środa, 18 lipiec 2012 08:42

Marcin Maroszek: Wenezuela - wybory a perspektywa zmian

Oceń ten artykuł
(1 głos)

chavez


  Marcin Maroszek

Po raz pierwszy od wielu lat wynik zaplanowanych na październik 2012 r. wyborów prezydenckich w Wenezueli pozostaje niewiadomą. Zjednoczona opozycja z silnym reprezentantem na czele i odnawiająca się choroba Hugo Chaveza mogą doprowadzić do zasadniczych zmian na wenezuelskiej scenie politycznej.

Po pierwsze: zjednoczona opozycja

Odkąd Hugo Chavez zmodyfikował ustawę zasadniczą znosząc limity kadencji dla osób sprawujących urzędy państwowe, wydawało się, iż „era Chaveza” będzie trwać jeszcze długie lata. Po raz pierwszy od dawna nie jest to jednak takie pewne, a powodów jest kilka.

Polityczni przeciwnicy Hugo Chaveza jak dotąd pozostawali zupełnie nieefektywni. Podziały, wzajemne animozje lub błędne decyzje (jak ta o bojkocie wyborów w 2005 r., której jedynym rezultatem był brak opozycji w parlamencie) doprowadziły do sytuacji, w której obecny prezydent przed każdymi wyborami mógł czuć się pewny zwycięstwa. Jednak te zaplanowane na październik 2012 r. nie dają mu takiego komfortu. Podzielona dotąd opozycja tym razem zjednoczyła siły. W 2009 r. odnowiono Porozumienie o Jedności Narodowej i utworzono szeroką koalicję MUD – Mesa de la Unidad Democrática (Stół Jedności Demokratycznej). W kwietniu 2010 r. MUD podjął decyzję, by w walce o fotel prezydencki stanął wybrany przez nich jeden kandydat. Aby to zrobić, na początek 2012 r. zaplanowane zostały otwarte prawybory.

Po drugie: szeroka legitymizacja i aktywizacja społeczna

Prawybory okazały się nadspodziewanym sukcesem. Wzięło w nich udział ponad 3 miliony osób, co przekroczyło nawet najśmielsze szacunki opozycji. Zdecydowaną większość głosów (64%) zdobył działacz opozycyjny o swojsko brzmiącym nazwisku, Henry Capriles Radonski. Tak wielka liczba głosujących, z czego niemal dwa miliony z nich na tego samego kandydata, daje opozycji dwie mocne podstawy do działania: legitymizację i aktywizację społeczną. Legitymizację – gdyż nigdy wcześniej żaden z kandydatów opozycji nie został wybrany przez obywateli (byli odgórnie nominowany przez partie). Aktywizację – ponieważ tak znaczna liczba osób biorących udział w prawyborach, świadczy o tym, iż wreszcie przeciwnicy Hugo Chaveza aktywnie włączyli się w życie polityczne. Poza tym prawybory uruchomiły machinę wyborczą. Zrobienie tego na rok przed wyborami daje dużo więcej czasu i możliwości na zdobycie większej liczby głosów, zaangażowanie osób niechętnych Chavezowi czy przekonanie niezdecydowanych.

Po trzecie: świeża krew

Kandydat opozycji, Henry Capriles Radonski, jest najsilniejszym jak dotąd przeciwnikiem Hugo Chaveza. Nie dość, że ma za sobą całą opozycję, to jeszcze udało mu się przyciągnąć młodzież i wiele osób wcześniej niezaangażowanych w politykę. W jaki sposób? Capriles Radonski jest młody, energiczny i charyzmatyczny. Potrafi zjednywać sobie ludzi. Nie brak mu również sukcesów w dotychczasowej karierze politycznej. Jako burmistrz Baruty i gubernator Mirandy wprowadził wiele pozytywnych zmian cieszących się dużą popularnością. Co istotne, Radonski symbolizuje nowy etap w historii Wenezueli. Nie wywodzi się – jak poprzedni kontrkandydaci Chaveza – ze starych, tradycyjnych i często skompromitowanych partii, dzięki czemu nie jest „skalany” ich wizerunkiem. Ponadto, Capriles Radonski w przeciwieństwie do Hugo Chaveza nie jest konserwatystą i ultrakatolikiem. Jest otwarty na współpracę z USA, promuje liberalizm gospodarczy, przedsiębiorczość, nawołuje do aktywności zawodowej i obywatelskiej, stawia na edukację Dzięki takiemu podejściu może liczyć nie tylko na głosy tradycyjnych przeciwników obecnego przywódcy Wenezueli, ale również na część jego zwolenników, zawiedzionych dotychczasową polityką. Hasło przewodnie jego kampanii „Hay un camino” – „Jest (inna) droga” przyciąga wiele osób. Przyszłość pokaże będzie ono prorocze.

Po czwarte: choroba Chaveza

Opozycja jest silna jak nigdy dotąd – to fakt. Mimo to należy postawić sprawę jasno – jeśli Hugo Chavez będzie kandydował, opozycja będzie miała znikome szanse na zwycięstwo. Najnowsze badanie opinii publicznej z końca marca 2012 r. daje Chavezowi 45% głosów, a Caprilesowi Radonskiemu 31%. Obecny prezydent spokojnie utrzymuje bezpieczną dwucyfrową przewagę – i to w sytuacji, kiedy nawet nie rozpoczął swej kampanii. Dzięki zakrojonym na szeroką skalę programom pomocy społecznej zagwarantował sobie lojalność biedniejszych obywateli. Nawet wysoki poziom przestępczości, nienajlepsza kondycja wenezuelskiej gospodarki podtrzymywanej głównie przez sprzedaż ropy i korupcja nie uderzają w popularność prezydenta.Kluczem jest zatem słowo „jeśli”. Do niedawna kandydowanie Hugo Chaveza było oczywistością, jednak ze względu na nawracającą chorobę nowotworową taka perspektywa nie jest pewna. Mimo trzech przebytych operacji i wyjazdów do specjalistycznych klinik na Kubie, jego stan zdrowia się nie polepsza. W ostatnim czasie po raz pierwszy za swoich rządów prezydent powołał Radę Państwa, która ma pomagać mu w rządzeniu podczas trudnych czasów choroby. Można sądzić, że prezydent spodziewa się najgorszego i próbuje namaścić swych następców.

Wielka niewiadoma

Po raz pierwszy od wielu lat nie ma pewności, jak po wyborach wyglądać będzie wenezuelska scena polityczna. Podstawowym pytaniem jest to, czy Hugo Chavez będzie w stanie wziąć udział w wyborach. Jeśli tak, wygra. Jeśli jednak nie, wówczas trudno będzie przewidzieć rozwój wydarzeń. Czy obecnej władzy uda się wyłonić jednego silnego kandydata? Kto nim będzie? Czy wygra z przedstawicielem opozycji? Czy w przypadku wygranej Caprilesa Radonskiego środowiska chavistowskie, a przede wszystkim armia, uszanują wynik wyborów? Czy może w ogóle nie dopuszczą do wyborów i doprowadzą do przejęcia władzy? Najbliższe miesiące przyniosą odpowiedzi na te pytania.

Tekst jest stanowiskiem Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego altz dnia 13 lipca 2012 r.

Czytany 4020 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04