poniedziałek, 09 maj 2011 10:37

Porażka multikulturalizmu

Oceń ten artykuł
(8 głosów)

emig  Bartosz Mroczkowski

W erze globalizacji, multikulturalizm wydaje się być jego nieodłączną częścią. Systematycznie Niemcy od zakończenia II Wojny Światowej zalewani są kolejnymi falami muzułmańskiej emigracji, a wyspy brytyjskie, w szczególności Londyn, są w dołku z braku kolejnych pomysłów na politykę „multi-kulti”. Pytanie brzmi, czy to politycy są mało kreatywni w tworzeniu nowych rozwiązań prawnych, ułatwiających integrację? Czy imigranci tworzą własne kasty, jednocześnie są niechętni do wymiany kulturowej?

Niemiecki przykład

W październiku 2010 roku na łamach strony internetowej CNN David Frum opublikował kontrowersyjny artykuł „Germany`s Merkel is right - multiculturalism has failed” [1]. I tak możemy się z niego dowiedzieć, że 20 grudnia 2007 roku dwóch młodych mężczyzn paliło papierosy w monachijskim metrze, a gdy 76 letni starszy pan zwrócił im uwagę, został ciężko pobity i wylądował w szpitalu z pękniętą czaszką. Sprawcami oczywiście byli imigranci, ale problem w niemieckich mediach był skrupulatnie omawiany i głośny. Roland Koch (zarządca Hesji) powiedział „Jak bardzo jesteśmy przygotowani na odizolowanie młodych ludzi od przestępczości skoro najczęściej mają oni zagraniczne pochodzenie?”. Problem polega na tym, że ok. 20% niemieckiej populacji stanowią imigranci albo ludzie, których rodzice są spoza Niemiec. Pisze on w artykule, że na konferencji prasowej z września 2010 roku Angela Merkel podkreśliła, że młodzi mężczyźni, z „pochodzenia” muzułmanie, częściej popełniają przestępstwa kryminalne na tle religijnym od pozostałych grup imigracyjnych. W przypadku Niemiec wielu uczniów wybiera tzw. „klasy Koranu” w których lekcje wykładane są w ich ojczystym języku, czego późniejszym efektem jest ich brak zdolności posługiwania się językiem niemieckim. Kolejnym kłopotem władz jest telewizja, która w dobie globalizacji jest wielojęzyczna, w tym w językach arabskich. Częściej są w niej przedstawiane wiadomości z konfliktu izraelsko-palestyńskiego, czy o wojnie w Afganistanie i Iraku, niż o lokalnych problemach niemieckiego środowiska. W ten sposób rośnie wśród młodych muzułmanów świadomość nacjonalistyczna, a w skrajnych przypadkach przeradza się ona w ekstremizm i terroryzm. Przekłada się to na nastawienie reszty społeczeństwa – 34,3% niemieckich obywateli twierdzi, że jednym z celów przyjazdu do Niemiec są wysokie zasiłki socjalne dla najuboższych i w ten czy inny sposób są one przez imigrantów wyłudzane. Niebezpieczna wydaję się tutaj być publikacja książki Tillo Sarrazina – byłego już prezesa Bundesbanku, w której wytyka on słusznie w moim odczuciu, brak chęci integracji ze strony muzułmanów, ale reszta argumentacji przypomina już faszyzm – „imigranci to nie wykwalifikowani pracownicy, często o niższym ilorazie inteligencji”. Wydaje się to być odbiciem w lustrze zachowań ekstremistycznych w środowiskach muzułmańskich, ale trzeba podkreślić to, że imigranci to nie tylko muzułmanie, chociaż głównie ich opisuje ta książka.

Brytyjski problem

W Wielkiej Brytanii problem wydaje się być jeszcze bardziej poważny. Niedawno zdelegalizowana przez brytyjski rząd organizacja Islam4UK, której przewodniczył Anjem Choudary, domagała się wprowadzenia Kalifatu, jako państwa brytyjskiego, z szariatem, jako prawem powszechnie obowiązującym. „Nie wierzymy, że człowiek może tworzyć prawo” [2] – te słowa przywódcy organizacji w jednym z programów, wywołały euforię na wyspach, a wraz z tym manifesty zaściankowych muzułmanów. Sam Anjem Choudary w wywiadzie dla CNN na pytanie redaktor Christine Amanpour – „Czy wierzysz w demokrację?” – odpowiedział: „Jeśli pojadę do dżungli nie oznacza to, że mam żyć ze zwierzętami”. Przy tej organizacji powstawały szkoły, której wykładnią były nauki Koranu, wychowywani byli młodzi radykałowie. Manifesty były nawet organizowane pod kościołami katolickimi, by zademonstrować i sprzeciwić się słowom papieża, które rzekomo uraziły świat islamu.

Jedną z przyczyn powstawania jakiegokolwiek rodzaju ekstremizmu na Wyspach Brytyjskich jest stosowana polityka „live and let live”, czyli nie ingerowania w wewnętrzne sprawy poszczególnych grup imigranckich, przy czym na przestrzeni lat pozwalało to na tworzenie się kast i gett o strukturach żydowskich, muzułmańskich, czy też nawet polskich. Kłopot w tym, że problem imigracji w Europie zawsze poruszany jest właśnie w kontekście ekstremizmu muzułmańskiego. Nieudolnością i porażką władz mogłoby się wydawać brak integracji „francuskich” Romów i sporej części islamistów w krajach Europy z resztą społeczeństwa. Zasadnicze pytanie powinno brzmieć czy faktycznie potrzeba tworzyć kolejne mechanizmy prawne by bardziej integrować odizolowane społeczności? Wzorowym przykładem jest tutaj Szwajcaria, której system demokratyczny na małej powierzchni łączy ze sobą 4 języki – francuski, włoski, niemiecki i retoromański. Media nadają wiadomości w czterech językach (oczywiście podzielone na strefy), poszczególne kantony pomimo naleciałości kulturowych współpracują ze sobą na zasadach równości i przejrzystości, nie występują tutaj różnice i ekstrema pomimo różnorodności państwa. Łącznikiem są tutaj korzenie chrześcijańskie i niskiego odsetka społeczności muzłumańskiej. Później staje się trudne oddzielenie pojęcia multikulturalizmu od muzułmańskiego ekstremizmu, a to tylko jeden z wielu aspektów.

Europa da się lubić

Państwa Unii Europejskiej nie powinny skupiać się na zahamowaniu procesu „multi-kulti”, bo to uderzało by w ideę o wolnym przepływie towarów i ludzi (jeden z trzonów idei wspólnej Europy), ale hamowaniu zachowań ekstremistycznych. Na przykładzie wypowiedzi Anjema Choudariego można stwierdzić, że jego środowisko zdelegalizowanej już organizacji kompletnie nie wyrażało chęci integracji – przeciwnie, chcieli i chcą dalej narzucić swoją radykalną wizję państwa. W mieście Wotton Bassett w Wielkiej Brytanii lądują samoloty z poległymi brytyjskimi żołnierzami w wojnie w Iraku i Afganistanie. Każdemu takiemu lądowaniu towarzyszy ceremonia pożegnalna, przejazd ulicami miasta z trumnami oraz wspólna msza święta. Islam4UK chciała zorganizować manifest w 2009 roku, pochód z pustymi trumnami symbolizującymi poległych Irakijczyków, Palestyńczyków i Afgańczyków z wojskami koalicji. Problem polega na tym, że w ramach wolności słowa i wolności wiary i przekonań w tym przypadku zostało naruszone w pewnym sensie bezpieczeństwo państwa – islamski ekstremizm. Europa powinna podkreślać albo francuską ideę państwa laickiego lub chrześcijańskiego, ale przede wszystkim system demokratyczny. Stworzyć ramy prawne zakazujące nawoływania do np. szariatu, bo to nawoływanie w pewnym sensie do łamania praw człowieka. Drugim bardzo charakterystycznym problemem jest bezrobocie imigrantów – Francja i kwestia Romów. Usunięto ich z terytorium Francji nie dlatego, że nie występowało zjawisko integracji (chociaż to też składa się na złożoność tej problematyki), ale głównie z braku legalnego pobytu, pracy i ubezpieczenia. Krytykowano francuskie zachowanie na forum międzynarodowym, ale jednocześnie żadne państwo nie zadeklarowało chęci pomocy i przyjęcia części Romów na swoim terytorium. Kwestia pomimo sprzeciwu została rozwiązana i problem wydaje się nie istnieć.

W brytyjskim czy niemieckim „multikulturaliźmie”, zderzyły się dwa światy – Zachodni i świat islamu. Nie zastosowano tam „profilaktyki”, która zapobiegała by narastaniu fali ekstremizmu jak w Szwajcarii (zakaz budowy kolejnych minaretów) czy we Francji (zakaz noszenia burek – pomimo nielicznych odsetek kobiet noszących burki). Wydaje się być nieuniknione ingerowanie w społeczności i tworzyć mechanizmy prawne zgodne z ideą i wizją państwa czy to laickiego czy chrześcijańskiego, ale respektującego różnorodność kulturową opartego na prawie tak cywilnym jak i każdym innym danego państwa. Nie może istnieć polityka przymusu imigrantów wobec państwa, do którego wyemigrowali. Potrzeby mogą być wyrażane w ramach dialogu, a ekstremizm jakikolwiek by nie był nie szanuje pokoju. Zatem dlaczego europejczycy mają problem z ekstremizmem a USA choć ma znacznie większe terytorium to problem jest marginalny? Tutaj sprawa rozkłada się na dwie części – po pierwsze multikulturalizm jest wpisany w amerykańską historię, która przypada na wiek XVIII i z taką dwustuletnią tradycją mają doświadczenie do tworzenia odpowiednich ram prawnych. Drugą częścią różniącą nas od Amerykanów to prawo federalne, które obowiązuje na terenie wszystkich stanów – a więc w całym państwie.

W Europie pomimo istnienia Traktatu Lizbońskiego, który nie określa szczegółowego prawa imigracyjnego, istnieje prawo krajowe i każde państwo rozwiązuje kwestie imigracji w inny sposób. Za oceanem występuje bardzo silna amerykanizacja, podobnie zresztą jak w Europie, ale na naszym kontynencie do niedawna zwracano uwagę na polityczną poprawność. Kwestia ta wydaje nabierać na sile w ostatnim czasie, szczególnie po rewolucjach na Bliskim Wschodzie i problemem Włoch czy Francji, które na forum apelują o mądre rozwiązanie i pomoc międzynarodową. Inną sprawą jest to, że to europejscy muzułmanie (nazwijmy ich zhumanizowani – nie ekstremiści) ponoszą moralną odpowiedzialność za to co dzieje się m.in. w świecie arabskim. Po odejściu Hosni Mubaraka, powrót islamskiego ekstremizmu w Kairze jest widoczny i przerażający w skutkach. Salafiści (ekstremistyczne ugrupowanie islamskie w Egipcie) w ostatnich dniach jak podaje dziennik.pl ponownie zaatakowali chrześcijańskich Koptów [3]. W starciach zginęło osiem osób a ponad sto zostało rannych.

W ostatniej dekadzie obserwujemy islamską ofensywę religijną na kontynencie afrykańskim, a wraz z nią powstawanie kolejnych grup ekstremistycznych, co jest też powodem starć między chrześcijanami a muzułmanami także, na Bliskim Wschodzie. Jednak dla zachowania umiaru trzeba podkreślić to, że to nie religia stanowi tu problem, a poziom edukacji i stosowanej polityki przez władze w danym państwie. Przykładem tutaj służy Iran – państwo ajatollahów, opartego o prawa Koranu i pomimo zintegrowanego społeczeństwa i jego wysokiego poziomu edukacyjnego, państwa przede wszystkim w miarę ze sprawnymi instytucjami (w miarę, ponieważ jego rozwój jest ograniczony przez międzynarodowe sankcje) jest państwem, w którym rządzą ekstremiści, a to przekłada się na świadomość społeczną irańskiego Narodu. To też jest spore wyzwanie dla Polski, bo z biegiem czasu możemy się stać atrakcyjnym celem podróży dla innych kultur i polskie władze nie mogą udawać, że problem nie istnieje.

fot.: sxc.hu/Ednei Jordão

Przeczytaj polemikę z tym tekstem, autorstwa dr Przemysława Sieradzana "Na manowcach europocentryzmu"

Źródła:
1. CNN, David Frum, Germany`s Merkel is right – multiculturalism has failed, , http://articles.cnn.com/2010-10-18/opinion/frum.merkel.multicultural_1_germany-s-merkel-chancellor-merkel-angela-merkel?_s=PM:OPINION ,October 18 2010
2. http://www.youtube.com/watch?v=_4u5o8gz55M&playnext=1&list=PLC9BD5CEF6008674E
3. PAP, http://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/334676,gwaltowne-starcia-w-egipcie-muzulmanie-zabijali-chrzescijan.html, 8 maj 2011

Czytany 8016 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04

Przeczytaj teksty o podobnej tematyce.