czwartek, 16 listopad 2017 13:00

ROBERT POTOCKI: Paleopolityka Patricka Buchanana

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Zdaniem Dariusza Serówki, wyrażonym w 2003 roku w Wielkiej Piaskownicy, w XXI wieku przed Stanami Zjednoczonymi wyłaniają się cztery potencjalne scenariusze glo-balnego zaangażowania:

1. Przywództwo oparte na zasadach stabilności hegemonicznej – w tej opcji świa-towy pokój jest przede wszystkim kwintesencją dysproporcji potęgi USA wobec innych podmiotów geopolitycznych i dlatego największym niebezpieczeństwem dla tego sce-nariusza byłoby pojawienie się kontestatora, zdolnego do rywalizacji globalnej na płaszczyźnie militarnej, gospodarczej, politycznej i kulturowej. Zwolennicy tej opcji wyznają równocześnie pogląd, że strategia ta wymaga zaangażowania Waszyngtonu w kwestię nierozprzestrzeniania broni masowej zagłady (gdyż generuje ona koszty in-terwencjonizmu), utrzymania wojskowej obecności w Europie i na Dalekim Wschodzie oraz politycznej w Eurazji;
2. Rola lidera w świecie strategicznej współzależności – fundamentem tego założe-nia jest twierdzenie, iż globalny pokój jest niepodzielny, w związku z tym w żywotnym interesie Stanów Zjednoczonych leży ograniczenie zbrojeń konwencjonalnych oraz utrzymanie zasady nieproliferacji broni masowego rażenia. Ważnym elementem tej opcji jest równocześnie budowanie bezpieczeństwa opartego na współpracy, zaufaniu oraz przejrzystości funkcjonowania sił zbrojnych. Zwolennicy tego programu postulują rozwój nowych technologii wojskowych w celu ograniczenia zdolności zabijania, na-cisk opinii publicznej na państwa zagrażające pokojowi oraz promowanie demokracji, jako najskuteczniejszego mechanizmu zapobiegania konfliktom zbrojnym;
3. Selektywne zaangażowanie oparte o koalicje chętnych – zasadniczym celem tej wariancji, jak oceniają go jego zwolennicy, jest pośrednie wpływanie USA na zapobie-ganie niekontrolowanej rywalizacji między wielkimi potęgami. Scenariusz ten jest opar-ty na założeniu, że konflikty polityczno-militarne w Europie i na Dalekim Wschodzie nie tylko, że zmusiły Stany Zjednoczone do interwencji strategicznej, to jeszcze stały się przyczyną dwóch wojen światowych. W związku z tym, aby nie dopuścić do po-wstania na obrzeżach Eurazji nienasyconej potęgi zdolnej do przejęcia znacznych za-sobów kontynentalnych, zadaniem Waszyngtonu jest wspieranie mocarstw optujących za zachowaniem status quo;
4. Samoograniczenie postimperialne oparte o neoizolacjonizm – zwolennicy tego założenia wychodzą z przekonania, że podstawowym wyzwaniem USA jest zapewnie-nie własnego bezpieczeństwa narodowego (Fortress America), obrona amerykańskiego stylu życia oraz dobrowolna rezygnacja z roli światowego hegemona. Zwolennicy tego wariantu wychodzą z założenia, że wraz z upadkiem ZSRR w 1991 roku nie istnieje już globalne zagrożenie dla Waszyngtonu, a gdyby nawet w niedalekiej przyszłości po-jawiło się takie zagrożenie na terenie Wyspy Świata, to pozostałe mocarstwa na obu krańcach Eurazji i tak będą usiłowały przeciwdziałać temu zjawisku w imię polityki równowagi sił. Także wycofanie Stanów Zjednoczonych, jak mniemają zwolennicy te-go scenariusza, ma na celu ograniczenie ryzyka uwikłania się w kosztowny i długo-trwały konflikt zbrojny .
Jednak w praktyce jest jeszcze jedna – piąta opcja geopolityczna dla USA – repre-zentowana przez nurt, który możemy umownie określić mianem nieinterwencjonizmu. Jednym z czołowych analityków, którzy wyrażają swe obawy na tle globalnego zaan-gażowania USA z powodu groźby imperialnego przerostu („nadwyrężenia imperialne-go") jest urodzony 2 XI 1938 roku w Waszyngtonie paleokonserwatysta i anglosfery-sta Patrick Joseph „Pat" Buchanan. Wspomniany pisarz i komentator polityczny był swego czasu doradcą politycznym trzech prezydentów: Richarda Nixona, Geralda For-da i Ronalda Reagana. W latach 1992 i 1996 zabiegał on o nominację republikańską w wyborach głowy państwa, jednak dopiero w 2000 roku udało mu się zyskać odpo-wiednie poparcie w ramach Reform Party . Ponadto jest on założycielem czasopisma „The American Conserwative" oraz fundacji The American Causa. Na początku XXI wieku jest głównie znany jako wpływowy komentator i publicysta polityczny MSNBC, gdzie występuje w programach: Morning Joe oraz The McLaughlin Group . Często także krytykuje politykę zagraniczną USA w TV „Russia Today". Jego rozważania geopolityczne ogniskują się wokół trzech elementarnych zagadnień: USA jako teren ekspansji geokulturowej generalnie związanej z koncepcją „Zmierzchu Zachodu", ko-nieczności samoograniczenia Waszyngtonu w polityce globalnej oraz perspektywie Pax Post-Americana.

I. Zmierzch Zachodu
Patrick Buchanan ukazuje nam pesymistyczną wizję dotyczącą przyszłości cywili-zacji atlantyckiej, wpisując się w nurt intelektualny reprezentowany przez Oskara Spenglera . Mówiąc o „śmierci Zachodu" diagnozuje on kondycję współczesnej kultu-ry judeochrześcijańskiej oraz poszukuje dróg wyjścia z głębokiego kryzysu ideowego i społecznego. Zdaniem tego paleokonserwatysty pojęcie Zachodu obejmuje Anglome-rykę, Europę, Australię wraz z Nową Zelandią oraz Izrael, Japonię i Rosję, nie precyzu-jąc bliżej kryteriów tegoż wyboru . W tym miejscu może oczywiście zastanawiać włą-czenie do tego systemu Rosji, Japonii, czy Izraela, a z drugiej strony odrzucenie przez niego Latynomeryki (ze szczególnym wykluczeniem kultury katolicko-hiszpano-języcznej) . Zdaniem autora tegoż studium, kluczem nie jest jednak kryterium religijne, czy też technokratyczne, lecz pojęcie rasy – białej rasy. Jedynym wyjątkiem jest tu jednak Japonia po 1945 roku nierozerwalnie związana z systemem euratlantyckim. Centrum tego świata stanowią oczywiście Stany Zjednoczone, które są najbardziej na świecie rozwiniętym krajem pod względem gospodarczym, naukowo-technologicznym i militarnym.
Zdefiniowany przez P. Buchanana kryzys Zachodu obejmuje zatem cztery zasad-nicze odsłony: (1) Zapaść demograficzną; (2) Masową migrację z krajów Południa, która zmienia oblicze etniczno-społeczne państw Północy; (3) Relatywizację kultury klasycznej oraz (4) Rozpad państwa narodowego wobec procesów globalizacji . Naj-gorszy jest jednak – co podaje za Jamesem Burnhamem – brak wiary we własne moż-liwości oraz zanik woli przetrwania cywilizacji atlantyckiej . „Człowiek Zachodu – pi-sze nasz autor – uwolniony od obowiązków cywilizowania i chrystianizowania ludzko-ści, pławiąc się w luksusie i rozpasaniu, zdaje się tracić wolę życia i najwyraźniej pogo-dził się z nieuchronnie nadciągającą śmiercią" . Swoje rozważania nasz paleokonser-watysta rozpoczyna od dość prozaicznego stwierdzenia, iż przez całe stulecia o prężno-ści cywilizacyjnej Zachodu stanowiła duża dzietność oraz model wielopokoleniowej rodziny monogamicznej odwołującej się do wartości judeochrześcijańskich. To także w powszechnym odczuciu stanowiło zarówno o statusie społecznym i majątkowym, jak i było widocznym znakiem „błogosławieństwa Boga". Jednakże pod wpływem li-beralnej Rewolucji– takim mianem określa współczesne ruchy dekonstruktywistyczne – „[...] coraz więcej kobiet Zachodu przyjmuje niechęć do posiadania dzieci za swą na-czelną zasadę życiową" . W konsekwencji cywilizacja euratlantycka wybrała drogę samo-ludobójstwa , z powodu zachodzących przemian gospodarczych odwołujących się do koncepcji II fali Tofflerowskiej, odrzucenia filozofii „płacy rodzinnej", multa-zjanizmu, feminizmu, kultury popularnej lansującej permisywizm i upadku ładu mo-ralnego – gdzie zamiast umiarkowania, zaczęto głosić hedonizm i samodoskonalenie kosztem tradycyjnie pojmowanych wartości rodzinnych i społecznych . Pierwszą in-stytucjonalną „ofiarą" tych przemian stała się rodzina, której miejsce coraz częściej zajmowały nieformalne związki partnerskie.

                       MAPA 1. Koncepcja nowego Zachodu

Obraz1

Źródło: Z. Brzezinski, Strategic Vision: America and Crisis of Global Power, New York 2012, s. 154.

„Co głosi i czego uczy – zadaje tu pytanie nasz paleokonserwatysta – ta nowa reli-gia [...], która przyleciała do nas na skrzydłach rewolucji? [...]. Po pierwsze, ta nowa wiara pochodzi z tego świata, głoszona jest przez ludzi tego świata i dotyczy wyłącznie doczesnego świata. Odmawia uznania jakiegokolwiek wyższego porządku moralnego, czy moralnego autorytetu. Jeśli chodzi o świat przyszły, chętnie odda go chrześcijań-stwu i innym tradycyjnym religiom pod warunkiem, że będą się trzymać z dala od ży-cia publicznego i od szkół [...]. Każde społeczeństwo ustala swój własny kodeks moral-ny, pasujący do jego własnych czasów [...]" . Następnie zauważa on, iż współczesna sfera publiczna uznaje w praktyce dwa podstawowe „przykazania miłości": (1) Wszystkie style życia są równoprawne oraz (2) Nie będziesz osądzał! W konsekwencji w życiu społecznym dominującą filozofię stanowi moralny, etyczny i kulturowy rela-tywizm, który zajmuje się propagowaniem wszelkiego rodzaju form wolności oraz po-wszechnej równości. Pat Buchanan nie waha się w tym momencie wskazywać, iż ta nowa ideologia jest w rzeczywistości formą „świeckiej religijności", która swymi korze-niami sięga rewolucji francuskiej (1789–1799) oraz ideologii XIX-wiecznego socjali-zmu. Za winnych tej współczesnej Rewolucji uważa on „czterech jeźdźców Apokalip-sy": György Lukácsa – prekursora „rewolucji seksualnej", Antonio Gramsciniego – ini-cjatora przemian kulturowych za pomocą „marszu poprzez instytucje", Szkołę Frank-furcką z jej Teorią krytyczną – za propagowanie „pesymizmu kulturowego" oraz Her-berta Marcuse – ideologa protestów studenckich z 1968 roku. Wszystkich tych intelek-tualistów łączy – jak sugeruje to geopolityk – kulturowy marksizm oraz krytyczne (wręcz destrukcyjne) spojrzenie na historię Zachodu, szczególnie zaś jego cywilizację opartą na wartościach religijnych (dyktatura relatywizmu) .
To hedonistyczne pojmowanie wolności miało jednakże swoje poważne konse-kwencje nie tylko w podważaniu tradycyjnych wartości społecznych i rodzinnych, lecz także w depopulacji świata euratlantyckiego. „Chociaż ludzie Zachodu – diagnozuje paleokonserwatysta – zaczynają umierać, wolne miejsca w Domu Zachodu nie będą jednak długo pozostawały puste" . Powoduje to dwojaki skutek. Po pierwsze – przy relatywnym starzeniu się społeczeństw następuje stopniowy wzrost obciążeń społecz-nych, które w dalszej perspektywie nie tylko prowadzą do wzrostu fiskalizmu, lecz wręcz do niewydolności instytucjonalnej państwa. Pogłębianie deficytu finansowego prowadzi nie tylko z kolei do odkładania rozwiązania tych problemów ad Grecias Ca-lendas, lecz daje społeczeństwom Zachodu ułudę „pasjonarnej normalności", kosztem nadmiernej konsumpcji dorobku poprzednich pokoleń oraz „życia na kredyt", który będzie spłacany przez następne pokolenia. Po drugie wreszcie – w przypadku dużej lu-ki demograficznej wspomniane niedobory zostaną uzupełnione przez obcych kulturo-wo imigrantów. Co prawda P. Buchanan zbywa milczeniem, iż w sensie kulturowym Europę (w starożytności) i USA (w XIX wieku) stworzyły całe rzesze przybyszów, jed-nakże w ówczesnych okolicznościach ulegali oni stopniowej asymilacji w otaczającym ich środowisku religijno-kulturo-wym, którego pragnęli być pełnoprawnymi uczestni-kami. Natomiast współcześnie pisząc o przemianach demograficznych przestrzeni postsowieckiej używa pojęcia „katastrojka" na oznaczenie zagrożenia islamskiego w regionie transkaspijskim oraz chińskiego na rosyjskim Dalekim Wschodzie. W konse-kwencji dla panowania europejskiego Syberia wydaje się regionem „spisanym na stra-ty". W tym miejscu warto jest także odnotować fakt, iż zdaniem niektórych geopolity-ków, deeuropeizacja tego obszaru może doprowadzić do secesji terenów zabajkalskich na rzecz ChRL .
Jeszcze więcej słów krytycznych znajdujemy pod adresem Europy. Patrick Bucha-nan stwierdza tu bez ogródek iż Stary Kontynent to „chodzący trup", gdyż „Czas Eu-ropy się skończył. Napływające masowo migracje świata islamskiego tak bardzo zmienią skład etniczny [...], że Europejczycy będą zbyt sparaliżowani groźbą terrory-zmu, żeby interweniować w Afryce Północnej [...]. Przy zmniejszającej się populacji i coraz mniejszej liczbie dzieci, Europa nie ma żywotnego interesu usprawiedliwiającego wysyłanie dziesiątek tysięcy młodych ludzi na wojnę, jeśli nie zostali oni bezpośrednio zaatakowani. Przy obecnym wskaźniku urodzeń populacja Europy w 2100 roku bę-dzie mniejsza niż jedna trzecia obecnego stanu. Europa wybrała la dolce vita. Lecz skoro Europejczycy są tak dalece nie zainteresowani własnym przetrwaniem [...], to dlaczego Amerykanie mieliby bronić Europy [...]? Tak więc Europejczycy będą nadal prowadzili życie na wysokiej stopie, aż w końcu się wypalą. Europa przyjęła swoje przeznaczenie [...]. Europejczycy nie planują swego dalszego istnienia jako bardzo istotnej rasy. Czego więc tu bronimy? Zachodniej cywilizacji? Przecież decydując, że nie chcą mieć dzieci, Europejczycy dobrowolnie zaakceptowali koniec swej cywilizacji, który nastąpi w XXII wieku" . Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, iż jest to jeden z naj-bardziej pesymistycznych scenariuszy dla tego kontynentu, z jakim w ogóle zetknął się autor niniejszego studium. I co warto odnotować – nasz tytułowy paleokonserwatysta nie pisze o możliwości, lecz o „nieuchronności historycznej" . Jej jedyną alternatywą pozostaje zatem Eurabia i islamizacja zachodniego Rimlandu .
O ile jednak Pat Buchanan „Starą" Europę zdecydowany jest „spisać na straty", o tyle w przypadku Stanów Zjednoczonych proponuje „konserwatywną kontrrewolu-cję", w celu uniknięcia syndromu „starożytnego Rzymu". Tym niemniej jego diagnoza dotycząca tego państwa jest równie pesymistyczna. Zasadniczych następstw Rewolu-cji upatruje on przede wszystkim w pojawieniu się kwestii latynoskiej, którą sprowadza głównie do „meksykańskiego rewizjonizmu" oraz podeptania przez rządzących – pod pretekstem politycznej poprawności – i zrelatywizowaną liberalną mniejszość funda-mentalnych praw rządzących Starą Republiką . W pierwszej kolejności geopolityk ten zajmuje się kwestią Huntingtonowskiego „zderzenia cywilizacji" i dlatego też na grunt krajowy przenosi on problem kształtowania się dwóch narodów na obszarze USA: amerykańskiego – odwołującego się do tradycyjnych wartości protestantyzmu anglo-saskiego oraz mexyrykańskiego – emigrantów latynoskich lub ich potomków (głównie Meksykanów, stąd także nazwy Mexymeryka, Ameksyka), którzy czerpnią swą spu-ściznę z tradycji amerykanidzkiej, religii katolickiej oraz kręgu języka hiszpańskiego. Inność tej kwestii w porównaniu do europejskiej, czy też dalekowschodniej migracji polega na tym, że rozgrywa się ona w najbliższym sąsiedztwie oraz jest związana z nie-legalnością, stałością, historyczną obecnością oraz koncentracją regionalną. Obawy autora mają równocześnie podwójne oblicze. Z jednej strony obawia się on dezintegra-cji terytorialnej własnego kraju, gdyż w latach 30. i 40. XIX wieku upokorzony Meksyk zmuszony był pogodzić się z ówczesna utratą Teksasu, Kalifornii oraz całego Połu-dniowego Zachodu (Cesja Meksykańska). Z drugiej zaś wskrzesza on także stare pro-testanckie mity na temat katolicyzmu, jako religii obcej kulturze i historii Stanów Zjed-noczonych . W przypadku kwestii latynoskiej zwraca on uwagę, iż tolerowanie przez władze federalne i stanowe nielegalnej migracji stanowi nie tylko ważny problem spo-łeczno-ekonomiczny, lecz także polityczny, gdyż przybysze oczekują uznania swego statusu prawnego, obywatelskiego, praw kulturowych i językowych, przy zachowaniu poczucia więzi z krajami pochodzenia . W konsekwencji powstaje podatny grunt do „samostanowienia narodowego" w myśl zasady: podwójne obywatelstwo – podwójna tożsamość – podwójna lojalność . W tej sytuacji głosi on wręcz potrzebę odparcia tej „pełzającej inwazji" z południa, i to przy pomocy dość radykalnych przedsięwzięć i środków .
Poczuciu zagrożenia etnicznego towarzyszy także – zdaniem Pata Buchanana – re-latywizacja przestrzeni publicznej, która przybiera obraz konfrontacji między tym co klasyczne w kulturze amerykańskiej (właściwie angloamerykańskiej) a procesami glo-balizacyjnymi. Tu pierwszą linią „frontu" jest pamięć historyczna i jej reinterpretacja w duchu poprawności politycznej oraz liberalne wysiłki na rzecz ograniczenia religijności „zastraszonej większości" wyłącznie do sfery prywatnej. W konsekwencji kilka dekad nieustannych ataków na tradycjonalizm religijny, feminizacja kobiet, pozytywna afirmacja mniejszości etnicznych i określonych grup społecznych oraz emancypacja młodzieży spod władzy rodzicielskiej doprowadziły do sytuacji, gdzie zagrożone są nie tylko podstawy instytucjonalne państwa narodowego i jego filozofii, lecz i jego fun-damenty egzystencjalne. W rezultacie też otrzymujemy obraz Stanów Zjednoczonych jako kraju rozszczepionego kulturowo i przeżywającego kryzys „religii obywatelskiej", spadek znaczenia Kongresu oraz rozkwit „dyktatury sądowej" .

                     MAPA 2. Rozszczepienie kulturowe USA

Obraz2

Źródło: G. Friedman, Następne 100 lat: Prognoza na XXI wiek, Warszawa 2009, s. 256.

Dla tego etapu naszych rozważań – poświęconego kondycji geocywilizacyjnej Za-chodu – warto dodać, iż przesłanie Patricka Buchanana, znalazło swe „potwierdzenie" w równie dyskusyjnej rozprawie Samuela Huntingtona Kim jesteśmy? Autor ten wy-chodzi bowiem z założenia, iż z czterech składników składających się na istotę ame-rykańskiej tożsamości: rasa i przynależność etniczna już nie istnieją, kultura znajduje się w „stanie oblężenia", zaś ideologia jest zbyt słabym spoiwem w sytuacji, gdy za-chwiano podstawami trzech pozostałych . Z drugiej także strony „Amerykańskie ży-cie publiczne w coraz większym stopniu przypomina arenę, na której rządy krajów po-chodzenia diaspor oraz same diaspory usiłują kształtować politykę USA tak, aby sprzyjała ona interesom tych krajów [...]. Im większy jest wpływ USA na politykę świa-tową, tym bardziej Ameryka staje się areną tej polityki [...] i tym mniejsza jest zdol-ność Ameryki do określenia swoich interesów narodowych [...]" . W konsekwencji, z powodu przemian geocywilizacyjnych, maleje nie tylko atrakcyjność kulturowa Sta-nów Zjednoczonych , lecz ponadto – zdaniem niektórych autorów – wchodzimy w epokę odznaczającą się zmierzchem dominacji Zachodu, kosztem emancypacji wiel-kich kultur Wschodu . Jednakże z perspektywy historii cywilizacji należy zauważyć, iż w zasadzie każdy projekt imperialny oraz kulturowy zawiera w sobie zarówno ziarna wzrostu, jak i zaniku. Także każda – nawet negatywna – diagnoza współczesnej kon-dycji cywilizacyjnej nie musi koniecznie oznaczać końca trwania tej formacji kulturo-wo-przestrzennej, lecz jej „oscylację" – jak głosi to P. Buchanan – gdyż jak pokazują to dzieje powszechne, te upadają w ściśle określonych sytuacjach i uwarunkowa-niach .
„Nade wszystko jednak, aby obronić swoją kulturę, swój system wartości i swój sposób życia, trzeba wierzyć, że są lepsze od innych. Życzliwa tolerancja dla odmien-ności nie jest odmową wierności temu co moje. Nie wiedzą tego tylko ci, którzy powia-dają, że w dzisiejszym świecie – wszystkiego on już doświadczył i do wszystkiego się rozczarował – nie ma większej różnicy między dobrem a złem, prawdą a zmyśleniem, a każdy bełkot jest godną wysłuchania opowieścią. Upadają pod zalewem barbarzyń-ców tylko te cywilizacje, które utraciły wiarę w sens swojej kultury, poczucie racji i własnej misji cywilizacyjnej. Ich elity przywódcze potrafią jedynie bronić osiągniętego stanu posiadania, ich elity duchowe zatraciły już moralność na rzecz «politycznej po-prawności», ich świetnie wyposażone armie nie składają się już z «wielkich wojowni-ków». Dlatego czeka je klęska" .

II. Miraże imperium
Źródła współczesnych zagrożeń dla USA – jak konstatuje Patrick Buchanan – ma-ją jednak nie tylko charakter wewnętrzny, lecz i są konsekwencją „grzechu pychy", gdyż „Nawet Imperium Brytyjskie w zenicie swojej potęgi nie zdominowało świata w takim stopniu, jak jest to dane obecnie Stanom Zjednoczonym [...]. Wszystkie imperia XX wieku odeszły w przeszłość. Jedynym, któremu udało się przetrwać, jest imperium amerykańskie [...]. «Choć bycie Wielką Potęgą oznacza możliwość toczenia Wielkiej Wojny, jedynym sposobem, aby ową Potęgą pozostać, jest nieprzystępowanie do jej prowadzenia»" . W jego ujęciu przestrogą dla Waszyngtonu powinien być los impe-rium brytyjskiego, które przystąpiło chociażby do II wojny światowej jako pierwsze mocarstwo świata, a zakończyło ją jako „słabszy kuzyn". Patrick Buchanan wycho-dził bowiem z założenia, że kwestia Gdańska nie była warta sprowokowania kolejnego konfliktu globalnego, który w gruncie rzeczy przyniósł klęskę polityczną dla całej Eu-ropy . Jego zdaniem USA są „ostatnim supermocarstwem", gdyż w XIX–XX wieku konsekwentnie trzymały się z daleka od wielkich konfliktów zbrojnych, jednakże od czasów zakończenia zimnej wojny zdają się one podążać ścieżkami utartymi przez in-ne potęgi. Dlatego też zasadniczo wychodzi on z założenia, iż „nowy amerykański im-perializm" jest specyficznym „produktem" Pax Americana oraz jego „mrzonek" o glo-balnym imperium. Dlatego też kolejnym paradygmatem geopolitycznym znajdującym się w centrum rozważań tytułowego paleokonserwatysty jest doktryna George'a Busha jra, którą określa mianem „demokratycznego imperializmu" .
Autor ten jednak zdaje się pomijać milczeniem fakt, iż koncepcje polityki zagra-nicznej prezydenta George'a Busha jra (2000–2008) zdają się do pewnego stopnia wypływać z amerykańskiej tradycji i myśli strategicznej . Pozostaje faktem, iż z per-spektywy ładu globalnego Stany Zjednoczone wkroczyły na arenę międzynarodową stosunków późno – blisko stulecie od swego utworzenia. Wcześniej jednak, tak gloryfi-kowane przez Patricka Buchanana, samoograniczenia Starej Republiki były w pierw-szej kolejności konsekwencją ówczesnego położenia strategicznego na peryferiach sys-temu światowego, „wyspiarskiego" charakteru kraju, relatywnie słabego rządu federal-nego oraz braku konkurencji mocarstwowej w zachodniej hemisferze. Niemniej USA do czasów wojny secesyjnej pokazały swój imperialny charakter prowadząc chociaż-by konsekwentną ekspansję w kierunku Pacyfiku (czego główną ofiarą stał się przede wszystkim ówczesny Meksyk) oraz systematycznie rozbudowując swój potencjał eko-nomiczny. Dlatego też nie bez pewnych racji zauważył P. Kennedy: „Niemilitarny cha-rakter [ówczesnych] Stanów Zjednoczonych przesłania fakt, iż samo istnienie tego kra-ju mogło stanowić zagrożenie strategiczne na dużą skalę" . Już sam rozwój terytorial-ny Stanów Zjednoczonych w XIX wieku pokazał, iż z republiki posiadającej uniwer-salne przesłanie przekształciły się one w potęgę kontynentalną, z którą liczyło się na obszarze Panameryki nawet Imperium Brytyjskie .
Następnym etapem było podjęcie przez USA budowy – zwłaszcza kosztem posia-dłości hiszpańskich – „imperium morskiego", głównie na Pacyfiku (1898–1941), prze-de wszystkim w myśl koncepcji talassokratycznych Alfreda Mahana . W tej sytuacji „Nie ulega wątpliwości, iż spośród wszystkich zmian w światowym układzie sił w końcu XIX i na początku XX w[ieku] najważniejszy dla przyszłości globu był wzrost sił Sta-nów Zjednoczonych [...]. Temu wzrostowi potęgi przemysłowej i rozwojowi handlu za-granicznego [...] towarzyszyły [...] zwiększona pewność siebie [...] dyplomacji i retoryka [...] w stylu Weltpolitik. Teza, że Amerykanie wyróżniają się wśród narodów świata szczególnym darem – wysoką moralnością – i że dzięki temu ich polityka zagraniczna znacznie przewyższa politykę Starego Świata, przeplatała się z darwinizmem społecz-nym oraz argumentami rasistowskimi [...]. Naprawdę nową cechą polityki zagranicznej USA w tym okresie było podejmowanie interwencji oraz uczestniczenie w wydarze-niach poza półkulą zachodnią" . Proces ten ilustruje tabl. 1.
Jeszcze dalej idzie w swych konstatacjach S. Huntington, który stwierdza wprost, iż: „Pod koniec XIX wieku Ameryka stała się jednak mocarstwem światowym. Dopro-wadziło to do dwóch przeciwstawnych skutków. Z jednej strony [...] Ameryka nie mo-gła ignorować zasad polityki siły [...]. Jednocześnie to, że [..] wyrosła na wielkie mocar-stwo, pozwalało jej szerzyć za granicą wartości i zasady moralne, na których pragnęła zbudować własne społeczeństwo [...]. Związek między realizmem a moralizatorstwem stał się więc podstawowym zagadnieniem amerykańskiej polityki zagranicznej [...], gdy Amerykanie [...] zmienili definicję swego kraju z «ziemi obiecanej» na «państwo krzy-żowców»" .

             TABL. 1. Terytoria przejęte przez USA w latach 1803–1867
Obraz3
1 – Wybrzeże Pacyfiku na południe od 49 równoleżnika

Źródło: N. Fergusson, Kolos: Cena amerykańskiego imperium, Warszawa 2010, s. 74.

W konsekwencji zatem musimy przyznać, iż Patrick Buchanan idealizuje prze-szłość Starej Republiki. Wracając zatem do zasadniczego nurtu naszych rozważań na-leży odnotować fakt, iż w pierwszej kolejności geopolityk ten poddaje krytycznej ana-lizie wspomnianą już doktrynę „demokratycznego imperializmu". Generalnie opowia-dał się on zatem za polityką nieinterwencji w myśl zasady „[...] przemawiać łagodnie, ale z potężnym kijem w garści" . Omawiając doktrynę Busha zwraca uwagę na jej dwa zasadnicze elementy. Po pierwsze analizując przemówienie prezydenta z 2 VI 2002 roku wygłoszone do absolwentów West Point zwraca on uwagę, iż celem Sta-nów Zjednoczonych nie jest wywoływanie wojen prewencyjnych w imię światowego pokoju, ani tym bardziej szerzenie „sprawdzającego się modelu rozwoju", lecz prowa-dzenie polityki odwołującej się do dwóch cnót kardynalnych: umiarkowania i roztrop-ności. Z kolei krytykując Strategię Bezpieczeństwa Narodowego z 21 IX 2002 roku , zwraca on uwagę przede wszystkim na fakt, iż w odniesieniu do „krajów bandyckich" – Kuby, Libii, Syrii, Iraku, Iranu i Korei Północnej – Waszyngton zastrzegł sobie prawo do samoobrony poprzez wykonanie potencjalnego uderzenia wyprzedzającego w sy-tuacji (nawet domniemanego) poczucia zagrożenia. Innym dobitnym zarzutem jest stwierdzenie, iż każda potencjalna kontrpotęga, która tylko zaryzykuje rzucenie wy-zwania Stanom Zjednoczonym musi się liczyć z odpowiednią reakcją wojskową USA . „Oto imperialny dekret supermocarstwa – pisze P. Buchanan – które wykorzy-stuje obecną supremację, aby uczynić z siebie Lorda Protektora Świata" . W sumie sprowadza on wspomnianą geostrategię do czterech zasadniczych postulatów:
1. Wojna z terroryzmem jest konfliktem między dobrem a złem i nie zakończy się dopóki nie zostaną zlikwidowane wszystkie organizacje terrorystyczne, zaś kraje udzie-lające im schronienia i pomocy odpowiednio ukarane;
2. Żadnemu państwu bandyckiemu (Iran, Irak, Korea Północna) nie wolno jest po-siadać broni masowego rażenia, gdyż Stany Zjednoczone w takim przypadku zastrze-gają sobie prawo dokonania uderzenia wyprzedzającego oraz rozpoczęcia wojny pre-wencyjnej z reżimem, który będzie o nią zabiegał;
3. Wraz z kampaniami wojennymi w Afganistanie i Iraku (2003) oraz wspieraniem „rewolucji obywatelskich" w Gruzji (2003) i Ukrainie (2004) USA rozpoczęły światową krucjatę demokratyzacyjną, co stanowi początek budowy liberalnego Imperium Mun-di;
4. Celem budowy nowego ładu globalnego jest trwałe ustanowienie Pax Americana i niedopuszczenie do pojawienia się odpowiedniej kontrpotęgi. W tym ostatnim przy-padku autor „spisuje na straty" Unię Europejska, lecz jako potencjalnych rywali wska-zuje wyraźnie na ChRL oraz w mniejszym stopniu Rosję .
W podsumowaniu stwierdza bez najmniejszych ogródek: „Powiedzmy wprost: to czysta utopia. Demokratyczny imperializm, który wykrwawi naszą republikę i dopro-wadzi ją do bankructwa i izolacji, jest odrzuceniem mądrości Ojców Założycieli [...]. Stanowi amerykańską odmianę doktryny Breżniewa [...]" . Krytykując doktrynę autor nie oszczędza także administracji prezydenckiej, jak i ruchu neokonserwatywnego, który oskarża o zawłaszczenie polityki zagranicznej, uniwersalny misjonizm oraz pro-klamowanie „IV wojny światowej" z „islamo-faszyzmem" .
Patrick Buchanan nie ukrywa przy tym, że katalog zobowiązań sojuszniczych USA wobec świata jest jednak dużo większy: (1) Umowa o obronie całej Europy, w tym re-publik nadbałtyckich w przypadku agresji Rosji (NATO); (2) Deklaracja o utrzymaniu pokoju na Półwyspie Bałkańskim, ze szczególnym uwzględnieniem wspierania niepod-ległości Kosowa; (3) Zobowiązanie do obrony Izraela – który jest „sztucznym tworem" – przed jego wrogami zewnętrznymi; (4) Zlikwidowanie problemu nuklearyzacji Iranu i Korei Północnej; (5) Przeprowadzenia state-building w Iraku i Afganistanie oraz zaini-cjowanie tam porządku demokratycznego; (6) Trwanie na straży niepodległości Taj-wanu, przed atakiem ChRL, pomimo uznania tej wyspy za część Chin oraz (7) Umowa o obronie Republiki Korei i Japonii w wypadku agresji północnokoreańskiej lub chiń-skiej .W jego ujęciu: „W istocie jest to recepta na «nieustanną wojnę w imię wiecznego pokoju»" , gdyż wynika to z kolejnego założenia paleopolityka, iż „Ameryka przejęła na siebie historyczną rolę Niemiec w powstrzymaniu ekspansji rosyjskiej w Europie, Imperium Habsburgów w zaprowadzeniu pokoju na Bałkanach, Imperium Brytyjskie-go w kontrolowaniu mórz i zapewnieniu bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej, Imperium Ottomańskiego w utrzymaniu pokoju na Środkowym Wschodzie, imperialnej Japonii w obronie Korei i powstrzymywaniu Chin oraz Hiszpańskiego Imperium w tonizowaniu Ameryki Łacińskiej [...]. Ameryka osiągnęła etap, w którym rozpoczyna się imperialny przerost. Przekroczyliśmy granicę dzielącą republikę od imperium. Nie sposób będzie je utrzymać; nieuchronnie przyjdzie nam się z niego wycofać. Jeżeli teraz nie pozbędzie-my się owych zobowiązań, amerykańskie imperium spotka identyczny los, jak francu-skie imperium w Algierii, brytyjskie [...] w Indiach i sowieckie [...] w Afganistanie" .
Tym co jednak najbardziej przeraża Patricka Buchana w amerykańskim projekcie imperialnym, to problem jego „nadwyrężenia" . Autor ten nieustannie napomina, że „grzech pychy" i nadmierne zadufanie oraz branie na siebie zobowiązań znacznie przekraczających potencjał Waszyngtonu i jego interesy narodowe nie tylko doprowa-dzi do „rozproszenia potęgi", ale wręcz do upadku Republiki. Pamiętajmy przy tym, że równocześnie – w jego opinii – Stany Zjednoczone – są nieustannie osłabiane od we-wnątrz wskutek kosmopolityzacji elity politycznej, rewolucji kulturowej oraz rozdarcia narodowego. Z jednej zatem strony napomina – przypominając losy imperiów euro-pejskich, z drugiej zaś – wskazuje, że swoją supermocarstwowość USA zawdzięczają faktowi, iż aż do czasów zimnej wojny w zasadzie unikały uwikłania w wielkie konflik-ty między mocarstwami. Jednakże w 1949 roku zaistniały „wyjątkowe okoliczności", gdyż – pod wpływem ekspansjonizmu sowieckiego i słabości Europy – utworzono pakt obronny NATO. Tu geopolityk ten ma sporo racji, gdy stwierdza, iż rozwiązania po-czątkowo pomyślane jako tymczasowe (wojska amerykańskie w Europie Zachodniej, do czasu wzmocnienia europejskiego segmentu NATO), doprowadziły do uzależnienia militarnego Starego Kontynentu od swego atlantyckiego „protektora" i transformacji jego kultury strategicznej . W tej sytuacji logiczną konsekwencją był „lawinowy" wzrost zobowiązań geopolitycznych w innych częściach świata (Korea, Japonia, Taj-wan, Filipiny, Australia, Środkowy Wschód oraz region Zatoki Perskiej). W wyniku tego ukształtowały się cztery fronty geostrategiczne potencjalnej III wojny światowej: eu-ropejski, transkaspijski, dalekowschodni oraz arktyczny . Jednakże wraz z upadkiem systemu sowieckiego ekspansjonizm NATO na Wschód , konflikt asymetryczny z is-lamem oraz „polityka okrążania" ChRL sprawiają, że paradygmaty zimnowojenne nadal pozostają aktualne, gdyż imperializm amerykański prowokuje powstanie koali-cji rosyjsko-chińskiej , przy równoczesnej indolencji Unii Europejskiej. W ten oto spo-sób Kaganowska wizja dwubiegunowego ładu globalnego: demokracja kontra auto-kracja nabiera nowego kształtu . Problem jednak w tym, że dla P. Buchana UE to je-dynie „supermocarstwo honoris causa" . Pierwszą wojną między nowym Wschodem a Zachodem był konflikt gruziński z sierpnia 2008 roku , czego nasz paleopolityk nie omieszkał zaznaczyć . W sumie należy zauważyć, iż Patrick Buchanan jako swoistą alternatywę dla „demokratycznego imperializmu" proponuje zatem samoograniczają-cą politykę „oświeconego nacjonalizmu", którą możemy sprowadzić zasadniczo do trzech wymiarów: (1) Stanowcze – nie dla „końca historii", (2) „Po pierwsze, drugie i trzecie Ameryka" oraz (3) Rzeczywiste interesy narodowe Stanów Zjednoczonych nie mają nic wspólnego z projektem imperialnym, ani tym bardziej z liberalnym „Nowym Porządkiem Świata" .

III. Pox Americana?
W opinii Patricka Buchanana „hegemoniczne zapędy" Stanów Zjednoczonych ma-ją zatem określone reperkusje globalne. Przede wszystkim autor ten jawi się jako orę-downik końca Pax Americana . W jego opinii „Wszelka, pełna przechwałek i pychy paplanina o Amerykańskim Imperium również jest sprawą przeszłości. Nie istnieje też już «jednobiegunowy świat», w którym Stany Zjednoczone były jedynym i niekwe-stionowanym supermocarstwem na Ziemi [...]. Nagły i szokujący koniec Pax America-na jest wydarzeniem epokowym [...]. Zbudowaliśmy [współczesny] świat, ale on poka-zał swojemu budowniczemu plecy. Pod względem militarnym Ameryka pozostaje naj-silniejszym państwem na Ziemi. Żaden inny kraj nawet nie zbliża się do tego, aby jej dorównać. Nie potrafimy już jednak przełożyć siły na władzę, która [...] jest umiejęt-nością nakłonienia innych, aby robili, co chcemy i powstrzymywania ich od tego, cze-go nie chcemy żeby robili [...]. Jak do tego doszło? Za sprawą historycznej ignorancji, podporządkowania się ideologii i nieposkromionej pychy" .
Geopolityk ten wychodzi z założenia, że jednym z podstawowych błędów strate-gicznych jest stosunek Waszyngtonu do kwestii islamskiej. Przede wszystkim umiesz-cza on tę problematykę w dość szerokim kontekście historycznym, ze szczególnym uwzględnieniem wypraw krzyżowych oraz ekspansji ottomańskiej w Europie. Nie ukrywa on przy tym, iż rywalizacja ta w gruncie rzeczy zakończyła się zwycięstwem Zachodu oraz zawłaszczeniem przez niego nie tylko świata arabskiego ale i rozbiciem imperium tureckiego. Następnie proces samounicestwienia Starego Kontynentu w la-tach 1914–1945 doprowadził do odrodzenia świata arabskiego, w którym naftowe bo-gactwo zostało w dużym stopniu zaprzepaszczone. „Od Maroka po Pakistan nie znaj-dujemy żadnego kraju, który odniósł sukces" . Jego uwagę przykuwają jednak dwa kraje: autokratyczny i teokratyczny Iran – o którym pisze, iż – nie potrafi on „[...] wy-eksportować swojej rewolucji" oraz Turcja – gdzie podjęto udany projekt moderniza-cji państwa na wzór zachodni. Nie ukrywa on także, że problemem Arabów jest swego rodzaju kompleks cywilizacyjny wobec chrześcijańskiego Zachodu, który sprowadza się głównie do obarczania go o wszelkiego rodzaju współczesne problemy islamu. W konsekwencji też zakorzenione stereotypy nałożyły się współcześnie na wzajemne sto-sunki.
Tu jednak P. Buchanan idzie w swoich sądach znacznie dalej i nie obawia się twierdzić, iż „Nie jesteśmy znienawidzeni, za to kim jesteśmy. Nienawidzą nas za to, co czynimy. To nie nasze pryncypia rozsiały po świecie arabskim pandemiczną nienawiść do Ameryki. Sprawiła to nasza polityka [...]. Jeżeli chcemy uniknąć wojny cywilizacji, na której nic nie zyskamy, musimy słuchać, co oni, a nie my mówią o Ameryce" . Je-go zdaniem katalog pretensji islamskich wobec USA obejmuje pięć zasadniczych kwe-stii:
1. Stosowanie podwójnych standardów politycznych i moralnych – z jednej strony propagują one demokrację i prawa człowieka, z drugiej zaś wspierają przychylne im reżimy autokratyczne, które uchodzą w świecie arabskim za symbole zniewolenia;
2. Znieważenie honoru oraz profanowanie miejsc świętych, w sytuacji, gdy wojska amerykańskie (w tym kobiety) stacjonują w Arabii Saudyjskiej;
3. Kulturę postreligijną, która za pomocą wszelkiego rodzaju używek, propagowa-nia aborcji, pornografii, hedonizmu i nihilizmu w sposób destrukcyjny oddziaływuje na morale młodego pokolenia muzułmanów;
4. Uprawianie hipokryzji w odniesieniu do stosunków izraelsko-arabskich, gdzie to pierwsze państwo jest ukazywane niemal wyłącznie w pozytywnym świetle;
5. Interwencje zbrojne w regionie Bliskiego Wschodu, które pod pozorem walki z regionalnymi dyktatorami (nota bene nieprzychylnymi Zachodowi), sprowadzają się głównie do „żądzy" kontrolowania zasobów naftowych regionu .
„Pytania – pisze nieco dalej ten geopolityk – jakie stoją przed nami, są następują-ce: Czy zakrojona na ogromną skalę obecność wojskowa USA w świecie islamskim i arabskim jest sposobem na zapewnienie zwycięstwa w wojnie wypowiedzianej nam przez [...] terrorystów, czy też jest ona jej najważniejszą przyczyną? Czy armia amery-kańska, zabijając powstańców w Iraku, eliminuje większą liczbę wrogów, niż nam przysparza? Czy znajduje się tam coś – ropa, bazy, imperium, co warte jest ryzyka bomby atomowej na amerykańskiej ziemi? Musimy postawić to pytanie, ponieważ je-żeli terroryści wejdą kiedykolwiek w posiadanie broni nuklearnej, spróbują ją przemy-cić do Stanów Zjednoczonych. I zdetonują" .
W zasadzie trudno jest – zdaniem piszącego – polemizować z tego rodzaju wnio-skami, gdyż z jednej strony zawierają one cały szereg istotnych argumentów przema-wiających na korzyść wywodów P. Buchanana, z drugiej zaś mają one charakter emo-cjonalny, gdyż nawet hipotetyczne wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Bliskiego Wschodu, czy też reorientacja geopolityczna wobec Izraela nie uchroniłaby tego kraju przed wspomnianym aktem, zwłaszcza w sytuacji, gdy – z powodu istnienia Internetu oraz telewizji – byłby on nadal uważany przez fundamentalistów religijnych za siedli-sko demoralizacji, jeśli nie wręcz na „pomiot szatana". To w zupełności już wystarczy. Pomijamy tu, przy okazji, fakt, że samo wycofanie się USA z tegoż regionu zostanie i tak odczytane jako akt słabości tego ośrodka siły oraz symbol zwycięstwa islamu na niewiernymi. Przy okazji oczywiście nie bierzemy pod uwagę reperkusji strategicznych takiego samoograniczenia, lecz jak dowodzi tego historia – geopolityka nie znosi próż-ni.
Tym niemniej należy się po części zgodzić z tezą, iż błąd „wojny z terroryzmem" polega głównie na tym, iż zamiast konfrontacji z konkretnymi przeciwnikami Stany Zjednoczone niekiedy usiłują prowadzić walkę z ideą. W konsekwencji też konflikt asymetryczny jest – z perspektywy świata islamu – odbierany jako kolejna wyprawa krzyżowa, co tylko napędza spiralę terroru. W sytuacji bezwzględnej przewagi wojsko-wej Zachodu Arabowie uciekają się zatem do stosowania nieregularnych form walki zbrojnej oraz technologii niwelujących, gdyż jak pokazała to historia drugiej połowy XX wieku przy pomocy tego rodzaju strategii udało się wyprzeć Francuzów z Algierii, Brytyjczyków z Palestyny, Izraelczyków z Libanu oraz Rosjan z Afganistanu. „Dla-czego islamscy rewolucjoniści nie mieliby [zatem] uznać, że tak samo będzie z Amery-kanami w Iraku i królami, sułtanami i szejkami w Maroku, Jordanii, Arabii Saudyj-skiej, Omanie i Kuwejcie? Jeśli zaś [...] muzułmańscy bojownicy nieustannie będą go-towi umrzeć, byleby tylko wyrzucić nas [Amerykanów] z [...] ich świata, istnieje praw-dopodobieństwo, że pewnego dnia im się to powiedzie" .
W kontekście konfliktu libijskiego oraz Tunisami (2010–2012) pojawia się także kluczowe pytanie dotyczące zaangażowania USA na obszarze Śródziemnomorza: „Czy amerykańscy żołnierze powinni umierać za demokrację w świecie islamskim, je-żeli ma ona przynieść zwycięstwo polityczne sukcesorom ruchu bractwa Muzułmań-skiego" . Jest to zagadnienie o tyle istotne, iż – niezależnie od „demokratycznego im-perializmu" w „[...] XXI wieku Moskwa, Pekin i Hanoi są o wiele bardziej demokra-tyczne niż w czasach , kiedy rządziły nimi potwory. Mimo to, masowi mordercy – Le-nin, Mao i Ho, nadal spoczywają w mauzoleach w swoich stolicach" . Czy wówczas problem islamski przestanie być palącą kwestią dla świata? Zdaniem piszącego – abso-lutnie nie! Wynika to przede wszystkim z faktu, iż arabski Wschód jest rdzeniem Eura-zjatyckich Bałkanów, gdzie nagromadzenie bogactw naftowych w połączeniu z mo-zaiką etniczną, fanatyzmen religijnym, słabością struktur państw regionalnych, biedą, powszechnym dostępem do broni palnej, zabiegami o dostęp do technologii nuklear-nych oraz penetracją wielkich mocarstw (USA, UE, ChRL i FR) sprawia, iż każdy nowy konflikt może się odbić rykoszetem i to w skali globalnej. Problem nuklearyzacji Iranu oraz dysfunkcjonalność Pakistanu pokazuje jak niebezpieczny jest to region.
W opinii Patricka Buchanana drugim amerykańskim „grzechem głównym" jest stosunek do kontynentalnych Chin. „Podczas, gdy na Bliskim i Środkowym Wschodzie Ameryka toczy wojenki w imię demokratycznego imperializmu, na Dalekim Wscho-dzie wyrasta mocarstwo, które w dwudziestym pierwszym wieku może rzucić Stanom Zjednoczonym najpoważniejsze wyzwanie. W Azji Chiny są coraz większą potęgą; Ameryka odwrotnie. Szukając [zatem] porozumienia z Chinami, Amerykanie powinni jednak przyjrzeć się własnej historii, jako, że między naszą przeszłością a chińską te-raźniejszością istnieją pewne podobieństwa" . Jego zdaniem, ChRL stawia przed sobą następujące cele strategiczne: (1) Umocnienie swego panowania nad morską 200-milową Wyłączną Strefą Ekonomiczną; (2) Przejęcie zwierzchnictwa nad Archipela-giem Spratly i nnymi bezludnymi wysepkami Morza Południowochińskiego w celu roz-szerzenia zasięgu własnych wód terytorialnych w kierunku Indonezji i Filipin; (3) Wspieranie osadnictwa chińskiego nad Amurem i Ussuri w celu „resinizacji" obszarów zabajkalskich; (4) Wasalizację krajów Azji Środkowej; (5) Rewindykację Tajwanu oraz (6) Wyparcie sił amerykańskich z zachodniej części Pacyfiku .
Niewątpliwie są to cele dość ambitne, jednakże – co wyraźnie bagatelizuje autor – ich realizacja spowodowałaby nie tylko zantagonizowanie USA, lecz powstanie pod ich egidą koalicji antychińskiej złożonej przede wszystkim z Rosji, Japonii, Indii, Taj-wanu i Korei Południowej. Także program nowej polityki w stosunku do ChRL, postu-lowany przez tego geopolityka, może budzić wiele zastrzeżeń. W jego opinii polityka USA wobec Pekinu powinna opierać się na zasadach wzajemności, tym niemniej pro-ponuje on w tym przypadku strategię opartą o następujące priorytety:
1. Waszyngton nie kwestionuje suwerennych praw Pekinu do Tajwanu, przy zało-żeniu, że każdy atak na wyspę jest równoznaczny z zerwaniem kontaktów handlo-wych i niebezpieczeństwem rozpętania wojny morskiej;
2. USA powinny zadeklarować chęć zlikwidowania swych baz wojskowych w Azji Środkowej i Korei Północnej;
3. Stany Zjednoczone pragną uznać prawo Chin do zbudowania własnej strefy wpływów na obszarze Azji;
4. Jeżeli ChRL nie pomoże Waszyngtonowi w procesie denuklearyzacji Korei Pół-nocnej USA może znieść ograniczenia zbrojeniowe dotyczące tej broni wobec Japonii i Korei Północnej;
5. Chiny muszą ograniczyć sprzedaż technologii rakiet balistycznych i nuklearnych do krajów wrogo ustosunkowanych wobec Stanów Zjednoczonych;
6. W sporach terytorialnych dotyczących Morza Południowochińskiego Waszyng-ton zajmie stanowisko neutralne, przy zastrzeżeniu, iż będzie uważał on te wody za międzynarodowe, zaś wszelkiego rodzaju rozstrzygnięcia graniczne mogą się tu odby-wać wyłącznie za porozumieniem stron;
7. Jednostronne stosunki handlowe powinny zostać renegocjowane w sytuacji po-siadania przez Pekin ogromnej nadwyżki eksportowej i drenażu na Zachodzie całych fabryk i technologii .
Patrick Buchanan nie ukrywa, iż probierzem stosunków chińsko-amerykańskich jest przede wszystkim kwestia tajwańska . Autor ten – negując dorobek geopolityki klasycznej (głównie tezy Halforda Mackindera) – stwierdza bez najmniejszych ogró-dek, iż „Obecne Chiny nie zagrażają żadnym żywotnym interesom USA. Gdyby doko-nały aneksji Tajwanu, nie stanowiłoby to dla nas żadnego niebezpieczeństwa" , gdyż realną alternatywą wobec tej opcji jest koalicja ChRL i Rosji, przy – jak już to sygnali-zowano – strategicznej dysfunkcjonalności Europy . Sprawa jednak nie jest aż tak oczywista. W pierwszej kolejności amerykańskie przyzwolenie dla zaboru tego kraju pozbawiłoby Waszyngton realnej alternatywy politycznej dla całych Chin w przypad-ku konfrontacji z reżimem komunistycznym w Pekinie . Po drugie – nie odbyło by się to bez reperkusji dla samej Japonii i Republiki Korei (oraz ich systemów politycznych), które poczułyby się tym samym osaczone . Problem jednak w tym, że takie przetaso-wanie sił może nie tylko doprowadzić do przekształcenia kontynentalnych Chin w światowe supermocarstwo , lecz także wywołać cały szereg konfliktów w skali pana-zjatyckiej między Pekinem i jego sojusznikami a koalicją japońsko-indyjsko-koreańską.
W optymalnym scenariuszu oznaczałoby to powrót do zasad z okresu zimnej woj-ny, gdyż obie strony dysponowałyby niewątpliwie bronią masowej zagłady, choć rów-nocześnie USA mogłaby w tym scenariuszu przypaść rola arbitra i rozjemcy . Pro-blem jednak w tym, że na ten nowy układ sił musiałyby jakość zareagować i Rosja, i Unia Europejska . „Stany Zjednoczone – pisze nasz paleokonserwatysta – jednak zawsze i przede wszystkim muszą brać pod uwagę własne żywotne interesy [...]. Biorąc pod uwagę świadectwo, jakie wystawia sobie chińska władza, nie jest nam pisana przyjaźń. Mimo wszystko, nie musimy być wrogami. Świat jest jednak wystarczająco duży dla nas obu. W naszym wspólnym interesie leży to samo, co Ameryka i Rosja uczyniły w drugiej połowie dwudziestego wieku, a czego Wielka Brytania i Niemcy za-niechały w pierwszej" .
Zatem w jego opinii ChRL pragnie jedynie odbudować swój status wielkiego mo-carstwa azjatyckiego, zaś receptą jest tu koncepcja Chimeryki, sprowadzona niemal wyłącznie do strefy Pacyfiku . Problemem nierozstrzygniętym pozostaje tu jednak zagadnienie: Czy Chiny zechcą w tym momencie poprzestać na tym duopolu, czy też sięgną po Pax Sinica? . Pekin niewątpliwie zdaje sobie sprawę z faktu, iż jeśli nawet osiągnie równy lub nawet nieco wyższy potencjał gospodarczy niż USA, to Waszyng-ton i tak umie sobie radzić z rywalizacją o charakterze polityczno-wojskowym. Ponad-to ten ostatni będzie mógł w tym przypadku odpowiedzieć całą gamą sojuszy w Azji i na Pacyfiku, które zrównoważą ten niekorzystny dla niego bilans. ChRL pamięta także los ZSRR, który nie wytrzymał wyścigu zbrojeń. W tej sytuacji Pekin będzie raczej „supermocarstwem asymetrycznym", które stawia na „pozamilitarny potencjał wo-jenny", geoekonomię oraz Soft Power . „Co jednak będzie – pyta Fareed Zakaria – jeżeli Chiny utrzymają swą «asymetryczną» strategię? Jeżeli będą stopniowa rozwijać relacje ekonomiczne, działać spokojnie i z umiarem, zwiększając powoli swoje sfery wpływu, wciąż dążący do tego drogą pokojową? Jeżeli będą stopniowo i powoli wypie-rać Waszyngton z Azji, starając się jednak nie nadużywać amerykańskiej cierpliwo-ści?" . Nie należy przy tym jednak zapominać, że „Ameryka zawsze rozwijała się przez wyzwania, na które – nieraz z ogromnym wysiłkiem, ale skutecznie – potrafiła znaleźć odpowiedź. Wciąż jeszcze Amerykanie kochają ryzyko, podczas gdy Europej-czycy – bezpieczeństwo" .

                     MAPA 3. Potencjalne konflikty w Azji

Obraz1

 Źródło: Z. Brzezinski, op.cit., s. 158.

W ostatecznym rezultacie, aby uniknąć zatem Pax Americana Pat Buchanan po-stuluje dwie podstawowe rzeczy: (1) Należy zrozumieć i uszanować islam oraz (2) Ist-nieje potrzeba ułożenia się na zupełnie nowych podstawach z ChRL. Tym niemniej nie poprzestaje on wyłącznie na krytyce imperialnej polistrategii. Innym ważnym wątkiem tematycznym podejmowanym przez tytułowego paleopolityka jest problem postame-rykańskiego ładu globalnego w sytuacji, gdy mamy – w jego opinii – do czynienia ze z dwoma podstawowymi zjawiskami: (1) Zmierzchem Zachodu oraz (2) Dekonstrukcją państwa narodowego. W tym przypadku analizuje on następujące scenariusze:
1. Europejskie stulecie – w tym przypadku jest on ewidentnym sceptykiem, który nie waha się twierdzić, iż czas Starego Kontynentu już bezpowrotnie przeminął. Wyni-ka to przede wszystkim z przekonania, iż poszczególne państwa tego regionu już daw-no utraciły pozycje mocarstwowe i współcześnie nie są one w stanie prowadzić kon-struktywnej polityki wojskowej. Problemem podstawowym jest jednak kryzys państwa opiekuńczego, stagnacja gospodarcza, partykularyzm narodowo-państwowy oraz de-populacja. Autor ten dowodzi, iż w sytuacji rozpadu wieloetnicznych i wielokulturo-wych ośrodków siły (Jugosławia, ZSRR) Unia Europejska jest tworem sztucznym, któ-ry zasadniczą część swoich zasobów przeznacza przede wszystkim na neutralizowanie i blokowanie wszelkiego rodzaju inicjatyw, które zmierzają do odejścia od „modelu helleńskiego". Zauważa on jednak kosmopolityzm elit europejskich, które usiłują bu-dować Europę na wartościach postchrześcijańskich, w konsekwencji czego odrzuca ona swoje dziedzictwo kulturowo-history-czne;
2. Stulecie islamu – P. Buchanan stwierdza, iż głównym atrybutem świata muzuł-mańskiego jest jego demografia oraz żywotność religii. Tym jednak co przesądza o je-go słabości, w perspektywie długookresowej, jest brak jedności politycznej (w tym brak centrum cywilizacyjnego), zacofanie gospodarcze oraz słabość militarna na. Równo-cześnie autor ten wyznaje pogląd, iż „wojujący islam" nie stanowi, w sensie strategicz-nym, dla USA realnego zagrożenia. Z drugiej jednak strony wyznaje on pogląd, iż terro-ryzm religijny jest przede wszystkim konsekwencją amerykańskiej obecności wojsko-wej na Bliskim Wschodzie;
3. Pax Sinica – geopolityk ten, zauważa, iż ChRL staje się mocarstwem, które jest zdolne w pewnej perspektywie czasowej rzucić wyzwanie Stanom Zjednoczonym. Ich głównym atutem jest pozycja drugiej gospodarki świata (a pierwszej w sferze wytwór-czej), ogromne rezerwy walutowe, modernizowany potencjał militarny oraz zdolność skupiania wokół siebie państw autokratycznych, które do pewnego stopnia są skonflik-towane z USA (głównie Iran, Rosja, Birma, Wenezuela). Z perspektywy geohistorycz-nej porównuje tę rywalizację do postawy II Rzeszy wobec Wielkiej Brytanii na prze-łomie XIX i XX wieku. Z drugiej jednak strony zwraca on uwagę, iż Pekin posiada tak-że wiele słabych stron, które przesądzają o tym, iż imperializm Państwa Środka napo-tyka na liczne ograniczenia: (1) Uzależnienie gospodarki od dostępu rynków zachod-nich; (2) Urażliwość energetyczna w kwestii dostaw ropy naftowej z Bliskiego Wscho-du, które mogą stosunkowo łatwo zostać zablokowane przez amerykańskie siły zbroj-ne; (3) Problem legitymizacji władzy państwowej (alternatywa tajwańska); (4) Proble-my separatyzmów etno-religijnych (głównie Tybetu oraz muzułmanów) oraz (5) Sza-chowanie chińskiej ekspansji przez najbliższych sąsiadów – Indie (w rejonie Himala-jów), Rosję (roszczenia wobec Przymorza i bufora mongolskiego), Japonię (główny ry-wal azjatycki).
4. Stulecie Azji – w tym przypadku P. Buchanan zdecydowanie odrzuca projekt Azjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej wzorowanej na EWG jako nierealistyczny. Głównym powodem takiego stanowiska jest obawa samych państw tego kontynentu przed dominacją wielkich mocarstw, głównie Chin oraz reakcją USA, która oznacza-łaby nie tylko zamknięcie rynków, ale i przetasowania wojskowe i polityczne. Naru-szenie obecnego status quo oznaczałoby także w praktyce zwiększenie zagrożeń mili-tarnych w poszczególnych regionach oraz destabilizację wewnętrzną dla systemów demokratycznych (głównie Tajwan, Korea, Japonia, Indie);
5. Rząd Światowy – geopolityk ten zdecydowanie odrzuca nowy porządek globalny oparty na fundamencie ONZ i organizacjach afiliowanych i pochodnych jako anty-państwowy i nie respektujący naturalnego porządku historycznego ;
6. Unia Północnoamerykańska – dla naszego paleopolityka „zjednoczenie" Sta-nów Zjednoczonych, Kanady i Meksyku w ramach NAFTA to największe zagrożenia dla podmiotowości i niezależności Republiki . Jej następstwem będzie przede wszyst-kim przyzwolenie na „meksykanizację" Anglomeryki oraz powielenie „dekadenckiego modelu" Unii Europejskiej ;
7. Nowe Średniowiecze – scenariusz ten nie nawiązuje jednak do koncepcji neome-diewalizmu sieciowego , lecz oznacza globalną anarchizację systemu międzynarodo-wego;
8. Drugie Amerykańskie Stulecie – projekt ten nawiązuje wprost do koncepcji An-glosfery, choć i w tym przypadku wizja ta jest pełna pesymizmu.
Dla Patricka Buchanana USA to „światowa kolonia", która w imię globalizmu pro-wadzi politykę wolnego handlu sprzeczną z interesami narodowymi, na czym zyskują głównie Chiny oraz korporacje transnarodowe. Receptą na to zjawisko ma być jednak „patriotyzm ekonomiczny". Z drugiej także strony „demokratyczny imperializm" prze-jawiający się w promowaniu „pokojowych rewolucji" (Europa Wschodnia, Kaukaz, Bliski Wschód) oraz interwencje zbrojne podbudowane pobudkami „humanitarnymi" prowadzą w jego opinii nie tylko do tworzenia koalicji państw krytycznie nastawionych do Stanów Zjednoczonych, lecz i znacznie podnoszą koszta uprawiania polityki glo-balnej. W tej sytuacji proponuje on rewizję całego układu sojuszy polityczno-militarnych (głównym problem jest tu NATO), uznanie rosyjskiej strefy wpływów na obszarze dawnego Związku Radzieckiego, przyzwolenie na „zjednoczenie" Tajwanu z ChRL, zawarcie układu politycznego z Iranem oraz wycofanie wojsk amerykańskich z półwyspu koreańskiego .
Jak zauważa to Damian Leszczyński, koncepcje tytułowego paleokonserwatysty możemy postrzegać w dwojaki sposób. Po pierwsze – dokonuje on dość krytycznej re-fleksji nad kondycją konkretnego kraju jakim są Stany Zjednoczone i po jakie środki zaradcze należałoby sięgnąć aby odwrócić proces degrengolady. Z drugiej zaś – po-dejmuje refleksję natury bardziej ogólnej nad kondycją cywilizacji zachodniej (do któ-rej przypomnijmy zalicza także Rosję). Przede wszystkim domaga się on rezygnacji przez USA z roli światowego hegemona w imię wartości Starej Republiki oraz bezpie-czeństwa państwa. Równocześnie w sposób dość bezkrytyczny podchodzi on do kon-cepcji wielobiegunowego ładu globalnego, szczególnie w odniesieniu do Rosji, czy też Chin. Krytykując amerykańską ideę imperialną, nie dostrzega on równocześnie inkli-nacji imperialistycznych w Moskwie. Innym wątkiem identyfikowanym z Pax Ameri-cana jest fetysz „skrajnego demokratyzmu", który głosi, iż system demokratyczny – bez względu na uwarunkowania kulturowe i historyczne – jest swoistym remedium na wszystkie bolączki współczesnego świata. W konsekwencji należy go nie tylko propa-gować, ale i w uzasadnionych przypadkach narzucać za pomocą siły zbrojnej. Bucha-nanowska krytyka tej ideologizacji nie dotyczy jednak wyłącznie następstw geopoli-tycznych, lecz i kosztów ekonomiczno-społecznych dla USA, gdyż „[...] czasem idee mają konsekwencje" .
Warto także w tym momencie ponownie przywołać Samuela Huntingtona, który badając relacje między współczesnym ładem globalnym a pozycją międzynarodową USA zauważył, iż w zasadzie istnieją trzy podstawowe koncepcje tej współzależności:
1. Kosmopolityczna – jest to wizja Stanów Zjednoczonych z lat 1991–2000, kiedy to kraj ten otworzył się na idee globalnego zarządzania, w konsekwencji czego „świat przekształca Amerykę";
2. Imperialna – impuls (2002–2008) ten wynika z przekonania o wyższości ame-rykańskiej potęgi od swych historycznych – głównie europejskich – poprzedników, unikalnym (aterytorialnym) charakterze idei imperialnej oraz uniwersalnym charakte-rze wartości i systemu politycznego w rezultacie czego „Ameryka zmienia świat";
3. Narodowa – stanowisko to wychodzi z założenia, iż kultura amerykańska, religia obywatelska, historia kraju i jego położenie sprawiają, iż jest on niepowtarzalny i jedy-ny w swym rodzaju. W następstwie tego należy nie tylko chronić tradycyjne wartości, lecz je także wzmacniać, bez konieczności oglądania się na światowe trendy. Zatem w tym przypadku „Ameryka pozostaje Ameryką" a świat – światem. Dla każdego ob-serwatora jest chyba dość oczywiste, iż Pat Buchanan uchodzi za orędownika tego ostatniego stanowiska.
Tym niemniej, „znacząca część amerykańskich elit chciałaby, aby Ameryka stała się społeczeństwem kosmopolitycznym. Inne elity widzą ją w roli imperialnej. Przewa-żająca większość społeczeństwa amerykańskiego wybiera drogę narodową, a wraz z nią zachowanie i umocnienie kilkusetletniej tożsamości Ameryki. Ameryka staje się światem. Świat staje się Ameryką. Ameryka pozostaje Ameryką. Kosmopolityczna? Imperialna? Narodowa? Wybór jaki dokonają Amerykanie, zadecyduje o ich przy-szłości jako narodu oraz o przyszłości świata" .

IV. Dylematy republiki imperialnej
Jak zasygnalizowano to we wcześniejszych częściach artykułu – zasada nieinter-wencjonizmu – ma w Stanach Zjednoczonych już zatem długoletnią tradycję intelek-tualną i geopolityczną, którą możemy w zasadzie sprowadzić do paradygmatu ukute-go przez Patricka Buchanan: Republika – nie Imperium. Tym niemniej analiza Wielkiej Polityki po 2001 roku dowodzi, iż Pax Americana odwołująca się do zasad globalnego ładu jedno-wielobiegunowego ma i tak swoje liczne ograniczenia oraz dowodzi, że USA są także podatne na liczne ograniczenia związane z projektem imperialnym . Te symptomy – jak podaje Przemysław Pacuła możemy sprowadzić do następujących uwarunkowań: koszta ekonomiczne polityki globalnego zaangażowania, zahamowa-nie procesu eksportu demokracji, wykreowanie nowych zagrożeń (szczególnie konflik-tów o charakterze asymetrycznym), problem ewolucji i perspektyw współczesnego ła-du globalnego oraz pojawienie się nowego pokolenia polityków amerykańskich, którzy nie postrzegają już rzeczywistości międzynarodowej w kategoriach zimnowojen-nych .
W pierwszej kolejności autor ten – mówiąc o gospodarce – zwraca uwagę na bardzo poważny stan finansów publicznych w USA. O ile jeszcze w latach 1998–2001 budżet odnotował nadwyżkę w wysokości 236,2 mld $, to do końca 2011 roku zadłużenie państwa sięgnęło już blisko 15 bln $. W konsekwencji poziom ten zbliżył się niebez-piecznie do przeszło 100% poziomu PKB. W powszechnej świadomości zjawisko to jest pokłosiem przede wszystkim dużego zwiększenia wydatków zbrojeniowych w okresie prezydentury Georga Busha jra (2000–2008), choć badania przywołane przez P. Pacułę pokazują, że łączne koszta „wojen imperialnych" odpowiadają zaledwie za 10% stanu zadłużenia. Z kolei aż 50% jest wynikiem obniżenia podatków, w celu po-budzenia kreatywności Amerykanów, w latach 2001 i 2003 oraz recesji . Niemniej jednak począwszy od 2012 roku zapowiedziano już znaczną redukcję wydatków na zbrojenia, co wiąże się głównie z ograniczeniem aktywności militarnej w Iraku oraz Afganistanie. Pierwsze przymiarki do tego można już było z kolei zaobserwować w okresie konfliktu libijskiego (marzec–wrzesień 2011), podczas którego zarówno koszta finansowe, jak i dowodzenie interwencją zbrojną NATO przerzucono głównie na barki europejskich sojuszników (Wielka Brytania, Francja) . Podjęto także liczne decyzje o relokacji wojsk amerykańskich. Równoczesnej krytyce poddano udzielane dotychczas wsparcie finansowe dla krajów ważnych strategicznie (głównie chodzi o Izrael, Paki-stan i Egipt) jak i pomoc instytucjonalną przeznaczoną dla wsparcia procesów demo-kratyzacyjnych (Gruzja, Ukraina, monitoring i przygotowanie wyborów, wspieranie prozachodniej opozycji). Jednocześnie w okresie rządów administracji Baracka Oba-my – z powodu gwałtownego załamania się rynków kredytów hipotecznych po 2007 roku – odnotowano zwiększone dofinansowania sfery społecznej i sektora gospodar-czego, wskutek czego do końca 2011 roku osiągnięto wynik dokładnie odwrotny od zamierzonego. Już ten krótki przegląd pozycji ekonomicznej USA pokazuje, iż koszta polityki imperialnej były i są kilkakrotnie mniejsze od problemów wynikających z nie-umiarkowanej i nieprzemyślanej polityki wewnętrznej .
Warto w tym miejscu odnotować fakt, iż zdaniem Nialla Fergusona, właśnie pro-blem niewypłacalności finansowej legł u źródeł upadku potęg imperialnych Zachodu, zaś jego pierwszym namacalnym symptomem była zawsze zmiana systemowa glo-balnej waluty. W końcu osłabienie po I wojnie światowej brytyjskiego funta jako pod-stawowego instrumentu płatniczego świata poprzedziło wejście na jego miejsce dolara. Z kolei w następstwie kolejnej światowej zawieruchy wojennej (1939–145) Imperium Brytyjskie nie tylko popadło już w wielkie zadłużenie wewnętrzne, lecz i zagraniczne (głównie USA), przez co samo stało się podatne zarówno na penetrację gospodarczą, jak i polityczną, i w rezultacie stopniowy rozkład wskutek niemożności ponoszenia dalszych kosztów obecności imperialnej na przeszło 25% powierzchni globu, doprowa-dził do jego kresu . Upadek wiarygodności finansowej Waszyngtonu pociąga za sobą zatem nie tylko zmniejszenie zaangażowania imperialnego i zaburzenia gospodarcze w kraju, lecz przede wszystkim zakłócenia rynków finansowych świata (z uwagi na rolę dolara jako podstawowej światowej waluty) oraz turbulencje Wielkiej Gry, szczególnie w zakresie stosunków z Chinami kontynentalnymi (z powodu uzależnienia Pekinu od rynków zachodnich i posiadania obligacji amerykańskich).
Kolejnym przejawem samoograniczenia jest (jakoby) porażka „eksportu demokra-cji" . Na tym polu Przemysław Pacuła – na poparcie tej tezy – przywołuje przede wszystkim konsekwencje polityczne amerykańskich interwencji w Iraku i Afganistanie, zupełnie ignorując fakt, iż budowa demokracji, wolnego rynku i praw człowieka jest procesem, którego rezultaty są widoczne dopiero w perspektywie długiego trwania (przykładowo: Japonia, Niemcy, Korea, czy Turcja), co ilustruje tabela 2. Ponadto na-leży w tym przypadku wyraźnie oddzielić demokratyzację od state-building. Są to w omawianych przypadkach procesy kompatybilne, jednakże z przyczyn geopolitycz-nych pierwszoplanowym celem strategicznym jest budowa sprawnego państwa ograni-czonego, które w pierwszej kolejności jest zdolne do samopodtrzymania swych insty-tucji oraz zapewnienia swym obywatelom bezpieczeństwa wewnętrznego i stabilności socjalnej . W konsekwencji w przypadku Iraku powolna stabilizacja jest stopniowym faktem, zaś odnośnie Afganistanu trwa tam rzeczywiście stan permanentnej wojny wewnętrznej.

TABL 2. Terytoria obce znajdujące się pod „nadzorem strategicznym" USA w latach 1893–2003
Obraz4
1 – Indeks wolności politycznej wg Freedom House (1 – całkowicie wolny, 7 – całkowicie zniewolo-ny)

Źródło: N. Fergusson, op.cit., 454.

Innym zjawiskiem składającym się na problem „eksportu demokracji" jest – nieu-jęte przez przywołanego nieco wyżej autora – zjawisko „rewolucji wyborczych". Fe-nomen ten po 2000 roku wystąpił głównie w Serbii, Gruzji oraz na Ukrainie . Nieuda-ne projekty tego typu odnotowano ponadto na Białorusi w 2006 roku, zaś rok wcze-śniej doszło do wydarzeń „kolorowej rewolucji" w Kirgistanie, które współcześni bada-cze klasyfikują raczej mianem „buntu klanów" (trybalizmu) . Ze wspomnianych jed-nak trzech krajów Serbia i Gruzja doznały dezintegracji terytorialnej, choć konse-kwentnie dążą do integracji ze strukturami Zachodu (dla Belgradu priorytetem jest UE, dla Tbilisi zaś – NATO, co wynika głównie z dylematów bezpieczeństwa), zaś Ukraina nadal pozostaje rozdarta, głównie wskutek silnych tendencji odśrodkowych oraz 300-letniej obecności w ramach rosyjskich struktur państwowych. Ostatecznie też kwestią sporną pozostaje sukces lub porażka tego rodzaju „imperialnej ekspansji", gdyż o jego rozstrzygnięciu decyduje także czas i konsekwencja polityczna rządów porewolucyj-nych.
Sprawą dyskusyjną jest także zagadnienie, czy wspieranie procesów demokratyza-cyjnych za pomocą tychże „rewolucji" jest rzeczywistym elementem rozszerzenia wła-snej strefy wpływów, czy służy raczej stabilizacji poszczególnych państw świata, które zachęca się w ten sposób do samopodtrzymywania procesów modernizacyjnych . Skądinąd już wiadomo, iż „rewolucje obywatelskie" wygrywają wyłącznie w ściśle określonych przypadkach, kiedy są one przede wszystkim zdeterminowane przez czynniki wewnętrzne . Niemniej wiadomo, iż – z perspektywy geopolityki – taka for-ma „eksportu demokracji" jest niewątpliwie najtańszym sposobem rozszerzenia wpływów, choć niekoniecznie na tyle dość skutecznym, by to założenie strategiczne zostało w pełni zrealizowane. Najnowszym przykładem na poparcie tej tezy jest cho-ciażby Tunisami, szczególnie w kontekście rewolucji w Tunezji i Egipcie oraz wojny domowej w Libii (grudzień 2010–wrzesień 2011). Z kolei jej ograniczoności dowodzą wydarzenia „śnieżnej rewolucji" w Rosji w grudniu 2011 roku, kiedy to w zasadzie nie-uzasadnione i niczym nie poparte oskarżenia władz państwowych o wspieranie przez Stany Zjednoczone protestów społecznych przeciw nadużyciom wyborczym postawiły pod znakiem zapytania reset w stosunkach na linii Moskwa-Waszyngton po wojnie sierpniowej .
Trzecim czynnikiem warunkującym amerykańską obecność globalną są nowe za-grożenia. Problem z zagadnieniem tym polega głównie na tym, że pojęcie to jest sto-sunkowo nieostre, dość pojemne oraz odejmuje zbyt szerokie spektrum zagrożeń po-czynając od przestępczości transnarodowej, poprzez terroryzmu aż do nuklearyzację „państw nieprzewidywalnych" . W konsekwencji klasyczne pojęcie bezpieczeństwa narodowego uległo nadmiernemu rozszerzeniu o tzw. soft security. Po drugie – długo-trwałe konflikty asymetryczne dowodzą, iż hard power jest już niewystarczającym czynnikiem warunkującym zwycięstwo w przypadku akcji wojskowych przeciw kon-kretnym państwom. Co prawda siły zbrojne USA nie mają sobie równych w globalnym układzie sił, równocześnie nie są one w stanie doprowadzić do politycznego rozstrzy-gnięcia w tej walce. Do tego jednocześnie rosną nie tylko koszta podtrzymywania obecności wojskowej, lecz i pojawiają się coraz to nowe ograniczenia normatywne i in-stytucjonalne dotyczące granic prowadzenia działań zbrojnych. W konsekwencji – z powodu zazwyczaj słabego umocowania prawnego, braku zrozumienia społecznego dla polityki interwencjonizmu, propagandowego potępienia idei wojny prewencyjnej, kosztów finansowych i czasokresu tych operacji – społeczeństwo amerykańskie wyka-zuje coraz większą wstrzemięźliwość wobec tego problemu użycia siły wojskowej poza granicami kraju . Inna rzecz to nieprzystosowanie konwencjonalnych segmentów sił zbrojnych do działań o charakterze nieregularnym. Z drugiej także strony odpowie-dzią na amerykańską „rewolucję wojskową" jest pojawienie się „technologii zakłóca-jących", które do pewnego stopnia nie tylko niwelują przewagę jakościową, lecz i two-rzą alternatywne „środki walki" .
Kolejnym problemem jest redystrybucja odpowiedzialności za sprawy globalne. Teoretycznie odnotowano na początku XXI wieku relatywny wzrost potęgi takich ośrodków siły jak UE, czy też ChRL, jednakże w praktyce okazuje się, że o ile ta pierwsza co prawda dysponuje realnie potencjałem porównywalnym z amerykańskim przy bardzo słabym jednolitym „ośrodku decyzyjnym", o tyle Pekin nadal rozbudo-wuje swój potencjał i strefy wpływów, przy równoczesnym świadomym samoograni-czeniu swoich aspiracji globalnych, głównie z obawy przed niekontrolowaną ewolucją ładu globalnego. Także w naukach politycznych panuje swoiste zamieszanie, które ba-lansuje między tezami o „erozji potęgi" Waszyngtonu a przekonaniem, iż właśnie USA stanowią „obszar rdzeniowy" Imperium Mundi . Ten spór między deklinistami a ich przeciwnikami nie wydaje się jednak rozstrzygnięty na niwie intelektualnej, podobnie jak ma się rzecz z relatywizacją ich potęgi . Tym niemniej należy się zgodzić z Pete-rem Benderem, który zauważył, iż „Stany Zjednoczone dysponują ogarniającą całą ziemię potęgą, jakiej dotychczas nie miał jeszcze żaden kraj. Ale potęga to nie pano-wanie, a dzisiejszy świat jest zbyt wielki, by mógł być rządzony przez Jednego. Pro-blemem Ameryki jest jej problematyczna wielkość [...]. W oczach świata [...] jest nie-zbędna i nieznośna – niezbędna, ponieważ bez jej [...] sił panowałby jeszcze większy chaos, nieznośna [–] ponieważ prawie wszystko może [...]. Jak dotąd Stany Zjedno-czone zadowalają się, co wydaje się konsekwentne, nieformalnym empire [...]. Drugi stopień mocarstwa światowego, na którym opierało się cesarstwo rzymskie, pozostaje jednak dla Ameryki nieosiągalne: nie może wszystkich zmusić do tego , by robili to, co chce Ameryka" .
Ostatnim wreszcie problemem, podnoszonym przez Przemysława Pacułę, jest po-jawienie się nowego pokolenia polityków amerykańskich, którzy – jak artykułuje to sam autor – nie rozumują już w kategoriach zimnowojennych. I jako przykład takiej działalności podaje Tea Party Movement. Jednakże pragmatyka Wielkiej Gry nadal pokazuje, iż geopolityka niezmiennie rządzi się swoimi prawami, gdzie niewiele miejsca pozostaje na złudzenia. W tym miejscu wypada się jednak zgodzić z George'm Fried-manem, który zauważył iż „[...] wszystkie kraje mają własne wielkie strategie, ale to nie znaczy, że wszystkie kraje mogą osiągnąć swoje cele strategiczne [...]. Wielka stra-tegia kraju jest tak głęboko zakodowana w narodowym DNA i wydaje się tak natural-na i oczywista, że politycy i generałowie nie zawsze są tego świadomi [...]. Ameryka zrodziła się z wojny i walczy do dzisiejszego dnia [...], lecz amerykańskie cele strate-giczne i amerykańska wielka strategia biorą się ze strachu" . W jego opinii globalną polistrategię Stanów Zjednoczonych po 1945 roku cechuje niezmiennie nadal pięć im-peratywów:
1. Całkowite zdominowanie wojskowe Ameryki Północnej przez US Army, co spra-wia, iż państwo to zyskuje wymiar „wyspiarski";
2. Eliminacja wszelkiego rodzaju zagrożeń ze strony dowolnego państwa hemisfery zachodniej. Współcześnie nie istnieje jednak żadna kontynentalna potęga zdolna za-grozić nawet pośrednio interesom Waszyngtonu, poza przypadkiem umieszczenia tam baz wojskowych jakiegoś euroazjatyckiego mocarstwa (Chiny i Rosja w krajach an-dyjskich i na Karaibach);
3. Wyłączna kontrola nad węzłami morskimi przy podejściach do wybrzeży ame-rykańskich, które zabezpieczyłyby przez atakiem z kierunku północnego (Alaska), wschodniego (Hawaje) oraz zachodniego (Karaiby, Grenlandia);
4. Utrzymanie hegemonii nad oceanami w celu wzmocnienia bezpieczeństwa USA oraz uzyskania kontroli nad międzynarodowymi szlakami komunikacyjnymi;
5. Uniemożliwienie krajom euroazjatyckim budowy kontrpotęgi nawalistycznej, głównie poprzez polityczno-wojskowe opanowanie przyczółków nadmorskich na Da-lekim Wschodzie i w Europie .
Obowiązuje przy tym zasada wykorzystania minimum siły, gdyż w praktyce często bowiem okazuje się, że idealizm i umiarkowanie w rywalizacji globalnej często bywa odczytywane jako oznaka słabości lub wręcz jako przyzwolenie do określonych – i niekoniecznie – zgodnych z interesami strategicznymi – działań . Tak było chociażby podczas kryzysu polityczno-wojskowego wokół Gruzji w 2008 roku, kiedy to niejako założono z góry, iż w stosunkach między krajami Północy (głównie USA-UE-FR) wye-liminowano pojęcie przemocy zbrojnej. W konsekwencji za tą naiwność Zachodu za-płacili ci Inni .

* * *
W podsumowaniu należy podkreślić, że podstawą paleopolityki w ujęciu Patricka Buchanana jest „powrót do przeszłości" rozumiany jako „kontrrewolucja kulturowa" oparta na tradycyjnym pojmowaniu wartości konserwatywnych, propagowaniu wielo-dzietnego modelu rodziny heteroseksualnej i proreligijnego modelu organizacji spo-łecznej oraz radykalnym ograniczeniu emigracji osób pochodzenia nieeuropejskiego. Z kolei na płaszczyźnie Wielkiej Polityki postuluje on „powrót do korzeni", czyli samoo-graniczenie zaangażowania USA na arenie międzynarodowej, co w praktyce oznacza wycofanie się z World Island, pozostawienie Europy samej sobie, uznanie szczegól-nych praw Rosji na obszarze postsowieckim, rezygnację ze wspierania tendencji de-mokratyzacyjnych i modernizacyjnych na obszarze islamu (z obawy przed konfliktem asymetrycznym), podjęcie dialogu strategicznego z Chinami na zasadzie dwustronnego poszanowania interesów, i istnienia współzależności ekonomicznej oraz zwalczanie wszelkiego rodzaju trendów kojarzonych z kosmopolitycznym New World Order.
Autor ten proponuje „porzucenie" Europy, która i tak jest, w jego opinii, skazana na zagładę z powodu zapaści demograficznej, upadku wartości wysokich i panującego tam hedonizmu. P. Buchanan wyznaje pogląd, iż Europejczycy – podobnie, jak nie-gdysiejsi Rzymianie – i tak pogodzili się już ze stopniową degrengoladą na Światowej Szachownicy oraz perspektywą rozwoju Eurabii na Starym Kontynencie. Aby jednak podobny los nie spotkał i Stanów Zjednoczonych diagnozuje on likwidację związków w ramach organizacji NAFTA oraz zarzucenie projektu Unii Północnoamerykańskiej. W praktyce jednak samoograniczenie zaangażowania w oba projekty geopolityczne wydaje się obecnie wręcz nieprawdopodobne. Dla USA bezpieczeństwo Starego Kon-tynentu to kwestia pozycji globalnej i rozwoju potencjalnej „niekontrolowanej kontr-potęgi", zaś kontrola zachodniej hemisfery związana jest bezpośrednio z położeniem „wysparskim" tegoż państwa. Ponadto autor ten nie bierze pod uwagę jeszcze jednego aspektu polistrategii – nie ma permanentnych i idealnych rozwiązań dla problemów geopolitycznych.
Dla szerszego ukazania potencjalnych następstw, dla tego rodzaju filozofii poli-tycznej warto, w tym miejscu, przywołać geopolityczne następstwa nieinterwencjoni-zmu zaprezentowane przez Zbigniewa Brzezińskiego w artykule After America („Fore-ign Policy", January 2012) . Stwierdza on mianowicie, iż w przypadku przyjęcia przez Waszyngton strategii nieinterwencjonizmu nastąpi automatyczna autokorekta – co jest zupełnie zrozumiałe – globalnego układu sił. W związku z tym należy spodziewać się aktywizacji całego szeregu zbyt ambitnych potęg regionalnych, wzrostu znaczenia geopolitycznego „wschodzących supermocarstw" – Indii i ChRL na Wyspie Świata (Superkontynencie), zaś w przypadku Rosji jako „potęgi rewizjonistycznej" należy li-czyć się, ze wzrostem aspiracji neoimperialnych. Z kolei w przypadku Bliskiego Wschodu zakłada dalszą eskalację i permanentny charakter zaistniałych tam konflik-tów. Nade wszystko pojawi się kilka zasadniczych punktów zapalnych, które niewąt-pliwie wywołają istotnie napięcia geostrategiczne, wobec których USA nie mogą pozo-stać obojętne z uwagi na potencjalne reperkusje dla ich interesów i w dalszej perspek-tywie czasu pojawienia się realnej konkurencji w skali globalnej. Zagrożenia te – roz-winięte przez piszącego – ilustruje tabl. 3 .

       TABL. 3. Następstwa nieinterwencjonizmu USA wg Zbigniewa Brzezińskiego

1

3

4

Źródło: Opracowanie własne

W rezultacie otrzymujemy zatem taki oto obraz klasycznie pojmowanej „anarchii międzynarodowej" – na Dalekim Wschodzie ChRL wyrasta na supermocarstwo, które zdominowało Azję Wschodnią, zdolne do kontroli szlaków transportowych ropy naf-towej i gazu obszarze Oceanu Indyjskiego oraz podjęcia rywalizacji morskiej z USA w rejonie zachodniego Pacyfiku. Dalsze następstwa to wzrost poczucia zagrożenia dla Indii (osaczenie przez sojuszników Pekinu, przy równoczesnym konflikcie z Pakista-nem) i Japonii (groźba blokady surowcowej, wymusi jej militaryzację) oraz samego Zachodu (głównie UE), gdyż w tym ostatnim przypadku Pekin może okazać się zdolny do zneutralizowania potęgi morskiej NATO na Morzu Arabskim i w regionie Zatoki Perskiej (casus Iranu), co nie jest bez znaczenia z uwagi na dostawy ropy naftowej i gazu z tego obszaru (wzrost ceny surowców, wzrost kosztów transportu, dylematy geo-polityczne Iraku i Arabii Saudyjskiej). Z kolei w Eurazji i Europie Wschodniej Rosji udaje się wówczas odbudować pod swoim przywództwem całą przestrzeń postsowiec-ką pod postacią Unii Eurazjatyckiej. Oficjalnie będzie to przedstawiane jako drugi, równoległy projekt integracji europejskiej. Równocześnie korzystając z kryzysu struk-turalnego UE po 2008 roku , podgrzewając istniejące tam realnie tendencje antya-merykańskie oraz wspierając jedne państwa przeciw innym (głównie Francję i Niemcy przy możliwym oporze Wielkiej Brytanii i wzroście poczucia zagrożenia w państwach byłego bloku socjalistycznego) Moskwa może wygrywać kolejne scenariusze geopoli-tyczne – poczynając od skłócenia Europy Zachodniej, aż po propozycje stworzenia bloku transkontynentalnego (głównie geoekonomicznego) od Atlantyku po Pacyfik. Oczywiście ceną za tę propozycję będzie wówczas „sugestia" uznania rosyjskiej strefy wpływów na obszarze byłego ZSRR (z czym Europa stosunkowo łatwo się pogodzi) oraz faktyczny i odśrodkowy rozkład NATO. Ponieważ w przypadku potencjalnej ekspansji ChRL i FR, ich wspólnym przeciwnikiem będą USA, starające się zachować istniejący status quo, nie można wykluczyć w tym przypadku także ich faktycznego sojuszu. W konsekwencji spełniają się najbardziej niepożądane scenariusze geostrate-giczne dla Waszyngtonu, gdyż z powodu strategii nieinterwencji zostają one praktycz-nie wyparte z całej Wyspy Świata. W tym przypadku trudno jest ocenić jednak posta-wę samej Europy, gdyż są możliwe dwa potencjalnie skrajne warianty: destabilizacja sytuacji politycznej i wzajemne neutralizowanie się państw narodowych (zderzenie orientacji kontynentalnej i transatlantyckiej) lub też zdominowanie tego kontynentu prze opcję paneuropejską w rezultacie czego – z perspektywy Waszyngtonu – otrzy-mujemy „scenariusz najgorszego możliwego przypadku": Hausoferowska oś Bruksela-Moskwa-Pekin kontra USA wsparte przez osaczone Indie i pozostające w poczuciu osamotnienia Japonię i Wielką Brytanię.
W ten oto sposób mamy gotowy projekt następnego wielkiego konfliktu globalne-go, wywołanego tylko dlatego, iż USA zdecydowały się na politykę nieinterwencjoni-zmu. Nie byłoby wówczas bowiem siły zdolnej „utrzymać w szachu" niezaspokojone aspiracje Rosji, skrywane ambicje ChRL oraz okiełznać nieprzewidywalność kilku in-nych potęg regionalnych. Dodajmy w tym miejscu, że i w tym przypadku globalna he-gemonia USA i tak jest „neutralizowana", do pewnego stopnia, na obszarze konkret-nych panregionów przez poszczególne – wymienione w poprzednim zdaniu – mocar-stwa. W ten sposób funkcjonuje współczesny ład wielkoprzestrzenny, którego zasadni-czą cechą – jak sugeruje to autor niniejszego studium – jest jedno-wielobiegunowość. W przeciwnym przypadku, jako alternatywę, otrzymujemy opozycję binarną (Zacho-du i Wschodu, Morza i Lądu, Talasokrascji i Tellukracji, Behemota i Lewiatana) znaną już wcześniej z chociażby z koncepcji Halforda Mackindera czy Carla Schmitta, czy ostatnio Aleksandra Dugina i Igora Panarina, która (ponoć) – w ujęciu geopolityki kla-sycznej – stanowi sens praw dziejowych (warto tu przywołać historyczne konflikty Ateny-Sparta, Kartagina-Rzym, Brytania-Francja i USA-ZSRR).
Niewątpliwie, współcześnie Stany Zjednoczone nie dysponują już takimi atutami jakimi dysponowały w 1945, 1991 czy nawet 2001 roku. Tym niemniej nadal posiada-ją one atrybuty supermocarstwa wielosektorowego pod względem gospodarczym, technologicznym, kulturowym, militarnym, prowadzą odpowiednią politykę ekspansji w cyberprzetrzeni i astrosferze oraz posiadają „zdolność decyzyjną". Nie oznacza to jednak, iż stan ten będzie trwał wiecznie. Równocześnie jednak procesowi transforma-cji ładu globalnego – a co za tym idzie relatywizacji potęgi USA – będzie towarzyszyła emancypacja mocarstw regionalnych, które będą poszukiwały odpowiedniego partne-ra dla zrównoważenia wpływów kontynentalnego hegemona. Tym samym regionalne rywalizacje dają Waszyngtonowi obecnie i w przewidywalnej przyszłości okazję, by – w stylu Bismacka – odgrywać nadal rolę centrum porządku międzynarodowego jako główny rozgrywający i mediator między potęgami Wschodu oraz promotor i gwarant „redefiniowanego" Zachodu .
Problem zatem w tym, że zarówno przywołany w powyższych akapitach Zbigniew Brzeziński, jak i Patrick Buchanan w sposób zupełnie odmienny definiują bezpieczeń-stwo interesów strategicznych Stanów Zjednoczonych. Wracając jednak do zasadni-czego nurtu naszych rozważań, ten ostatni geopolityk zdaje sobie niewąpliwie sprawę, iż współcześnie pojmowany klasyczny izolacjonizm nie wchodzi równocześnie w grę, z uwagi na fakt, że pozostawanie poza głównym nurtem Wold Politics, może mieć dla USA wręcz katastrofalne następstwa i cena „ponownego" przywracania globalnego po-rządku może być nieporównywalnie większa. W jego ujęciu interwencjonizm amery-kański należy jednak ograniczyć do niezbędnego minimum oraz do sytuacji, kiedy za-grożone będą w sposób bezpośredni interesy strategiczne Waszyngtonu. Takim pozy-tywnym przykładem jest dla P. Buchanana interwencja USA podczas I wojny świato-wej, kiedy to doszło do zaangażowania, po tym jak II Rzesza zagroziła komunikacji transatlantyckiej oraz usiłowała sprowokować wojnę z Meksykiem (1917). Podobnie pozytywnie odniósł się on do inwazji na Europę w 1944 roku, przy równoczesnej deza-probacie dla poczynań brytyjskich, które z powodu niemiecko-polskiego zatargu o Wolne Miasto Gdańsk doprowadziły do wybuchu II wojny światowej . Podstawo-wym celem tak skonstruowanej paleopolityki jest zatem obrona American Dream oraz wyrażane obawy przed podzieleniem przez USA losów innych, historycznych już impe-riów.
Zatem zasadnicza różnica między stanowiskiem paleokonserwatysty a geostrategią Zbiga Brzezińskiego polega także na tym, iż ten ostatni kładzie ogromny nacisk na „działania prewencyjne" i wspieranie „pluralizmu geopolitycznego", tak by poszcze-gólne mocarstwa regionalne wzajemnie się neutralizowały. Tym samym możliwe jest minimalizowanie kosztów globalnego przywództwa USA. Z kolei dla Pata Buchanana USA to osłabione wewnętrznie – kulturowo i etnicznie – supermocarstwo posiadające globalne aspiracje hegemoniczne, które budzą ogromny sprzeciw ze strony Chin, Rosji i świata islamu. W konsekwencji stawia on też nacisk na samoograniczenie postimperi-lane oraz w zasadzie odwrót geostrategiczny z Wyspy Świata za cenę porzucenia Eu-ropy, uznania ambicji wielkomocarstwowych Moskwy i Pekinu w zamian za uznanie i poszanowanie interesów amerykańskich na tym Superkontynencie (głównie chodzi o zasady wolności mórz i swobody handlu). Zatem pozycja globalna Stanów Zjedno-czonych – odczytywana z perspektywy filozofii i strategii politycznej Starej Republiki – sprowadzałaby się w zasadzie do „zatrzymania" zachodniej hemisfery i ewentualnie propagowania zasad Anglosfery . Generalnie paleopolityka jest w tej sytuacji próbą retradycjonalizacji stosunków międzynarodowych, których fundamenty w tym ujęciu można sprowadzić do podstawowych paradygmatów geopolityki klasycznej, ze szcze-gólnym uwzględnieniem Haushoferowskiej koncepcji panregionów.
Tym niemniej koniec końców można jednak zgodzić się z P. Buchananem, że współczesne zobowiązania geopolityczne USA mają charakter planetarny, a wylicza-nie ich jest znacznie trudniejsze niż wskazywanie miejsc na mapie, gdzie Amerykanie nie są zaangażowani. Bycie dla wielu podmiotów międzynarodowych gwarantem bez-pieczeństwa, to z jednej strony przedmiot dumy i nadmiernej pychy zarazem, a rów-nocześnie też skłania do poważnej zadumy nad kondycją hipermocarstwa i perspek-tyw ładu globalnego . Póki co, Stany Zjednoczone nadal stanowią klasę samą dla siebie. Dlatego też nie prowadzą one już – zgodnie zresztą z logiką postpolityczną – wojen (asymetrycznych), lecz akcje policyjne przywracające pokój. „Ale mocarstwa światowe – pisze Peter Bender – również nigdy nie zaznają spokoju. Tylko one dyspo-nują potęgą i środkami, by uśmierzyć gwałtowników i uratować zagrożonych. Są stale zmuszane do działania i tylko czasami mogą sobie pozwolić na to, by odrzucić prośby, życzenia, wołania o pomoc i apele do ich przynoszącej pokój siły. Jeśli nie zareagują, to ich wiarygodność znajduje się w niebezpieczeństwie; jeśli zareagują zawsze, to roz-drabniają się i nadwyrężają siły. Zwykle muszą więcej, niż na dłuższą metę mogą, ale mogą więcej, niż im wolno i dlatego niemal zawsze ulegają pokusie [...]" i iluzji, gdzie potęgę myli się z rozwagą, i umiarkowaniem. W każdym razie jak dotąd Ameryka ma w sobie dość siły i umiarkowania, aby umiejętnie połączyć idee republiki (regionali-zmu) i imperium (globalizmu) . Dlatego też lepszym wzorcem do naśladowania zdaje się dla niej imperium brytyjskie (przewaga soft power), niż cesarstwo rzymskie (nacisk na hard power) .

Czytany 1013 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 16 listopad 2017 14:51