy eksperci wojskowi są jednak sceptycznie nastawieni do tych planów, a zwłaszcza do odgórnego określania liczby etatów do zapełnienia zawodowcami. „Trzeba poznać kryteria doboru do służby w armii, żeby oceniać te zmiany”, uważa Aleksander Chramczichin, rosyjski ekspert wojskowy z moskiewskiego Instytutu Analiz Politycznych i Wojskowych.

Specjaliści obawiają się też, że zachowanie mieszanego charakteru armii nie pozwoli na zmiany jakościowe. Sergiej Kriwienko, koordynator programu społecznego „Obywatel i armia”, uważa, że wyjściem byłoby rozdzielenie pododdziałów na bojowe i szkolne. W tych drugich służyliby poborowi, kompletowani terytorialnie, z których wyłaniano by kandydatów na żołnierzy służby kontraktowej. „W tym przypadku można skrócić służbę w armii do sześciu miesięcy. Być może należałoby przyjrzeć się udzielanym odroczeniom”, przekonuje Kriwienko. „Taki system stanie się bardziej sprawiedliwy niż obecny, gdy jedna trzecia służy, jedna trzecia dostaje odroczenia, a jedna trzecia jest zwolniona ze względu na stan zdrowia”.

Zmniejszenie liczby poborowych i profesjonalizacja powodują, że konieczne są również zmiany w funkcjonowaniu sił zbrojnych. W lipcu 2011 roku generał Makarow wyjaśnił, że w profesjonalnej armii część zadań (utrzymywanie osiedli wojskowych, sprzątanie, żywienie pododdziałów, remonty uzbrojenia i wyposażenia technicznego) zostanie przekazana firmom zewnętrznym. Żołnierze mają zająć się tylko szkoleniem bojowym. Jednocześnie zmieniają się warunki służby tych z poboru. Forsowany przez ministerstwo obrony „pakiet humanizacyjny” przewiduje między innymi dwa wolne dni w tygodniu (zamiast jednego, jak dotychczas), dopuszcza noszenie ubrania cywilnego po zajęciach służbowych, umożliwia większej liczbie żołnierzy służbę blisko domu oraz wlicza niewykorzystane przepustki do urlopów wypoczynkowych.

Obowiązek mężczyzny

Jeśli te plany zostaną wprowadzone w życie, w milionowej rosyjskiej armii będzie 220 tysięcy oficerów, 425 tysięcy żołnierzy kontraktowych (w tym około 200 tysięcy podoficerów) i 355 tysięcy z poboru. Pozwoli to osiągnąć minimalny wskaźnik uzawodowienia nowoczesnej armii, który wynosi 60 procent. Na całkowitą profesjonalizację armii i zniesienie powszechnego poboru jednak się nie zanosi i nadal armia rosyjska będzie kompletowana w mieszany, kontraktowo-poborowy sposób.

Nie ma również liczącej się siły społecznej, która byłaby zdolna wymusić odstąpienie od systemu powszechnego poboru. W ankiecie przeprowadzonej przez Centrum Lewady w 2010 roku 74 procent Rosjan stwierdziło, że służba wojskowa jest obowiązkiem każdego mężczyzny, przeciwnego zdania było 19 procent. Służba zastępcza, pomimo że istnieje od 2004 roku, w praktyce jest fikcją – w 2010 roku zaliczyło ją 547 osób. Poborowi, którzy naprawdę nie chcą iść do wojska, korzystają z odroczeń lub załatwiają sprawę łapówką. Reszta traktuje służbę wojskową jako uciążliwy (choć coraz mniej), obowiązek. Posiadanie silnej armii, mogącej mobilizować potężne rezerwy osobowe, wpisane jest w doktrynę obronną Rosji. Oprócz jasno wymienionego przeciwnika, czyli NATO, wskazuje się również na Chiny jako głównego konkurenta Rosji w nadchodzących dziesięcioleciach. Żeby choć w części sprostać potędze Państwa Środka, oprócz nowoczesnej techniki trzeba mieć również wyszkolonych żołnierzy.

Artykuł ukazał się w numerze 49/2011 tygodnika alt


Czytany 5129 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04

Najnowsze od Grzegorz Janiszewski