wtorek, 03 maj 2011 10:24

Robert Kobryński: Rola Europy w II dekadzie XXI wieku w stosunkach międzynarodowych

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

Eunaglobe  Robert Kobryński

Zbigniew Brzeziński znany analityk amerykański, także doradca ds. bezpieczeństwa prezydenta USA Jimmiego Cartera, specjalista od stosunków międzynarodowych, trafnie stwierdził w maju 2010 roku, podczas pobytu w Warszawie, że następuje powolny koniec dominacji krajów transatlantyckich nad resztą świata. Państwa Zachodu systematycznie tracą wpływ na politykę światową. Punkt ciężkości przenosi się na Azję, szczególnie region południowo-wschodni. Europa i USA już nie będą głównymi decydentami na arenie międzynarodowej. geopolityka

Ta teza wydaje się być słuszna, szczególnie jeżeli bliżej się przyjrzymy wskaźnikom, poczynając od demograficznych a kończąc na ekonomicznych. Wiadome jest stwierdzenie, że żadne mocarstwo nie trwa wiecznie, czyli zaczynając od okresu ożywienia wchodząc następnie w  okres rozkwitu musi po czasie X wstąpić niestety w okres recesji, a następnie depresji. Historia nieraz nam pokazywała, że powyższe stwierdzenie jest jak najbardziej prawdziwe. Kwestią sporną pozostaje tylko to, jak długo będą trwały wyżej wymienione fazy w odniesieniu do konkretnego podmiotu. Przykładowo hegemonia amerykańska nie trwa zbyt długo, patrząc wstecz historii i przyglądając się bliżej Cesarstwu Rzymskiemu. Rozważając więc  słowa Zbigniewa Brzezińskiego, kwestią do debaty pozostaje, po jakim czasie kraje nie-transatlantyckie zdobędą decydujący głos na arenie międzynarodowej oraz to w jakim stopniu ich „kompetencje” przejmą się rodzące właśnie mocarstwa, szczególnie Brazylia, Indie i Chiny.

Dlatego też warto sobie odpowiedzieć na pytanie, jaka będzie rola USA czy też Europy w stosunkach międzynarodowych w najbliższym czasie, czyli w końcu drugiej dekady XXI wieku?

Dlaczego właśnie Europa?

Odpowiedź jest prosta, nasz kontynent często nazywany jest wrotami do Azji. Nieraz w geografii mówi się o Europie i Azji, jako o jednym kontynencie – Eurazji. Wrota do Azji, gdzie przenosi się punkt ciężkości, gdzie właśnie takie państwo jak Chiny zaczyna odgrywać coraz większą rolę, a co ważniejsze ma ono nie tylko aspiracje regionalne, ale przede wszystkim globalne. Następnie Indie – kraj, który dysponuje potencjałem nuklearnym, a w przyszłości może stać się najludniejszym państwem globu. Nie można też zapominać o Japonii oraz pozostałych „azjatyckich tygrysach”. To właśnie Europa jest tak jakby przedmurzem do tego całego konglomeratu państw o wielkim potencjale i jeszcze większej przyszłości.

Mówiąc o przyszłej roli europejskiego kontynentu, nie możemy odnosić się do niego, jako całości, gdyż byłoby to nieracjonalne,. W niniejszym ujęciu skupimy się przede wszystkim na Rosji i Unii Europejskiej. Są to  dwa najistotniejsze podmioty na scenie europejskiej i to na ich przykładzie określimy w którą właściwie stronę idzie Europa. Takie podejście nasuwa następujące pytania:

W jaki sposób Rosja będzie próbowała odbudować swoją mocarstwowość?

Czy Unia stanie się graczem globalnym akcentującym swoje interesy na arenie międzynarodowej (obecnie UE postrzegana jest jako gospodarczy gigant a polityczny karzeł)?

Na początku trzeba przede wszystkim zaznaczyć, że wszystkie przewidywania,  nigdy nie dadzą nam pewnej wizji tego, jak świat będzie wyglądał oraz jak podmioty działające w sferze międzynarodowej będą się zachowywać, w jaki sposób będą akcentować swoje interesy, a przede wszystkim jak określą swoje cele strategiczne oraz jak będą dążyć do ich realizacji. Jak pokazuje nam historia relacje między państwami zmieniały się dosyć często, a ich wyznacznikiem najczęściej były wspólne interesy czy to w kwestii politycznej, militarnej lub gospodarczej.

Nasz wywód powinniśmy zacząć od przybliżenia dwóch podstawowych pojęć w zakresie stosunków międzynarodowych. Tymi pojęciami są aktor i gracz globalny. Aktorem globalnym jest każdy podmiot, nie tylko państwowy, który bierze udział w relacjach internacjonalnych, zawiera różnorakie umowy, podpisuje porozumienia, czy też układy. Graczem globalnym jest zaś każdy podmiot, który nie tylko bierze udział w takich relacjach, ale również potrafi je kształtować pod własne „dyktando”, zadbać o swoje interesy w różnych częściach globu, a także  wpływać  w razie potrzeby na pomniejsze i słabsze podmioty państwowe. Do której grupy możemy wrzucić Unię Europejską, czy też  Federację Rosyjską? Unię Europejską, jako zbiór 27 państw możemy nazwać jedynie aktorem, zaś Rosję, potraktować jako podmiot pośredni między aktorem a graczem globalnym.

Zacznijmy od podmiotu który znajduje się w słabszej sytuacji. Chodzi oczywiście o państwo rosyjskie. Jeszcze przed 1989 rokiem w świecie dwubiegunowym państwo to było postrzegane, jako jedno z dwóch światowych mocarstw o dużym potencjale nuklearnym. ZSRR przed upadkiem liczyło ok. 290 milionów mieszkańców i zajmowało obszar prawie 22,5 mln km2. Obecnie Rosja rysuje nam się jako państwo które stara się wskrzesić swoje mocarstwowe ambicje. Jest to kraj o ujemnym przyroście naturalnym, nierównomiernym rozmieszczeniu ludności, słabej gospodarce, niedemokratycznych rządach, wysokich wskaźnikach liczby samobójstw, znaczącej liczbie chorych na AIDS, czy też liczby usuwanych ciąż oraz sporej korupcji. Jedynym jej atutemjest duży potencjał nuklearny oraz trzecie, co do wielkości, wydatki na zbrojenia wśród wszystkich państw (budżet rosyjski w tej kwestii i tak jest znacząco niższy od budżetu chińskiego, nie wspominając już o amerykańskim). Dla porównania budżety wojskowe kształtują się następująco: FR – 37 mld dolarów (2007 r.), Chiny – niecałe 80 mld dolarów (2010 r.), USA – ok. 345 mld dolarów. Trzeba pamiętać, że kwoty podane powyżej są tylko oficjalnymi danymi. W rzeczywistości wydatki na zbrojenia są wyższe.

Obecnie w Rosji mieszka ok. 140 mln mieszkańców. Jak na największy obszarowo kraj na świecie, liczący aż 17 mln km2 jest to bardzo mało – daje to niecałe 8,5 osób/km2. Zważywszy, że co roku ubywa w Rosji ok. 800 tys. ludzi sytuacja rysuje się katastrofalnie. Dochodzi do tego niezbyt wysoka średnia życia, wysoka liczba samobójstw (szczególnie duży wzrost nastąpił po upadku ZSRR) oraz problemy z alkoholizmem. Tadeusz A. Kisielewski w swojej książce "Schyłek Rosji" podaje następująco: "Minister rozwoju regionalnego, Władimir Jakowlew, sformułował następujące uogólnienie: na 20 mln Rosjan w wieku produkcyjnym milion siedzi w więzieniach i łagrach, 4 mln jest w wojsku, milicji i służbach  specjalnych, 4 mln to alkoholicy, a milion to narkomani. Wynikałoby z tego, że połowa Rosjan w wieku produkcyjnym jest wyłączona z pomnażania bogactwa narodowego. Co więcej, szacuje się, że do 2020 roku liczba ludzi zdolnych do pracy zmaleje o 40 proc., nie uwzględniając emerytów i rencistów". Jeżeli zaś chodzi o liczbę ludności Rosji to według różnych szacunków, od rosyjskich agend rządowych po ONZ, w tym kraju będzie zamieszkiwało w 2050 r. od 70 mln mieszkańców do 110 mln (co się wydaje patrząc na obecny trend mało prawdopodobne). Obecnie większość mieszkańców zamieszkuje po europejskiej stronie Rosji, zaś na dalekim wschodzi dosłownie nieduży odsetek populacji rosyjskiej. Na dalekim wschodzie osiedla się coraz więcej Chińczyków. Trudno jest oszacować, jaka liczba mieszkańców ChRL już tam mieszka, ale stwierdzenie, że jest to minimum 5 mln mieszkańców jest jak najbardziej uzasadnione. A przecież główne zasoby surowcowe Rosji znajdują się właśnie na tamtych obszarach. Aby je eksploatować, potrzebne są wysokie nakłady finansowe, na co rząd w Moskwie nie może sobie pozwolić.

Obecna gospodarka Moskwy oparta jest na sprzedaży surowców energetycznych, głównie ropy i gazu. Rosja stara się uzależniać od siebie inne państwa właśnie tą drogą, co wydaje się całkiem dobrą w efekcie strategią. Niestety przechodząc do szczegółów jesst to strategia katastrofalna. W przyszłości takie postępowanie odbije się szeroko negatywnym echem na gospodarce rosyjskiej. Tymczasem jeszcze niedawno spółki rosyjskie, zajmujące się sprzedażą surowców energetycznych planowały wejść na rynek amerykański,. Jednakże  odkrycia złóż gazów łupkowych diametralnie zmieniło sytuację.

Po drugie, jeżeli przyjrzymy się bliżej rządom za prezydentury Władimira Putina, to łatwo zauważyć, że w tym czasie ceny wyżej omawianych surowców poszły w górę, co zaowocowało wzrostem przychodów z ich sprzedaży, poprawiła się koniunktura w państwie, wzrosło zadowolenie społeczeństwa. Wzrosły wydatki na różne dziedziny gospodarki. Logiczne jest, że gospodarka oparta na takich zależności po pierwsze: może być bardzo chwiejna, a po drugie: nigdy nie mamy pewności, jak taka sytuacja będzie się rozwijała się w przyszłości. Jest to taka „gra w ciemno”.

Czy kraj który tylko w kwestii nuklearnej, częściowo militarnej oraz surowcowej pozostaje mocarstwem będzie mógł w najbliższych latach pozostać nie tylko aktorem, ale również graczem globalnym?

Jak wiadomo po zakończeniu zimnej wojny punkt ciężkości przeniósł się z bezpieczeństwa militarnego na bezpieczeństwo ekonomiczne. Jeszcze nigdy państwa nie były powiązane ze sobą siecią takich połączeń finansowych, gospodarczych itd. Można stwierdzić, że nie uwzględnia się tak ważnej kwestii jak rosnąca rola wydatków zbrojeniowych w wymiarze dotąd nie spotykanym. Owszem jest to fakt, ale po co w obecnych czasach zamiast niszczyć swojego wroga, lepiej go sobie podporządkować i czerpać z tego profity ekonomiczne. Obecnie Rosja stara się wskrzesić swoją mocarstwowość, logiczne jest, że nie zdoła sama tego zrobić. Rosję działającą na zasadach unilateralizmu czeka niechybny spadek do państw o niższej lidze, a tego władze w Moskwie z pewnością nie chcą. Rosja zbyt słaba gospodarczo, demograficznie aby móc bawić się w „gierki globalne” w pojedynkę. Państwo rosyjskie nie wytrzyma tego finansowo, nie mówiąc o pozostałych czynnikach. Pozostaje nam odpowiedzieć więc na jedno pytanie: w którą stronę pójdzie Rosja? Albo inaczej: z kim w najbliższym czasie państwo rosyjskie będzie zawierało strategiczne sojusze? Z kim uruchomi bliższą współpracę i na jakiej zasadzie, linii przebiegała będzie owa kooperacja?

Tutaj pojawiają się dwa podmioty, którymi są Chińska Republika Ludowa i Unia Europejska (logiczna pozostaje kwestia że bliższa współpraca z państwami europejskimi zbliża FR do USA i na odwrót). Analizując obecne wydarzenia mogłyby się wydawać, że wybranym podmiotem została już ChRL. Tam przecież państwo rosyjskie eksportuje najwięcej broni, czerpiąc z tego duże zyski finansowe. Także współpraca w ramach Szanghajskiej Organizacji Współpracy wedle dążeń jej głównych członków, Moskwy i Pekinu, ma pozostać nie tylko organizacją gospodarczą lecz także powoli przekształcać się także we współpracę o charakterze wojskowym. Potwierdzają to m.in. ćwiczenia wojskowe wszystkich członków SOW odbyte w 2007 roku z udziałem ponad 6 tys. żołnierzy oraz liczne deklaracje i akty współpracy w różnych dziedzinach, szczególnie wojskowej obu stolic. Wydaje się to całkiem logiczna współpraca, Rosja posiada spore zaplecze surowcowe zaś Chiny są skore inwestować niebagatelne kwoty w te sfery w które są zacofane w stosunku do Stanów Zjednoczonych po to by móc zdobyć dominację w obszarze Pacyfiku. Ważną sprawą pozostaje Tajwan, ale to już rozważania na inną pracą. Czy na pewno Moskwa już wybrała? Czy zadecydowała się na, że to właśnie Chiny pomogą jej powrócić do mocarstwowości i możliwości większego decydowania o tym, co się dzieje nie tylko we własnym regionie i za własnymi granicami, lecz także w innych regionach, jak Afryka czy też Ameryka Łacińska?

Wiele wskazuje, że tak włąśnie może być. Bliższa współpraca z ChRL pozwoli działać Rosji bardziej „niedemokratycznie”, natomiast współpraca z UE będzie wymuszała na Rosji demokratyczne działania na arenie międzynarodowej. Z pewnością poruszone zostaną także kwestie praw człowieka, swobody obywatelskiej, funkcjonowania demokracji itp. co na pewno nie spodoba się decydentom w Moskwie. 

Warto jednak zwrócić uwagę na inne kwestie. Bajbliższe 10 lat będzie kluczowe w reorganizacji kluczowego partnerstwa dla Rosji. Oczywiście współpraca z rządem w Pekinie będzie nadal funkcjonowała natomiast na sile i intensywności będą przybierały relacje na linii Rosja – UE. Dlaczego? Bliższa analiza polityki zagranicznej ChRL, wskazuje, że jest to polityka „zaczepna”. Co się dzieje na Syberii?

Jest ona kolonizowana przez osadników chińskich. Czy jest to na rękę Moskwie? Przecież tam są główne złoża surowców energetycznych. Surowców, dzięki którym, przypomnijmy, Rosja zaczęła odbudowywać swoją potęgę. Przewiduje się, że w najbliższym czasie na tym obszarze będzie mieszkało więcej osób o narodowości chińskiej niż rodowitych Rosjan. Co dalej?

Rząd w Pekinie można przypomnieć sobie, że tereny wschodniej Syberii zostały bezprawnie odebrane Chinom w II poł. XIX wieku, zaś argumentem przetargowym za powrotem tych obszarów będzie większość chińska zamieszkująca te tereny. Co wtedy zrobi Rosja? Wojna? 

Absolutnie nie – Moskwa mogłaby ją przegrać. Oddać tereny z wielkimi złożami? Byłoby to równoznaczne z zaakceptowaniem dominacji chińskiej na tym obszarze, a prestiż Rosji znacząco by na tym ucierpiał. Wydaje się, że polityka zbliżenia Rosji ku Chinom ma bardziej wyraz historyczny (niechęć do Zachodu). Rosja jest zbyt dumna, aby zadecydować się na bliższą współpracę z Zachodem. Ale to tylko kwestia czasu. Jak Rosja mogłaby się uchronić przed mocarstwowymi ambicjami Pekinu, biorąc pod uwagę, że sama nie będzie w stanie się obronić?

Warto zwrócić uwagę, że większości konfliktów od 1950 roku Chiny nie rozwiązywały drogą dyplomatyczną, lecz działając militarnie, albo strasząc użyciem siły. Rosja ma z pewnością świadomość tego wszystkiego. Jedynym rozwiązaniem pozostaje więc droga w stronę Europy. Nawet jeżeli teraz partnerstwo rosyjsko-chińskie przebiega na zasadzie równouprawnienia stron, to taki stan nie będzie trwał wiecznie. Pekin będzie powoli dążył do podporządkowania sobie Moskwy. Rosja współpracująca blisko z krajami europejskimi jest więc wizją nie tak abstrakcyjną jak by się mogło wydawać. Tylko współpraca z UE może zapobiec zakusom Chin względem wschodnich terenów Rosji. Dochodzimy więc do stwierdzenia „niby” sprzecznego z przyjętym na początku , że w Europie występuje zbyt wiele podmiotów, aby móc mówić o tym kontynencie w ramach jednego organizmu, mającego wspólny głos we wszelakich kwestiach międzynarodowych. To stwierdzenie oczywiście jest nadal aktualne. To, że Rosja rozwinie, przewiduje, strategiczne partnerstwo z UE nie świadczy o tym, że te dwa podmioty będzie działały wspólnie na arenie międzynarodowej. Będzie, jak najbardziej wiele kwestii spornych, ale o mniejszej wadze. Rosja będzie mogło realizować swoje interesy poprzez UE i na odwrót. To Zachód ma więcej do zaoferowania. Moskwa potrzebuje technologii z Zachodu, bliższa współpraca pomiędzy tymi podmiotami zwiększy niewątpliwe inwestycje zagraniczne na terytorium Rosji. Rosja potrzebuje środków finansowych aby się modernizować, aby zmniejszać zacofanie gospodarcze, ubóstwo itp. Takie środki otrzyma z pewnością, jeżeli zadecyduje się na układ z europejsko (amerykańską) stroną. Jeżeli nastąpi zwrot Rosji w stronę Europy, to z pewnością nie nastąpi to natychmiastowo. Będzie to przede wszystkim powolny proces, prawdopodobnie zacznie się od częstszych spotkań na szczycie przedstawicieli Moskwy i Brukseli, nastąpi wzmożona wymiana handlowa, nie będzie już tak wielu „chłodnych” słów FR w stosunku do wybranych państw członkowskich UE.

Co najważniejsze Rosja nie będzie uznawała już NATO za swojego wroga, z prostego powodu, będzie miała możliwość czerpania technologii wojskowej z Zachodu. Możliwe stanie się też, że Rosja będzie o wiele mniej eksportować uzbrojenia do Chin (obecnie Państwo Środka jest największym eksporterem Rosji w tej branży). A co ze wstąpieniem FR do Unii Europejskiej i Paktu Północnoatlantyckiego ? Wydaje mi się, że członkostwo w tych organizacjach jest mało prawdopodobne. Powód pierwszy: Rosję dzielą zbyt duże różnice w stosunku do Zachodu pod wieloma względami; powód drugi: wybranie drogi proeuropejskiej nie oznacza, że Rosja ma aż tak zbieżne interesy z UE, powód wybrania takiej ścieżki nie leży we wspólnych interesach, lecz w obawie Rosji przed narastającą potęg Chin, czy też w niedalekiej przyszłości rozprzestrzenianiem się  islamu w Azji Centralnej; powód trzeci: członkowie NATO czy też UE nie byliby raczej skłonni przyjmować Rosji w swoje szeregi. Dlaczego?

Odpowiedź jest prosta – członkostwo FR w NATO oznacza, że w przypadku ewentualnej wojny na Dalekim Wschodzie, członkowie Paktu Północnoatlantyckiego (Polska, Turcja, USA….) musieli by bronić każdego m2 tego terenu, o którym może tylko jedynie słyszeli. Wariant drugi: nie wykluczone, że NATO będzie rozprzestrzeniać się na nowe kraje np. Ukraina, a może nawet Gruzja. NATO chroni swoich członków przed agresją z zewnątrz. A co jeśliby doszło do niewielkiego konfliktu zbrojnego pomiędzy jego członkami (np. Rosją a Ukrainą). Jak wtedy zareagowaliby inni członkowie?

Nie wiadomo. Pomiędzy FR a państwami członkowskimi UE i NATO nastąpi bliższe, strategiczne partnerstwo które będzie miało swoje ograniczenia. Kiedy to nastąpi?

Wydaje mi się, że w ciągu najbliższych 5-10 lat władze na Kremlu uświadomią sobie, że Państwo Środka nie jest do nich aż tak przyjaźnie nastawione, jak im się wydaje. Wtedy to właśnie nastąpi zwrot o 180o w ich polityce. Zbigniew Brzeziński w „Wielkiej Szachownicy” stwierdził, że „jedyną rzeczywistą opcją geostrategiczną Rosji – opcją, która mogłaby zapewnić jej sensowną rolę na arenie międzynarodowej i zmaksymalizować szansę na transformacją ustrojową i przeprowadzenie reform społecznych – pozostaje Europa. I nie po prostu jakakolwiek Europa, lecz Europa Atlantycka, oparta na rozprzestrzeniającej się Unii Europejskiej i NATO”. Jaka więc będzie rola FR w najbliższych latach w polityce międzynarodowej?

Kraj ten jeżeli pokieruje się na wyznaczoną wyżej ścieżkę, to niewątpliwie na tym zyska. Rosja stanie się mocarstwem regionalnym, zaś współpraca z Zachodem podniesie jej prestiż i wiarygodność na arenie międzynarodowej. Czy będzie graczem globalnym? Przez najbliższe 10 lat niewątpliwie tak, z biegiem czasu będzie się stawała graczem regionalnym, któremu ciężko będzie akcentować swoje interesy w odleglejszych miejscach globu jak Afryka czy też Ameryka Łacińska. 

Drugim podmiotem i to znacznie istotniejszym jest Unia Europejska. Konglomerat państw ma znacznie lepsze perspektywy rozwoju aniżeli FR. Jak już wyżej wspomniano punkt ciężkości swiatowego bezpieczeństwa przeniósł się ze sfery militarnej na ekonomiczną (czego do końca nie zrozumieli włodarze z Kremla). A  w tej dziedzinie UE ma się naprawdę nieźle. Aby móc przewidzieć role UE w najbliższych latach, czy pozostanie ona nadal „gospodarczym gigantem” i „politycznym karłem”, czy też stanie się jednym ze znaczących graczy globalnych na arenie międzynarodowej, trzeba najpierw przeanalizować stosunki, które panują wewnątrz samej Unii oraz na linii UE – USA. Warto też spróbować zobrazować przyszły kształt samej Unii. Czy możliwe jest  dalsze rozszerzenie min. na kraje bałkańskie a szczególnie Turcję, Ukrainę? Stosunków na linii UE – Rosja nie będziemy bliżej analizować, ponieważ zostały omówione wcześniej.

Co z tego, że UE jest silna gospodarczo jeżeli nie potrafi wykorzystać tego politycznie. Jest zbyt dużo rozbieżności pomiędzy poszczególnymi krajami członkowskimi aby owa organizacja mogła mówić  jednym głosem w najważniejszych kwestiach , szczególnie transnarodowych . Przykładem tutaj może być wojna w Iraku, gdzie Wielka Brytania stanęła w sojuszu z USA (special relationship), zaś Niemcy twardo sprzeciwiły się operacji amerykańskiej w Iraku. Takich kwestii spornych jest wiele  i Unia potrzebuje jeszcze wiele czasu, specjalnych instytucji aby choć w części i w kluczowych sprawach stawać się jednolitym narzędziem. Czy jest wiec możliwe aby wewnątrz Unii było mniej antagonizmów? Jest to w najbliższym czasie mało możliwe gdyż zbyt często dochodzą do głosu partykularne interesy, zdarza się tez ,że silniejsi członkowie starają się zaakcentować swoje interesy wobec sprzeczności pozostałych członków. Jeżeli spojrzymy na kartę historii możemy sobie zadać pytania: czy możliwa jest dalsza integracja Unii? Czy istnieje możliwość, aby Polacy i Niemcy (np. kwestia wypędzeń) lub Francuzi  i Anglicy (wzajemna niechęć) zintegrowali się do tego stopnia, aby móc rezygnować po części z własnych interesów na rzecz dobra ogółu?

UE licząca obecnie 27 państw członkowskich z prawie 500 mln populacją jest obecnie najsilniejszą gospodarką światową.  Wiadomo,  że taki stan nie będzie trwał wiecznie. Kwestią najbliższych 15-20 lat jest prześcignięcie gospodarki europejskiej przez gospodarkę Chin. Jeżeli przyjrzymy się bliżej budżetowi UE to możemy stwierdzić, że ogólny budżet tejże organizacji to tylko około 1% budżetu wszystkich państw członkowskich, gdzie wydatki na kwestie związane z obronnością są relatywnie niskie. Rozpatrując czynnik militarny, który jest równie ważny w stosunkach międzynarodowych, to w tej kwestii możemy wiele Unii zarzucić. Przede wszystkim są to zbyt niskie wydatki na zbrojenia, brak wypracowanej wspólnej doktryny wojennej. "Misje petersberskie", uruchomione po traktacie w Maastricht w 1992 roku, nie są zbyt często realizowane, a jeżeli już to nakłady na nie są zarówno zbyt małe finansowo czy też rzeczowo. Aby stać się liczącym mocarstwem Unia Europejska musi wypracować wspólną politykę obronną, szkolenia wojsk, oraz co najważniejsze wyjść wreszcie spod „płaszcza” NATO i USA. Sytuacja, w której najsilniejszy gospodarczo organizm światowy nie jest samodzielnie zdolny do skoordynowanych działań w zakresie militarnym, nie może trwać wiecznie. Można tutaj też rozważyć inne możliwości. Co by się stało, że USA zdając sobie sprawę z niemożliwości dłuższego sprawowania funkcji światowego żandarma przechodzą, jak to było po I wojnie światowej, do polityki izolacjonizmu? Co się wtedy może stać z Europą, która nie będzie w stanie sama się obronić?

W gestii rządu w Brukseli leży, aby wydatki w dziedzinie wojskowości znalazły się na poziomie gwarantującym bezpieczeństwo przed ewentualnym atakiem na każdego z członków. Można przyjąć oczywiście też wariant odwrotny: USA tracą swoje strefy wpływów w Azji, na Pacyfiku i innych znaczących regionach, ale w zamian tego nawiązują jeszcze bliższe relacje z krajami europejskimi. Special relationship zostaje rozwinięte na wszystkich członków Unii. Obie strategie są bardzo możliwe, ale są one raczej długoterminowe., Kolejną istotną kwestią, która jest wyznacznikiem potęgi podmiotu międzynarodowego jest czynnik demograficzny. Jak już wspomnieliśmy UE liczy niecałe 500 mln mieszkańców, większą populację mają tylko Chiny i Indie. Taki stan wydaje się satysfakcjonujący, zwłaszcza jeżeli porównalibyśmy  teobszary  Gorzej sytuacja ma już się z przyrostem naturalnym który wynosi obecnie ok. 2%. Ludność Europy starzeje się, co nie wróży zbyt dobrze przyszłemu systemowi emerytalnemu. Kolejnym dużym minusem są przewidywania ekspertów odnośnie napływu imigrantów, szczególnie muzułmanów do Europy. Już teraz we Francji mieszka ok. 7-8 mln wyznawców Koranu. Nie asymilują się oni z społecznością miejscową, często tworząc oddzielne „getta”. Powoduje to dezintegrację społeczeństwa i napięcia na tle rządzący – imigranci, każdy chyba pamięta o zamieszkach na przedmieściach Paryża. Obecnie rządy państw europejskich są bardzo niechętne wobec imigrantów, ale to z czasem się zmieni. Zmiana stosunku władz do „przyjezdnych” będzie spowodowana malejącą liczbą miejscowych osób w wieku produkcyjnym. Ktoś przecież będzie musiał utrzymać rzesze emerytów i rencistów. Taki napływ będzie skutkował olbrzymimi reperkusjami dla UE. Świat giaurów ciągle czeka na pobicie go przez wyznawców Koranu. Muzułmanie zrobią to nie siłą militarną, nie przewagą ekonomiczną czy też oddziaływaniem kultury lecz „macicą”. Wysoki przyrost naturalny wśród państw arabskich połączony z islamskim fundamentalizmem zrobi swoje. Pozostaje tylko pytanie otwarte: jak długo mamy czekać? Powiększający się procent imigrantów w UE spowolni procesy integracyjne Unii. Imigranci rosnący w siłę będą oczekiwać od państwa coraz więcej, będą tworzyć się antagonizmy na linii ludność miejscowa – imigranci a także imigranci – władza rządząca. Jak więc będzie wyglądała przyszła rola UE w stosunkach międzynarodowych?

Po przeanalizowaniu głównych czynników, od których zależy sytuacja podmiotu można z pewnością stwierdzić, że w najbliższym czasie nie nastąpi jakaś rewolucyjna zmiana, będzie nadal postępował powolny proces integracyjny, jeszcze przez pewien czas Unia nie będzie potrafiła przemówić jednym głosem w kluczowych kwestiach politycznych. Napoleon Bonaparte powiedział, że są tylko dwie rzeczy które jednoczą ludzi: strach i interes. Interesy Unia, owszem ma wspólne, ale też zbyt wiele partykularnych poszczególnych państw. Czy to się zmieni  Z pewnością tak, wtedy kiedy Unia zobaczy, że polityka międzynarodowa to nie jest zabawa, żeby coś ugrać trzeba czasami, a nawet bardzo często rezygnować częściowo ze swoich celów i integrować się w tej kwestii z ogółem. Kiedy na świecie ustanowi się świat wielobiegunowy, UE zrozumie żeby być znaczącym graczem na arenie międzynarodowej musimy być jednością, musimy się wspierać. Trzeba będzie wtedy walczyć o swoje interesy i raczej państwom członkowskim z osobna ciężko będzie wywalczyć sobie należyte miejsce na arenie globalnej, Wiadomo jest, że wspólnie można osiągnąć więcej, a dwa plus dwa równa się pięć. W ciągu najbliższych dziesięciu lat nastąpi przede wszystkim zacieśnienie więzi UE z NATO, i nie będzie to tylko inicjatywa jednostronna wychodząca ze starego kontynentu, także USA będzie zależało na tym, a szczególnie wzmocnieniu pozycji UE i realizowaniu strategicznego partnerstwa. Taką oczywistą przesłanką było np. porozumienie Berlin plus – NATO potrzebuje partnera który będzie wspierał ją w zagranicznych misjach lub działał tam gdzie ono nie będzie mogło. Kooperacja tych dwóch podmiotów z pewnością podniesie prestiż UE na arenie międzynarodowej. Kolejną rzeczą na którą winniśmy zwrócić, a która niewątpliwie będzie wyznacznikiem pozycji Unii w arenie międzynarodowej jest kwestia rozszerzenia jej o nowe kraje. Czy jest możliwe aby w ciągu przyszłych dziesięciu lat któryś z krajów bałkańskich dołączył do wspólnoty? Czy Unia widzi w swoim gronie takiego członka jak Ukraina czy też Turcja?

Ukraina ze względu na swoje istotne położenie geostrategiczne a także spory potencjał militarny, wydaje się, że mogłaby być wartościowym członkiem. Unia nie przejawia jednak zbyt wielkiej woli (wyłączając Partnerstwo Wschodnie zapoczątkowane działaniami dyplomacji polskiej wspieranej przez Szwecję). Przyczyną takiego stanu rzeczy może być strach przed ewentualną odpowiedzią Moskwy na włączenie Ukrainy w struktury europejskie. Ponadto Ukraina ze sporym potencjałem ludnościowym (46 mln) mogłaby z Polską i innymi krajami Europy środkowej stworzyć silną linię oporu wobec  starych członków Unii. Ukraina więc w najbliższym czasie pozostanie poza Unią, jednakże jej stosunki z Unią będą się pogłębiać i oba podmioty będą zbliżać się ku sobie. Przyłączenie Turcji do Unii Europejskiej to niewątpliwie kwestia sporna, która ma wielu zagorzałych zwolenników, jak również liczących się przeciwników. Należy najpierw sobie postawić pytanie czy UE wraz z Turcją będzie silniejszym podmiotem na arenie międzynarodowej czy też członkostwo tego kraju dokona reorganizacji Unii. Warto zauważyć, że oprócz znaczących różnic kulturowych i religijnych Turcja to (oprócz 3% powierzchni) kraj azjatycki. Czy jest więc możliwość integracji kraju islamskiego z krajami europejskimi ? Wydaje mi się, że w pewnym sensie tak. Oczywiście, że są różnice których nigdy nie będzie można zatrzeć, ale same hasło Unii mówi: jedność w różnorodności, które do czegoś zobowiązuje. Po wstąpieniu Turcji do Unii granice jej rozszerzyłyby się aż do takich krajów jak np. Syria czy Iran (dyktatury). Przyjęcie Turcji w poczet krajów europejskich mogłaby zmniejszyć antagonizmy pomiędzy Europą a światem islamskim. Znaczny potencjał militarny, ważne położenie geostrategiczne oraz członkostwo Turcji w NATO na dłuższą metę wzmocniłoby Unię i jej pozycję międzynarodową. Reasumując powyższe Unia jako całość w ciągu najbliższych 10 lat nie stanie się graczem globalnym z umiejętnością wywierania wpływów w interesujących ją kwestiach, nie będzie miała „siły przebicia” w środowisku międzynarodowym. Potrzeba o wiele więcej czasu, UE jest jeszcze młodym organizmem, musi się wiele nauczyć i powoli dostosowywać do zmieniających się warunków globalnych aby móc pozwolić sobie na bardziej „dojrzałe” gierki polityczne wśród  pozostałych graczy globalnych.

Woody Allen stwierdził, że: „prognozy są bardzo trudne, szczególnie w odniesieniu do przyszłości”. Zapewne zabawa w futurologa nie jest łatwa, nawet jeśli staramy się przewidzieć niezbyt długi okres. Chcąc przewidzieć przyszłe relacje pomiędzy poszczególnymi państwami, czy też, jak to jest w naszym przypadku, rolę danego podmiotu w stosunkach międzynarodowych za pewien czas – nigdy nie mamy pewności, jak losy potoczą się rzeczywiście. Analiza tego co działo się do tej pory, może nam pomóc wytyczyć pewną linię, ścieżkę przyszłości dla badanego podmiotu, lecz zawsze pozostaje pewna doza niepewności, zawsze istnieje możliwość nieprzewidzianych zdarzeń, a zmienność jest jedną z podstawowych cech środowiska międzynarodowego. Mimo tego takie prognozy są bardzo ważne, dają nam one ogólny zarys tego czego możemy się spodziewać, ustosunkować w pewien sposób do nadchodzących zdarzeń a przede wszystkim spróbować zapobiec ewentualnym zagrożeniom.

Po krótkiej analizie dwóch głównych podmiotów europejskich i określenia ich ewentualnej roli w przyszłej dekadzie w stosunkach międzynarodowych, należy sformułować parę ogólnych wniosków . Na początku rozróżniliśmy dwa podstawowe pojęcia: aktor i gracz globalny. Jeżeli chodzi o te dwa pojęcia to należałoby przede wszystkim zaznaczyć, iż proces stawania się graczem globalnym jest długi i mozolny a co najważniejsze nie jest on dostępny dla każdego. Składa się na niego szereg czynników (ekonomiczny, społeczny, kulturowy, militarny, polityczny) które, co istotne, muszę być efektywnie wykorzystywane. Przed UE jest jeszcze sporo pracy, aby stała się graczem globalnym, ma ona do tego środki i predyspozycje które trzeba odpowiednio zorganizować. Dla Unii, tak samo jak dla Rosji, bardzo ważny jest rozwój stosunków handlowych z krajami o dużym potencjale, przede wszystkim z Chinami, Indiami oraz Brazylią. Bliższa współpraca gospodarcza przyniesie z pewnością więcej korzyści dla obu stron niż ewentualna rywalizacja. Najważniejsza jest moim zdaniem, współpraca na linii USA – UE - Rosja, tylko dzięki rozwijaniu takiego współdziałania Europa jako kontynent ma najlepsze perspektywy rozwoju. Dzięki takiej współpracy Europa będzie mogła w przyszłości odgrywać rolę równorzędnego podmiotu w stosunku do pozostałych graczy globalnych, a także będzie miała możliwość realizowania swoich interesów nie tylko w najbliższym otoczeniu ale również na arenie globalnej. „Europae posteritas”, nie jest to wizja abstrakcyjna, czas pokaże czy kolebka cywilizacji zachodniej, kontynent który tak wiele wniósł do historii, niejednokrotnie był pionierem wielu dziedzinach, właśnie zapada w długi zimowy sen na następne 30, 50, 100 lat czy też dopiero teraz widząc swoją słabnącą rolę zmobilizuje się na tyle aby w jak najdalszej przyszłości nadal odgrywać znaczącą rolę na arenie globalnej.

Czytany 11231 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04

Najnowsze od Robert Kobryński