poniedziałek, 29 październik 2012 08:49

Konrad Rękas: Sława Banderze?

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

Oleg

  Konrad Rękas

Wybory na Ukrainie zgodnie z przewidywaniami wygrała Partia Regionów, wynik UDAR-u Witalija Kliczki był nieco gorszy, a „Batkiwszczyzny” nieco lepszy niż pokazywała sondaże. Bez wątpienia jednak o sukcesie mogą mówić przede wszystkim partie skrajne – komuniści z KPU i neo-banderowcy ze Swobody. Takie przynajmniej wnioski można na gorąco wyciągnąć z opublikowanych exit-polls.

Dane pochodzące z różnych ośrodków różnią się znacząco, jednak nie zmienia to generalnego rozkładu poparcia określonego badaniami w dniu wyborów.

 

tab_mandaty_ukraina

W pierwszych komentarzach powyborczych przedstawiciele Partii Regionów ogłosili swoje zdecydowane zwycięstwo nad opozycją, w tym także nad jej połączonymi siłami w okręgach mandatowych – czemu jednak przeczą przedstawiciele „Batkiwszczyzny” i UDAR-u (to ostatnie ugrupowanie szacuje, że jego kandydaci zajęli pierwsze miejsca w 15-20 okręgach). Jeden z liderów PR, Siergiej Tihipko stwierdził też, iż spodziewa się pozostania obecnego premiera, Mikoły Azarowa na stanowisku, jednocześnie dodając, że dostrzega możliwość sformowania większościowej koalicji w Radzie Najwyższej.

Z kolei Kliczko zapowiedział, że jest gotów rozmawiać z „Batkiwszczyną” i „Swobodą” o uformowaniu większości w Radzie Najwyższej. Lider Swobody, Oleg Tiahnybok zaznaczył, że za sukces swej formacji uzna wyprzedzenie przez nią komunistów.

Wieczorem nie było jeszcze pełnych danych o frekwencji, jednak przekroczyła ona 57 proc. uprawnionych, a wyraźnie wyższa była w zachodnich regionach Ukrainy, co wyraźnie mogło odbić się na wynikach. Frekwencja podana na godz. 20 wahała się od  68,36%  w obwodzie lwowskim, przez  65,95% w kijowskim, 64,86% na Wołyniu, 63,26%, w Kijowie, 61,85% w obwodzie chmielnickim, 57,68% w ługańskim, 47,53% - chersońskim, 47,92%  na Krymie i 49,87% w obwodzie charkowskim.

W geograficznym rozkładzie aktywności wyborczej można dopatrzeć się przyczyn sukcesu neo-banderowców i uratowania się na rzutem na taśmę Zjednoczonej Opozycji Julii Tymoszenko. Jeśli sprawdzą się exit polls „Batkiwiszczyzna” otrzymała bowiem wprawdzie mniej głosów, niż sondaże dawały trzy miesiące temu odrębnym jeszcze listom „Batkwiszczyny” i Frontu Zmian – ale jednak więcej, niż sondażownie dawały im wspólnie w ostatnich tygodniach. Jak się wydaje – Partia Regionów, choć dostała mniej więcej tyle głosów, ile się spodziewano, to jednak nie zmobilizowała dostatecznie swego tradycyjnego, wschodniego i południowego elektoratu, a co gorsza musiała się nim podzielić z Komunistyczną Partią Ukrainy, która po raz kolejny udowodniła swą mocną pozycję na politycznej mapie kraju.

Co więcej, nie jest tajemnicą, że „Swoboda” była dotąd traktowana przez władze w Kijowie jako wprawdzie oficjalny oponent, ale de facto też jako poręczny straszak na „Batkiwszczyznę” (a wcześniej na „Naszą Ukrainę” Juszczenki). Teraz jednak Tiahybok i jego partia stają przed egzaminem dojrzałości – czy przetrwają jako zintegrowana frakcja, a także czy zachowają wiarygodność wchodząc w układy z dotychczasową „oficjalną opozycją”? Z pewnością nacjonaliści są w RN czynnikiem szczególnie nieobliczalnym, choć ZO zerka też niepewnie na Kliczkę, który nawet plasując się ostatecznie na trzecim, a nie drugim, jak mu niedawno wróżono miejscu – nadal ma szansę stać się języczkiem u wagi parlamentu. 

Problem wiarygodności będzie zresztą jednym z kluczowym w najbliższych tygodniach, zwłaszcza dla liderów opozycyjnych, których część może być kuszona perspektywą współpracy z „regionałami”, zamiast ambicjonalnych gierek w obrębie trzech nieszczególnie za sobą przepadających bloków. Zwraca też uwagę, że podczas wieczoru wyborczego to właśnie przedstawiciele „Batkiwszczyzny” zachowali największą wstrzemięźliwość w komentowaniu wyników. ZO bowiem uratowała się, ale uzyskała wynik sporo poniżej oczekiwań sprzed kilku miesięcy, a co więcej mimo relatywnie niezłego rezultatu – nawet z powodów czysto PR-owskich liderzy „Batkiwszyczny” mogą czuć się zobligowani do zakwestionowania rzetelności wyborów (choć zastrzeżeń tych nie potwierdzają póki co międzynarodowi obserwatorzy). Podobnie jak niedawno w Gruzji, kwestia na ile spokojnie uda się ustalić wyniki głosowania – może być z politycznego i politologicznego punktu widzenia ciekawsza, niż one same.

Ps. Z kwestii lokalnych warto odnotować, że opisywany już przez nas lider rosyjskojęzycznej Partii RODINA, Igor Markow najprawdopodobniej wygrał wybory w swym jednomandatowym okręgu wyborczym w Odessie.

Czytany 27020 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04