poniedziałek, 04 styczeń 2010 07:10

Andrzej Jonas: Pracownia architekta

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
alt Andrzej Jonas   Potrzeba nam nowej architektury świata współczesnego i przyszłego. Nieraz wspominałem, także na tych łamach, że od zakończenia zimnej wojny trwają poszukiwania nowej architektury świata.    
Perspektywa atomowego konfliktu między dwoma blokami państw była tak przerażająca, że usunęła w cień niemal wszystkie inny problemy ludzkości. Pod jej presją powstały  międzynarodowe instytucje, których zadaniem było zabezpieczenie każdego obozu z osobna. I nie miało istotnego znaczenia, że Zachód przygotowywał się do obrony, a Wschód do ataku. System wydawał się tak trwały, że nawet najwspanialsze think tanki nie tworzyły wizji przyszłości świata. Jeśli pojawiały się rozważania futurologiczne, to miały raczej charakter przewidywania, jak będzie wyglądał dzień po wojnie atomowej, a nie, jaki będzie świat po zakończeniu zimnej wojny. Tymczasem historia potoczyła się torem nieoczekiwanym i z kompletnie zaskakującą szybkością. I zastała nas całkowicie nieprzygotowanych.

Do pierwszej wielkiej zmiany doszła druga – międzynarodowy terroryzm spod znaku Al-Kaidy, do której w skali globalnej też jesteśmy nieprzygotowani. Od dwudziestu z grubsza lat mamy ciągle takie same instytucje, które staramy się przekonstruować tak, aby sprostały wymogom wyzwań współczesnych i przyszłych. Rozszerzyliśmy NATO i powierzyliśmy mu nowe zadania, takie jak działanie poza terytorium krajów sojuszu. Powiększyliśmy Unię Europejską i z wielkim wysiłkiem wyposażyliśmy ją w no wy traktat, ale wciąż jesteśmy raczej w dziale przeróbek niż nowych modeli. Nie wydaje się prawdopodobne, by taka droga mogła światu wystarczyć.

Po wstrząsie II wojny i dynamicznym powiększeniu imperium sowieckiego było oczywiste, że musi powstać nowa globalna budowla. I powstała. Czyżby najważniejsze pracownie architektoniczne nie wyczuły zapotrzebowania na nową strukturę?

Pojawiają się, obok wspomnianych działań „poprawkowych”, nowe modele, które mają jednak charakter cząstkowy. Mam na myśli różne G, czyli grupy – G7, G20, G77. Nawet jeśli niektóre z nich pretendują do tego, żeby mieć wymiar globalny, to jednak nie jest to nawet fundament pod nową budowlę. Powstają także rozmaite inicjatywy regionalne, jak choćby pomysł wspólnej waluty kilku państw Ameryki Południowej czy koncepcje rosyjskie, obliczone na budowanie stref wpływu. One także niewiele wnoszą. Być może obserwujemy jakieś przejawy pracy nad nową architekturą. Zaliczyć do nich można rozmaite grupy refleksyjne czy też grupy mędrców. Wciąż jednak nie pojawia się wizja rzeczywiście nowego pomysłu. Czas jest stosowny do składania życzeń. Ich zestaw jest tradycyjny – zdrowia, szczęścia, pomyślności. Nie negując żadnego z nich, pragnę dołączyć jeszcze jedno: potrzeba nam  nowej architektury świata współczesnego i przyszłego. Bez niej będziemy krążyli w kółko, wciąż skazani na posługiwanie się narzędziami, które tak nadają się do kierowania współczesnością, jak narzędzia od małego Fiata do naprawiania nowoczesnych samochodów. I przynoszą taki sam rezultat. Czyżbyśmy nie mieli dostatecznie zdolnych architektów?
 
Artykuł ukazał się w numerze 1/2010 tygodnika alt
 
 
Czytany 5670 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 10 marzec 2016 18:34