środa, 30 grudzień 2009 09:12

Stanisław Niewiński: Chiny i Indie - rywalizacja dwóch potęg w nowym ładzie międzynarodowym

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
alt Stanisław Niewiński
„Spędzają na koniu dni i noce; kupują i sprzedają, jedzą i piją, a pochyleni nad karkiem zwierzęcia zapadają w sen głęboki. Gdy się odbywa narada poświęcona sprawom najważniejszym, wszyscy biorą w niej udział tymże sposobem: siedzą na swych koniach. Nie są poddani żadnym surowym rządom królewskim, (...) Idąc naprzód przełamują łatwo każdą przeszkodę. W bitwach uderzają klinami, (...) Niesłychanie szybcy i zwinni, potrafią umyślnie rozproszyć się po to, by nagle zaatakować; a ponieważ nie posuwają się w zwartych szykach, mogą rozbiegać się na wszystkie strony i dokonywać rzezi na szerokich obszarach.(...)”
Każdy z nas zapewne zetknął się z powyższym opisem na lekcjach historii. Tak oto pod koniec IV wieku n.e. Ammianus Marcelinus, twórca „Dziejów”, opisujących historię imperium rzymskiego w latach 96-378 n.e. ukazał Hunów. Marcelinus prawdziwy człowiek „przełomu” (wierzył w bogów, a jednocześnie był nauczycielem i przyjacielem św. Jana Chryzostoma, biskupa oraz jednego z najwybitniejszych kaznodziejów i pisarzy w historii chrześcijaństwa) , opisał ludzi, którzy walnie przyczynili się do upadku Imperium Romanum. Cóż to ma wspólnego z Chinami i Indiami? Część historyków przypuszcza, że to klęska zadana im przez władców chińskich oraz hinduskich zmusiła ich do marszu na zachód. Władcy ci zmienili wtedy dzieje Europy. Czy w dzisiejszych czasach nie robią tego po raz kolejny?

„Obyś żył w ciekawych czasach” - zwykli mawiać chińscy myśliciele. Wiele wskazuje na to, że właśnie w takich czasach przyszło nam żyć. Ostatnie 200 – 300 lat historii świata było głównie historią Europy, Ameryki, czy też mówiąc szerzej świata zachodniego. Między stuleciami XV-XIX zdobyliśmy znaczącą przewagę technologiczną oraz ekonomiczną nad przedstawicielami pozostałych cywilizacji. Hiszpanie, Portugalczycy, Brytyjczycy, Francuzi, Amerykanie, Niemcy, Rosjanie itd. zbrojni w broń palną, potężne okręty, a później w bardziej zaawansowane rodzaje uzbrojenia, opanowali liczne terytoria. Później walczyli o nie między sobą. Na przełomie XIX i XX wieku Europejczycy i Amerykanie podbili, bądź w jakimś stopniu uzależnili od siebie niemal cały świat. Od kilku dekad sytuacja ta ulega zmianie. II wojna światowa przyniosła schyłek mocarstw kolonialnych w starym stylu. Lata 1945-1989 to czas zwycięskiej dla USA rywalizacji ze Związkiem Radzieckim. Okres ten jest nazywany starciem zachodu i wschodu. W kwestii geograficznej to czysta prawda. W sferze kulturowej i politycznej wg mnie już nie do końca. Józef Mackiewicz zwrócił uwagę, że komunizm, jedna z najbardziej zbrodniczych (jeśli nie najbardziej zbrodnicza) ideologii powstała w sercu Europy, w Niemczech. Sowieckie imperium opierało się na ideologii komunistycznej, posługiwało się antyzachodnią, antykapitalistyczną retoryką. To oczywiście prawda. Nie mniej ZSRR było spadkobiercą Rosji carów. Kraju zaliczanego przez polskiego historyka Feliska Konecznego do tzw. cywilizacji bizantyjskiej, zaś przez Samuela Huntingtona do cywilizacji prawosławno-słowiańskiej. Nie ma znaczenia, jak ją nazwiemy. Myślę, że cywilizacja do której należy Rosja, to mimo wszystko cywilizacja dość pokrewna zachodniej. Zatem trudno tu mówić o starciu zachodu i wschodu. Wielu politologów stawia tezę, że oto obserwujemy upadek Stanów Zjednoczonych. Nie chciałbym uprawiać futurologii oraz zastanawiać się, czy USA upadną, ale widok bankrutujących banków i popadających w histerię maklerów giełdowych na Wall Street przypomina mi luźno obraz przedstawiający Gotów łupiących Rzym w 410 roku. W każdym razie wojny w Afganistanie i Iraku trudno uznać za zwycięskie. Kryzys finansowy z pewnością osłabi Amerykę. Kraje Europy mają problemy jeszcze większe. Oprócz kryzysu ekonomicznego stary kontynent boryka się z zapaścią demograficzną. Próba naprawienia tej sytuacji poprzez rozbudowaną opiekę społeczną oraz przyjmowaniem bardzo często kompletnie obcych kulturowo imigrantów jest często „leczeniem dżumy rakiem”. Świat zachodni oddaje palmę pierwszeństwa w świecie. Kto ją przejmie?

W czasach, gdy chodziłem do gimnazjum, a później do liceum na stacji TVP 2 nadawany był program pt. „7 dni świat”. W programie tym omawiano światowe wydarzenia polityczne z całego tygodnia. Komentatorami w nim byli m.in. Krzysztof Mroziewicz, Andrzej Jonas oraz Adam Szostkiewicz. W opiniach tych panów często pojawiało się zdanie, iż XXI wiek będzie wiekiem Azji. Sporo wskazuje na to, iż te zdanie może być prawdziwe. Wiele krajów tego regionu dysponuje wysokim wzrostem gospodarczym (to głównie kraje wschodniej oraz płd-wschodniej części kontynentu), posiada wiele surowców naturalnych, a często także to, co nie występuje w krajach naszego kręgu cywilizacyjnego – wysoki przyrost naturalny (przede wszystkim dotyczy to krajów muzułmańskich). Azję zamieszkuje ok. 62% ludności świata (4,1 mld ludzi). Na terenie Azji istnieją dwa mocarstwa. Są to Chińska Republika Ludowa oraz Indie. Oba państwa zamieszkuje ponad miliard mieszkańców, ich gospodarki dynamicznie się rozwijają. Czy w XXI wieku rywalizacja tych dwóch mocarstw będzie tym, czym w wieku XIX, XX były rywalizacje Wlk. Brytanii, Francji, Niemiec, USA i Rosji/ZSRR?

Pisząc o imperialnym statusie danego państwa nie sposób nie zadać sobie pytanie, czym imperium w zasadzie jest. Sam termin pochodzi z języka łacińskiego i pierwotnie oznaczał władzę konsula nad wojskiem w państwie rzymskim. W znaczeniu politologicznym terminem imperium określa się wielkie państwo władające ogromnym terytorium. Państwo takie powstaje najczęściej drogą podbojów, aczkolwiek nie tylko. Jest silne politycznie. To imperia decyduje jak ma wyglądać system międzynarodowy w czasie swego trwania. W swej polityce zagranicznej bardzo często stawiają sobie uniwersalne cele.

Chiny i Indie w swych dziejach kilkakrotnie przeżywały okresy imperialne. Dzieje tych dwóch cywilizacji to stałe przeplatanie się czasów upadku i ponownego odrodzenia. Co jakiś czas Chiny i Indie rozpadały się na małe organizmy polityczne. Po pewnym czasie pojawiał się energiczny władca, który jednoczył ogromne terytorium, często je jeszcze powiększając. Zakładał nową dynastię, która panowała następne kilkaset lat. Często władcy ci byli cudzoziemcami, barbarzyńcami. Po latach świetności przychodziły okresy osłabienia. Kończący daną dynastię władca był obalany i cykl zaczynał się od nowa. Indie w swej historii czterokrotnie tworzyły imperium, zaś Chiny sześciokrotnie.

W toku swych dziejów zajmowały (podobnie, jak i dzisiaj) ogromne obszary. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, iż status imperialny jest w wypadku tych państw czymś naturalnym. Chińczycy i Indusi to swoiste narody-cywilizacje. Powodowało to, że już sam ich obszar „rdzeniowy” był, jak na warunki europejskie wielki. Już pierwsze stworzone przez te narody imperia, jak cesarstwo Maurjów (IV – II wiek p.n.e.), czy cesarstwo Qin (III wiek p.n.e.) zajmowały terytorium porównywalne (bądź nawet większe) do Europy środkowej i wschodniej wraz z Bałkanami. Szczyt swej potęgi osiągnęły w wiekach mniej-więcej XVII – XVIII. Co ciekawe, panowały wówczas w tych państwach dynastie cudzoziemskie. W Indiach Mogołowie, zaś w Chinach Mandżurowie. Później zaczęły stopniowo popadać w zależność od mocarstw zachodu.

Tak potężne państwa miały przemożny wpływ na swoje otoczenie, a także dalej. Prowadzone przez ich władców (głównie chińskich, Indusi raczej stronili od wypraw poza własny krąg kulturowy) ofensywne kampanie wojenne umożliwiały poszerzenie swych politycznych oraz kulturowych wpływów. Powstały w Indiach hinduizm oraz przede wszystkim buddyzm promieniowały na ościenne kraje. Będące u szczytu potęgi Chiny podbiły, bądź zwasalizowały wiele sąsiednich państw np. Koreę, Wietnam, Birmę. Na terenach tych państw upowszechniały się idee konfucjańskie. Kolosalne znaczenie dla Europy miały wspominane przeze mnie na początku sukcesy chińskich i indyjskich władców w walce z najazdami Hunów. Władcy z dynastii Han i Guptów odpierając najazd koczowników, skierowali ich pochód w kierunku Europy. Przerażeni najazdem Hunów Germanie zaczęli uciekać w kierunku Imperium Rzymskiego. Prawdopodobnie, gdyby Hunowie zajęli Chiny i Indie inaczej mogłyby się potoczyć dzieje cesarstwa rzymskiego, a z nim całej Europy. Chińczycy oraz Indusi wpłynęli na dzieje Europy na przełomie IV/V wieku . Jak mogą wpłynąć na nas w wieku XXI, „wieku Azji”?

Na mocarstwowy status Chin i Indii wskazuje wiele czynników. Jeśli spojrzymy na czynniki geograficzne to mamy tu do czynienia z jednymi z największych krajów na świecie. Powierzchnia ChRL wynosi 9 596 960 km 2 (4 na świecie), zaś Indii 3 287 590 km 2 (7 na świecie). Na ogromnych obszarach znajdują się liczne, cenne dla gospodarki surowce.

Populacja Chin wynosi 1 330 044 544 ( 1 miejsce na świecie, dane z lipca 2008 roku), a populacja Indii 1 147 995 904 (2 na świecie). Oba państwa odznaczają się wysokim przyrostem naturalnym. W ChRL wynosi on 0.629% (na 1000 osób liczba urodzin wynosi 13.71, zaś zgonów 7.03). W Indiach 1.578% (22.22 urodzeń oraz 6.4 zgonów na 1000 osób). Kwestie demograficzne są szczególnie istotne przy zestawieniu tych państw z wymierającą populacją Europy.

Naturalnie bardzo ważne są dane gospodarcze. PKB Chin wynosi 7 055,079 M$ (2 miejsce na świecie), zaś Indii 3 092,126 M$ (4 miejsce na świecie). Chiński wzrost PKB pod koniec 2008 roku wynosił 9.4%, zaś Indii 8.4% (dane z lat 2006-2007). Gospodarka obu krajów staje się coraz nowocześniejsza. Mimo tego należy pamiętać, iż obywatele tych wciąż żyją biednie. PKB na jednego mieszkańca w Chinach wynosi 6 100 $, a w Indiach 2 900$, aczkolwiek społeczeństwa obu państw stają się coraz zamożniejsze.

Papierkiem lakmusowym w ocenianiu mocarstwowości danego kraju od zawsze była jego siła militarna. Chińczycy posiadają armię liczącą 2 225 000 żołnierzy oraz kolejne 800 000 w rezerwie. Do tego należy dodać liczbę ok. 375 000 000 mężczyzn w wieku od 16 do 49 lat zdolnych do służby wojskowej. Armia indyjska liczy 1 325 000 aktywnych żołnierzy oraz dalszych 1 155 000 w rezerwie. Ok. 301 000 000 Indusów jest zdolnych do noszenia broni. Naturalnie należy wziąć pod uwagę fakt, iż wojska Chin i Indii pod względem jakości uzbrojenia wciąż ustępują USA oraz pozostałym najwyżej rozwiniętym krają NATO. Nie mniej od lat oba te kraje prowadzą proces unowocześniania swych sił zbrojnych. Oba państwa dysponują arsenałem atomowym. Warto też dodać, iż kraje te rozwijają program kosmiczny. W roku 2003 Chińczycy wysłali człowieka w kosmos. Indusi w ubiegłym roku wykonali lot bezzałogowy.

Istnienie dwóch mocarstw obok siebie prowadzi z czasem do rywalizacji. Jaki ma i będzie miała charakter w wypadku Chin i Indii? W jaki sposób zaważy na stosunkach obu państw? Należy od razu powiedzieć, iż generalnie na przestrzeni dziejów stosunki kolejnych państw chińskich i indyjskich były pokojowe. Opierały się one na handlu oraz wymianie kulturalnej. To właśnie z Indii na ziemie chińskie trafił ok. I wieku n.e. buddyzm. Gdy Indie odzyskały niepodległość, a Chiny stały się państwem komunistycznym oba państwa działały w ruchu państw niezaangażowanych. Indie zrzekły się praw do Tybetu odziedziczonych po Brytyjczykach. Fakt brutalnego stłumienia powstania Tybetańczyków, ucieczka Dalaj Lamy do Indii oraz wybudowanie przez Chiny drogi łączącej Tybet z Xinjangiem przez terytorium indyjskie zaogniło stosunki obu państw. Kulminacją złych stosunków obu państw stała się stoczona jesienią 1962 tzw. wojna himalajska. Wojna ta zakończyła się zwycięstwem strony chińskiej, która powiększyła swe terytorium o rejon Aksai Chin. W następnych latach oba kraje usiłowały „szachować się” wzajemnie – Indie rozwijały bardzo dobre stosunki ze Związkiem Radzieckim (wróg ChRL w konflikcie ideologicznym w ramach obozu komunistycznego), zaś Chiny utrzymywały dobre stosunki z Pakistanem i popierał go podczas kolejnych konfliktów w rejonie Kaszmiru. ChRL użyła nawet prawa weta w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, blokując przyjęcie Bangladeszu do organizacji w roku 1972. Niejednokrotnie Pekin potępiał indyjskie próby jądrowe. Nie mniej od kilku lat jesteśmy świadkami wyraźnego ocieplenia w stosunkach obu państw.

Chiny i Indie mają powody, aby ze sobą współpracować. Ostatnie 200-300 lat minęło obu krają podobnie. Dawne mocarstwa zostały upokorzone przez zachód. Indie stały się brytyjską kolonią, „perłą w koronie imperium”. Od klęski w 1757 pod Plassey kolejne obszary półwyspu dostawały się pod kontrolę brytyjską. Z czasem część Indii znajdowało się pod bezpośrednim władaniem Wlk. Brytanii, a część pod symboliczną kontrolą indyjskich książąt. Chiny spotkał nieco inny los. Po przegraniu dwóch tzw. wojen opiumowych w połowie XIX stulecia cesarstwo stawało się coraz słabsze. Pod koniec stulecia mocarstwa podzieliły Państwo Środka na swoje strefy wpływów. Pod kontrolą słabych cesarzy pozostawała w zasadzie część centralna i zachodnia kraju. Gdy w pierwszej połowie wieku XX państwa zachodu straciły tu większość swych wpływów, dla Chin przyszedł czas zmierzenia się z potęgą Japonii. Okupując w latach 1895-1945 różne połacie Państwa Środka, Japończycy dopuścili się bestialstw równych, a może nawet przewyższających te popełnione przez Niemców i Sowietów w Polsce w latach II wojny światowej. Formalnie Chiny kolonią nigdy się nie stały, ale o pełnej suwerenności tego kraju w tym czasie mówić nie można. Nie wdając się w zbytnie szczegóły, ostatnie dwa, trzy stulecia są dla Chińczyków i Indusów głównie okresem poniżenia i porażek. Obecnie pragną odzyskać należne im miejsce w systemie międzynarodowym. Z tego powodu popierają powstanie świata wielobiegunowego w którym to ładem światowym powinien zarządzać „koncert mocarstw” z ich udziałem. Co za tym idzie sprzeciwiają się dominacji Stanów Zjednoczonych. Podczas wizyty w Indiach w roku 2005 premier Chin, Wen Jiabao określił stosunki obu krajów, jako „strategiczne kooperatywne partnerstwo na rzecz pokoju i prosperity”. Rok 2006 ogłoszono rokiem przyjaźni obu krajów. W 2008 Chińczycy (co jeszcze parę lat temu było nie do pomyślenia) wyrazili poparcie dla indyjskich starań o członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Palące w latach zimnej wojny i zaraz po konflikty graniczne wydają się być mocno wygaszonymi np. w roku 2003 Indie ostatecznie uznały przynależność Tybetu do ChRL, zaś ChRL przynależność stanu Sikkim do Indii. W wyniku porozumienia z roku 2005 oba państwa wyraziły chęć całkowitego rozwiązania kwestii granicznych w Himalajach. Pekin i Delhi uczestniczą wspólnie w inicjatywach regionalnych i subregionalnych np. w Azjatyckim Forum Regionalnym oraz grupie BCIM (Bangladesz, Chiny, Indie, Myanmar). Przypieczętowaniem współpracy obu państw są ich stosunki gospodarcze. Jeszcze w roku 1991 obroty handlowe między nimi wynosiły 265 mln $. W roku 2000 osiągnęły poziom 2,1 mld $, a sześć lat później było to już 24,9 mld $.

Elementy łączące oba mocarstwa nie mogą jednak przesłonić wielu rzeczy, które je dzielą. Oba kraje chcą zostać kontynentalnymi mocarstwami, a to już na starcie ma w sobie zalążek konfliktu. Oba państwa dzieląc Azję na swoje strefy wpływów mogą natrafić na obszary w których ich interesy najzwyczajniej będą się zderzać. ChRL wkracza w rejon strefy wpływów Indii. Bliskim sojusznikiem Państwa Środka jest Birma. Rządząca w Naypyidaw hunta wojskowa wydzierżawiła już Chinom bazę na Wyspach Kokosowych. To samo zrobił Pakistan, co dla Indii jest faktem szczególnie drażniącym. Negocjują też możliwość utworzenie podobnej bazy na Seszelach. Chiny zaczynają penetrować Ocean Indyjski, tym samym wchodząc na indyjskie „podwórko”. Mogą z czasem zacząć kontrolować szlaki handlowe na Dalekim Wschodzie, a to niesie ze sobą zagrożenie dla istnienia państwa indyjskiego. Indusi naturalnie nie pozostają dłużni. W VII 2005 roku wizytę w Waszyngtonie złożył premier Indii Manmohan Singh. W opiniach wielu obserwatorów wizyta oznaczała zmianę w stosunkach amerykańsko-indyjskich. Podpisano wówczas szereg deklaracji m.in. w zakresie pokojowego wykorzystania energii nuklearnej oraz współpracy wojskowej. Co ważne Amerykanie postanowili wznowić (wstrzymane w 1998 roku) dostawy wzbogaconego uranu do indyjskich elektrowni oraz urządzeń i technologii do budowy reaktorów. Wreszcie Indie angażują się w tzw. „oś demokracji” razem ze Stanami Zjednoczonymi, a także Japonią i Australią. Niedawno do chińsko-amerykańskiej rywalizacji o ten kraj dołączyła także Rosja. Nie bez znaczenia w rywalizacji chińsko-indyjskiej są także sprawy ustrojowe. ChRL to kraj autorytarny. Republika Indii jest demokracją, aczkolwiek nie identyczną, jak w świecie zachodnim.

Trudno jest przewidzieć, jak potoczą się w przyszłości stosunki chińsko-indyjskie. Sądzę, że można wskazać trzy scenariusze na około 20–30 lat:

* wariant azjatyckich „państw centralnych”, bądź azjatyckiego „Entant cordiale” . Chiny i Indie wspierają się wzajemnie. Chinom udaje się wprowadzić Indie do Rady Bezpieczeństwa ONZ. Stanowią wspólny front przeciwko USA. Rywalizują z amerykańskim kolosem, który w stuleciu XXI jest już słabszy, niż w XX . Nie mogąc sprostać dynamiczniejszej gospodarce znad Jangcy i Indusu, Ameryka powraca do pewnej formy izolacjonizmu. Chiny i Indie dzielą między siebie Azję. ChRL włącza metodami pokojowymi (naturalnie z pewną dawką groźby) do siebie Tajwan. Wzorem dynastii Qing rozszerzają swe imperialne wpływy w Indochinach. Indie podporządkowują sobie swoich słabszych sąsiadów – Bangladesz i Sri Lankę. W ramach „polityki równowagi”, Chiny przestają wspierać Pakistan. Widząc potęgę Indii, Islamabad jest zmuszony prowadzić wobec nich bardziej ugodową politykę. Obie potęgi zalewają swymi towarami resztę świata, w tym słabnącą i wymierającą Europę, do której chińscy i induscy bogaci biznesmeni przyjeżdżają zabawić się, pooglądać oraz kupić dzieła sztuki. Chiny zaczynają naciskać na Rosję, aby oddała im zagarnięty w XIX wieku Kraj Nadamurski. Narody Rosji w obawie przed Chińczykami zaczynają coraz intensywniej imigrować do Europy. Chiny i Indie stają się głównymi imperiami nowego wielobiegunowego ładu światowego.

* Wariant amerykańsko-rosyjsko-indyjskiej „Entant Cordiale”. Przywódcy Indyjscy zaczynają coraz bardziej obawiać się swego północnego sąsiada. Nawiązują coraz bardziej przyjazne stosunki z osłabionymi, jednak wciąż dość silnymi i aktywnymi na arenie międzynarodowej Stanami Zjednoczonymi oraz obawiającej się chińskiego ekspansjonizmu Rosją. Ameryka i Rosja wspólnie wprowadzają Indie do Rady Bezpieczeństwa ONZ, jednak w tym wariancie ona jest ich dobrym sojusznikiem. Amerykańsko-rosyjsko-indyjska „Entant Coridal” skutecznie hamuje imperialne zapędy ChRL. Rywalizacja może, ale nie musi przerodzić się w konflikt zbrojny.

* Wariant pośredni. Chiny i Indie podobnie, jak w wariancie pierwszym osłabiają USA oraz dokonują między siebie podziału Azji. Nie mniej, jak to napisałem, wcześniej przy takim podziale mogą wystąpić między nimi niesnaski. Dawny sojusz zaczyna się rozpadać. Pekin i New Dehli szukają sobie sojuszników wśród pozostałych mocarstw – USA, Rosji, najważniejszych krajów Europy (albo UE, jeśli stanie się ona państwem), Brazyli. Konfiguracje w przeciwieństwie do poprzedniego scenariusza mogą być różne. Rywalizacja dwóch bloków państw może doprowadzić do wojny światowej, aczkolwiek nie musi.

Każdy z tych scenariuszy jest prawdopodobny. Jako że osobiście raczej nie wierzę w spełnianie się radykalnych wizji w polityce międzynarodowej, optuję za wariantem drugim, bądź trzecim. Z jednej strony sądzę, iż zbyt pociągająca dla obu państw będzie pokusa jak największego osłabienia amerykańskiego kolosa, aby się z nim układać. To Ameryka symbolizuje świat zachodni. Siłę, która w róznych szatach (m.in brytyjskich, francuskich, rosyjskich) upokarzała ich przez ostatnie 200-300 lat. Gdy, jednak zagrożenie amerykańskie nie stanie się już tak duże, sami mogą stać się dla siebie zagrożeniem. I jedni i drudzy mają ponad miliardową populację (w ciągu przyszłego stulecie ta jeszcze się zwiększy), ogromną gospodarkę. Aby trwać i się rozwijać potrzebują np. nowych surowców. Trudno jest się podzielić tak, aby i jedna i druga strona była wystarczająco zadowolona. Z tego powodu będą poszukiwać na całym świecie sojuszników w tym zapewne wciąż dość silnych USA. Czy między Chinami i Indiami oraz ich sojusznikami dojdzie do poważnego konfliktu zbrojnego? Jest to prawdopodobne, ale zważywszy na fakt, że wszyscy mają (albo będą mieć) broń nuklearną myślę, że będą starać się postępować rozsądnie. Przynajmniej mam takową nadzieję. Mimo różnic występujących w trzech powyższych wariantach jedno raczej jest pewne. W nadchodzących latach Chiny i Indie będą ze sobą najpewniej współpracować. Imperialne ambicje obydwu narodów w przyszłość ostudzi kryzys gospodarczy.

Wiele wskazuje na to, że będziemy żyć w „stuleciu Azji”. Stuleciu w którym narody tego kontynentu (przynależące do różnych kręgów cywilizacyjnych) będą nadawać kierunek i ton przyszłemu światu w różnych układach. Jesteśmy Ammianusami Marcelinusami. Gdy on oraz jego rodacy spoglądali na hordy Hunów, Wandalów, Gotów zastanawiali się w jakim języku będą mówić ich wnuki. Jak często dziś my się nad tym zastanawiamy?
Czytany 11484 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04