wtorek, 05 październik 2010 09:50

Nieszczelne bramy

Oceń ten artykuł
(1 głos)

alt Robert Czulda


Południowe państwa Unii Europejskiej chcą powstrzymać imigrację. W tym celu współpracują nawet z Libią Kaddafiego. Najbardziej zahamował ją jednak kryzys gospodarczy.

Upilnowanie granic obszaru Schengen jest tak samo trudne jak w starożytności zatrzymanie infiltracji terytorium Imperium Rzymskiego przez barbarzyńców. W praktyce może nawet trudniejsze, i to pomimo że państwa Unii Europejskiej mają szybkie okręty patrolowe, kamery termowizyjne, satelity, bezzałogowe i załogowe samoloty rozpoznawcze. Terytorium unijne jest jednak bez porównania większe niż obszar antycznego Rzymu. Strefa Schengen to obecnie ponad 42,5 tysiąca kilometrów granic morskich i niemal 9 tysięcy lądowych. Po zniesieniu na nich kontroli w ramach Unii Europejskiej te zewnętrzne rubieże stały się ważniejsze niż kiedykolwiek.

Oszacowanie, ile osób nielegalnie przebywa na terytorium Unii Europejskiej, jest niemożliwe. W samej tylko Wielkiej Brytanii może ich być około 800 tysięcy. Nie mają one szans na porządną pracę. Jeśli już jakąś dostaną, to w szarej strefie – częściej wtedy popełniają przestępstwa, są narażone na prześladowania i przemoc, bo nikomu nie mogą się poskarżyć. Rozwija się wśród nich prostytucja, kwitnie handel ludźmi i narkotykami. Powstają osiedla biedy i rodzą się dzieci, które wyrastają w kulturze nędzy, w alienacji i poczuciu beznadziei. Jednym słowem – w samym środku Unii Europejskiej wyrasta bardzo istotne zagrożenie bezpieczeństwa.

Imigranci na cenzurowanym

Całkiem niepostrzeżenie problem niekontrolowanego napływu imigrantów urósł do rangi najważniejszego z zakresu bezpieczeństwa wewnętrznego Unii Europejskiej. Pierwsze na alarm uderzyły państwa na szczególnie zagrożonych rubieżach Europy – Hiszpania, Francja, Malta i Włochy. To właśnie w Hiszpanii kilka lat temu zanotowano najwyższy wzrost imigracji – o 400 procent w ciągu czterech lat. Wielu uchodźcom, głównie ze wschodniej Afryki, oferowano nawet pieniądze w zamian za powrót do ojczyzny.

Włochy postanowiły prowadzić bardziej stanowczą politykę, która przez krytyków jest uznawana za ksenofobiczną i rasistowską. W 2008 roku przyjęto ustawę zezwalającą wojsku kontrolować 16 największych obozów dla uchodźców. Około 35 tysięcy żołnierzy skierowano na włoskie ulice, by zwalczali przestępczość, o którą często – nie zawsze słusznie – posądza się imigrantów. Od pewnego czasu majątek każdej z osób, która przebywa we Włoszech bezprawnie, może zostać zarekwirowany. Z kolei we Francji całkiem niedawno prezydent Sarkozy wydał polecenie zlikwidowania osiedli utworzonych przez nielegalnych imigrantów. W tym kraju można pozbawić przyznanego obywatelstwa za łamanie prawa.

Nie ma wątpliwości – Europa wypowiedziała imigrantom otwartą wojnę. Zaostrzenie przepisów przewidują Holandia i Dania. Niemcy już zapowiedziały deportowanie około 12 tysięcy uchodźców, którzy uciekli w 1999 roku z Kosowa. Dotyczy to także dzieci, które nie mówią ani po albańsku, ani też po serbsku, tylko po niemiecku. W większości przypadków (Francja, Dania, Belgia) mowa o Cyganach, którzy przyjechali z będącej w Unii Europejskiej Rumunii. Ten problem rozwiązać dużo trudniej niż kwestię zabezpieczenia granic zewnętrznych.

Kaddafi przyjacielem

Najbardziej zagrożonym obszarem granicznym Unii Europejskiej jest południe. W ostatnich latach zanotowano tu wyraźny wzrost liczby napływających uchodźców, głównie z takich państw, jak Nigeria, Erytrea, Egipt, Ghana oraz Somalia. Problem ten najbardziej dotknął niewielką Maltę – wysunięte najdalej na południe państwo Wspólnoty, oraz posiadające najdłuższą linię brzegową Włochy – w samym tylko 2008 roku dotarło do tego kraju aż 37 tysięcy imigrantów.

Sytuacja ta, nazywana otwarcie plagą, sprawia, że na kluczowego partnera Unii Europejskiej niespodziewanie wyrasta Libia. Współpraca ma jednak w dużej mierze tajny charakter – Brukseli oraz Rzymowi nie zależy na rozgłaszaniu, że tak mocno wspierają Libię rządzoną przez Muammara Kaddafiego. Tylko ten kraj może bowiem zatrzymać napływ nielegalnych imigrantów do Unii Europejskiej przez Morze Śródziemne. By to ułatwić, Włosi ofiarowali libijskiej marynarce trzy niewielkie patrolowce. Jak wynika z nieoficjalnych informacji, Rzym szkoli libijskie służby bezpieczeństwa, pomaga zmodernizować łączność oraz przekazuje pomoc finansową i materialną, choćby pojazdy i śmigłowce. Wartość wsparcia szacowana jest w setki milionów euro. Pieniędzy będzie więcej, bo premier Silvio Berlusconi zgodził się zapłacić jeszcze 5 miliardów dolarów.

Oficjalnie chodzi o zadośćuczynienie za 32 lata okupacji ponad pół wieku temu. W praktyce jest to kupowanie sobie libijskiej przychylności zarówno w kwestii usuwania problemu nielegalnych imigrantów, jak i zdobycia kontraktów gazowych.

W 2009 roku libijska i włoska marynarki wojenne rozpoczęły wspólne patrole, których celem jest odnajdywanie nielegalnych imigrantów. Gdy zostanie namierzona łódka, którą próbują oni wydostać się ze swojego kraju, siłą są kierowani do Libii, gdzie słuch po nich ginie – w tym kraju nikt nie przestrzega praw człowieka. Tripolis nie jest nawet sygnatariuszem konwencji z 1951 roku o prawach azylanta. Polityka taka jest krytykowana przez liczne organizacje pozarządowe, a także ONZ i Watykan, ale presja na niewiele się zdaje. Bezpardonowe działanie i współpraca z Libią przynoszą efekty – w ostatnich miesiącach spadek liczby imigrantów na włoskim wybrzeżu wyniósł 75 procent, a na maltańskim – niemal sto. Gdzie podziali się ci ludzie? Nikt nie wie i nikogo to nie interesuje.

Wyraźny spadek

Chociaż problem napływu nielegalnych imigrantów nadal jest duży, to dostrzec można zmniejszenie skali zjawiska. W pierwszym kwartale tego roku zanotowano „jedynie” 14 tysięcy przypadków, co oznacza spadek aż o 36 procent w porównaniu z ostatnim kwartałem 2009 roku i nawet do 90 procent ze szczytowym okresem w 2008 roku. Widać wyraźnie, że rubieże Unii Europejskiej są coraz mniej szturmowane. Zdaniem ekspertów, w nadchodzących miesiącach w dalszym ciągu będziemy obserwować ten spadek.

Zapewne wpływ na to miała działalność wyspecjalizowanej agencji unijnej Frontex z siedzibą w Warszawie (Europejska Agencja Zarządzania Współpracą Operacyjną na Granicach Zewnętrznych Państw Członkowskich Unii Europejskiej), która szkoli służby graniczne i koordynuje działania antyimigracyjne. Najważniejsza przyczyna jest jednak inna – kryzys gospodarczy w Europie. To on może odstraszać potencjalnych imigrantów bardziej niż ryzyko aresztowania i osadzenia w obozie.

Artykuł ukazał się w nr 37/2010 tygodnika alt

Czytany 4634 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04