środa, 21 maj 2014 08:31

Aleksander Mezjajew: Ukraina kontra Rosja w trybunałach międzynarodowych

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

icc  Aleksander Mezjajew

W połowie kwietnia sekretarz Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK) poinformował, że ukraiński rząd złożył oświadczenie, akceptując tym samym jurysdykcję nad rzekomymi przewinieniami popełnionymi na terytorium Ukrainy między 21 listopada 2013 r. a 22 lutego 2014 r. Kilka dni później Fatou Bensouda (prokurator MTK) zdecydowała o rozpoczęciu wstępnego zbadania całej sprawy na temat sytuacji na Ukrainie. W związku z powyższym pojawiły się pewne problemy prawne na tle międzynarodowym.

Po pierwsze: kierownictwo MTK uwierzyło, ż„e otrzymało deklarację od Ukrainy. Oznacza to, że kierujący Trybunałem zaleźli się pod całkowitą kontrolą Zachodu oraz, że nie są w stanie prowadzić niezależnej polityki, włączając w to kwestie czysto prawne!

Właściwie określenie odpowiedniego podmiotu, od której MTK może otrzymywać informacje, jest świętym obowiązkiem tej instytucji. Weryfikacja prawowitości władzy ma miejsce na każdym międzynarodowym posiedzeniu, a przedstawiciele państw nie zawsze zdają ten egzamin kontrolny. W tym przypadku grupa adwokatów wezwała MTK do bezpośredniej rezygnacji ze sprawdzenia, czy ci, którzy nazywają siebie rządem Ukrainy, mają z nim cokolwiek wspólnego. Tym samym MTK stał się stroną w konflikcie na Ukrainie. Pozbawia to tę instytucję wszelkich oznak niezależności i bezstronności.

Już dużo wcześniej dochodziło do wykorzystania międzynarodowych instytucji sądowych jako stron konfliktów międzypaństwowych, a nawet jako narzędzia prowadzącego do wojny. Przykładem niech będzie rok 1999, kiedy to MTK, w stosunku do byłej Jugosławii, działał jako narzędzie zbrojnej napaści NATO przeciwko Socjalistycznej Federacyjnej Republice Jugosławii. Wtedy pośpiesznie (bez dochodzenia czy zebrania dowodów) wydano międzynarodowy nakaz sądowy aresztowania głowy państwa, która w rzeczywistości była ofiarą napaści. MTK postąpił tak samo w 2012 r., kiedy działał jako zewnętrzne narzędzie wpływu w militarnym konflikcie na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Wtedy MTK stanął po stronie Alassane’go Ouattara’y, który nielegalnie doszedł do władzy. Uściślając, MTK opowiedział się po stronie osoby, która do władzy została dopuszczona przez kraje dyktujące warunki samemu Trybunałowi.

Porównanie mówi wszystko: skierowany przez Rosję do Trybunału wniosek dotyczący ścigania przestępstw popełnionych przez Micheila Saakaszwilego w Osetii Południowej w sierpniu 2008 r. jest rozpatrywany od 6 lat i nie zdecydowano jeszcze o wszczęciu postępowania.

Po drugie: nawet, jeśli by rozważono oświadczenie ukraińskiego „rządu”, uznającego jurysdykcję MTK, abstrahując od kwestii prawowitości rządu w Kijowie, deklaracja taka wywołałaby lawinę kolejnych problemów prawnych.

Przykładowo ukraiński „rząd” uznał jurysdykcję MTK jedynie w odniesieniu do wydarzeń między 21 listopada 2013 r. a 22 lutego 2014 r. Jednakże Rada Najwyższa Ukrainy odmówiła ratyfikacji Statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego.

Ukraina podpisała Statut w 2000 r., lecz musi go jeszcze ratyfikować. Barierą prawną dla ratyfikacji okazała się decyzja ukraińskiego Sądu Konstytucyjnego, orzekająca, że treść Statutu jest sprzeczna z konstytucją państwa. 12 czerwca 2001 r. Sąd Konstytucyjny Ukrainy postanowił: „odnaleźć Statut Rzymski Międzynarodowego Trybunału Karnego, podpisany przez Ukrainę 20 stycznia 2000 r. i przedłożony Radzie Najwyższej Ukrainy, by uzyskać zgodę w celu ratyfikacji oraz zbadać czy jest on zgodny z konstytucją państwa, szczególnie w odniesieniu do postanowień paragrafu 10 preambuły i artykułu 1 statutu, wg którego «Międzynarodowy Trybunał Karny [...] powinien być uzupełnieniem dla krajowej jurysdykcji karnej»”.

Stąd, w celu ratyfikacji Statutu MTK, Ukraina musi najpierw znowelizować art. 124 własnej konstytucji. Wprowadzenie takiej poprawki nie będzie niestety łatwe. Poprawka konstytucyjna musi najpierw zostać uchwalona większością głosów na posiedzeniu Rady Najwyżej Ukrainy, a następnie zostać  zatwierdzona na kolejnym posiedzeniu przynajmniej przez 2/3 członków Rady. Nawiasem mówiąc, w ostatnich miesiącach konstytucja Ukraina była naruszana tyle razy, że wspominanie o tym wydaje się być zabawne. 

„Junta" ma inny powód, aby nie ratyfikować Statutu MTK, aniżeli tylko konieczności przestrzeganie konstytucji. Kijowski reżim uznał jurysdykcję MTK jedynie w związku z wydarzeniami „do 22 lutego 2014 r.” – czyli do momentu, w którym „junta" doszła do władzy. To wszystko wyjaśnia. „Junta" nie chce wypowiadać się na temat prawa międzynarodowego, woli raczej wykorzystać MTK do „legalizacji” sposobu poradzenia sobie z poprzednim reżimem.

Jeżeli obecny „rząd” ratyfikuje Statut MTK, sam zostanie poddany jurysdykcji Trybunału, a ten będzie mógł prowadzić dochodzenie w sprawie przewinień dokonanych przez „juntę" od 22 lutego, a szczególnie dotyczących operacji karnych, podjętych przeciwko cywilom na wschodniej Ukrainie, włączając w to masowe morderstwo cywilów w Odessie z 22 maja.

Po trzecie: zatwierdzenie jurysdykcji MTK jest częścią „międzynarodowego” ataku Ukrainy na Rosję.

Przykładowo, podczas transmitowanej w telewizji przemowy z 1 maja, kandydat na prezydenta Ukrainy Petro Poroszenko oznajmił, że „proces w MTK w Hadze jest w trakcie przygotowań z udziałem europejskich prawników. Amerykańscy partnerzy pomagają teraz Ukrainie w przygotowaniu przekonującego procesu w celu ukarania Rosji”. Powiedział także, że Ukraina złoży wniosek do Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie. P. Poroszenko pragnie nałożyć wartą „wiele miliardów dolarów karę”, „która zmusi Rosję do wdrożenia postanowień sądu i ukarania tych, którzy podjęli karygodne decyzje. Rosja będzie musiała więc je zastosować, jeśli tylko chce pozostać częścią międzynarodowej społeczności”.

„Czekoladowy król” (P. Poroszenko) niewiele wie o międzynarodowym wymiarze sprawiedliwości, a mówiąc o MTK, ma na myśli zupełnie inny sąd tj. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości (MTS) przy ONZ, który również znajduje się w Hadze. Jeśli europejscy i amerykańscy partnerzy naprawdę pomagają aktualnej ukraińskiej juncie w złożeniu pozwu przeciwko Rosji, muszą jednak zrozumieć, że złożenie takiego pozwu przeciwko Rosji do MTK jest prawnie niemożliwe, ponieważ nie ratyfikowała ona Statucie tego trybunału. Powinni też mieć na uwadze fakt, że niemożliwym jest wydobyć odszkodowanie od państwa za pośrednictwem MTK. Trybunał po prostu nie ma takiej władzy. MTS  to inna kwestia. Tam istniałaby możliwość złożenia takiego wniosku. Oczywiście, pomagający juncie europejscy i amerykańscy partnerzy w jego złożeniu widzą coś jeszcze. Mianowicie, taki wniosek sam przez się nie ma prawa bytu. Jednakże prawdopodobnie nie dostarczają tej informacji nieokrzesanemu „rządowi” kijowskiemu. Świadczeniobiorcy usług „pomocowych” we wszczęciu procesu (a szczególnie ci, którzy obiecują „wielomiliardową dywidendę”) nie pracują za darmo. Dlaczego więc z nich nie zrezygnują?

Co więcej, 13 marca 2014 r. Kijów wniósł międzypaństwowy pozew do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przeciwko Federacji Rosyjskiej (zgodnie z art. 33 Konwencji Europejskiej ds. Ochrony Praw Człowieka i Podstawowych Wolności). Jednocześnie został złożony wniosek do ustanowienia środków tymczasowych, w tym instrukcji dotyczących Rosji „by powstrzymała się od postępowań, które mogą zagrozić życiu lub zdrowiu cywilów na terytorium Ukrainy”.

Pomimo, że wniosek ten został zaakceptowany (jednak do końca nie wiadomo dlaczego? Czyżby europejscy sędziowie byli  do tego stopnia nieświadomi, by nie być w stanie ustalić braku prawomocności wnioskodawców?), sędzia wydał wyrok, w którym wezwał nie tylko Rosję, lecz „obie powiązane ze sobą strony”, by „powstrzymały się” od podjęcia takich kroków. To ważna kwestia, zwłaszcza w kontekście użycia przez „juntę" wojska przeciwko jej własnym ludziom.

Nawiasem mówiąc, wniosek ten może być dobrym pretekstem do zbadania kwestii legalności skarżących. Do teraz nie było problemu z akceptacją decyzji „junty" przez tych, którzy ją finansowali. Nikt nie udowodnił słuszności ani tym bardziej prawomocności „rządu” w Kijowie. Europejski Trybunał Praw Człowieka może być dla Rosji wyjściem, by ta udowodniła nie tylko nieprawomocność kijowskiej „junty", lecz także bezprawne działania jej zachodnich nadzorców.

Tekst pochodzi z Strategic Culture Foundation on-line journal www.strategic-culture.org.
Tłum. Marta Kramarczyk
Fot. globalsolutions.org
Czytany 3791 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04