czwartek, 27 sierpień 2015 06:07

Dmitrij Niefiodow: „Państwo Islamskie” i rosyjski Kaukaz

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

Dmitrij Niefiodow

Zarząd do Spraw Zaleceń Religijnych Egiptu przygotował raport, z którego wynika, że ugrupowanie terrorystyczne „Państwo Islamskie” zmienia taktykę pozyskiwania nowych członków, przenosząc środek ciężkości polityki werbunkowej z krajów arabskich na Kaukaz, państwa Azji Środkowej i Indonezję. Zdaniem Egipcjan, praca emisariuszy „Państwa Islamskiego” będzie w tych regionach względnie prosta, gdyż mieszkujący tu muzułmanie są liczni, stosunkowo mało poinformowani i ufni wobec arabskich kaznodziejów. Przy tym nadrzędnym celem islamistów jest świeży dopływ rekrutów w szeregi ugrupowania, zaś „poszerzanie terytorialnych granic wpływu Państwo Islamskie nadal koncentruje w regionie Bliskiego Wschodu”.

W ramach „Państwa Islamskiego” utworzono już grupę, której zadaniem jest prowadzenie w języku rosyjskim działalności propagandowej za pośrednictwem sieci społecznościowych. Niedawno dana struktura wydała kontrowersyjne oświadczenie o tym, że rosyjski północny Kaukaz jest częścią „kalifatu”, a także opublikowała kilka nagrań wideo adresowanych do bojowników przybyłych do Iraku i Syrii z Rosji i sąsiadujących z nią krajów. Niezwykłej wagi nabiera w tym świetle przeciwdziałanie ideologii „Państwa Islamskiego” poprzez sieci społecznościowe, rozmowy rozbudowujące świadomość lokalnej społeczności, a także poprzez doskonalenie systemu kształcenia religijnego. Duchowe zarządy muzułmanów funkcjonujące na Północnym Kaukazie tym też się zajmują – wydają stosowne fatwy, prowadzą działalność profilaktyczną, walczą jak mogą z radykalizmem i ekstremizmem.

Jednakże same tylko środki „miękkiego oddziaływania” już nie wystarczają. Co i rusz napływają informacje o operacjach specjalnych przeciwko liderom i aktywnym uczestnikom bandyckiego podziemia na Północnym Kaukazie. Stosunkowo niedawno, w uncukulskim rejonie Dagestanu przeprowadzono operację specjalną, w wyniku której zlikwidowano lidera zakazanego w Rosji „Emiratu Kaukaskiego”, Mohammeda Sulejmanowa (oskarżonego m.in. o zabójstwo znanych działaczy religijnych Mohammada Haji Abdul Gafura i Saida Afandi al-Chirkawiego), herszta dagestańskich islamistów Kamila Saidova, a także dwóch jego wspólników. Poprzedni lider „Emiratu” Aliashab Kebekov, następca Doku Umarowa, został zabity przez oddział specjalny FSB w Bujnaksku.

Dość dziwnie zareagowały na likwidację M. Sulejmanowa co poniektóre rosyjskie środki masowego przekazu, które założyły, że jego śmierć doprowadzi do osłabienia pozycji „Emiratu Kaukaskiego”, a tym samym utoruje drogę „Państwu Islamskiemu” i wzmocni jego pozycję na Północnym Kaukazie, co, jak mówią, jest jeszcze bardziej niebezpieczne. Wyszukiwanie różnic w ideologii, czy też dywersyjno-terrorystycznej taktyce „Emiratu Kaukaskiego” i „Państwa Islamskiego” przypomina próby określania mianem „umiarkowanych” takich organizacji, jak panosząca się dziś na północy Syrii Jabhat al-Nusra.

Działające na południu Rosji ugrupowania ekstremistyczne cechuje pewna właściwość, charakterystyczna także dla Syrii (w mniejszym stopniu dla Afganistanu i Iraku): pod zasłoną zmieniających się kolejno „emiratów”, tudzież „frontów” kryją się te same twarze, których główne zadanie polega na destabilizacji powierzonego im regionu. Ciągle instrumentalizowane zagrożenie terrorystyczne staje się dziś jednym z narzędzi „powstrzymywania” Rosji, do których należy też zaliczyć próby zduszenia rosyjskiej gospodarki, m.in. poprzez akcje wymierzone w potencjalnych handlowo-gospodarczych partnerów Rosji, gotowych inwestować w republiki Północnego Kaukazu i reprezentujących alternatywne wobec Zachodu strefy wpływów.

Wraz z narastaniem konfliktu wojennego na Bliskim Wschodzie do Rosji powraca pewna grupa osób, które wyjechały walczyć na syryjskim lub irackim froncie po stronie dżihadystów. Proces ten wyraźnie przyśpiesza w interesie tych, którzy zgodnie ze strategią rozpalania konfliktów wzdłuż rosyjskich granic, szukają łatwo zapalnych punktów w kaukaskim regionie, demagogicznie – tak jak to potrafi amerykański Departament Stanu – wytykając Moskwie, że ta nie dość angażuje się w walkę z „Państwem Islamskim”.

Wojna zmontowanej przez Amerykańców koalicji, prowadzona przeciwko „Państwu Islamskiemu” nosi osobliwy charakter, i osobliwości te nie mają końca. Z jednej strony amerykańskie bezzałogowce bombardują Syrię, a z drugiej napływają informacje o ścisłych związkach między wojskowymi Stanów Zjednoczonych i bojownikami ugrupowania terrorystycznego, przeciw któremu USA oficjalnie prowadzą wojnę. Przykładowo „helikopter amerykańskich sił powietrznych wylądował w rejonie podlegającym kontroli IS, w zachodnim Iraku, i zabrawszy na pokład kilku islamskich dowódców, odleciał w nieznanym kierunku”. Według tychże danych, amerykański helikopter dokonał lądowania w górzystym rejonie irackiej prowincji Salah-ad-Din, gdzie stacjonują oddziały IS. Amerykańskie helikoptery w ogóle często odwiedzają rejony podlegające kontroli „Państwa Islamskiego”. W tym roku niejednokrotnie lądowały w rejonie Hawidży, na południowy zachód od Kirkuku, zabierając na pokład dowódców IS. Ponadto, cały ten rejon znajduje się pod ścisłą kontrolą amerykańskich służb ruchu lotniczego, czego dowodem są regularnie publikowane w Internecie zdjęcia…

Ciekawą rzeczą jest to, że według szefa amerykańskiego ośrodka analityczno-wywiadowczego STRATFOR George’a Friedmana, „Państwo Islamskie” nie stanowi dla Stanów Zjednoczonych „życiowo ważnego problemu”. W rzeczy samej, jakim może on być problemem, zważywszy na wieloletnie zabiegi amerykańskich służb specjalnych pielęgnujące międzynarodowy terroryzm (warto w tym miejscu wymienić pracę emerytowanego dyplomaty Michaela Springmana, w której bada on historię tajnych operacji na Bliskim Wschodzie, w byłej Jugosławii, północnej Afryce i w innych regionach świata). Za kulminację tych zabiegów można dziś uznać pojawienie się „Państwa Islamskiego”. Były dowódca wywiadu wojskowego Pentagonu Michael T. Flynn przyznał, że Biały Dom przyjął w swoim czasie „samowolną decyzję” (willful decision) o wsparciu działających w Syrii dżihadystów. Już w sierpniu 2012 r., kiedy o „Państwie Islamskim” jeszcze nikt nie mówił i o którym stanie się głośno dopiero w następnym roku, było doskonale wiadomo, że wspierani przez USA syryjscy powstańcy dominują wśród różnorakich grup bojowych, nie wyłączając salafitów, Braci muzułmanów i terytorialnych odnóg „Al-Kaidy”. Głównym celem taktycznych sojuszy zawieranych na Bliskim Wschodzie pomiędzy Amerykanami i rozmaitymi grupami powstańczymi (czytaj terrorystycznymi) jest maksymalne osłabienie takich regionalnych przeciwników USA jak Syria i Iran.

Dziś owa taktyka destabilizacji rozprzestrzeniana jest na rosyjski Kaukaz. Nie ważne, jakie etykiety będą przy tym przyczepiane tym bądź innym ugrupowaniom terrorystycznym („Emiratowi Kaukaskiemu”, „Al-Kaidzie”, „Państwu Islamskiemu” i innym). Wszystkie one są wykorzystywane dla rozchwiania sytuacji w regionie poprzez naruszenie istniejącego tam pokoju między wyznawcami różnych konfesji, poderwanie autorytetu tradycyjnych religii i zbrojne prowokacje. Nie wykluczone, że w danej kwestii stosowne decyzje już zapadły, tak jak to było w przypadku Syrii, wobec której – według świadectwa byłego ministra spraw zagranicznych Francji Rolanda Dumasa – wszystko było postanowiono na dwa lata przed pierwszymi jaskółkami „Arabskiej wiosny”.

Znowu różnobarwny konglomerat antyrosyjskich sił sonduje, jak wytrzymały jest system bezpieczeństwa Rosji w obszarze jej „miękkiego podbrzusza”.

Źródło: http://www.fondsk.ru/news/2015/08/17/islamskoe-gosudarstvo-i-rossijskij-kavkaz-34825.html
Fot. frstephensmuts.wordpress.com
Przekład: Justyna Jarmułowicz

Czytany 2972 razy