środa, 19 sierpień 2015 07:58

Wojciech Domosłowski: Rosja w „odbudowie” dwubiegunowego porządku globalnego

Oceń ten artykuł
(11 głosów)

Wojciech Domosłowski

W ostatnim dziesięcioleciu często mówiono o wielobiegunowości globalizującego się świata. Proces ten jest powodowany poprzez zwiększającą się ilość i tempo przepływu prawie wszystkiego – od gazów cieplarnianych i narkotyków, poprzez informacje, towary i broń, aż do technologii, kapitału i ludzi. Powoduje to wzmocnienie nowo tworzących się ponadregionalnych ośrodków władzy. Do nich należy zaliczyć Chiny, Indie, Brazylię, Rosję, Indonezję, Pakistan, Afrykę Południową, Iran. Państwa te rozwijają się szybciej niż Stany Zjednoczone i coraz lepiej wykorzystują zasoby surowcowe, ludzkie, finansowe, tworzą postęp technologiczny, bogacą się. Coraz skuteczniej bronią także swoich interesów państwowych i regionalnych.

Ten proces osłabiał i osłabia globalną hegemonię Ameryki, prowadząc do wielobiegunowości świata. Najsilniej o wielobiegunowości mówiła Rosja, szukająca swego miejsca w powstałym globalnym porządku po rozpadzie ZSRR, kiedy to Ameryka stała się niekwestionowanym hegemonem ustalającym zasady porządku globalnego. Rosja spodziewała się, że ułoży bezkonfliktowe stosunki polityczne ze światem zachodnim. Akceptując globalną hegemonię USA, siebie widziała jako mocarstwo regionalne w obszarze europejskim i bliskowschodnim. Chciała być ważnym elementem stabilności półkuli północnej, z jednoczesnym respektowaniem przez Zachód jej interesów w zakresie bezpieczeństwa i rozwoju. Podnoszenie bezpieczeństwa, po rozszerzeniu NATO, po przybliżaniu się Sojuszu Północnoatlantyckiego do granic WNP, stanowiących rubież obrony jej terytorium w relacjach z Zachodem, głównie z Ameryką, stało się priorytetem polityki zagranicznej Rosji.

Koncepcja amerykańskich neokonserwatystów, mających znaczący wpływ na politykę administracji Stanów Zjednoczonych, zakładała ograniczenie suwerenności Rosji, łącznie z rozbiciem jej na trzy części o różnych ekonomikach. W latach 1990’ Zachód, a głównie Ameryka, opierając się na eksporcie mitu demokratycznej i liberalnej transformacji, dążyła do przebudowy Rosji według własnych wizji, aby zapewnić sobie strefę wpływów na ogromnych przestrzeniach, utrzymując stan gospodarczej i finansowej zależności. Wszystko rozwijało się właściwie, Rosja gospodarczo upadała, ludnościowo kurczyła się, wydolność struktur państwa spadała, armia rozsypywała się, zadłużenie rosło. We wszystkich tych procesach miały udział zachodnie instytucje od banków po uniwersytety, fundacje pozarządowe, firmy prawnicze i doradcze. Emanuel Toth nazywa to „wysadzaniem Rosji w powietrze”.

Po przejęciu prezydentury przez Władimira Putina zagadnienie utrzymania suwerenności państwa i jego bezpieczeństwa stało się głównym politycznym zadaniem Rosji. W zakresie bezpieczeństwa Rosja oczekiwała od Zachodu akceptacji dwóch postulatów: (1) państwa powstałe po rozpadzie ZSRR nie powinny wstępować do NATO oraz (2) nie powinny traktowo wiązać się ze strukturami UE. Wszystkie propozycje rosyjskie traktatowego uznania w stosunkach USA-Federacja Rosyjska-UE istniejącego status quo, łącznie z inicjatywą zgłoszoną przez Dmitrija Miedwiediewa w 2008 roku w Berlinie o obszarze bezpieczeństwa od Władywostoku do Vancouver, zostały przez Zachód odrzucone.

Jawier Solana w 2009 roku w Monachium sformułował zasady bezpieczeństwa Europy Zachodniej, które są nienegocjowalne:
– bezpieczeństwo organizujemy wspólnie z USA;
– państwa mają swobodę wyboru sojuszy;
– odrzucamy takie pojęcie, jak uprzywilejowane strefy wpływu.

Zasady te zostały wprowadzone do strategii NATO uchwalonej w Lizbonie w listopadzie 2010 r. Relacje na linii NATO-Rosja zostały potraktowane jako część integralna globalnego procesu politycznego. Nie przyjęto żadnych założeń dla wypracowania zasad bezpieczeństwa obejmującego obie strony. Powołano Radę NATO-Rosja, jako organ konsultacyjny. Natomiast najważniejsze sprawy, jak zaangażowanie paktu w Afganistanie, nowe bazy w Rumunii, przesuwanie uzbrojenia NATO bliżej granic Rosji, modernizacja taktycznych broni jądrowych w Niemczech, to samodzielne decyzje Sojuszu, bez konsultacji na forum Rady. Brak partnerstwa w poszukiwaniu bezpieczeństwa dla obu stron musiało doprowadzić do obumierania tego ciała.

Natowski Traktat Lizboński był wynikiem prac „Rady Mędrców”, powołanej przez sekretarza NATO i kierowanej przez Madeleine Albright. Jest on amerykańską wizją bezpieczeństwa świata zachodniego i globalnego układu sił. Traktat w strefie politycznej nie uwzględniał istniejącego status quo, czyli wpływów Rosji w państwach powstałych po rozpadzie ZSRR. W sferze militarnej odnośnie równowagi strategicznych sił, pozostawiał możliwość uzyskania technologicznej przewagi USA w systemie broni antyrakietowych. Dlatego Ameryka, w trybie jednostronnym wypowiedziała istniejący traktat o broniach antyrakietowych.

Traktat Lizboński ustalał geopolityczną pozycję Rosji i wskazywał, że jej sytuację o zakresie bezpieczeństwa będzie określać siła Ameryki.

Można powiedzieć, że Traktat dyktował warunki Rosji przez zwycięski Zachód w zimnej wojnie. Traktat ten przekreślał możliwość wkomponowania Rosji we wspólny układ bezpieczeństwa i dał do zrozumienia, że relacje Zachód-Rosja nie mogą być partnerskie.
Dynamika globalnych zmian w pierwszej dekadzie XXI wieku, o których mowa na początku artykułu, doprowadziła do znacznego osłabienia pozycji geopolitycznej USA. Coraz częściej w polityce globalnej mówi się o wielobiegunowości świata jako trwałej politycznej tendencji, w której wszyscy poszukują swego bezpieczeństwa i dróg rozwoju.

W Rosji ugruntowywał się pogląd, że w zakresie bezpieczeństwa państwa powstałe po rozpadzie ZSRR powinny tworzyć strefę, w której z Rosją łączą je stosunki specjalne. Ukraina zajmuje tu pozycję najważniejszą. W zakresie otwartości politycznej i rozwoju gospodarczego widziano współpracę z Europą Zachodnią, głównie z jej najważniejszymi państwami – Niemcami, Francją i Włochami.

Na szczycie Rosja-UE w 2009 r. ogłoszono „Partnerstwo dla Modernizacji”. Unia przestała pouczać Rosję co do jej wewnętrznych struktur ustrojowych, a Moskwa zrezygnowała z podejrzliwej ostrożności, której nabrała do Zachodu wskutek jej polityki w latach 1990’.

Na spotkaniu Forum Klubu Wałdajskiego w 2010 r. politolodzy związani z oficjalną linią polityczną Kremla stwierdzili, że dla uniknięcia sprzeczności w programie „Partnerstwa dla Modernizacji” powinna być sformułowana wspólnota interesów Rosji i Europy Zachodniej w strefie geopolityki i geogospodarki. Upatrywano, że w takim ułożeniu związku Rosji i UE mogłyby znaleźć swoje miejsce takie państwa, jak Turcja, Ukraina, Kazachstan, które jeszcze w 2010 roku nie określiły swojej orientacji w układzie geopolitycznym. Myślano, że taki związek dynamizujący współpracę gospodarczą będzie mógł odegrać taka rolę integracyjną w przestrzeni Europa-Azja, jaką odegrała pół wieku temu Europejska Wspólnota Węgla i Stali w drodze do Unii Europejskiej.

Inną wizję relacji Rosja-UE miała Ameryka (pokrywała się ona ze strategią polskiej polityki wschodniej). Wizja ta została wprowadzona do realizacji poprzez uchwalenie programu „Partnerstwa Wschodniego” z inicjatywy Polski i Szwecji. Program ten stawiał za cel wprowadzenie Gruzji, Armenii, Azerbejdżanu, Mołdawii, Białorusi, Ukrainy w strefę współzależności z Europą Zachodnią. Program pomijał znaczenie silnych powiązań tych państw, związanych z Rosją na przestrzeni więcej niż wieku, ale powstałych głównie w czasach ZSRR. Nie uwzględniał również żadnych interesów Rosji co do jej bezpieczeństwa i rozwoju w przyszłości. Związki wynikające ze wspólnej przeszłości tych państw z Rosją nie były brane pod uwagę. Sprawiało to, że współpraca Rosji z Europą Zachodnią w „Programie dla Modernizacji” nie dynamizowała się. Natomiast gospodarcza współpraca Rosja-Niemcy nabierała przyspieszenia.

Dla Rosji – z państw objętych „Partnerstwem Wschodnim” – przyszłość Ukrainy była najważniejsza stąd też na niej skupiło się oddziaływanie amerykańskiej i europejskiej „miękkiej siły”.

Kijowski Majdan z jesieni 2013 i zimy 2014 roku to przekształcenie się protestu społecznego na Ukrainie w polityczną nacjonalistyczną siłę o silnym nastawieniu antyrosyjskim. Ta siła, drogą krwawego zamachu 19 lutego 2014 r., przejęła władzę, obierając polityczny kierunek integracji z Zachodem, ale głównie z USA. Promotorem tych zmian była siła Ameryki. Rosja uznała to za przekroczenie czerwonej linii, wyznaczającej jej bezpieczeństwo.

Amerykanie i Rosjanie świetnie zdają sobie sprawę, że przekształcenie Ukrainy w prozachodni antyrosyjski kraj postawi Federację Rosyjską w bardzo trudnej sytuacji. Rosjanie nie mając możliwości odwrócenia sytuacji, przejęli Krym i wsparli powstanie na wschodzie Ukrainy.

To geopolityczne starcie Ameryki z Rosją o Ukrainę definitywnie przekreśliło możliwość budowania struktur bezpieczeństwa obejmujących Zachód i Rosję. Powróciło pytanie, które zjawiło się w latach 1990’, czy w celach geostrategii Ameryki leży rozpad Federacji Rosyjskiej?
Konflikt ukraiński i uchwalenie sankcji przez Zachód przeciw Rosji pod naciskiem Ameryki przekreśla europejski program współpracy z Rosją w „Partnerstwie dla Modernizacji”. Jednocześnie ogranicza suwerenność Europy Zachodniej w relacjach z Rosją. Ameryka wzmacnia swój obszar decyzyjny w kierowaniu polityką całego Zachodu.

Jeden z rosyjskich generałów obecnie jasno mówi: „gwarantem bezpieczeństwa Rosji jest armia, a nie pokojowo nastawiony blok NATO”. W tym roku przypada 70. rocznica zrzucenia bomb atomowych na Japonię. Jednak już w marcu 1944 r. wojskowy dowódca programu Manhattan, realizującego powstanie bomby atomowej, gen. Leslie Groves wyjaśniał zszokowanemu fizykowi Josephowi Rotblafowi, że celem bomby jest podporządkowanie sobie Rosji.

Konflikt ukraiński definitywnie wypchnął Rosję poza struktury bezpieczeństwa i współpracy z Zachodem. Wiemy jednak, że we współczesnym świecie w zakresie bezpieczeństwa i możliwości rozwoju nawet największe państwa i mocarstwa nie mogą pozostawać samotne. Zmusza to Rosję do poszukiwania i tworzenia globalnych struktur instytucjonalnych, które zdolne będą funkcjonować niezależnie od Zachodu. Stąd może dokonać się zwrot Rosji w stronę Azji, w stronę Chin. Rosja staje się siłą dążącą do przyspieszonego rozwoju takich struktur, jak BRICS (Stowarzyszenie Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, Afryka Południowa) oraz SzOW (Szanghajska Organizacja Współpracy). Na ostatnich spotkaniach na szczycie tych organizacji w lipcu 2015 r. w Ufie zapadły decyzje, co do zabezpieczenia swych interesów na globalnych rynkach finansowych, w budowie szlaków transportowych, rozwiązywania problemów energetycznych, rozwoju technologii, tworzenia banków rozwoju i rezerw walutowych. Tworzy się nowy obszar współpracy o zakresie globalnym.

Rosja jednoznacznie dołącza do tej części świata, który ma dość dominującej roli USA i największych krajów europejskich.

Największe zainteresowanie budzą sprawy z tworzeniem wspólnego systemu walutowego państw grupy BRICS, powołanie Międzynarodowego Banku Rozwoju oraz Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych, którego akt założycielski podpisano w Pekinie 29 czerwca 2015 r. (podpisało 50 państw), w którym głównymi udziałowcami są Chiny, a dalej Indie i Rosja.

Przebudowa międzynarodowego systemu finansowego ma służyć zastąpieniu dolara i euro walutami krajowymi w rozrachunkach pomiędzy państwami SOW i BRICS.

Drugim projektem, który zmienia dotychczasowy układ globalnego krwiobiegu obrotu towarów, jest Nowy Jedwabny Szlak, silnie promowany przez Chiny. W projekcie tym Rosja staje się głównym partnerem Chin w jego realizacji.

Tak więc świat „Niezachodni” wkracza w obszar dwóch kluczowych zagadnień, dotychczas kontrolowanych przez Zachód, a głównie przez USA, wyznaczających potencjał i siłę, konieczną dla globalnego panowania.

Kończy się epoka rozmów o świecie wielobiegunowym i szukania wielobiegunowego globalnego układu współpracy. Po ćwierć wieku od rozpadu ZSRR powracamy do świata dwubiegunowego. Spotkanie w Ufie w połowie lipca 2015 roku i podpisanie współpracy w ramach BRICS i SzOW, stają się aktami założycielskimi nowego podziału globalnego, niczym wystąpienie Winstona Churchilla w 1949 r. w Fulton, czy też powstanie NATO, otwierające podział na Zachód i Wschód.

Wówczas dynamikę tego podziału wyznaczała siła militarna, współcześnie są to finanse, wytwórczość gospodarcza, zaopatrzenie surowcowe, kontrola dróg transportowych, dostęp do rynków zbytu w otwartej przestrzeni globalnej.

Zachodnie demokracje, rozpoczynając grę o Ukrainę, zamiast spodziewanego politycznego i gospodarczego zepchnięcia Rosji w niebyt znaczenia geopolitycznego, otrzymują efekt odwrotny – przyśpieszoną krystalizację chińsko-rosyjskiego centrum globalnej siły. Centrum, które będzie podejmować kontrolę nad wszystkimi niezadowolonymi z amerykańskiej dominanty. Rosji chodzi o własną strefę wpływów w obszarze dawnego ZSRR, co jest strategicznym celem dającym jej poczucie bezpieczeństwa, ponadto i współdecydowania o losach Europy i świata, do czego uprawnia terytorialny zasięg, zasoby surowcowe i rosnący potencjał wytwórczy. Na to Zachód nie wyraził zgody, ofiarą tego padła Ukraina, wyłania się nowy globalny ład ze znaczącym, decyzyjnym udziałem Rosji.

Polskie „post scriptum”

Od 15 lat Polska jest zaangażowana we wspieraniu Ameryki w przeorientowywanie Ukrainy ze strefy wpływów Rosji do strefy wpływów Zachodu.

Wydawało się, że Majdan z przełomu lat 2013/2014 dokona tej zmiany a Ukraina stanie się wzorcową demokracją i swym pomyślnym przykładem będzie oddziaływać w sposób rozsadowy na wewnętrzny system polityczny Rosji. Nie braliśmy pod uwagę, że Rosja będzie bronić swych interesów, zwłaszcza że dotyczą one tak ważnej strefy, jakim jest bezpieczeństwo państwa. Nie braliśmy pod uwagę kulturowego zróżnicowania Ukrainy, co doprowadziło do utraty Krymu i wojny domowej w Donbasie z zaangażowaniem Rosji. Nie rozpoznaliśmy siły ukrytego nacjonalizmu ukraińskiego, który zrodził wygenerowanie układu władzy o nastawieniu antyrosyjskim i prozachodnim, jednocześnie oscylującego w stronę bliżej nie określonej oligarchicznej dyktatury. Nie przewidzieliśmy, że Ukraina będzie się staczać w stronę państwa gospodarczo niewydolnego. Nie rozumieliśmy oligarchicznej złożoności władzy w Ukrainie, w której chcieliśmy, przychodząc z zewnątrz wraz z Amerykanami, zainstalować liberalną demokrację i wolny rynek.

Polityczna arogancja doprowadziła, że najprawdopodobniej u naszych granic na dziesięciolecie zjawiło się państwo niestabilne, a z Rosją znaleźliśmy się w autentycznej wrogości. Arogancja polityczna zaprowadziła nas w niebezpieczną grę, jaką jest geopolityczna zmiana stref wpływu, na przebieg której politycznie nie mamy nomen omen wpływu. Dlatego warto, aby politycy, zanim swe racje przeniosą w sferę realnych decyzji, wsłuchali się w głos np. ludzi literatury, którzy mają zmysł autentycznego rozpoznawania rzeczywistości.

Dziś warto wsłuchać się w głos Andrzeja Stasiuka. W książce „Patrząc na Wschód”, „Przestrzeń, człowiek, mistycyzm” rozmowy z Piotrem Brysaczem, Białystok 2013, pisarz powiada:

„No, ale jedziemy, co? Na Wschód! Będę teraz jeździł tylko na Wschód (…) Trochę się od tego Wschodu migałem. Udawałem, że go nie ma. [Ale] jak się tę Rosję, cały ten Wschód ma pod bokiem, to jest to znak, że trzeba się nimi zająć. Przecież to otchłań niezgłębiona. I dobrze jest mieć o tym pojęcie, żeby nie mędrkować i nie oddawać się snom na jawie, o własnej wyższości na przykład.”

Fot. www.liveinternet.ru

Czytany 3841 razy