poniedziałek, 10 sierpień 2009 10:18

Witold Szirin Michałowski: Dialog kultur Azjopy (część 1)

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

altWitold Szirin Michałowski

W Azji wielu historyków prezentuje odmienną wizję dziejów, niż ta, w którą nakazuje się wierzyć Europejczykom. Warto, aby powołujący się na grecko-rzymskie fundamenty naszej cywilizacji pamiętali, że rodziła się ona na południowym przedgórzu Kaukazu, Mezopotamii, w dolinie Nilu i na terytorium Afryki Północnej. W podręcznikach historii, nie zawsze można odnaleźć informacje o tym, że np. my Polacy mamy w sobie genetyczny przekaz Sarmatów, indo-irańskiego ludu, który przed wiekami po przekroczeniu rzeki Araks, wędrując z północnego Iranu, wzdłuż brzegów Morza Kaspijskiego przez Wielki Step, dotarł nad Wisłę, gdzie zasymilował się w słowiańskim morzu.

Issa Adajew, ostatni dyrektor zniszczonego przez Rosjan Muzeum Historycznego w Groznym, wspomina w swojej książce o przekazach Nochczi, przodkach Czeczenów. Oni właśnie watahy koczowników sunące na północ wzdłuż dzisiejszego Morza Kaspijskiego nazwali c armat - Sarmaci. Uważali ich za dzikusów. Ponieważ sypiali przy ogniskach, odziewali się w nie wyprawione skóry włosem do góry i mówili niezrozumiałym językiem.

W XIX wieku opowieści o pansłowiańskim braterstwie różnych, obcych sobie mentalnie i historycznie, ludów środkowo-wschodniej i południowej Europy inspirowała carska Ochrana. Trudno na serio traktować baśń o trzech braciach Lechu, Rusie i Czechu, którzy spotkali się pod dębem rosnącym na brzegu jeziora Gopło, na którym biały orzeł miał uwić sobie gniazdo, aby rozjechać się na trzy świata strony, dając początek trzem słowiańskim narodom. Można z dużą pewnością stwierdzić, że legendarny Rus był Wikingiem, Czech najprawdopodobniej Celtem, a Lech... ugrofinem, który zachował w swoim imieniu nazwę grodu, z którego pochodzili jego przodkowie. Gród ten, istnieje do dzisiaj. Jest stolicą himalajskiego księstwa Ladak. Wiele pobliskich wiosek zamieszkują szczepy ugrofińskie. Zachowały one znajomość archaicznego języka, w którym słowo bałt oznacza błoto. Od niego ma pochodzić nazwa Morza Bałtyckiego, oraz Balatonu.

Nazwę Leh nosi ekskluzywny kurort narciarski w Austrii i rzeka w Bawarii, nad którą w 955 roku wojska niemieckiego cesarza Ottona I pokonały węgierskich Madziarów, kładąc kres ich dalszym najazdom w głąb europejskiego kontynentu.

Leżąca o 1777 km na wschód od Moskwy linia wododziałowa uralskiego grzbietu, jest tylko umowną granicą pomiędzy Europą i Azją. Byliśmy od prawieków mieszkańcami Eurazji. Czy też Azjopy, jak twierdzi jeden z doradców premiera Putina

Większość nazw syberyjskich miast i rzek ma tureckie lub mongolskie korzenie. Omsk to „dużo śniegu", Orienburg to „miasto, które leży niżej" Orzeł - „erjoł" to „droga w górę", Tiumeń - to „nizina", a Saratow to Sar-at, czyli „żółty koń". "Moskoo", to po kazachsku... „dużo pijanych", a kreml oznacza murowaną twierdzę. Najbardziej znanym w świecie słowem mongolsko-tatarskiego pochodzenia jest amban sait - ambasador.

Po oceanie stepów od Huang-Ho do Dunaju, gnani głodem, gdy słońce wypaliło trawę i nadzieją na znalezienie zielonych pastwisk, wypierani przez silniejszych sąsiadów, ciągnęli na zachód z podnóży Ałtaju i tybetańskich płaskowyżów Hunowie, Goci, Awarowie, Bułgarzy, Pieczyngowie, Połowcy, Tatarzy, Scytowie, Antowie i Sarmaci. W większości ugrofinowie, indoirańczycy i ludy tureckie. W przekazie genetycznym mieszkańców południa Francji zachowały się ślady pobytu wojów Attyli, a w Bretanii są wioski, gdzie rodzą się dzieci z mongolskim Chuch tolbo - niebieskim piętnem tam gdzie zaczyna się kręgosłup.

Przybysze z głębi azjatyckich stepów w za boga uznawali Tengri, którego znakiem był równoramienny krzyż. Przedstawiał słońce z czterema promieniami. Naszyjniki - zgardy z takimi właśnie krzyżykami zakładane są w dni świąteczne dziś jeszcze w niektórych wioskach na Huculszczyźnie w ukraińskich Karpatach.

Wśród tureckich uczonych nie jest odosobniony pogląd, że wyznawcy Chrystusa symbolikę krzyża zapożyczyli od ich przodków. Pierwsi chrześcijanie, rozszarpywani na arenach Rzymu, jako znak swojej wiary rysowali przecież rybę.

Rosja jest nadal krajem kolonialnym. Śpiewana przez Chór Aleksandrowa pieśń o Wołdze - „rzece rosyjskiej", jest elementem manipulacji wyobraźnią historyczną. Nad tą rzeką, w przekazach starożytnych nazywaną Itim, i jej dopływami mieszkają od prawieku co najmniej 23 narody: m.in. Czuwasze, Mordwińcy, Bułgarzy, Chazarowie, Tatarzy, Baszkirzy i Kałmucy. Rosjanie należą do mniejszości.

Tataro-mongolscy wojownicy, szykując się do rajdu znad Selengi i Orchonu na zachód mieli przytroczone do końskich juków wysuszone na mrozie i sproszkowane w moździerzu mięso z wołu, wsypane do odpowiednio wyprawionego żołądka tego zwierzęcia. W łatwej do zapamiętania proporcji. Jeden wół dla jednego wojownika. Taki koncentrat dr. Knorra sprzed wieków. Sarmaci koczowali nieco bliżej. I nie mieli rozwiniętego na podobnie wysokim poziomie zaopatrzeniowego know-how. Dlatego gnali z sobą stada baranów. I co wieczór jeden dawał gardła. Nie było ani czasu, ani wystarczającej ilości chrustu, by go dokładnie upiec. Łój zastygał na rękach, twarzach i, wąsach szybko. W przeciwieństwie do Mongołów mieli dość bujnie owłosione oblicza. Kontynuacja udziału w biesiadzie była możliwa, jeśli nastąpiło odgarnięcie uwłosienia od ust. I tak zostało. Wydany w XIX w. carski ukaz zabraniał noszenia sterczących jak wiewiórcze ogony z obu stron „polskiej" ozdoby męskiej twarzy. Było to uważane za polityczną demonstrację.

W Kyzył, stolicy Tuwińskiej Republiki Autonomicznej, dawnym Kraju Urianchajskim, kilkaset metrów od graniastosłupa oznaczającego centrum Azji, stoją kamienne idole wykopane na stepach abakańskich i nad górnym Jenisejem. Przedstawiają okrągłogłowe postacie z zakręconymi zawadiacko „po polsku" wąsami. Kamienne ich torsy pokrywają runiczne znaki. W muzealnym katalogu opisane są jako nagrobne (?) pomniki Hunów i Sarmatów. W pierwszym państwie słowiańskim, zorganizowanym na Morawach przez kupca Samona, przy udziale stepowych zbójów, zwanych Awarami, językiem urzędowym był rzekomo mongolski. Tak twierdził, profesor Rinczen z Ułan Bator. Od Awarów pochodzi nazwa Bawarii. Na skórzanych napierśnikach nosili wizerunek równoramiennego krzyża wpisanego w koło-znak Tengri. Dziś nazywany jest krzyżem celtyckim.

Kolebka Celtów - Galów była nad Bajkałem. Wędrując na zachód utrwalili swój ślad w nazwach rzek: Wisły i Sanu.


W XIII wieku roku mongolsko-tatarskie formacje, stosujące najbardziej wyrafinowaną na owe czasy sztukę wojenną, włącznie z rakietami, gazami bojowymi i bronią psychotropową, rozgromiły wschodniosłowiańską dzicz i polsko-niemieckie hufce. Wykuwane wówczas braterstwo broni z zachodnimi sąsiadami przetrwało blisko siedemset lat. Razem jesteśmy w UE. Władcy Rosji uczynili wiele, aby zakłamać historię mongoło-tatarskiego panowania i bogactwo cywilizacji, jaką dzięki niemu otrzymali. Włącznie z systemem prawnym wzorowanym na jasie, Czynigiz chana, systemem podatkowym, poczcie urtonowej, religijnej tolerancji i zwyczajowi noszenia jedwabnej bielizny.

W Rzeczpospolitej Obojga Narodów, uważająca się za potomków Sarmatów, polska szlachta stroje, gusty kulinarne i broń przyjmowała za modą panującą w Isfahanie, Seraju czy Baku. Szabla-karabela, którą każdy szlachcic nosił u boku - nazwę miała zawdzięczać leżącej niedaleko Bagdadu starożytnej Kerbali, słynącej ze znakomitych warsztatów płatnerskich. Jedwabne pasy, w których tak się lubowali nasi przodkowie, powstawały w warsztatach tkackich Karabachu, a kiełbasa uważana w sklepach Nowego Jorku za typowo polski przysmak swoją nazwę wywodzi z języka farsi.

Mało znanym dowodem na dialog kultur i cywilizacji różnych kontynentów jest pochodzenie, postać i kult egipskiego boga Besa.

Kamienne i terakotowe figurki, znalezione w trakcie wykopalisk archeologicznych w Colli Albani na południu Włoch dawno już trafiły do muzealnych gablot. Bóg Bes miał okrągłą głowę, szerokie kości policzkowe, lekko skośne oczy, krzaczaste brwi, długie włosy, płaski nos, wąsy, bokobrody i niewielką bródkę. Był odziany w skórę jakiegoś drapieżnika, którego przednie, uzbrojone w pazury łapy, spoczywały na jego nagim torsie. Nakrycie głowy stanowił czerep czaszki drapieżnego zwierza z wyszczerzonymi kłami. W panteonie egipskich bogów zajmował miejsce szczególne. Pomiędzy najważniejszym Amonem, a opiekującym się zmarłymi Anubisem. I choć nad Nilem kapłani traktowali go po macoszemu, był powszechnie czczony, popularny i kochany przez lud. Wesoły i cieszący się życiem dawał radość, chronił przed nieszczęściami, zabijał węże, opiekował się dziećmi, zachęcał do prokreacji, miłości, małżeństwa i tańca. Półnagie tancerki tatuowały jego wizerunek na wewnętrznej stronie ud. Strzegł też siedzib ludzkich przed złymi duchami i złoczyńcami. Opiekował się ich mieszkańcami w czasie snu.

W Memfis, obok wspaniałej monumentalnej postaci kamiennego posągu faraona Ramzesa w pozycji leżącej, stoi ludzkiego prawie wzrostu figura Besa wyposażonego w ogromny członek. Podobnej wysokości kamienne lub drewniane posążki niewysokich, muskularnych mężczyzn, można spotkać zarówno w muzeum w Efezie, jak i sali recepcyjnej lotniska w Katmandu. W starożytnym Egipcie na papirusach, na kamiennych stelach i na ścianach grobowców - w przeciwieństwie do ogromnej większości bogów przedstawianych z profilu - dwuwymiarowo przedstawiano tylko Besa oraz boginię Ketesz, wyobrażaną jako nagą kobietę z twarzą lwa, trzymającą w jednej ręce kwiaty, w drugiej węża. Oboje prezentowano en face. Bogini identyfikowana z Izydą i Hathor, uważana była za Matkę Bogów. Jej kult, przywędrował pod piramidy z głębi Azji. Później przejęli go wyznawcy Chrystusa. Kult Besa był szeroko rozpowszechniony wśród Fenicjan, Etrusków i Rzymian przeszło 5 tys. lat temu. Jego wizerunki noszono jako amulety na szyi, umieszczano w domowych ołtarzykach, ozdabiano nimi fontanny, studnie. W pałacach możnych nie był popularny.

Lud egipski za małżonkę Besa uważał boginię Thoeris, często wyobrażaną jako ciężarną hipopotamicę, opiekunkę niemowląt. Czasem utożsamiano ją z samą Hathor - opiekunką kobiet i macierzyństwa. W salach Muzeum Watykańskiego, poświęconych wykopaliskom etruskim, niewielki terakotowy wizerunek Besa, noszonego przed dziesiątkami wieków na szyi, jako amulet zarejestrowano pod numerem inwentarzowym 22842.

W dalszej części ekspozycji można odnaleźć przepiękną alabastrową misę, podtrzymywaną przez trzech klęczących Besów, i posąg nagiego boga siedzącego na kamieniu. Na znajdującym się w British Museum posążku, pochodzącym z okresu panowania faraona Ahmosa I, założyciela XVIII egipskiej dynastii, przedstawiony jest w półprzysiadzie. W rękach dzierży symbol życia anh- "klucz Nilu", znany też jako krzyż z uszkiem oraz piorun - symbol władzy i potęgi. Ciekawa jest gliniana, wysokości 28 cm, figurka tego boga, trzymającego w ręku nieduży bębenek, na którym przygrywał sobie do tańca, o czym świadczy zgięta w kolanie zadarta wysoko prawa noga. Pozycja choreograficzna spotykana dziś u szamanów w Tuwie.

W tym samym muzeum jest jeszcze znaleziona na Cyprze terakotowa figurka nagiego i łysego Besa, pochodząca z grobu 88 w Amathus, datowana na około 600-500 lat p.n.e. Podobnie datowana jest terakotowa statuetka Besa z obfitą brodę i wąsami odkopana we wsi Amiradżan niedaleko Baku, oraz niezwykle do niej podobna, mierzącą zaledwie 12,5 cm wysokości, z zachowanymi śladami polichromii, figurka, opatrzona informacją, że przedstawia bóstwo rzymskich legionistów z początków naszej ery. Jesienią 2003 r. można było ją kupić, wraz z certyfikatem gwarantującym autentyczność obiektu, w antykwariacie C. Crafta w Londynie pod 45 Greath Russel Street za 1200 USD.

Autorzy muzealnych katalogów, bardzo często określając Besa mianem monstrualnego karła, nie zdawali sobie sprawy, że dają w ten sposób świadectwo własnej ignorancji. Dla nich egipski Bes, to karzeł z uszami, grzywą i ogonem lwa, którego wizerunki były amuletami, a wyrocznia snów, które sprowadzał, znajdowała się w Abydos. W Rzymie nazwanie Besa babuino, - małpą, uratowało rzeźbę przed zniszczeniem. W średniowieczu świątynie pogańskich bogów uznanych za wyobrażenia szatanów zawzięcie niszczono i demontowano, aby odzyskać obrobione ciosy kamienne jako materiał budowlany. Bes na etacie „boga" przetrwał blisko 3 tys. lat. Jego popularność stanowiła zagrożenie dla kohort nowych świętych, wędrujących na ołtarze na Zachodzie, jak i na Wschodzie. W średniowieczu wierzono, że papirusy egipskie, na których znajdował się jego wizerunek, zawierają magiczne formuły, pozwalające uzyskać bogate w wizje sny, przywrócić miłość ukochanej osoby i zapobiec urokowi, jaki rzucił zły czarownik. Około XII wieku zaczęto odnotowywać ponowne pojawianie się bogów starożytności. Tym razem występowały pod maską demonów i dzikich zwierząt, uczestniczących w magii rytualnej. W języku praindoeuropejskim dzikie zwierzę miało ogólną nazwę, której kontynuacje zachowały się w językach starożytnej Italii i Grecji. Zwiedzający Rzym turyści mogą w sąsiedztwie Piazza Vittorio Emanuele niespodziewanie natknąć się na dwa wizerunki Besa. Ongiś znajdowała się tu Villa Palombara, uważana swego czasu za centrum magii, mistycyzmu i wiedzy tajemnej. Krystyna królowa Szwecji po abdykacji często w niej zamieszkiwała.

Tu też w piwnicach członkowie Zakonu Różokrzyżowców pracowali nad wynalezieniem kamienia filozoficznego. Do alchemicznego laboratorium można było się dostać przechodząc przez Porta Magica. Portal wieńczy kamienny tajemniczy dysk. Z obu jego stron stoją posągi... Besów.

W języku staro-cerkiewno-słowiańskim bes oznaczał "złego ducha", zaś Aleksander Brűckner w Słowniku etymologicznym języka polskiego podaje, że bies to prasłowiańska nazwa czarta. Według tego samego źródła na ziemie polskie bies miał zawędrować dopiero w wieku XV z Rusi. W podobnym znaczeniu bes - bies występuje u Czechów, Bułgarów, Chorwatów, Słoweńców. Za czasów Dantego mieszkańcy Florencji mianem bescio lub besso, co oznaczało głupca, określali mieszkańców Sieny, z którą bezustannie toczyli walki. Tych, którzy mieli możność poznać Azję Centralną, uderza podobieństwo oblicza Besa do wizerunków straszliwych dogszinów, obrońców lamaickiej wiary i Niebiańskich Królów wyobrażonych na ścianie Świątyni Pięciu Pagód w Huhhot stolicy Mongolii Wewnętrznej.

Charakterystyczna - w kucznym przysiadzie - postawa Besa, w jakim jego postać utrwalano w kamiennych i papirusowych wizerunkach, mogła być egzotyczna dla ludów zamieszkujących przed dziesiątkami wieków basen Morza Śródziemnego. Cedrowe i palmowe lasy, kamieniołomy łatwo obrabialnego marmuru, tufu wulkanicznego i piaskowca dostarczały wystarczająco dużo surowca potrzebnego do wykonania stołów, stołków, ław, foteli i różnego rodzaju siedzisk. Dziś jeszcze, podróżując autobusem przez Iran czy Afganistan, można spotkać sytuacje, w której współpasażerowie, w czasie postoju, po długiej jeździe przyjmują ulubioną dla nich pozycję kuczną. Mogą tak trwać godzinami. Niewysoki wzrost Besa nie wynikał więc z tego, że miał być rzekomo karłem - bo takim go chcieli widzieć europejscy uczeni - ale z faktu, że przedstawiono go w ulubionej pozycji.

Czytany 17118 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04