poniedziałek, 24 październik 2011 07:28

Aleksandr Wiszniakow: Kryzys europejski a ocalenie dolara. Czy katastrofa finansowa Unii Europejskiej jest wygodna dla USA?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

toolseuro


Aleksandr Wiszniakow

Według amerykańskiego finansisty Georga Sorosa Niemcy powinny ratować Grecję kosztem własnej gospodarki i życia w dostatku swoich obywateli, co oczywiście związane jest z ogromnym ryzykiem zarówno politycznym, jak i gospodarczym, jakie ponieść mogą Niemcy. Sytuacja wydaje się być dwuznaczna, o tyle, że daje pole do rozmyślań na temat bezpośrednich korzyści płynących z takiego stanu rzeczy dla USA w dobie europejskiego kryzysu.

Bo przecież jeśli „obalić” ratingi europejskich banków i gospodarczo obedrzeć kraje europejskie drogą przekazywania ich środków na rzecz ratowania sytuacji w regionach szczególnie objętych kryzysem, to oczy inwestorów, a co za tym idzie ich finanse, zwrócą się w stronę, gdzie perspektywy są bardziej optymistyczne, tzn. w stronę USA.

Sposób w jaki Unia Europejska ratuje gospodarkę Grecji tzn. pompując w nią ogromne pieniądze, w ostatnim czasie przypomina dobrze zrealizowany spektakl. Międzynarodowe europejskie instytucje finansowe symulują, że mają jeszcze jakiś wybór – pomagać Grecji lub też nie. Grecja natomiast stara się przekonać UE, że spełni wszystkie żądania wysunięte przez Unię Europejską i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, a w dodatku jak się zobowiązała w krótkim czasie i bez obniżenia poziomu jakości życia w kraju, choć wszyscy doskonale wiedzą, że z wielu powodów nie uda jej się tego dokonać. A Unia Europejska, nie zważając na to, nie może Grecji nie pomóc, bowiem oznaczałoby to koniec samej UE jako unii politycznej, a także cios dla wspólnej waluty europejskiej. Nie wykluczone, że byłby to cios śmiertelny.

Zresztą, spektakl ten nadal trwa. Sceptycy mieli rację – 7 października trójka kredytodawców Grecji (Unia Europejska, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Europejski Bank Centralny) nie zgodziła się wypłacić Atenom nowej, szóstej z rzędu transzy kredytu opiewającej na kwotę 8 mld euro. Pieniądze te mogłyby się okazać zbawienne dla uregulowania zaległych płatności Grecji, której w budżecie pozostało pieniędzy na dwa tygodnie. Władze Grecji zawczasu oświadczyły, że większość żądań trójki wierzycieli jest praktycznie nie do zrealizowania. Na przykład, zwolnienie do końca roku ponad jednej trzeciej urzędników państwowych, jeszcze większe zmniejszenie wydatków, czy szybkie sprywatyzowanie sektora państwowego, który stanowi około 40% całej gospodarki. Na deser trójka zażądała, aby deficyt budżetu Grecji w tym roku nie przewyższył wartości 7,6%. Lecz już w dniu negocjacji, osiągnął on poziomu 8,5%. Co więcej Ministerstwo Finansów Grecji postanowiło dobić swoich wybawców, oświadczając, że wskaźnik ten może dojść aż do 9%. Przedstawiciel Grecji przy Międzynarodowym Funduszu Walutowym Panajotis Rumeliotis podsycił jeszcze te pesymistyczne nastroje, mówiąc, że Grecji nie wystarczą owe upragnione 8 mln euro, dlatego że prognozy greckiego rządu przewidują spadek PKB o 5,5% w 2011 roku i o 2,5% w 2012, co całkowicie nie odpowiada wcześniejszym kalkulacjom i wymaga zwiększenia finansowania kraju.

Pomimo tak ogromnych rozbieżności między składanymi obietnicami, a rzeczywistością, trójka jest po prostu skazana prowadzić dalsze negocjacje z Grecją w imię ocalenia UE. Ponieważ każde kolejne nieuniknione i bezowocne rozmowy to strata drogocennego czasu, coraz częściej słyszy się głosy, nawołujące do podjęcia rzeczywiście radykalnych kroków rozwiązania problemów Grecji począwszy od propozycji wypuszczenia obligacji z okresem wykupu do 100 lat, do bezpośredniej sprzedaży wysp, których Grecja posiada dużo. Przy czym potencjalni klienci już się pojawili. Wyspami greckimi, a dokładniej bogatym w złoża – gaz i ropę naftową szelfem, zainteresowani są zarówno w Europie, jak i na Bliskim Wschodzie i w USA. Przede wszystkim z takiej sytuacji będzie zadowolona Turcja, jako że cała historia grecko-tureckich konfliktów kręci się wokół wysp i szelfu. Niedawny konflikt „gazowy” wokół Cypru, w ramach którego Turcja wysłała swoich geologów, będących pod ochroną tureckiej floty, aby wiercili szyby naftowe, jest tego najlepszym przykładem.

Wpadając w nieubłagany wyścig z czasem, Grecja planuje rozpocząć eksploatację złóż ropy naftowej z dna morskiego już w następnym roku. Wiosną tego roku rząd Grecji wniósł poprawki do ustawy dotyczącej wydobycia i produkcji węglowodorów. Pozwalają one zagranicznym firmom uczestniczyć w eksploatacji greckich złóż. Ateny oświadczyły o jak najszybszym utworzeniu specjalnego organu władzy, który będzie odpowiedzialny za przyśpieszenie wydawania licencji na rekonesans i wydobycie zasobów naturalnych. „Oczekujemy, że w ciągu 15 lat (tyle wynosi cykl eksploatacyjny danego złoża) uzyskamy czysty dochód dla państwa w wysokości 7-10 mld USD” – oświadczył zastępca ministra środowiska i energetyki Janis Maniatis. Najbardziej wiarygodnym realizatorem projektu dotyczącego eksploatacji greckich złóż może okazać się francuska kompania naftowa Total.

Nie trzeba posiadać szczególnych zdolności matematycznych, aby dojść do wniosku, że 7-10 mld dolarów w ciągu 15 lat nie pomogą rozwiązać problemów Grecji, której dług zwiększa się w dużo szybszym tempie.  A wyjście z sytuacji znaleźć trzeba maksymalnie za kilka miesięcy. Logiczne, że pojawiły się pomysły sprzedaży terenów Grecji, abstrahując już nawet od ich potencjału naftowego. Jednakże, aby uzyskać dzięki temu jakiś większy dochód, potrzebne są dodatkowe środki i dużo czasu.

Według ocen amerykańskich ekspertów, sprzedaż jednej czwartej greckich wysp przyniesie Grecji minimum 100 mld euro. Natomiast dług państwa wynosi już ponad 350 mld. Tak więc teoretycznie Grecja zdoła zrzucić swoje jarzmo sprzedając 75% terytorium swojego kraju. Lecz oczywiście ten wariant także jest nie do przyjęcia - przedstawiciele rządu Grecji, a także gubernator Regionu Wyspy Egejskie Południowe Joanis Macheridis projekt sprzedaży ziem greckich odrzucili z oburzeniem, oświadczając, że „suwerenność państwa nie ma ceny”. Dlatego też, o ile sprzedaż wysp nie w chodzi w rachubę, a przekształcenie państwa w naftowego giganta i prywatyzacja własności państwowych w krótkim czasie są nierealne, pozostaje jedynie poszukiwanie możliwości pozyskania kolejnych kredytów.

W tej sytuacji, taką możliwością może stać się jedynie to, o czym nie tak dawno mówili niemieccy finansiści. To znaczy pobieranie kredytów pod zastaw bezpośrednich fizycznych aktywów państwa. Ale to rozwiązanie również nie jest najlepsze, bo przecież greckie „firmy, gazety i statki” będą wyceniane zgodnie z zasadami wolnego rynku w dobie kryzysu, czyli po bardzo zaniżonych cenach, mających niewiele wspólnego z realną wartością zakupu. Może się więc okazać, że nawet całkowite przejęcie pod zastaw greckich własności państwowych może nie pomóc.
Nie ważne, czy Grecja wciąż będzie upierać się przy swojej suwerenności, jej los jawnie pozostaje w rękach Francji I Niemiec. Jeśli nie Francja i Niemcy, Grecji i całej Unii Europejskiej nie pomoże już nikt. Jednak poza granicami UE dzieją się takie rzeczy, które dają podstawy przypuszczać, że niektóre siły nie tyle nie są skłonne pomóc UE, ale starają się wykorzystać jej niełatwą sytuację do własnych interesów.

Jak wiadomo, latem agencja ratingowa Standard & Poor’s obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej USA. Pozostałe agencje, w większości kierując się względami „politycznej adekwatności”, pośpieszyły zapewnić, iż nie mają żadnych wątpliwości co do stabilności finansów USA. Po tych oświadczeniach wybuchła burza – oskarżono agencję S&P o atak na bezpieczeństwo narodowe USA i stabilność rynków finansowych. Otwarcie mówiło się o tym, że winnym kryzysu USA jest agencja S&P. Chociaż późniejsze badania, przeprowadzone przez agencję prasową Bloomberg pokazały, że większość światowych inwestorów uważa pozycję S&P za słuszną. 67% z nich poparło tę decyzję. W rzeczywistości jednak istnieje dziś tajny, lecz surowy zakaz jakiejkolwiek działań, mogących nadszarpnąć dominującą pozycję USA.

To znaczy, kiedy sprawa dotyczy USA, każde zwątpienie w stabilność finansową kraju uważa się za akcję podburzającą. A co się dzieje dzisiaj w stosunkach z Europą? Można odnieść wrażenie, że agencje ratingowe, znajdujące się w większości na terenie USA, robią wszystko co w ich mocy, aby ostatecznie podkopać zaufanie inwestorów względem rynków Unii Europejskiej. Wszystkie te wątpliwości, dotyczące stabilności finansowej, które, kiedy mówi się o USA, powinny podlegać ocenzurowaniu, w przypadku UE są natychmiast powszechnie rozgłaszane.

W oświadczeniu międzynarodowej agencji ratingowej Fitch Ratings mówi się o obniżeniu długoterminowego ratingu zadłużenia Hiszpanii w lokalnej i zagranicznej walucie z poziomu AA+ do AA- i Włoch z poziomu AA- do A+. Oprócz tego, krótkoterminowy rating zadłużenia Hiszpanii w zagranicznej walucie został potwierdzony na poziomie F1+. Prognozy jednak są negatywne. Raiting Włoch również jest obniżony – z F1+ do F1. Prognozy długoterminowego ratingu – także negatywne.  Od kolegów nie odstaje też agencja Moody’s, obniżając suwerenne ratingi Włoch od razu o trzy poziomy – z AA2 do A2 i obniżając ratingi depozytowe 12 brytyjskich i 6 portugalskich banków. Ogłoszono także plany na ostatni kwartał tego roku, w których agencja Fitch planuje dodatkowo obniżyć ratingi Portugalii.  

Kilka dni temu znany finansista George Soros wystąpił z przemówieniem, w którym obarczył winą za rozpoczynający się nowy kryzys finansowy właśnie Grecję. Soros nawoływał do utworzenia jedynego europejskiego „skarbu państwa”, który będzie posiadać pełnomocnictwa do tego, aby zarówno nakładać podatki  jak i pozyskiwać nowe środki.

W gruncie rzeczy, pomysł ten narodził się w Niemczech i Francji, a Soros dodał do niego niewielki szczegół. A mianowicie wezwał Niemcy do tego, aby jeszcze aktywniej poświęcały się na rzecz Grecji. „Naród niemiecki do tej pory wierzy, że ma wybór w kwestii okazania lub też nie finansowej pomocy krajom, które mają kłopoty. Jednak takie myślenie jest wielką pomyłką” - zauważył Soros. „W europejskim systemie finansowym, na bazie jednej waluty europejskiej, ściśle powiązane są ze sobą wszystkie aktywa i pasywa, dlatego klęska euro spowoduje kryzys na wielką skalę, którego opanować nie zdołają już żadne władze” – wyjaśnił inwestor, dodając, że „im więcej czasu będą potrzebować Niemcy, aby zdać sobie z tego sprawę, tym wyższa będzie cena, którą przyjdzie im zapłacić, jednak nie tylko im, bo i całemu światu”.

Innymi słowy, Niemcy, według Sorosa, powinny ratować Grecję kosztem własnej gospodarki i życia w dostatku swoich obywateli, co oczywiście związane jest z ogromnym ryzykiem zarówno politycznym, jak i gospodarczym, jakie ponieść mogą Niemcy. Czy to wszystko jest potrzebne Niemcom? I jaki ma to związek z interesami USA?

Nie można nie zgodzić się, że sytuacja wydaje się być dwuznaczna, dająca pole do rozmyślań na temat bezpośrednich korzyści płynących z takiego stanu rzeczy dla USA w dobie europejskiego kryzysu. Bo przecież, jeśli „obalić” ratingi europejskich banków i gospodarczo obedrzeć kraje europejskie drogą przekazywania ich środków na rzecz ratowania sytuacji w regionach szczególnie objętych kryzysem, to oczy inwestorów, a co za tym idzie ich finanse, zwrócą się w stronę, gdzie perspektywy są bardziej optymistyczne, tzn. w stronę USA.

Tłumaczenie: Justyna Matyjek, fot. sxc.hu

Materiał pochodzi z serwisu win.ru win_ru_100 

Czytany 5561 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04