piątek, 14 sierpień 2015 07:00

Andrzej Zapałowski: Wojna oligarchów o wpływy na Ukrainie

Oceń ten artykuł
(16 głosów)

dr Andrzej Zapałowski

To, że na Ukrainie toczy się „dziwna wojna” jest oczywistością nie tylko dla znawców tematyki. Zginęły tysiące osób, ostrzeliwuje się od miesięcy dzielnice cywilne, dziesiątki tysięcy żołnierzy do siebie strzela, prywatne osoby (przypadkiem oligarchowie) finansują polityczne formacje zbrojne, medialnie i politycznie prowadzi się wojnę z Rosją, a gospodarczo się z nią handluje. Jednakże gdy przyjrzy się szczegółowiej jaka grupa społeczna na Ukrainie traci na wojnie, a jaka zyskuje, to okazuje się, iż tracą wszyscy poza oligarchami (włącznie z prezydentem Petrem Poroszenką).

Oczywiście stratne na niej są także naiwne państwa, które zamiast dbać o swoje interesy (większość państw na wojnie robi interesy, zwłaszcza USA i Niemcy)  angażują się po stronie oligarchów, którzy chwilowo taktycznie przywdziewają barwy nacjonalistyczne. Zresztą nacjonaliści będą na Ukrainie największym przegranym. Po ich wykorzystaniu na froncie ci, co powrócą do domów, będą tak sfrustrowani, biedni, bez perspektyw na prywatne życie a na dodatek oskarżani przez sąsiadów o biedę, do której doprowadzili wskutek walki o idee państwa narodowego, że mogą tylko odsunąć się  i gdzieś zaszyć albo zasilić przestępczość zorganizowaną.

Codziennie słyszymy z mediów o  embargach na żywność lub na pewne segmenty towarów, zakazy handlu, cenzurze prewencyjnej, zakazie odwiedzania Krymu itd. Jednym z największych zwolenników takiego podejścia jest rząd polski i część polskiej opozycji. Wszystko w imię wolnej Ukrainy. Na Ukrainie przy tym funkcjonuje nadal embargo na polską wieprzowinę a obroty z tym państwem spadły o prawie 30%. Nic nie szkodzi – trzeba dobijać nadal Moskala kosztem Warszawy. Za to w tym samym czasie Kijów robi biznesy z Donieckiem za pośrednictwem Moskwy (chodzi o sprzedaż węgla przez Doniecką Republikę Ludową  Ukrainie [1]). Jak można nazwać taką wojnę – asymetryczną, hybrydową?
Nie to nowy rodzaj wojny, wojny znanej z okresu wczesnego średniowiecza, wojny o wpływy dzielnicowe toczonej przez możnowładców-oligarchów, w której to lud walczył o kiesę magnatów. Do tej konfiguracji dochodzi jeszcze jeden aspekt, a mianowicie walka o redefinicję światowego układu bezpieczeństwa, który od 1945 roku się zdezawuował.  To USA tak walczą z Rosją, aby w ostatecznym jej wyniku nikt nikomu nie zrobił za dużej krzywdy, bo to dla zdecydowanego zwycięzcy byłoby pyrrusowym zwycięstwem, gdzie państwa trzecie zostały by beneficjentami tej konfrontacji.

Tak więc o co toczy się ta wojna – o wpływy, w której używa się wybranych metod walki, zbliżonych do tych, które określa się wojnę asymetryczną, hybrydową czy  informacyjną?

Odpowiedź jest prosta – wojna toczy się o redefinicję wpływów w Europie wschodniej i na Bliskim Wschodzie światowych mocarstw i jednocześnie oligarchów pomiędzy sobą na Ukrainie. Zawiązywane sojusze i układy odzwierciedlają tylko zbieżność interesów poszczególnych podmiotów i wykorzystywanie mocarstw dla utrwalenia pozycji oligarchów, którzy jednocześnie dopuszczają, na ile muszą, obszar interesów dla swoich promotorów.  Gdzie w tym wszystkim jest Polska?

Zapewne stoi gdzieś w kolejce po jakąś montownię lub po poklepanie po ramieniu.

Mało kto zastanawia się jak długo ta wojna będzie jeszcze trwała. Padają określenia, że jest to konflikt rozłożony na lata, czasami padają liczby 10 czy też 20 lat. W odniesieniu do powrotu Krymu do Ukrainy padają pojawia się wymiar nawet 100 lat. Gdyby te prognozy brać poważnie, to okazałoby się, że wkraczamy w nową wojnę stuletnią. Nic bardziej złudnego. Od pierwszego wystrzału w tej konfrontacji toczą się negocjacje, trwa demonstracja siły i możliwości stron. Konfrontacja odbywa się także na polu polityki, ekonomii oraz manipulacji postawami społeczeństw. Ten obszar konfrontacji (Ukraina) jest ważny, ale nie strategiczny, czyli nie tu dojdzie do ostatecznej rozgrywki. Po uzgodnieniu stref wpływów mocarstw w tym rejonie świata, po zapewnieniu nietykalności majątków oligarchów przez możnych tego świata, moim zdaniem do dwóch lat powstanie nowa forma państwa ukraińskiego jako federacji (oczywiście bez Krymu). Obecnie trwają działania, mające na celu stworzenie i uzgodnienie drogi dojścia do tego celu, tak aby wszystkie strony względnie zachowały twarz i aby zapanować nad społeczeństwem ukraińskim w momencie uświadomienia sobie jego prawdziwej pozycji i roli we wspomnianej konfrontacji. Czas także na Warszawę, aby zrewidować swoja politykę, aby nie znaleźć się w pozycji ukraińskiego społeczeństwa, czyli nie zostać wykiwanym przez wszystkich.

Fot. http://www.presstv.ir
Źródło: http://www.zapalowski.eu

________________________________________
Czytany 4016 razy