poniedziałek, 17 czerwiec 2013 10:21

Michaił Bakalinski: Ukraina na skrzyżowaniu geopolitycznym

Oceń ten artykuł
(1 głos)

januk_rom_barrgeopolityka  Michaił Bakalinski

Niestety kwestia wyboru polityki zagranicznej na Ukrainie układa się w nie najlepszy sposób. 2010 rok zasygnalizował się początkiem zbliżenia z Federacją Rosyjską: swoją pierwszą wizytę W. Janukowycz złożył w Moskwie, pierwszy wywiad w roli prezydenta został przeprowadzony z rosyjskim kanałem informacyjno-analitycznym „Wiesti” w 2010 r. Dalszy ciąg wydarzeń pokazał jednak zdecydowane opanowanie prezydenta Ukrainy, co do rosyjskiego wektora polityki zagranicznej...

W. Janukowycz kontynuował deklaracje na temat eurointegracyjnych ambicji Ukrainy i nadal pracował w tym kierunku. Jednakże, mimo parafowania tekstu porozumienia o stowarzyszeniu, którego częścią składową był punkt o stworzeniu pogłębionej i wszechobejmującej strefy wolnego handlu, tempo eurointegracji zaczęło spadać. W pewnym stopniu przyczyną jest presja samej Unii Europejskiej na Ukrainę wskutek tzw. „politycznie niepoprawnego” procesu sądowego nad liderami opozycji.

Dzisiaj sytuacja zewnątrzpolityczna Ukrainy charakteryzuje się brakiem widocznych postępów integracyjnych zarówno względem Federacji Rosyjskiej, jak i Unii Europejskiej – bez względu na to, że niektóre środki masowego przekazu odbierają to wydarzenie jako sukces, po długim bojkocie politycznym. Ponadto ten kierunek pozostaje priorytetem dla ukraińskich polityków. Poseł z ZaUSA, poroża W. Bogusłaiew w swoim wywiadzie, udzielonym kanałowi telewizyjnemu „Aleks” powiedział, iż Ukraina nie powinna dążyć do integracji z UE, jak również nie powinna wstępować do Unii Celnej (UC). Deputowany jednocześnie zaznaczył, że to zdanie prezydenta jest „zdaniem mędrca”. Otóż zadaniem Ukrainy jest zajęcie pozycji neutralnej pomiędzy dwoma geopolitycznymi i geoekonomicznymi „zawodnikami walczącymi w wadze ciężkiej”. Pytanie jednak brzmi, czy będą zadowoleni z tej sytuacją sami zawodnicy?

Czym jest Ukraina dla Zachodu?

Szef departamentu zarządzania ryzykiem Erste Bank na Ukrainie, w swoim wywiadzie dla czasopisma Geopolitika, nazwał Ukrainę „Alaską z rynkiem zbytu w 46 mln ludzi”. Jeżeli odrzucić patos tego stwierdzenia, to, między wierszami, można odczytać, iż Ukrainie narzuca się kolonialny model gospodarki, co trzeba rozumieć jak orientację na eksport, praktycznie całkowitą zależność od inwestorów zagranicznych i dominację importu w sektorze dóbr konsumpcyjnych. Podobnego rodzaju model gospodarki państwowej może odpowiadać państwom, które przeżywają kryzys ekonomiczny i nie mają własnych środków, by go pokonać. Jest to jedno z narzędzi „zarządzania kryzysowego” na poziomie państwowym. W przypadku Ukrainy zarządzanie kryzysowe jednak, które teoretycznie powinno mieć charakter tymczasowy, trwa już ponad 20 lat. Czas najwyższy, aby ukraińskie państwo (zarówno szefowie jego administracji, jak zwykli obywatele) zrozumiało, że Zachód widzi w nim tylko i wyłącznie miejsce do korzystnego lokowania własnych aktywów, tak z geopolitycznego, jak i geoekonomicznego punktu widzenia. O pomocy Zachodu nie może być żadnej mowy: jeszcze w 1948 r. dyrektor Biura Planowania Departamentu Stanu USA George Kennan pisał: „by osiągnąć zachowanie 50% światowych bogactw, powinniśmy pozbyć się swojej sentymentalności i romantyczności o kształt praw człowieka, wzrostu dobrobytu albo demokracji”.

Co uzyska Ukraina poprzez dołączenie do UC?

Dyrektor wykonawczy Międzynarodowego Funduszu Blejzera Oleg Ustenko przewiduje, że w razie wstąpienia do UC Ukraina straci możliwość wpływu na swoją politykę celną, ponieważ zostanie ustanowiona jednolita polityka celna dla wszystkich krajów członkowskich tej organizacji. W konsekwencji tego Ukraina będzie zmuszona uwzględniać taryfy na niektóre usługi eksportowe przez członków UE, które będą zmuszone zwracać się do instytucji łagodzenia sporów przy Światowej Organizacji Handlu, która może nałożyć na Ukrainę sankcje z tego tytułu. W relacji „Perspektywy współdziałania między Ukrainą i Unią Celną Federacji Rosyjskiej, Republiki Białoruś i Republiki Kazachstan”, napisanej w 2011 r. przez Narodowy Instytut Badań Strategicznych, prognozowano, że pełna suma sankcji może wynieść 5 mld dolarów.

Ponadto wysokie dochody Rosji z eksportu węglowodorów, pozwolą jej kupować produkty wysokiej technologii, ignorując ukraińskiego dostawcę, co postawi ukraińskie przedsiębiorstwa naukowo-badawcze w trudnej sytuacji. Trzeba przypomnieć także słowa dyrektora generalnego „Motor Sicz”, obecnie posła W. Bogusłaiewa, na konferencji „Ukraina-Rosja”, z udziałem prezydentów FR D. Miedwiediewa i Ukrainy W. Janukowycza, która odbyła się w dniach 17–18 maja 2011 r., o rosyjskiej polityce zastępowania importu, która zagraża istnieniu bazy naukowo-technicznej Ukrainy, ponieważ wytwory ukraińskiej myśli naukowej Ukrainy w zasadzie dostarczane są wyłącznie na rynek rosyjski.

Musimy stwierdzić, iż Ukraina to tylko przedmiot międzynarodowej polityki i gospodarki, a nie podmiot. Tego stanu rzeczy raczej zmienić nie można. Dlatego warto posługiwać się główną zasadą dyplomacji – korzystać z tego, co się posiada. To oznacza, że Ukraina powinna się jak najkorzystniej sprzedać, ale sprzedać komuś jednemu. Czytelnik może zaprzeczać, przytaczając przykłady krajów Azji Środkowej, które choć ściśle współpracują z Moskwą, jednocześnie zachowują poprawne relacje z Brukselą, Waszyngtonem i Pekinem.

Wymienione wyżej podmioty relacji międzynarodowych prowadzą jednak swoją politykę wewnętrzną w taki sposób, że wszystkie posiadają realne aktywa, na które mają popyt na światowych rynkach. Kraje Azji Środkowej posiadają zapasy ropy naftowej, gazu, a także zasoby najważniejszych dla światowej gospodarki metali ziem rzadkich. W okresie 2010–2011 r. UE planowała korzystać z zapasów gazu z Turkmenistanu i Uzbekistanu do wypełnienia rurociągów Nabucco i gazociągu Transkaspijskiego, ale obecnie na ten sam gaz mają ochotę Chiny, które mają zamiar zakontraktować nie tylko zasadnicze ilości eksportu gazu turkmeńskiego, lecz także wszystkie ilości eksportu gazu z Uzbekistanu, a nawet Kazachstanu. Kazachstan natomiast budzi zainteresowanie nie tylko dzięki własnym zapasom węglowodorów. Posiada również drugie po Chinach zasoby metali ziem rzadkich. Dzisiaj „rzadkie ziemie” Kazachstanu są jedyną realną alternatywą wobec chińskich surowców: zgodnie z danymi branżowego portalu internetowego mining.com, ogromne zapasy metali ziem rzadkich posiada także Grenlandia, która w przyszłości będzie mogła zaspokoić potrzeby ok. 20% popytu światowego. Ze względu na ten aspekt, a także na fakt, że Państwo Środka używa „ziem rzadkich” jako argumentu politycznego, Kazachstan staje się coraz bardziej pożądany na arenie międzynarodowej. W 2012 r. RFN i Japonia zawarli z tym państwem umowę o dostawę metali ziem rzadkich.

Uzbekistan również zweraca uwagę. Z hgeopolitycznego punktu widzenia – jest położony bowiem blisko Bliskiego Wschodu i Federacji Rosyjskiej. Jego położenie geograficzne sprzyja budowie baz wojskowych, prowadzeniu operacji specjalistycznych i założeniu stacji radiolokacyjnych. 29 czerwca 2012 r. Uzbekistan oznajmił zawieszenie członkostwa w Organizacji Umowy o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB), która jest uważana za nieformalną przeciwwagę dla NATO. Już 3 października 2012 r. z pięciotygodniową wizytą Taszkent odwiedziło 17 generałów amerykańskich w celu omówienia kwestii odnośnie współpracy USA z „kluczowymi krajami sojuszniczymi”.

Wszystko to oznacza, iż wspólnota międzynarodowa będzie starać się przyjaźnić z Astaną, Aszchabadem i Taszkentem, nie zwracając uwagi na naruszenie swoich kluczowych wartości (powstanie robotników naftowych w mieście Żanaozen w grudniu 2011 r., wskutek którego zaginęło 700 osób) i nie ucząc ich zachodniego sposobu życia, jak to się ciągle robi w przypadku Kijowa. W odróżnieniu od państw Azji Środkowej, Ukraina nie może pochwalić się zapasami cennych surowców, a ewentualną wielkość wydobytego gazu łupkowego w rozmiarze 8-11 mld m3 rocznie, o której powiedział premier M. Azarow, wymaga jeszcze potwierdzenia.

Jednak dla Ukrainy kraje Azji Środkowej mogą służyć przykładem pod względem przesady w staraniach o balans między interesami dwóch światowych liderów. Chęć wyrwania się spod „opieki” Kremla i naiwna wiara w hasło „Zachód (i Wschód) nam pomoże” mogą wrzucić kraje Azji Środkowej do sieci neokolonializmu – nie tylko zachodniego, lecz także wschodniego. Problemem Azji Centralnej są olbrzymie ambicje władcze miejscowych elit wraz z dość niedużym doświadczeniem sprawowania samej władzy. Doświadczenie polityczne krajów środkowoazjatyckich jest ograniczone okresem kilkuset lat od upadku Złotej Ordy do przejścia ziem mieszkańców stepów pod władzę Moskwy. Innymi słowy jest to doświadczenie chanów ordyńskich, których najważniejszymi ambicjami było „posiadanie tabunów i żon zwyciężonych wrogów i ucztowanie w ich namiotach”. Ten aspekt faktycznie zostaje wznowiony przez współczesnych władców regionu, którzy zbudowali swoje reżimy podobnie do tamtych chanatów. W tym także kryje się ich błąd – w XXI w. mieszkańcy stepów nie straszą już świata. Niestety nie są już oni podmiotami polityki – tylko przedmiotami, przy czym przedmiotami pozbawionymi strategicznego postrzegania, ale z ambicjami Tamerlana.

Azja Środkowa jest położona między dwoma zawodnikami strategicznymi Eurazji – Rosją i Chinami. FR przez prawie 70 lat budowała na terenach koczowników państwa cywilizowane. Z Chinami łączy ją natomiast tylko pokrewieństwo genetyczne. Samym Chinom ten region potrzebny jest tylko jako dodatek surowcowy. Jest jeszcze jeden zawodnik – USA, które, niby wąż kusiciel, starając się grać na „sławnej przeszłości panów Wielkiego Szlaku Jedwabnego”, ciągnie ich w swoją sieć. Otóż polityka zewnętrzna elit środkowoazjatyckich, pod postacią wyjścia z ODKB i ze strefy bezpośrednich zainteresowań Rosji, a także lawirowania pomiędzy interesami potęg światowych, może im zaszkodzić. Mogą oni znaleźć się między młotem amerykańskim a kowadłem chińskim.

Dlatego, mimo że kraje środkowoazjatyckie prowadzą politykę wielowektorową, dążą jednak w kierunku jednego z zawodników wagi ciężkiej – Federacji Rosyjskiej. Otóż krnąbrny Uzbekistan, już pod koniec grudnia 2012 r., zapewnił szefa Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rosji S. Ławrowa, iż nie planuje rozmieszczać obiektów wojskowych innych państw na swoim terytorium; Kazachstan przy całej swobodzie swojej polityki zewnętrznej coraz bardziej integruje się z Unią Celną; Kirgistan w 2013 r. będzie wypracowywał plan działań ws. wstąpienia do Unii Celnej. Te państwa dokonały już swojego wyboru. Teraz nastąpiła kolej Ukrainy.

Wstąpienie do każdego bloku, do europejskiego lub euroazjatyckiego, w każdym razie doprowadzi do częściowej presji ekonomicznej interesów narodowych. Jest to tak samo pewne, jak i to, że Wołga wpada do Morza Kaspijskiego. Zwlekać jednak nie można: jeżeli Ukraina nie zdecyduje się na jakiś kurs zewnątrzpolityczny, może ją spotkać los Kambodży podczas wojny w Wietnamie, kiedy wskutek nieudanej próby reformy państwa w kierunku zachowania neutralności, kraj ten wpadł w objęcia Czerwonych Khmerów. Pomarańczowa rewolucja wniosła do formowania polityki międzynarodowej element radykalizmu: została oparta na formule „ALBO–ALBO” – „albo NATO, albo pozablokowość”; „albo Zachód, albo Wschód”. Jeśli na początku XXI w. (zwłaszcza za czasów, gdy premierem w 2002–2004 był W. Janukowycz) ta sytuacja mogłaby zostać rozwiązana zgodnie z scenariuszem pozostania niedużym i nieznaczącym państwem europejskim (stabilność gospodarcza w zamian za ideę narodową i ideologię), to w czasach obecnych osiągnięcie tego stanu nie udało się z uwagi na drugą falę globalnego kryzysu ekonomicznego.

Niebezpieczeństwo obecnej sytuacji, z politycznego punktu widzenia, jak pokazuje historia, polega na wewnętrznym zagrożeniu: w celu ostatecznego wyznaczenia polityki międzynarodowej, a to oznacza również konieczność określenia postaw ideologicznych, społeczeństwo może odwrócić się od partii liberalnych (do których należy partia rządząca) i zwrócić się w kierunku do partii radykalnych. Historia zna takie przykłady – Włochy lat 20-ch i Niemcy lat 30-ch; nie ma potrzeby opisywać dalszego ciągu tych wydarzeń. Na pierwszy rzut oka jest to najmniej prawdopodobny scenariusz, ale teoria planowania strategicznego i sterowania ryzykiem głosi, iż trzeba mieć na względzie wszystkie scenariusze, nawet najmniej realistyczne.

Analiza obecnej sytuacji i wzorowy przykład regionu środkowoazjatyckiego pokazał, że Ukraina koniecznie musi podjąć ostateczną decyzję o ustaleniu własnej polityki zewnętrznej albo w sposób istotny podnieść poziom życia swoim obywatelom jako ewentualnej alternatywy dokładnie określonej polityce zewnętrznej i narodowo-ideologicznej. W przeciwnym razie… Ukraina powtórzy los osiołka Buridana.

Tłum. Aleh Loika
Tekst pochodz i z portalu Geopolitika.ru

 

Czytany 6708 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04