czwartek, 27 czerwiec 2013 08:07

Błażej Popławski: Spóźnione safari Obamy

Oceń ten artykuł
(8 głosów)

SarahObama  dr Błażej Popławski

Amerykanski prezydent Barack Obama dopiero w drugiej kadencji swojej prezydentury zdecydował się na oficjalną wizytę w kilku krajach Afryki. Odwiedzi Senegal, RPA i Tanzanię.

„Nie wolno oczekiwać, że pomożemy Afryce, jeśli Afryka sama nie zechce sobie pomóc” [1]

Barack Obama był już w Afryce kilkukrotnie – w 1988, 1992, 2006 i 2009 roku. Jedynie trwająca 36 godzin wizyta w Ghanie przypadła na okres piastowania przez B. Obamę urzędu prezydenckiego. W jej trakcie padły zdania, które zapadły wielu Afrykanom w pamięć: „Żaden kraj nie stanie się bogaty, jeśli jego liderzy wykorzystują gospodarkę dla własnej korzyści, a policja daje się przekupywać handlarzom narkotyków. Żaden biznesman nie zainwestuje tam, gdzie rządzącym trzeba z góry dać 20 procent. Nikt nie chce żyć w społeczeństwie, w którym rządy prawa ustępują przed przemocą i korupcją” [2].

Afrykanie od pierwszego czarnoskórego prezydenta światowego mocarstwa oczekiwali innego rodzaju dyskursu, haseł współpracy ekonomicznej, wspólnoty losów i partnerstwa. Usłyszeli za to o uzależnieniu udzielenia jakiejkolwiek pomocy Afryce od stopnia demokratyzacji rządów i instytucji społecznych. Zrozumieli, że wypowiedź B. Obamy odbierać należy nie jako ofertę, lecz jako groźbę, a nawet pretekst i zapowiedź wycofywania się USA z Afryki.

Ostatnie lata potwierdziły tę diagnozę. Obroty USA z Afryką systematycznie maleją, zwłaszcza jeśli porównamy je z aktywnością ekonomiczną Chińczyków. Wsparcie polityczne dla rządów na południe od Sahary jest znacznie redukowane. Zmniejszają się budżety organizacji walczących z AIDS i malarią. Decyzja Obamy o podróży do Afryki wzbudzać musi zatem kontrowersje – nie tylko u prorepublikańskich amerykańskich dziennikarzy, którzy szacują koszt przewiezienia na Czarny Ląd opancerzonych prezydenckich limuzyn na 100 mln USD.

Tour d'Afrique 2013

B. Obama wybrał trzy kraje – z zachodu, południa i wschodu kontynentu, dzięki czemu w podsumowaniu safari będzie można zapewne przeczytać o „wyprawie dookoła Afryki”. Obama odwiedzi kolejno: Senegal, RPA i Tanzanię. Wybór ten ma wyraźne znaczenie symboliczne.

Senegal to kraj muzułmański, jeden z liderów frankofońskiej Afryki, uznawany przez wielu za wzór pokojowego transferu władzy i skutecznego wdrażania reform narzucanych przez Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy (z twierdzeniem tym zapewne nie zgodzą się tysiące młodych Senegalczyków migrujących „za chlebem” do Europy, czy też nigeryjscy politycy, słusznie rozczarowani pominięciem potentata gospodarczego i najludniejszego kraju Afryki w planach podróży B. Obamy).

Amerykański prezydent odwiedzi w Senegalu m.in. wyspę Gorée, gdzie znajdowała się baza handlu niewolnikami w Forcie D'Estrees. To ważne, zwłaszcza z perspektywy samych Afrykanów, spotkanie z tragiczną przeszłością relacji amerykańsko-afrykańskich. Warto jednak zaznaczyć, że amerykanski przywódca był już raz w podobnym lieu de memoire – w 2009 roku, podczas wizyty w Ghanie. B. Obama, wraz z żoną Michelle i córkami Malią i Sushą, zwiedził tzw. „Wrota bez powrotu” w Cape Coast. Stwierdził wtedy: „To wzruszające doświadczenie i wzruszający moment. Jest to bolesna rzecz, ale uczy nas, że powinniśmy uczynić wszystko, co możemy, by walczyć z takim złem, które niestety ciągle istnieje na naszym świecie” [3]. Cztery lata temu B. Obama porównał „Door of No Return” do Konzentrationslager Buchenwald – ciekawe, czy prezydenccy ghostwriterzy i tym razem podpowiedzą równie elokwentne porównania?

Kolejny kraj na trasie safari B. Obamy to RPA – potęga gospodarcza w Czarnej Afryce, borykająca się z walką o władzę między działaczami Afrykańskiego Kongresu Narodowego, kraj o rosnącej polaryzacji ekonomicznej i fali przestępczości. Gospodarz Białego Domu odwiedzi w RPA kolejne miejsca pamięci – Soweto (symbol walki o zniesienie apartheidu, miejsce masakry w 1976 r.) oraz Robben Island (to z kolei ukłon wobec umierającego ojca rainbow nation, Nelsona Madeli). B. Obama wygłosi także przemówienie do studentów na Uniwersytecie w Kapsztadzie – być może historiografowie uzyskają źródło równie przełomowe, co Discours de Dakar wygłoszone przez prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego w 2007 r. na Uniwersytecie Cheikha Anta Diopa w Dakarze.

Ostatni kraj na trasie safari B. Obamy to Tanzania – jeden z najbiedniejszych krajów kontynentu, aczkolwiek – co należy wyraźnie podkreślić – jeden z najbardziej dynamicznych emerging markets w Afryce. Wizyta w Tanzanii ma nieco inny charakter, niż safari po Senegalu i RPA. Wątki historiozoficznych relacji Ameryki i Afryki zejdą w niej na drugi plan. Istotniejsze powinny okazać się kwestie intensyfikacji współpracy gospodarczej krajem, który został już de facto podbity przez Chiny (20% importu i 15% eksportu tanzańskiego). Istotne może się także okazać przeforsowanie New Alliance for Food Security and Nutrition, inicjatywy państw G8 podjętej w celu zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego w Trzecim Świecie.

Z wizyty B. Obamy, oprócz Chińczyków, najmniej cieszą się sąsiedzi Tanzańczyków – Kenijczycy. Kenia to ojczyzna prezydenta USA – ojciec B. Obamy pochodził z nilockiego plemienia Luo, urodził się w wiosce Alego, położonej u brzegów Jeziora Wiktorii, a większą część życia spędził w prowincji Nyanza. Natomiast dziadek B. Obamy był miejscowym uzdrowicielem i członkiem plemiennej starszyzny [4]. B. Obama, wybierając Tanzanię, nie ucieka jednak przed przeszłością (jak to bywa komentowane w prasie kenijskiej), lecz unika spotkania z oskarżonymi przez Trybunał w Hadze liderami Kenii – prezydentem Uhuru Kenyattą i wiceprezydentem Williamem Ruto. Politycy ci, pochodzący z grup etnicznych Kikuju i Kalendżin, oskarżani są za podżeganie do nienawiści rasowej i inicjowanie masakr po wyborach w 2007 r. Pikanterii – zauważanej przez kenijskich komentatorów – dodaje fakt, że ofiarami czystek byli głównie Luo, z których pochodzi obecny szef amerykańskiego państwa.

Poetyka selloutu

W prasie afrykańskiej, zwłaszcza nigeryjskiej i kenijskiej, pojawiły się wątki oceniające wizytę Baracka Obamy jako dowodu na sellout prezydenta USA. Mianem tym nazywa się „układanie się Afroamerykanów z białymi w celu osiągnięcia korzyści materialnych lub zawodowych” [5]. B. Obama miałby być zatem czarnoskórym człowiekiem, który zdradził swoje korzenie, wartości i ideały, by żyć jak biały. Perspektywa żurnalistów z Nigerii i Kenii jest oczywiście subiektywna i wynika z rozgoryczenia, że B. Obama nie odwiedził ich krajów. Dyskurs dziennikarski zwraca jednak uwagę na istotną przesłankę towarzyszącą wizycie amerykańskiego prezydenta w Afryce. Podróż jest spóźniona o kilka lat – zarówno względem oczekiwań Afrykanów, traktujących czarnoskórego prezydenta jako potencjalnego zbawcę Afryki („obamamessiah” [6]), jak i względem konkurencji ekonomicznej Chin. Afrykanie wytykają B. Obamie, że jego tournée opiera się jedynie na chęci wzięcia udziału przez USA w wyścigu o sezam bogactw naturalnych, a Realpolitik potomka rybaków znad Jeziora Wiktorii pozbawione jest jakiegokolwiek sentymentu do ojczyzny przodków.

We wspomnieniach z pierwszej podróży B. Obamy do Kenii (1988), wydanych pod symptomatycznym tytułem „Dreams from my Father. A story of Race and Inheritance”. przeczytać można: „Moje wyobrażenie o Afryce i Afrykańczykach [opiera się na] oczywistym przeciwieństwie Ameryki – przeciwieństwie, które pojmowałem nie kategoriach rasowych, lecz kulturowych” [7]. W trakcie drugiej kadencji prezydenckiej niewiele już zostało w B. Obamie z fascynacji kulturami Afryki.

Fot. praag.org 

________________________________________________
[1] B. Obama, Odwaga nadziei. Moja droga życiowa, wartości i ideały polityczne, Warszawa 2008, s. 368.
[2] L. Pastusiak, Kim jest Barack Obama?, Warszawa 2009, s. 164.
[3] Ibidem , s. 163-164.
[4] Ibidem, s. 23.
[5] E. Sarnecka-Mahoney, Odziedziczona rewolucja. Dlaczego Obama, dlaczego teraz, co dalej z Ameryką?, Warszawa 2009, s. 57. Obecnie pojęcie selloutu (zdrady) pojawia się w dyskusjach w USA głównie w kontekście charakterystyki awansu społeczno-ekonomicznego Afroamerykanów, a także oceny akcji afirmatywnej podjętej przez władze i relegacji rasizmu z życia społecznego.
[6] Ibidem, s. 64.
[7] B. Obama, Odziedziczone marzenia, Poznań 2008, s. 342.

Czytany 3622 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04