sobota, 24 wrzesień 2011 11:10

Tomasz Skowronek: Wietnam - przebudzony Smok Wschodu

Oceń ten artykuł
(1 głos)

vietnamflaga  Tomasz Skowronek

Jeszcze w ubiegłym stuleciu ubogi Wietnam był przedmiotem geopolitycznej gry mocarstw. Obecnie to małe państwo zaczyna odgrywać coraz bardziej czynną rolę w regionie, wchodząc w ścisłe układy nawet z niedawnym wrogiem, a także współtworząc silny sojusz, ostrzem skierowany przeciwko Chinom.

Wietnam to kraj położony w Azji Południowo-Wschodniej, znajdujący się na wschodniej części Półwyspu Indiochińskiego, liczący aż 85 milionów ludzi. Historia nie była łaskawa dla Wietnamu. W samym XX wieku kraj ten stoczył trzy wojny z trzema wielkimi mocarstwami (1946-1954 z Francją, 1957-1975 z USA oraz z Chinami w 1979). Wietnamscy komuniści przez dziesięciolecia walczyli z armiami Francji, Japonii, Stanów Zjednoczonych, Kambodży i Chin. Po tych konfliktach państwo było kompletnie zniszczone, a upadek gospodarczy doprowadził je na skraj klęski głodowej. Jednak dzisiejszy Wietnam jest już całkiem inny. W ciągu 25 lat kraj zmienił się nie do poznania. W czasach obecnych Hanoi zaczyna być istotnym punktem na mapie światowego biznesu i coraz ważniejszym graczem na arenie międzynarodowej.

Wietnamski Smok Gospodarczy

W 1986 roku Wietnam rozpoczął reformy gospodarcze (ponad 7 lat później niż Chiny). Od tej pory jest jedną z najbardziej dynamicznych gospodarek w Azji. Tym samym państwo od momentu rozpoczęcia reform znacznie zmieniło się i rozwinęło. Kraj notuje imponujące wzrosty wskaźników wzrostu PKB i handlu zagranicznego. Wszędzie kipi przedsiębiorczość i rosną inwestycje zagraniczne.

Od kilkunastu lat Wietnam należy do grona bardzo atrakcyjnych terenów do inwestycji, co w efekcie przyniosło jego gospodarce milionowe przychody. Również okazał się być w ostatnich latach ważnym graczem na azjatyckim rynku inwestycyjnym. Liczne reformy ekonomiczne i członkowstwo w WTO wpłynęły pozytywnie na klimat inwestycyjny tego kraju. Dzięki temu wielu analityków zaczęło nazywać Wietnam „drugimi Chinami“.

Niewątpliwie reformy „Doi Moi“ przypominają chińską politykę „otwartych drzwi“, zainicjowaną w 1978 roku. Wietnam dysponuje dobrze wykształconą i zdyscyplinowaną siłą roboczą i ma szansę pozostać w czołówce azjatyckiej gospodarki. Jego gospodarka to nie tylko odzież i buty sportowe Nike. Produkuje się tu m.in. drukarki Canona, a od jakiegoś czasu swoje miejsce znalazły fabryki i montownie samochodów takich marek jak Toyota, Hyundai czy Mitsubishi. Hanoi jest także drugim dostawcą kawy na świecie oraz trzecim dostawcą ryżu, a eksport krewetek (głównie do krajów UE) przyniósł wietnamskiej gospodarce narodowej w 2007 roku ok 1,5 mld dolarów przychodów. Najważniejsze i najbardziej dynamicznie rozwijające się sektory gospodarki wietnamskiej to produkcja przemysłowa i budowlana oraz szeroko rozumiany sektor usług. Ich udział w tworzeniu PKB stanowił w 2007 r. około 42%. Natomiast produkcja rolnicza, leśna i rybołówstwo stanowiły ok.  20% PKB. Hanoi jest poważnym partnerem gospodarczym dla Stanów Zjednoczonych. Wietnamczycy sprzedają do Ameryki prawie osiem razy więcej niż kupują, rząd Waszyngtonu poważnie zastanawia się nad polityką protekcjonistyczną.

Jednak gospodarka „Małego Smoka“ posiada też wady i według wielu ekonomistów pozostaje wciąż 20 lat za swoimi sąsiadami w regionie. Eksperci są zdania, że dla dalszego rozwoju gospodarka wietnamska potrzebuje kolejnego zastrzyku inwestycji krajowych i zagranicznych. Rolnictwo jest nadal słabo zmechanizowane. Niepokojąca jest również inflacja, która wynosi 11%. Nadal bardzo wielu obywateli żyje za jednego dolara dziennie. W przyszłości Wietnam musi stworzyć model, który będzie łączył szybki wzrost gospodarczy z większą ochroną socjalną.

Mały smok drażni Dużego smoka

W ostatnich miesiącach oczy świata uważnie przyglądają się Wietnamowi i Chinom. Stosunki między Hanoi i Pekinem są dość napięte z powodu niedawnych incydentów związanych z poszukiwaniem złóż gazu i ropy na wodach wokół wysp Spratly i Paraceli na Morzu Południowochińskim. Akwen ten w ostatnich tygodniach stał się jednym z najbardziej kluczowych miejsc w Azji. W dnie ukryte są ogromne zasoby ropy oraz najprawdopodobniej złoża złota, cynku i miedzi. Same wody są również bardzo atrakcyjnym miejscem połowów.

Stosunki wietnamsko-chińskie zawsze były chwiejne. Oba państwa mają na koncie zbrojne incydenty. W 1974 roku marynarka chińska odbiła z rąk Południowego Wietnamu Wyspy Paracelskie, a w 1988 roku obie strony stoczyły krótką bitwę w rejonie Wysp Spratly, w wyniku której zatopiono wietnamską jednostkę. Czy teraz też może dojść do zbrojnego konfliktu?

Stanowiska obu krajów w kwestii przynależności spornych wysp wydaje się być nie do pogodzenia. Hanoi w tej sprawie jest szczególnie zdeterminowane aż do tego stopnia, że w połowie czerwca Wietnam przeprowadził u swoich wybrzeży Morza Południowochińskiego ćwiczenia wojskowe z użyciem ostrej amunicji, dając wyraźny sygnał Chinom, że stanął zbrojnie w obronie spornych wysp. Chiny zgłaszają pretensje niemal do całego Morza Południowochińskiego. Chińczykom marzy się naftowy monopol w regionie, co nie podoba się innym krajom azjatyckim. Rząd chiński pragnie, aby spór o morze pozostał sprawą regionu, natomiast Wietnam, Filipiny czy Brunei dążą do umiędzynarodowienia konfliktu, licząc przede wszystkim na Stany Zjednoczone. Pekin jednak otwarcie zaapelował do Waszyngtonu, aby się nie wtrącał w spór, zaznaczając jednocześnie, że nie szykuje się do konfliktu zbrojnego. Państwo Środka, utrzymując spory terytorialne z Japonią, Filipinami czy z Indonezją, musi uważać, aby nie powstał front antychiński. Jak więc może zakończyć się spór o wyspy?

Najprawdopodobniej pozostanie zachowanie status quo. Wietnam zbytnio nie może stawiać dużego oporu Chinom, ponieważ Wietnamczycy są uzależnieni od Chińczyków. Między krajami rozwija się dwustronna współpraca gospodarcza, a wartość wymiany handlowej wynosi 15 mld dolarów. Chiny chcą uzależnić od siebie Wietnam. Hanoi zaś próbuje nawiązać dobre stosunki z możliwą jak największą ilością państw, aby uniezależnić się do Chin.

Dawni wrogowie przyjaciółmi?

W ostatnich latach można zauważyć coraz bliższe stosunki między Stanami Zjednoczonymi a Wietnamem. Mimo, że między oba państwami panuje dystans ideologiczny i geograficzny, to jednak różnice nie przeszkodziły zawiązaniu silnych powiązań gospodarczych, kulturowych, a nawet wojskowych w ostatnich kilkunastu latach. Wygląda na to że lata wojny znikają z wietnamskiej pamięci. W czasie konfliktu zginęło 3 mln cywilów. Na Indiochiny zrzucono trzy razy więcej bomb niż na Niemcy i Japonię w czasie II wojny światowej. W regionie tym nadal pełno jest niewybuchów, które mogą zagrażać mieszkańcom, zaś rząd Stanów Zjednoczonych nic nie zrobił w tej kwestii aby usunąć niebezpieczne pozostałości.

Jednak dziś Wietnam i Stany Zjednoczone patrzą na siebie, jak na wspólników, a nie wrogów. Hanoi jest strategicznie przydatny Waszyngtonowi, gdyż Amerykanie chcą utrzymać dominację w basenie Oceanu Spokojnego. A Wietnam potrzebuje silnego sojusznika. Prezydent Bill Clinton w 1993 roku zniósł trzydziestoletnie embargo na handel z Wietnamem, a w styczniu 1995 roku oba państwa otworzyły biura łącznikowe. 11 lipca 1995 roku doszło do wznowienia stosunków dyplomatycznych między Hanoi a Waszyngotnem. Zwolennikiem zacieśnienia kontaktów z USA był sam wietnamski generał Võ Nguyên Giá –  bohater narodowy, pogromca Francuzów w Dien Bien Phu w 1954 roku oraz dowódca sił komunistycznych w wojnie z USA.

Dwustronna współpraca gospodarcza między Amerykanami a Wietnamczykami układa się pomyślnie i nabiera tempa. W 2001 roku wymiana handlowa między oboma krajami wynosiła 6,4 mld USD, a w 2010 roku kwota ta wzrosła już do 18 mld USD. W ciągu 20 lat amerykański rynek stał się głównym miejscem zbytu dla wietnamskich produktów.

W ostatnich latach Waszyngton bardzo wspierał „Małego Smoka“ na arenie międzynarodowej. To dzięki wsparciu USA Wietnam został członkiem WTO w styczniu 2007 roku. Nieco później USA poparły kandydaturę Wietnamu do zajęcia miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ na latach 2008-2009. Również w sporze wietnamsko-chińskim Amerykanie zdecydowanie opowiadają się za Wietnamem.

Uwagę należy także zwrócić na coraz bliższą współpracę wojskową między oba państwami. Do pierwszych rozmów na ten temat doszło w 2010 roku w Hanoi. Tego samego roku doszło również do bardzo szczególnej wizyty lotniskowca USS George Washington, aby upamiętnić 15-lecie normalizacji stosunków między krajami. W lipcu 2011 roku jednostki marynarek wojennych Stanów Zjednoczonych i Wietnamu wzięły udział we wspólnych manewrach wojskowych, a w sierpniu postanowiono podpisać w Hanoi pierwszą umowę o współpracy wojskowej. Zbliżenie między USA a Wietnamem może w przyszłości zbudować sojusz, który powstrzyma ekspansję Chin w regionie.

Układ przeciw Chinom?

Ostatnimi czasy Wietnam kształtuje bardzo dobre stosunki z Indiami. Współpraca między oboma krajami w przemyśle elektronicznym, stoczniowym czy wojskowym kwitnie. Stosunki handlowe między krajami będą coraz bardziej się rozwijać. Partnerów prócz powyższego, łączą cele geopolityczne. Oba kraje są bardzo ważnymi sojusznikami Stanów Zjednoczonych. Delhi konkuruje z Pekinem o przewodnictwo w regionie. Indie nie chcą, aby Chiny zawładnęły całym morzem południowochińskim. Dlatego też bardzo chętnie wzmacniają współpracę wojskową z Wietnamem i USA, mając na oku jeden cel: nie chcą aby Chiny zawładnęły Azją. Czy w przyszłości, układ amerykańsko-wietnamsko-indyjski przeciw Chinom jest możliwy?

Waszyngton już teraz buduje coraz ściślejsze relacje w tym trójkącie. Do tej trójki dołączają też inne państwa regionu m.in. Japonia, Filipiny, czy nawet Australia. Kraje te nie ufają zbytnio Chinom zaś sytuacja geopolityczna zmusza je do zacieśnienia stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Państwa te chcą przyczynić się do zahamowania wzrostu potęgi Chin. Analitycy podkreślają, że coraz bliższe stosunki w trójkącie Waszygton-Hanoi-New Delhi mogą zbudować sojusz, który powstrzyma rozszerzenie wpływów Państwa Środka w regionie. Jednak trzeba wziąć pod uwagę to, że wszystkie wyżej wymienione państwa są jednak skazane na współpracę z Chinami. Ponadto kraje azjatyckie dobrze wiedzą, że USA są dalekim mocarstwem, zaś jego znaczenie na kontynencie azjatyckim jest coraz słabsze. Tylko większa współpraca państw azjatyckich będzie mogła w przyszłości powstrzymać ambicje Chin. Tym samym sojusz wietnamsko-indyjski może w przyszłości stać się fundamentem stabilności w regionie.


Czytany 8773 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04