niedziela, 15 lipiec 2012 09:35

Tomasz Otłowski: Regionalne i ponadregionalne uwarunkowania aktualnej sytuacji w Syrii

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Syria_protest07  Tomasz Otłowski

Początkowe antyrządowe protesty i demonstracje w Syrii przerodziły się w zbrojną rebelię, ta zaś – w faktyczną wojnę domową. Specyficzna sytuacja geopolityczna tego kraju, czy złożone interakcje z innymi aktorami regionalnej i pozaregionalnej areny międzynarodowej – sprawiają, że wydarzenia w tym państwie stają się katalizatorem procesów i mechanizmów, mogących niedługo istotnie wpływać na kształt sytuacji strategicznej na Bliskim Wschodzie.

I. W półtora roku od rozpoczęcia syryjskiej odsłony Arabskiej Wiosny – jednej z najbardziej dramatycznych i gwałtownych w tym przełomowym procesie społeczno-politycznym, toczącym się na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej – staje się coraz bardziej oczywiste, że wydarzenia w Syrii cechują się wyjątkowością i znaczeniem wykraczającym poza skalę regionu. Specyficzna sytuacja geopolityczna tego kraju, jego złożone interakcje z innymi aktorami regionalnej i pozaregionalnej areny międzynarodowej, wreszcie skomplikowany wewnętrzny układ sił wyznaniowych i etnicznych – sprawiają, że wydarzenia w Syrii stają się katalizatorem procesów i mechanizmów, mogących w najbliższej przyszłości w istotny sposób wpływać na kształt sytuacji strategicznej na Bliskim Wschodzie.

Początkowe antyrządowe protesty i demonstracje w Syrii przerodziły się w zbrojną rebelię, ta zaś – w faktyczną wojnę domową. Z formalnoprawnego punktu widzenia tak właśnie należy bowiem określić to, co dzieje się w tym kraju od kilku miesięcy. Czyni to z wydarzeń w Syrii drugą, po Libii, tak krwawą odsłonę Arabskiej Wiosny. Linia podziałów w tym konflikcie przebiega głównie według kryteriów wyznaniowych i etnicznych – z jednej strony oparty na alawickiej mniejszości reżim, w wymiarze politycznym reprezentowany przez syryjską odnogę Partii Ba’as, z drugiej zaś rebelię zdominowaną przez sunnicką większość ludności kraju, wspieraną póki co przez mniejszość kurdyjską. Pozostałe grupy reprezentowane w społeczeństwie syryjskim – w tym zwłaszcza chrześcijanie oraz Druzowie – zachowują wymuszoną neutralność, częściej jednak „ze wskazaniem” na reżim, dający im (nieco złudną) ochronę przed sunnickim fundamentalizmem, w coraz większym stopniu dominującym w zbrojnym zrywie przeciwko rządowi [1].

Zarysowany podział nie jest oczywiście, jak zwykle w takich sytuacjach, sztywny i jednoznaczny. Pewne jest w odniesieniu do sytuacji w Syrii jedynie to, iż Alawici murem stoją za władzami w Damaszku, wiedząc, że gra toczy się już nie tyle o ich przyszłą pozycję i wpływy polityczne w kraju, ale wręcz o ich życie [2]. Zbrodnie reżimu rodziny Assadów – sięgające kilku dekad wstecz – zbyt mocno obciążają bowiem konto całej społeczności [3].

Dla oceny aktualnych wydarzeń w Syrii i możliwych kierunków ich rozwoju najważniejsza jest jednak konstatacja, że sytuacja w tym kraju stała się de facto zakładnikiem geopolitycznej konfrontacji między głównymi potęgami regionu bliskowschodniego – Iranem, Arabią Saudyjską i Turcją, jak też pomiędzy mocarstwami spoza regionu – Stanami Zjednoczonymi, Francją, Wlk. Brytanią, Niemcami oraz Rosją i Chinami. W tym sensie Syria i trwająca w niej wojna domowa stały się polem swoistej strategicznej batalii, toczonej zarówno w wymiarze regionalnym (bliskowschodnim), jak i ponadregionalnym.

Niestety, w tej rozgrywce nie chodzi jednak ani o przyszłość samej Syrii i jej ludności, ani nawet o szczytne idee i wartości, wypisane na sztandarach zachodnich demokracji. Twarda i bezwzględna gra toczy się o polityczne i ekonomiczne wpływy w tym ważnym regionie świata oraz o realizację strategicznych interesów mających zapewnić przewagę nad rywalami i przeciwnikami.

II. Syria jako „proxy war” między Iranem a Arabią Saudyjską

Ze wszystkich złożonych interakcji kształtujących dzisiejszą sytuację w Syrii największe znaczenie ma bez wątpienia strategiczna rywalizacja między Arabią Saudyjską a Iranem [4]. Spór ten zaczął się na długo przed wybuchem obecnego kryzysu syryjskiego, a jego zasięg i znaczenie wykraczają daleko poza obszar Lewantu i samej Syrii [5].

Rządzony przez klan Assadów kraj jest od momentu powstania Islamskiej Republiki Iranu jego jedynym państwowym sojusznikiem na Bliskim Wschodzie. Teheran pod rządami ajatollahów, od pierwszych dni swego istnienia był izolowany przez otoczenie międzynarodowe. Jedynie władze Damaszku okazały wsparcie oraz wolę współpracy. Z biegiem czasu Syria stała się więc najważniejszym sprzymierzeńcem Teheranu w Lewancie, a szerzej – na całym Bliskim Wschodzie [6]. Damaszek, rządzony przez Alawitów, był przez ostatnie trzy dekady faktyczną ekspozyturą interesów i działań Iranu vis-á-vis Izraela. Syria stała się też organizacyjną i logistyczną podstawą budowanego przez Teheran regionalnego systemu sojuszy i związków ze strukturami, gotowymi do współpracy z Islamską Republiką i realizacji jej interesów – jak Hezbollah w Libanie [7], Hamas i Islamski Dżihad w Autonomii Palestyńskiej [8] czy szyickie społeczności żyjące w kilku krajach regionu.

Rola Damaszku w polityce regionalnej Iranu została formalnie potwierdzona i umocniona kilkoma oficjalnymi porozumieniami ,dotyczącymi współpracy politycznej, ekonomicznej i strategiczno-militarnej. Pierwsza z całej serii umów – o współpracy wojskowej i w zakresie bezpieczeństwa – zawarta została w czerwcu 2006 roku [9]. Jednym z efektów tego porozumienia stało się wzmocnienie bezpośredniego zaangażowania irańskich struktur bezpieczeństwa w szkolenie, organizowanie i wyposażanie sił syryjskich [10]. Szacuje się, że od 2007 roku systematycznie zwiększała się także w Syrii ilość doradców, instruktorów i członków personelu z irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Ich obecność i aktywność w Syrii nasiliły się znacznie w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, a syryjska opozycja regularnie informuje o przypadkach bezpośredniego i jawnego udziału Irańczyków w działaniach sił bezpieczeństwa reżimu Baszira al-Assada skierowanych przeciwko ośrodkom oporu rebeliantów [11]. Syria pod rządami obecnych władz ma dla Iranu zbyt duże znaczenie geopolityczne, aby Teheran mógł pozwolić sobie na zaniechanie wykorzystania wszelkich dostępnych mu środków dla zapobieżenia zmianie politycznego status quo w Damaszku.

Za porozumieniami o charakterze wojskowym i bezpieczeństwa poszły również dwustronne umowy handlowe i gospodarcze, w tym m.in. w zakresie współpracy w branży energetycznej [12].

Zasadniczym celem takiej polityki Teheranu jest dążenie do zdobycia strategicznej dominacji na Bliskim Wschodzie i uzyskania pozycji regionalnego mocarstwa. Ważnym elementem tej dalekosiężnej strategii jest ograniczanie pozycji Arabii Saudyjskiej – głównego rywala Iranu w wyścigu o strategiczny prymat w regionie oraz o rząd dusz w świecie muzułmańskim. Istotna rola przypada tu sprzymierzonej z Iranem Syrii – państwa położonego w strategicznym punkcie regionu, stanowiącemu wraz z libańskim Hezbollahem „irański przyczółek”, flankujący Izrael od północy. Ten przyczółek Teheranu w Lewancie skutecznie (jak pokazują doświadczenia z ostatniej dekady) zmusza Rijad do rozpraszania jego strategicznej uwagi, co dzieje się zwłaszcza kosztem saudyjskiego zaangażowania w rozwój sytuacji w Zatoce Perskiej – miejscu zasadniczej konfrontacji Arabii Saudyjskiej i Iranu.

Warto wskazać, że także dla Królestwa Saudów obecna rewolta w Syrii – pomimo zarysowanych problemów, wywołanych działaniami i polityką Iranu – daje szanse na jej wykorzystanie przeciwko Teheranowi. Irańczycy, angażując się jawnie w wydarzenia syryjskiej Arabskiej Wiosny, zaryzykowali stworzenie kolejnego (po Libanie, Jemenie, Bahrajnie czy Iraku) frontu pośredniej, „zastępczej” konfrontacji z Rijadem. Ta następna „proxy war” między Iranem a Królestwem Saudów, tym razem toczona w Syrii, daje Saudyjczykom sposobność do podjęcia próby osłabienia wpływów Teheranu w tej części Bliskiego Wschodu, a tym samym – zapobieżenia irańskim marzeniom o hegemonii w regionie.

Saudyjczycy zdają się być przy tym wyjątkowo zdeterminowani, by wykorzystać możliwość podkopania aspiracji i działań Iranu. Regionalna rywalizacja między Rijadem a Teheranem nie przebiegała bowiem ostatnio po myśli Saudów [13]. Ponieśli oni w minionych kilku latach szereg istotnych porażek, osłabiających ich pozycję w regionie Bliskiego Wschodu, a zwłaszcza Zatoki Perskiej. Niepowodzenia te w rezultacie zepchnęły ich do strategicznej defensywy, a Irańczykom dały nowy, silny impuls do intensyfikacji działań na rzecz realizacji ich polityki wobec regionu. Szczególnie poważną porażką Rijadu, brzemienną w skutki i rodzącą szereg nowych problemów dla regionalnych interesów i aspiracji Królestwa Saudów, okazała się wojna między Izraelem a libańskim Hezbollahem z 2006 roku, przegrana (w sensie strategicznym) przez państwo żydowskie [14]. Arabia Saudyjska nieoficjalnie, ale też i bez specjalnego kamuflażu, kibicowała wówczas Izraelowi w jego wysiłkach na rzecz zniszczenia (lub co najmniej poważnego osłabienia) Hezbollahu – irańskiej ekspozytury w Lewancie i szyickiego zagrożenia dla osłabionych libańskich sunnitów [15]. To zaangażowanie Saudyjczyków sprawiło, że po zakończonej rozejmem, nierozstrzygniętej militarnie kampanii libańskiej, pozycja Rijadu w regionie gwałtownie się skurczyła. Stało się to kosztem tryumfującego Iranu oraz jego regionalnych sojuszników z Libanu, Strefy Gazy i Syrii [16].

Inną poważną porażką Rijadu okazała się nieumiejętność zapobieżenia procesowi umacniania się irańskich wpływów wśród szyickich społeczności regionu, zwłaszcza w samej Arabii Saudyjskiej [17], Bahrajnie, Jemenie czy Iraku. Częściowo był to wynik splotu okoliczności, na które Saudyjczycy mieli relatywnie niewielki wpływ (jak np. kierunek polityki USA wobec kwestii irackiej po 2004 roku), w części jednak środki i działania podjęte przez Rijad okazały się niewystarczające lub też przyniosły odwrotny od zamierzonego efekt [18]. W rezultacie szyickie społeczności rozsiane po regionie bliskowschodnim stały się użytecznym narzędziem egzekwowania irańskich interesów i aspiracji, kosztem wpływów saudyjskich [19]. W tym kontekście warto zauważyć, iż nie jest przypadkiem fakt, że szyickie rewolty w Jemenie, Bahrajnie czy w samej Arabii wybuchały zawsze wtedy, gdy zaostrzała się geopolityczna rywalizacja między Teheranem a Rijadem [20].

Szczególne miejsce w katalogu saudyjskich niepowodzeń w strategicznej rozgrywce z Iranem w ostatnich latach zajmuje jednak Irak. W tym kraju władzę przejęli przedstawiciele szyickiej większości, blisko związani z Iranem (nie tylko w sensie religijno-ideologicznym, ale też organizacyjnym i personalnym). Jak wspomniano wcześniej, częściowo jest to wynik fatalnej polityki USA wobec problemu „post-saddamowskiego” Iraku, a zwłaszcza strategii obecnej administracji amerykańskiej, która doprowadziła do faktycznego oddania tego kraju w orbitę wpływów Teheranu. Nie ulega jednak wątpliwości, że i sam Rijad nie wykazał się w kontekście Iraku wystarczającą przezornością i determinacją w działaniach, czego efektem jest silne przesunięcie, zdecydowanie na korzyść Iranu, w dotychczasowym układzie sił w Zatoce Perskiej [21].

Przejęcie przez Iran pośredniej strategicznej kontroli nad Irakiem daje mu nowe, niedostępne wcześniej możliwości oddziaływania na sytuację nie tylko w regionie Zatoki Perskiej, ale i szerzej, w skali całego Bliskiego Wschodu. Wraz z Syrią i szyickimi enklawami w Libanie, Irak – poddany strategicznym wpływom Teheranu – wpisuje się w irańskie plany utworzenia „szyickiego półksiężyca”, nowej geopolitycznej osi kształtującej sytuację w regionie [22]. Sytuacja taka stwarza dla Arabii Saudyjskiej bardzo poważne zagrożenie, nie tylko w sensie projekcji jej interesów strategicznych i pozycji w regionie, ale także dla wąsko rozumianego bezpieczeństwa narodowego. Sygnały z regionu wskazują, że Rijad zdecydował się już powrócić do zarzuconych kilka lat temu (m.in. pod presją USA) planów rozwoju tajnego militarnego programu nuklearnego [23]. Saudyjczycy mieli już też w ostatnim półroczu podjąć w tej kwestii stosowne kroki, zwracając się o pomoc m.in. do Chin [24] i Pakistanu [25].

W tej rzeczywistości geopolitycznej Syria stanowi więc „strategiczny klucz” do dalszego rozwoju sytuacji w Lewancie i uregulowania kształtu przyszłego układu sił nie tylko w tej części Bliskiego Wschodu, ale i w całym regionie. Rijad, poprzez próbę rozmontowania więzi łączących obecne władze syryjskie z Iranem, ma nadzieję na osłabienie wpływów irańskich w Libanie. Pozycja, siła i wpływy polityczne libańskiego Hezbollahu zależą bowiem od istnienia w Syrii reżimu powiązanego politycznie i strategicznie z Teheranem. Bez tego elementu, oddziaływanie Iranu na sytuację geopolityczną w Libanie (i całym Lewancie) zostałoby bardzo mocno ograniczone. Można więc być pewnym, że Iran zrobi wiele, aby utrzymać przyjazny mu reżim w Damaszku,. Jak się wydaje, to irańskie dążenie do zachowania władzy przez obecną syryjską elitę polityczną niekoniecznie musi oznaczać chęć utrzymywania jej w niezmienionym kształcie personalnym. Niewykluczone, że dla ratowania strategicznego status quo, Irańczycy (a także, o czym w dalszej części opracowania, Rosjanie i Chińczycy, choć z innych niż Teheran względów) będą skłonni „poświęcić” al-Assada, zastępując go kimś „nowym”, choć także wywodzącym się z kręgów dotychczasowego reżimu. Czy tego typu półśrodki zadowoliłyby Zachód, a zwłaszcza syryjską opozycję? Raczej należy w to wątpić.

Sytuację wokół Syrii dodatkowo komplikuje fakt, że do regionalnej geopolitycznej batalii irańsko-saudyjskiej włączył się kolejny silny gracz – Turcja. Ankara, prowadząca od kilku lat coraz bardziej asertywną (a niekiedy wręcz agresywną) politykę wobec regionu, dąży do umocnienia swej pozycji w regionie bliskowschodnim, w tym również w Lewancie [26]. Turcy traktują tę część Bliskiego Wschodu jako swą naturalną strefę wpływów i interesów strategicznych. Zagrożeniem dla interesów Ankary w tym regionie jest więc zarówno wzrost pozycji Iranu, jak i Arabii Saudyjskiej. Turcy postrzegają oba te ośrodki geopolityczne jako najważniejszych i najsilniejszych rywali w rozgrywce nie tylko o wpływy w Lewancie, ale i na całym Bliskim Wschodzie. Z perspektywy obecnego kierownictwa tureckiego, z premierem Recepem Erdoganem na czele, gra toczy się najpewniej również o „rząd dusz” wśród ogółu społeczeństw regionu. Nie można jednak wykluczyć, że ambicje tureckie sięgają znacznie dalej i obejmują dążenie do ustanowienia duchowego i politycznego przywództwa tego kraju w całym świecie islamu [27]. Także i w tym zakresie najważniejszymi i naturalnymi rywalami świeckiej Ankary są konserwatywny sunnicki Rijad i równie radykalny szyicki Teheran. Oba te ośrodki doskonale orientują się jednak w intencjach Turków i trzymają rękę na pulsie, gotowe do natychmiastowego wykorzystania wszelkich ich niepowodzeń [28].

Ku zaskoczeniu wielu obserwatorów (zwłaszcza arabskich) Turcja w rywalizacji z dotychczasowymi zawodnikami, walczącymi od dawna w syryjskim „ringu” zaczyna odnosić sukcesy. Przedstawiając siebie jako nową jakość („trzecia droga”) w świecie islamu i powołując się na swój model ustrojowo-polityczny i ekonomiczny, staje się potencjalnie atrakcyjnym partnerem dla wielu pro-demokratycznych sił politycznych w Syrii [29]. Wydaje się jednak, że mimo wszystko szanse Ankary na zdominowanie strategicznej rozgrywki w i wokół Syrii są niewielkie. Z jednej strony reżim Alawitów nie zaprzestanie szukać oparcia głównie w Iranie, upatrując w szyickim mocarstwie jedynego źródła ratunku. Z drugiej strony syryjska opozycja – zwłaszcza te jej elementy, które wzięły na swe barki ciężar bezpośredniej konfrontacji militarnej z siłami rządowymi – w coraz większym stopniu zdominowana jest przez ugrupowania i siły islamistyczne, w większości powiązane z wahhabickim Rijadem.

Pozycję i możliwości w pełni efektywnego oddziaływania Turcji wobec sytuacji w Syrii osłabia też kontekst kurdyjski. Nie można wykluczyć, że kwestia Kurdów była jednym z ważniejszych powodów tak aktywnego zaangażowania się Ankary w problem syryjski. Syryjscy Kurdowie stanowią ważny element opozycji i rebelii przeciwko rządowi al-Assada, a upadek reżimu w Damaszku oznaczałby ich niemal pewne wybicie się co najmniej na daleko idącą autonomię, porównywalną z kurdyjską quasi-państwowością w Iraku [30]. Perspektywa taka jest z kolei nie do przyjęcia dla Turków, borykających się z silnym separatyzmem kurdyjskim we własnym kraju. Ewentualny strategiczny sukces Kurdów w Syrii – drugi tego typu w regionie po irackim – z pewnością wzmocniłby wysiłki ich tureckich rodaków na rzecz przyznania im co najmniej podobnych rozwiązań ustrojowych. Ankara kategorycznie odrzuca jednak taką możliwość z powodów ideologicznych, politycznych i historycznych [31]. Zaostrzenie kwestii kurdyjskiej w Turcji mogłoby osłabić jej pozycję w regionie, tym samym pogrzebałoby wszelkie szanse na realizację daleko idących aspiracji Ankary. Turcja nie może do tego dopuścić i stąd coraz częściej słychać pogłoski o ograniczonej interwencji tureckiej w Syrii, mającej na celu zapobieżenie kurdyjskim aspiracjom [32].

III. Syria jako „proxy war” mocarstw globalnych?

Jakby mało było w kontekście sytuacji w Syrii skomplikowanych interakcji i strategicznych rywalizacji na szczeblu regionalnym, to ewidentnie mamy tu także do czynienia z całym splotem oddziaływań ponadregionalnych. Kwestia syryjska od samego początku stała się bowiem problemem międzynarodowym o skali wykraczającej daleko poza ramy regionu bliskowschodniego. Stało się tak głównie ze względu na postawę Rosji i Chin, które upatrują w Syrii rządzonej przez Baszira al-Assada swego ostatniego w tej części świata silnego i sprawdzonego sojusznika. Muammar Kaddafi – drugi z dawnych tradycyjnych, wieloletnich sprzymierzeńców Moskwy i Pekinu na Bliskim Wschodzie – stracił władzę w swym kraju, a ostatecznie także i życie głównie wskutek błędów popełnionych przez Rosjan i Chińczyków w dyplomatycznych kalkulacjach i przewidywaniach. Faktyczne polityczne „zielone światło” dla interwencji militarnej w Libii w ub. roku, udzielone Zachodowi przez oba mocarstwa, przyczyniło się do radykalnej zmiany układu sojuszy międzynarodowych na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, a Moskwa i Pekin straciły w efekcie ważnego strategicznego sojusznika oraz partnera ekonomicznego.

W przypadku Syrii ten rosyjsko-chiński błąd z pewnością jednak się nie powtórzy, co więcej – zarówno Rosja, jak i Chiny robią dziś wszystko, aby z poziomu globalnej polityki międzynarodowej działać na rzecz zachowania w Syrii politycznego status quo [33]. Torpedują więc, opóźniają i osłabiają wszelkie wysiłki społeczności międzynarodowej, zmierzające do zakończenia w Syrii przelewu krwi, co wiązałoby się z koniecznością wycofania wojsk rządowych do koszar i przyznania opozycji praw publicznych (np. swobody demonstracji, publikacji itd.). Taki obrót wydarzeń byłby jednak katastrofalny dla dalszych losów reżimu i żaden z sojuszników al-Assada nie chce do tego dopuścić.

Zwłaszcza Rosja ma się o co bić. Syria pod władzą al-Assada to państwo, gdzie Moskwa znajduje nie tylko dobry „klimat polityczny” i zrozumienie dla ścisłej (w dużej mierze opartej na antyamerykanizmie) współpracy strategicznej, ale też chłonny rynek zbytu dla rosyjskiego uzbrojenia i sprzętu wojskowego [34]. Co równie ważne, położenie tego kraju – w tym dostęp do wybrzeża morskiego – daje Rosjanom możliwość wykorzystywania syryjskich portów wojennych jako zaplecza logistycznego dla okrętów Floty Czarnomorskiej, operujących od czasu do czasu na wodach Morza Śródziemnego. Od dawna też mówi się w regionie o tym, że Moskwa i Damaszek porozumiały się już co do wydzierżawienia przez Rosjan części portów wojennych w Latakii i Tartus, gdzie rosyjskie okręty i ich załogi – po niezbędnej modernizacji instalacji nadbrzeżnych – miałyby stacjonować na stałe [35]. Gdyby fakt ten potwierdził się, miałoby to istotny wpływ na regionalny układ sił, zwłaszcza z perspektywy Izraela i Turcji, zmuszając także USA do redefinicji ich strategii wobec tej części świata.

Strategia i działania Rosji i Chin stoją w oczywistej sprzeczności z polityką i interesami mocarstw zachodnich (głównie USA, Francja, Wlk. Brytania). Zachód widzi w syryjskiej rebelii realną szansę na zakończenie dyktatorskich rządów Partii Ba’as w Damaszku i likwidację reżimu, którego agresywna i nieprzewidywalna polityka międzynarodowa destabilizowała od dekad cały region. Nowa, potencjalnie demokratyczna Syria to m.in. szansa na poprawę sytuacji politycznej w Libanie czy też otwarcie w relacjach z Izraelem, z odblokowaniem izraelsko-palestyńskiego procesu włącznie.

Nie można mieć przy tym złudzeń, że mocarstwa zachodnie nie mają w kwestii syryjskiej także innych, mniej jawnych (i mniej czystych) interesów oraz celów. Zwłaszcza dla Waszyngtonu perspektywy zmiany władzy w Syrii niosą szereg poważnych korzyści geopolitycznych w odniesieniu do realizacji interesów amerykańskich na Bliskim Wschodzie. Po pierwsze, o czym wspominano już wyżej, upadek rządu al-Assada znacznie osłabiłby wpływy i pozycję Iranu w Lewancie. Dawałoby to Amerykanom szansę na zwiększenie ich roli w regionie, szczególnie w świecie arabskim i Izraelu. Decyzja, by całkowicie wycofać siły USA z Iraku i oddanie tego kraju w strefę wpływów Teheranu mocno nadszarpnęła wizerunek Stanów Zjednoczonych [36]. Po drugie, zmiana władzy w Damaszku oznaczałaby także zmniejszenie możliwości działania Rosji na Bliskim Wschodzie, uniemożliwiając jej dalsze zacieśnianie więzi strategicznych z Damaszkiem, włącznie ze wspomnianą wyżej perspektywą stałej rosyjskiej obecności wojskowej na terytorium Syrii.

Rozgrywki mocarstw sprawiają więc, że pat w Syrii trwa nadal, a ofiarami tej sytuacji są głównie cywile - zwłaszcza mieszkańcy miast i regionów objętych walkami. Najnowsze doniesienia wskazują przy tym, że obie strony posuwają się do działań mających znamiona przestępstw wojennych. Siły rządowe m.in. nie dochowują staranności w wyborze celów ostrzału miast zajętych przez rebeliantów, ci ostatni zaś na opanowanych przez siebie terenach (jak np. w marcu br. w Homs) dokonują regularnych czystek etnicznych, których ofiarami padają z reguły nie Alawici, ale... chrześcijanie [37]. Przedłużający się konflikt w Syrii sprawia także, że obie strony nie są też najwyraźniej skłonne do kompromisu i przerwania walk. Co więcej – zaobserwować można postępujący proces ich radykalizacji. Zwolennicy rządu, w miarę narastania skali przemocy wobec opozycji, coraz częściej mają świadomość, że walczą już wyłącznie o swe życie, a nie o wpływy polityczne. Rebelianci, sfrustrowani brakiem postępów na froncie i niewielką skalą pomocy międzynarodowej, coraz wyraźniej skłaniają się z kolei ku ideologicznym i taktycznym rozwiązaniom, jakie oferuje radykalny islam i jego struktury aktywne w Lewancie [38.]

Wszystko to sprawia, że perspektywa pozytywnej zmiany w rozwoju sytuacji w Syrii są dziś wyjątkowo mgliste. Reżim Alawitów, popierany przez Iran, Rosję i Chiny, czuje się mocny i pewny siebie, nie zamierza ustąpić ani na krok w kwestii dopuszczenia opozycji do władzy w kraju, co złagodziłoby szybko napięcie i stonowało konflikt. Sprawy w kraju i wokół niego posunęły się już przez ostatnie kilkanaście miesięcy zbyt daleko, aby na poważnie rozważać dziś opcję kompromisu polegającego na podziale władzy i pokojowej koegzystencji dotychczasowych elit i opozycji. Obecnie mamy raczej do czynienia z sytuacją, w której każda ze stron – przy pomocy swych zewnętrznych sponsorów i patronów – będzie raczej za wszelką cenę dążyć do wyeliminowania (lub co najmniej poważnego osłabienia) swego przeciwnika.

W tej skomplikowanej sytuacji jednym z najbardziej prawdopodobnych scenariuszy rozwoju sytuacji w Syrii jest pogłębianie się destabilizacji kraju w wyniku działań opozycyjnej partyzantki i ugrupowań terrorystycznych. Będzie to oznaczało stopniowe słabnięcie władzy centralnej, szczególnie nad regionami objętymi rebelią, ale tempo tego procesu będzie najpewniej tak niewielkie, że nie wpłynie na radykalne i szybkie zmiany sytuacji politycznej. W dłuższym okresie czasu nie można jednak wykluczyć, że w efekcie toczącej się wojny domowej dojdzie do rozpadu Syrii, z wyodrębnieniem części pozostających pod władzą Damaszku oraz obszarów opanowanych przez rebelię i być może enklaw kurdyjskich [39]. Scenariusz ten może oczywiście ulec modyfikacjom lub wręcz zmianom, jeśli zajdą w Syrii wydarzenia o randze strategicznego przełomu, jak np. międzynarodowa interwencja militarna przeciwko reżimowi – na wzór tej, która miała miejsce w Libii. Obecnie jednak, prawdopodobieństwo takiego obrotu spraw wydaje się być równe zeru. Prędzej można się chyba spodziewać otwartej interwencji militarnej Iranu, by wesprzeć osaczonego al-Assada. Wydaje się więc, że Syria i jej mieszkańcy skazani są tym samym na długi okres cierpień i wyrzeczeń, pozostając zakładnikami strategicznych sporów i rywalizacji możnych tego świata.

Tekst został pozyskany do publikacji w ramach w ramach programu analitycznego Syria 2012.

Tekst pochodzi z Raportu Pułaskiego 1/2012 Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego alt

 ___________________________________________________________

1. W Syrii, podobnie jak w czasie niedawnej wojny domowej w Libii, islamscy ekstremiści okazują się najbardziej doświadczonymi, wyszkolonymi militarnie i zwartymi formacjami rebelianckimi. Siłą rzeczy czynniki te plasują ich wysoko w hierarchii politycznej i wojskowej powstańców, sprawiając, że ich pozycja sukcesywnie rośnie. Choć usiłuje się przedstawiać islamistów walczących z syryjskim reżimem jako niezależny od demokratycznej opozycji odłam rebelii, to w praktyce, na najniższych szczeblach, oba te nurty często ściśle ze sobą współpracują i mieszają się (patrz m.in.: „Syrian rebels and islamists vie for power”, serwis informacyjny Middle East Newsline – MENL, 20 stycznia 2012 r.).

2. W wielu regionach Syrii, gdzie ataki na społeczności alawickie ze strony sunnickiej lub kurdyjskiej partyzantki były szczególnie gwałtowne i częste, Alawici powołali – przy aktywnym wsparciu i akceptacji ze strony władz kraju – własne milicje. Wiele z tych formacji nie ogranicza się do samoobrony, lecz podejmuje ataki na osady i wsie zamieszkane przez sunnitów, Kurdów czy chrześcijan („Opposition reports rise of Alawite militias”, MENL, 16 lutego 2012 r.).
3. “Alawi control of the Syrian military key to regime’s survival”, The Jamestown Foundation Terrorism Monitor, Vol. 9, Issue 23, 10 czerwca 2011 r.
4. „Syria as a battleground for Saudi Arabia and Iran”, Stratfor, 5 sierpnia 2011 r.
5. Więcej na temat irańsko-saudyjskiej rywalizacji geopolitycznej na Bliskim Wschodzie patrz: Tomasz Otłowski „Iran – nowe mocarstwo na Bliskim Wschodzie ?”, seria „Raporty i Analizy” Centrum Stosunków Międzynarodowych, Raport nr 3/2007, lipiec 2007 r.
(http://csm.org.pl/fileadmin/files/Biblioteka_CSM/Raporty_i_analizy/2007/Tomasz%20Ot%C5%82owski_Iran%20nowe%20mocarstwo%20na%20Bliskim%20Wschodzi.pdf)
6. Y. Mansharof and O. Winter „The strategic alliance between Iran and Syria”, Middle East Media Research Institute (MEMRI), 14 sierpnia 2007 r.
7. „Hizbullah plays leading role In Iranian strategy”, MENL, 1 marca 2007 r.
8. „US deems Iran major funder of Hamas and PFLP”, MENL, 18 stycznia 2007 r.
9. Y. Mansharof and O. Winter, op. cit.
10. Już w 2008 roku pojawiły się doniesienia, że Irańczycy wykorzystują terytorium syryjskie do bezpośredniego monitoringu sytuacji w sąsiednim Izraelu (patrz m.in.: “Iran has set up listening stations in Syria to intercept Israeli communications”, serwis informacyjny agencji Associated Press z 2 kwietnia 2008 r.). W dwa lata później pojawiły się z kolei informacje o rozbudowanej sieci irańskich radarów wzdłuż granicy Syrii z Izraelem.(za: „Iran moves radars to Syria”, serwis AFP z 2 lipca 2010 r.; patrz też: Rick Francona, „Iranian radars to Syria – some context”, Middle East Perspectives (blog internetowy), wpis z 2 lipca 2010 r. (http://francona.blogspot.com/2010/07/iranian-radars-to-syria-some-context.html).
11. „IRGC brigade help Assad”, MENL, 23 marca 2012 r. Według tych doniesień, Iran miał wysłać do Syrii siły liczące w sumie kilka tysięcy żołnierzy. W Syrii po stronie reżimu mają walczyć też bojownicy Hezbollahu (za: „Syrian Free Army commander claims Iranian troops and Hezbollah fighting in Syria”, The Jamestown Foundation Terrorism Monitor, Vol. 10, Issue 6, 22 marca 2012 r.).
12. „Iran and Syria sign billion dollar gas deal”, serwis AFP z 4 października 2007 r.
13. „Syria as a battleground...”
14. “Tensions increase between Iran and Saudi Arabia”, Power and Interest News Report (PINR), styczeń 2007 r.
15. Barbara Opall-Rome, „Expanding Iran-Syria ties draw Israeli alarm”, Defense News, 1 października 2007 r.
16. Tomasz Otłowski, op. cit.
17. Szyici stanowią ok. 10 proc. populacji tego kraju, zamieszkując głównie Prowincję Wschodnią, jeden z najzasobniejszych w ropę regionów Arabii. Od kilkunastu miesięcy w Królestwie Saudów narasta napięcie wokół tej mniejszości, coraz częściej dochodzi do ekscesów i niepokojów (za: „Shiite unrest escalates in Saudi”, MENL, 15 stycznia 2012 r.).
18. Dobrym przykładem jest tu polityka przyjęta przez Dom Saudów wobec szyickiej rebelii w Bahrajnie w latach 2011-2012. Zdecydowane działania polityczne i militarne, do których włączono całą Radę Współpracy Zatoki Perskiej (GCC), nie tylko nie ustabilizowały sytuacji w Bahrajnie, ale wręcz doprowadziły do jej dalszego zaognienia, dając też Iranowi pretekst do intensyfikacji jego działań wymierzonych przeciwko Rijadowi (patrz m.in.: „Saudis challenge Iran in Bahrain, having lost faith in US leadership”, Word Tribune.com, 1 kwietnia 2011 r.).
19. “The Gulf States and the Shiite Conundrum”, Stratfor, 10 marca 2008 r.
20. „The Iranian war with the Arabs”, The Strategy Page, 23 stycznia 2007 r.
21. Tomasz Otłowski, op. cit.; oraz: „Iran to exploit power vacuum as US quits Iraq”, serwis AFP, 14 grudnia 2011 r.
22. ibidem, a także: Reva Bhalla, „Iran’s reshaping of Persian Gulf policy”, Stratfor, 19 lipca 2011 r.
23. „Saudis weigh nuke options”, MENL, 29 lutego 2012 r., a także: Nicholas A. Heras, Andrew P. Dean, “Iranian crises spurs Saudi reconsideration of nuclear weapons”, The Jamestown Foundation Terrorism Monitor, Vol. 10, Issue 4, 23 lutego 2012 r.
24. W styczniu 2012 r. Rijad podpisał z Pekinem porozumienie o współpracy w zakresie rozwoju cywilnej energetyki nuklearnej. Od razu pojawiły się głosy, że ma to związek z napiętą sytuacją w regionie bliskowschodnim i obawami Saudyjczyków przed rosnącą potęgą Iranu (patrz: „Saudi and China sign nuke accord”, MENL, 17 stycznia 2012 r.).
25. „Saudis eye Pakistani nukes to face Iran”, analiza serwisu UPI z 15 września 2011 r. Niezależnie od prawdziwych intencji obu stron faktem pozostaje, że w ostatnich miesiącach współpraca w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony rozwija się między obydwoma państwami niezwykle intensywnie („Saudi and Pakistan expand mil ties”, MENL, 10 kwietnia 2012 r.).
26. Szerzej na temat polityki zagranicznej i strategii Turcji patrz: Joanna Bocheńska, „Neoosmańska wizja polityki zagranicznej Turcji”, „Biuletyn OPINIE” Fundacji Amicus Europae nr 9/2011, 7 kwietnia 2011 r.; oraz „The geopolitics of Turkey: searching for more”, Stratfor, 3 sierpnia 2010 r.
27. “Fierce rhetoric, strategic disconnect from West among the red flags in newly Islamist Turkey”, World Tribune.com, 19 października 2011 r.
28. „Iran monitor Turkey’s rising regional power”, Stratfor, 25 sierpnia 2011 r.
29. Joanna Bocheńska, op. cit.
30. Kurdowie syryjscy, przy aktywnym wsparciu swych rodaków z Iraku i z wychodźstwa na Zachodzie, już obecnie podejmują aktywną grę dyplomatyczną na arenie międzynarodowej, mającą na celu utorowanie korzystnych dla nich rozwiązań po nieodległym – w ich ocenie – upadku reżimu w Damaszku (szerzej patrz m.in.: Wladimir van Wilgenburg, „Syria Kurds play the Russia card in pursuit of autonomy”, The Jamestown Foundation Terrorism Monitor, Vol. 10, Issue 10, 18 maja 2012 r.).
31. David Eshel, “Arab spring – Kurdish summer?”, Defense News, 11 sierpnia 2011 r.
32. ibidem, a także: „Turkey mulls intervention in Syria”, MENL, 14 lutego 2012 r.
33. „Russia remains loyal to Assad”, MENL, 19 marca 2012 r.
34. „Russia provides major suport of Assad”, MENL, 21 marca 2012 r.
35. Niektóre źródła twierdzą wręcz, że stosowne prace już się rozpoczęły, a w Tartus przebywać ma już w sumie nawet do 1 tys. rosyjskich specjalistów i techników, szykujących przebudowę portów wojennych (za: „Russia ready to upgrade Syrian port”, MENL, 19 stycznia 2012 r.).
36. Reva Bhalla, „Power vacuum in the Middle East”, Stratfor, 1 lipca 2011 r.
37. „Homs już bez chrześcijan”, serwis polski Radia Watykańskiego, 22 marca 2012 r. W Homs znajdowała się jedna z najstarszych na Bliskim Wschodzie społeczności chrześcijańskich, niezwykle zasłużonych dla Kościoła powszechnego – to właśnie z Homs (w starożytności znanym jako Emesa) pochodził dziesiąty z kolei następca św. Piotra, papież Anicet (pełnił urząd w latach ok. 154 – ok. 167).
38. Okazuje się przy tym, że zasadne były napływające już od kilku lat raporty, mówiące o silnej obecności w Syrii komórek Al-Kaidy, skąd prowadziła ona swe operacje w sąsiednim Iraku (patrz: Bill Roggio, „Eastern Syria becoming a new Al Qaeda haven”, The Long War Journal, 24 listopada 2009 r.).
39. „Alawites expected to set up state”, MENL, 3 lutego 2012 r., a także: “Assad prepares to set up Alawite state”, MENL, 13 marca 2012 r.

 

 

Czytany 6602 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04