wtorek, 10 lipiec 2012 08:39

Aleksandr Manachinsky: AFRICOM: geostrategia neokolonializmu

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

africom-logo  Aleksandr Manachinsky

Zachód już dawno zdał sobie sprawę ze znaczenia afrykańskich zasobów ropy naftowej i gazu ziemnego w warunkach deficytu węglowodorów na planecie. Zareagował zwiększeniem uwagi skierowanej na Afrykę i wzmocnieniem obecności wojskowej w regionie, który nabrał zupełnie nowego znaczenia geopolitycznego.

Miniony rok obfitował w wiele wydarzeń, mających związek nie tylko z kwestiami wojskowymi, ale także z zagadnieniami bezpieczeństwa w Europie i Azji. Do szeregu wydarzeń z Tunezji, Egiptu, Libii doszły jeszcze te z Afryki. Libijski wojaż głównych imperialistów zakończył się sukcesem. NATO wypełniło wyznaczoną przez Waszyngton misję. Chociaż wymagało to wiele wysiłku, pod flagą ONZ NATO osiągnęło to, czego chciało…
Akt kanclerski

Były szef niemieckiej agencji kontrwywiadu wojskowego generał Gerd Helmut Komossa opublikował książkę „Sekretne gry tajnych służb”, w której ujawnia, że zgodnie z powojenną umową niemiecko-amerykańską każdy nowo wybrany kanclerz Niemiec powinien natychmiast po wyborach udać się do Stanów Zjednoczonych i podpisać tzw. Federalny Akt Kanclerski. Dokument ten będzie obowiązywał do 2099 r. „21 maja 1949 r. Federalne Biuro Śledcze opublikowało oznaczoną klauzulą „ściśle tajne” państwową umowę, w której zostały omówione podstawowe zasady stanowiska zwycięzców względem suwerenności Republiki Federalnej Niemiec do 2099 roku…”. Czy do tego czasu Niemiec pozostanie Niemcem? Czy Bundeswehra będzie w stanie walczyć tak, jak walczyła w czasach II Wojny Światowej? Jaki jest ostateczny cel Federalnego Aktu Kanclerskiego? Takie oto pytania rodzą się podczas czytania wspomnianej książki.

Generał Komossa był bardzo ostrożny, dlatego też nie ośmielił się wydać „Sekretnych gier tajnych służb” w Niemczech. Książka została opublikowana w Austrii. Powstał szum, ale jedno jest pewne: USA umiejętnie steruje członkami NATO, aby zrealizować swoje egoistyczne pobudki, mobilizuje państwa członkowskie do interwencji w byłej Jugosławii, Afganistanie, Libii. Okazuje się jednak, że to za mało, dlatego też Amerykanie zaczęli głosić ideę utworzenia afrykańskiego NATO – AFRICOM. Należy przecież w pełni wykorzystać zasoby naturalne Afryki.

Bitwa o zasoby naturalne Afryki

Dzisiejsza strategiczna rywalizacja wiodących gospodarek światowych o afrykańskie zasoby naturalne stała się bardziej bezwzględna. Afryka zajmuje pierwsze miejsce na świecie pod względem zasobów rud manganu, chromitów, boksytów, złota, platyny, kobaltu, wanadu, diamentów, fosforytów, fluorytów; drugie miejsce pod względem zapasów rud miedzi, azbestu, uranu, antymonu, berylu, grafitu; trzecie miejsce pod względem zapasów ropy naftowej, gazu ziemnego, rtęci, rud żelaza. Na terenie Afryki znajdują się znaczne rezerwy rud tytanu, niklu, bizmutu, litu, tantalu, niobu, ołowiu, wolframu, kamieni szlachetnych itd.

Zachód już dawno zdał sobie sprawę ze znaczenia afrykańskich zasobów ropy naftowej i gazu ziemnego w warunkach deficytu węglowodorów na planecie. Zareagował zwiększeniem uwagi skierowanej na Afrykę i wzmocnieniem obecności wojskowej w regionie. Niebiańskie Królestwo (Celestial Empire) [1] kupuje ok. 9% afrykańskich surowców energetycznych, USA – 33%, UE – 36%. Algieria, Angola, Nigeria, Libia, Egipt, Sudan, Gwinea Równikowa, Republika Kongo, Gabon, Czad, Tunezja, Kamerun to główne obiekty ekonomicznej i geopolitycznej rywalizacji starych i nowych ośrodków siły. Ogólnie rzecz biorąc dominującą pozycję w tym sektorze zajmuje amerykański, angielsko-holenderski i, w mniejszym stopniu, francuski i włoski kapitał. Do Afryki jednak dotarły już Chiny, Indie, Brazylia i inni młodzi i pełni siły konkurenci. Szczególnie zauważalne jest umocnienie pozycji Chin w regionie. Stany Zjednoczone ze wszystkich sił próbują powstrzymać ich ekspansję. Amerykańskie korporacje wciąż zwiększają wysiłki na rzecz zdobycia nowych złóż ropy naftowej i innych surowców na całym świecie, również w Afryce. 

Stopień uzależnienia przemysłu, a nawet potęgi obronnej Stanów Zjednoczonych od importu surowców nieenergetycznych z Afryki jest krytyczny (import tego typu surowców wynosi od 60 do 100% całego amerykańskiego importu).

• Ze względu na chrom zależność USA od importu osiąga 100% (98% surowca jest dostarczana z dwóch krajów – z Republiki Południowej Afryki i Zimbabwe).

• Przemysł wojskowy i energetyka USA w ponad 50% jest uzależniony od importu afrykańskiego kobaltu – metalu, który wykorzystuje się do produkcji odpornych na ciepło i wysokowytrzymałych stopów, m.in. do produkcji łopatek turbin silników odrzutowych, a także do wytwarzania stopów magnezu dla przemysłu elektronicznego.52% światowych zapasów znajduje się w czterech afrykańskich państwach: Kongo, Zambii, Maroko i Botswanie. 

• Podobna sytuacja dotyczy manganu, którego nie można zamienić niczym innym przy produkcji stali. Mały afrykański kraj Gabon jest największym dostawcą wysokojakościowych peroksydów, zapewniając tym samym do 20% światowego eksportu. RPA po dziś dzień pokrywa 40% zapotrzebowania USA na mangan, a włączając import z innych krajów afrykańskich udział Czarnego Kontynentu w wydobyciu tego typu surowca wynosi prawie 50%. 

AFRICOM jako instrument podboju Afryki

Waszyngton otwarcie planował operacje wojskowe w Afryce, włączając w te plany minimum trzy kraje (Libię, Somalię i Sudan), które miały zostać użyte jako tarcza dla Pentagonu i Białego Domu. W 2002 r. Pentagon rozpoczął swój pierwszy duży projekt, mający na celu kontrolę wojskową nad Afryką. Była to tzw. Inicjatywa Pan-Sahelska (PSI), którą zapoczątkowało Dowództwo Europejskie Stanów Zjednoczonych (EUCOM) i Centralne Dowództwo USA (CENTCOM). W ramach projektu amerykańscy żołnierze prowadzili szkolenia wojsk z Mali, Czadu, Mauretanii i Nigerii.

W 2007 r. francusko-afrykański szczyt po raz pierwszy zaprosił do uczestnictwa przedstawicieli Niemiec. W 2001 r. rozpoczął się ruch w kierunku utworzenia AFRICOM, który oficjalnie sformułowano w 2006 r. Decyzję o jego utworzeniu ogłoszono kilka miesięcy później, w lutym 2007 r.

Projekt ten natychmiast zyskał izraelskie poparcie. Institute for Advanced Strategic and PoliticalStudies (IASPS) był jedną z tamtejszych organizacji, która aktywnie wspierała utworzenie AFRICOM.

Na podstawie Inicjatywy Pan-Sahelskiej w 2005 r. zaczęło obowiązywać Transsaharyjskie Partnerstwo Kontrterrorystyczne (TSCTP) pod dowództwem CENTCOM. Do grupy współpracującej w zakresie wojskowym z Pentagonem (Mali, Czad, Mauretania, Niger) dołączyły Algieria, Maroko, Senegal, Nigeria i Tunezja. TSCTP został oddany pod dowództwo AFRICOM 1 października 2008 r. Organizacja ta została zaprojektowana w celu zarządzania Afryką poprzez utworzenie afrykańskiej wersji NATO kontrolowanej przez Waszyngton.

Potrzebni wrogowie

Stany Zjednoczone i ich sojusznicy tworzą nową serię przyszłych wrogów – po początkowej pracy z nimi lub po ich wykorzystaniu, zaczęli siać chaos w Afryce. Waszyngton pomagał finansować rebeliantów i projekty zmiany reżimu w Afryce. „Prawa człowieka” i „demokratyzacja” są teraz wykorzystywane jako zasłona dymna dla ukrycia wojny kolonialnej. Waszyngton działa za pośrednictwem NATO i jego sojuszników w Afryce, którzy odgrywają istotną rolę w globalnym imperium. Penetracja i wzrost wpływów nietradycyjnych mocarstw w Afryce, jak np. Chin, wywołało w Waszyngtonie i Paryżu ataki „alergii”, dlatego też ośrodki te zdecydowały się na współpracę. Jest to szczególnie widoczne w kontekście „wojny humanitarnej” przeciwko Libii. Zauważalne jest to również na arenie międzynarodowej. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i niektóre z większych mocarstw w Unii Europejskiej uważają Chiny i inne globalne rynki wschodzące za niebezpieczeństwo, będące w stanie przekreślić rywalizację i rozpocząć współpracę.

Na kontynencie afrykańskim Paryż zajmuje szczególną niszę w amerykańskim globalnym imperium. Pełni on rolę „regionalnego żandarma” w Afryce i tych krajach, które kiedyś były jej koloniami. Szczególne znaczenie Francji jest wynikiem historii i obowiązującej, choć spadającej pozycji tego kraju w Afryce, głównie dzięki „Françafrique”. Unia na rzecz Regionu Morza Śródziemnego (powołana oficjalnie przez Nicolasa Sarkozy'ego) jest jednym z przykładów francuskich interesów w Afryce Północnej. „Walka z terroryzmem” i wykonanie „misji humanitarnych” stanowią tylko fasadę lub zasłonę dymną. Prawdziwym celem Francji jest reorganizacja Afryki i ustanowienie tam neokolonialnego porządku. Mapa, wykorzystywana przez Waszyngton w „walce z terroryzmem” pod banderą Inicjatywy Pan-Sahelskiej, mówi wiele. To Algieria, Libia, Niger, Czad, Mali i Mauretania. Ekspansja wojskowa USA na Czarnym Lądzie i utworzenie przez Pentagon AFRICOM jest niczym innym, jak tylko afrykańską wersją NATO kontrolowaną przez Waszyngton. Stany Zjednoczone i ich sojusznicy już zainwestowali wiele środków finansowych w walkę z tymi organizacjami terrorystycznymi, z którymi wcześniej współpracowali i wspierali na terenie całej Afryki.

Skróty pochodzą od redakcji.Tłumaczenie: Anna Piotrowska
Tekst pochodzi ze strony Geopolitika.ru


_____________________________________________
1. Celestial Empire (Tianchao Daguo) – tradycyjna nazwa Chin.

Czytany 7215 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04