sobota, 20 listopad 2010 06:51

Piotr Wołejko: Oszczędne porozumienie zachodzących europejskich potęg

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

alt
Piotr Wołejko

Zawarcie przez Francję i Wielką Brytanię 2 listopada br. traktatu obronnego należy uznać za ważne wydarzenie. Sojusznicy z obu stron Kanału (English Channel, Kanał La Manche) postanowili pogłębić współpracę pomiędzy własnymi siłami zbrojnymi i podpisali w tej sprawie umowę na następne 50 lat. Nawet jeśli admirał Nelson czy Napoleon przewracają się w grobach, dzisiejsze realia sprawiają, że oba kraje są na siebie skazane. geopolityka

 

Niegdysiejsze serdeczne porozumienie (entente cordiale), które połączyło Paryż i Londyn na początku XX wieku przerodziło się w oszczędne porozumienie (entente frugale) zawarte nieco ponad sto lat później. Aktualne porozumienie warto postrzegać przez pryzmat historycznego sojuszu. Oto bowiem Francuzi i Brytyjczycy ponownie jednoczą siły, aby obronić swój status globalny. Dziś są bowiem niczym więcej jak podupadającymi potęgami, których pozycję nieco już na wyrost zawyża stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Paryż i Londyn są za duże jak na Europę, a jednocześnie za małe jak na świat w XXI wieku.

Dlaczego teraz?

Za zbliżeniem państw, które przeszły od fazy śmiertelnej wrogości po partnerstwo, przemawiają dwa główne powody. Pierwszy dotyczy geopolityki i interesu narodowego. Wielka Brytania, podobnie jak Francja, nie godzą się na postępującą utratę znaczenia i prestiżu na arenie międzynarodowej. Od setek lat posiadały i uważają, że nadal posiadają, interesy o charakterze globalnym. Co więcej, dysponują odpowiednimi narzędziami do realizacji tychże interesów. Są to zarówno instrumenty miękkie, jak wpływy polityczne w wybranych regionach świata (Maghreb, Commonwealth), jak i twarde, czyli siły zbrojne, zdolne do prowadzenie działań bojowych tysiące kilometrów od macierzystej ziemi.

Drugi powód, dla którego Francja i Wielka Brytania zdecydowały się na bliższą współpracę w bezpośredni sposób łączy się z armią, a konkretnie wydatkami na jej utrzymanie. Rzeczywistość finansowa jest nieubłagana i oszczędności konieczne dla zbilansowania budżetu państwa dotkną także sił zbrojnych. Brytyjczycy zapowiedzieli blisko 10 proc. redukcję wydatków na obronę. Francuzi również muszą zaciskać pasa. Jednocześnie Paryż i Londyn to państwa posiadające największe budżety obronne w Europie (pierwsze i drugie miejsce) i jedne z największych na świecie (wyprzedzają je tylko Stany Zjednoczone i Chiny). Są to bezsprzecznie główne europejskie potęgi militarne z możliwościami projekcji siły w znacznej odległości od własnych granic. Zdecydowanie wyrastają ponad europejską mizerię także w kwestii liczby żołnierzy, których mogą wysłać na zagraniczne misje. Zgodnie z opublikowanym w październiku br. Strategic Defense and Security Review, Wielka Brytania będzie zdolna do utrzymywania ok. 10 tys. żołnierzy na długoterminowych misjach zagranicznych. Krótkoterminowo może zaś utrzymać ok. 30 tys. żołnierzy wraz z towarzyszącymi okrętami i lotnictwem, jednak będzie to wymagało skoncentrowania wszystkich zasobów na tego typu misji.

Polityczne i militarne korzyści

Obrona potencjału wojskowego bez wątpienia przyświecała premierowi Davidowi Cameronowi oraz prezydentowi Nicolasowi Sarkozy’emu przy podpisywaniu nowego porozumienia. Przywódcy doszli do wniosku, że silny partner jest im bardzo potrzebny i warto ponieść wysiłek niezbędny do tego, aby cięcia budżetowe nie zraniły zbyt mocno cennego atutu, jakim są francuskie i brytyjskie siły zbrojne. Nie byłoby to jednak możliwe bez porozumienie na szczeblu politycznym. Paryż i Londyn zrozumiały, że posiadają wiele wspólnych interesów. Zamiast rywalizować postanowiły zjednoczyć siły i razem zadbać o to, by ich głos był na świecie słyszalny i poważany. To naprawdę istotny przełom, ponieważ do tej pory Brytyjczykom i Francuzom było raczej nie po drodze, a historyczne sojusze obronne nie miały wiele wspólnego z podobnym postrzeganiem świata. Były wymuszone przez wspólne zagrożenie.

Bliższa współpraca francusko-brytyjska ma przynieść zainteresowanym znaczące korzyści. Powstanie wspólna grupa ekspedycyjna w sile brygady, która będzie dostępna także dla działań pod egidą NATO oraz Unii Europejskiej. Wokół francuskiego lotniskowca Charles de Gaulle stworzony zostanie zespół bojowy składający się z okrętów obu państw. Gdy lotniskowiec jednej ze stron będzie przechodził cykliczny remont, marynarze i piloci drugiej strony będą mogli przechodzić szkolenia i ćwiczenia na sojuszniczym lotniskowcu. Oba państwa mają zamiar przeprowadzania wspólnych zakupów sprzętu wojskowego oraz prac nad rozwojem nowych technologii militarnych. Współpraca ma dotyczyć także intensyfikacji wymiany informacji wywiadowczych, a także broni jądrowej.

Trudności i wątpliwości

Przyszłość pokaże, na ile uda się zrealizować padające dziś zapowiedzi. Zbliżenie Francji i Wielkiej Brytanii niewiele pomoże unijnej Wspólnej Polityce Bezpieczeństwa i Obrony, czemu jasno daje wyraz brytyjski sekretarz obrony Liam Fox. Uważa on zawarte porozumienie za stricte bilateralny układ. Być może jednak stanie się on zalążkiem czegoś nowego – realnych działań na rzecz europejskiej obronności. Francuzi i Brytyjczycy zapewniają, że nie zamierzają wykluczać nikogo z głębszej współpracy w zakresie obrony. Światełko w tunelu dla WPBiO? A może tylko próba uspokojenia Niemiec, Hiszpanii, Włoch czy Polski, czyli państw o największym potencjale i możliwościach militarnych w UE.

Ważne jest też, jak do zbliżenia francusko-brytyjskiego odniosą się Stany Zjednoczone. W szczególności obawy budzą specjalne relacje brytyjsko-amerykańskie, zwłaszcza zaś kwestia odstraszania atomowego. Brytyjczycy są zależni w tej kwestii od amerykańskich technologii i dobrej woli Waszyngtonu. Czy USA przyklasną ściślejszej współpracy swego najbliższego sojusznika z tradycyjnie niechętną Ameryce Francją? Odpowiedź byłaby jasna, gdyby takie porozumienie zawarto w czasach administracji George’a Busha. Teraz poglądy w stolicy USA są już inne. Amerykanie wręcz oczekują od Europy głębszej integracji w zakresie obrony i ponoszenia większych wydatków na zapewnienie bezpieczeństwa kontynentowi. Liczą też na europejskie kraje w kwestii wysyłania sił ekspedycyjnych, jako wojsk towarzyszących US Army w operacjach na całym globie. W perspektywie kilku miesięcy wyjaśni się wiele z zarysowanych powyżej wątpliwości.

Tekst jest stanowiskiem Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego altz dnia 16 listopada 2010 r.

Czytany 4735 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04