poniedziałek, 24 listopad 2014 01:00

Marek Grzelak: Łotewski wywiad na usługach CIA?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

geopolityka  Marek Grzelak

„Ja, Aleksiej Chołostow, Rosjanin, obywatel Łotwy, byłem posłem łotewskiego parlamentu przez dwie kadencje. Na terytorium Rosji wykonuję zadania zlecone przez łotewskie służby specjalne, działające pod kierownictwem CIA” –  to wypowiedź łotewskiego polityka wyemitowana przez rosyjską telewizję NTW. A. Chołostow został wydalony z terytorium Federacji Rosyjskiej w związku z oskarżeniem go o prowadzenie działalności szpiegowskiej. Zapewne złożenie publicznie powyższego oświadczenia uchroniło go przed dalej idącymi konsekwencjami ze strony władz rosyjskich.

Według zgromadzonych informacji i zeznań samego figuranta, został on zwerbowany osiem lat temu przez służby łotewskie, uzyskując pseudonim „Gloria”. Do zadań tamtejszej Policji Bezpieczeństwa (łot. Drosibas Policija, DP) należało m.in. rozpracowywanie środowisk mniejszości rosyjskiej i – jak się okazuje – wykorzystywanie niektórych z ich przedstawicieli do prowadzenia działalności wywiadowczej również na terytorium wschodniego sąsiada, choć w myśl obowiązujących przepisów struktura ta powinna zajmować się przede wszystkim leżącymi w kompetencjach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych kwestiami zagrożeń interesów państwa oraz kontrwywiadem. Ujawnienie działalności A. Chołostowa okazało się możliwe, gdy podjął on próbę werbunku oficera Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) o imieniu Andriej, którego znał i z którym spotykał się od dłuższego czasu. W związku z tym został przesłuchany przez rosyjskie służby oraz publicznie przyznał się do stawianych mu zarzutów. Miał zabiegać o pozyskanie informacji dotyczącej nie tylko wewnętrznej sytuacji politycznej, ale również kwestii związanych z obronnością kraju. W ujawnionych publicznie wypowiedziach łotewskiego polityka pojawiają się informacje o ścisłej współpracy Policji Bezpieczeństwa z służbami amerykańskimi, a także wymianie informacji pomiędzy nimi a ich estońskimi partnerami. Jak można się było spodziewać, władze łotewskie wyraziły zaniepokojenie w związku z całą sytuacją. Rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Zagranicznych Kārlis Eihenbaums stwierdził, że działania Moskwy w stosunku do byłego parlamentarzysty budzą „niezrozumienie i rozczarowanie”, podkreślając jednocześnie, że Ryga nie otrzymała żadnych oficjalnych informacji na temat całej sprawy.

Na ile informacje pozyskiwane przez A. Chołostowa mogły przedstawiać jakąś wartość z punktu widzenia łotewskiego wywiadu i jego amerykańskich protektorów?

Trudno dziś cokolwiek na ten temat powiedzieć; strona rosyjska zapewnia oficjalnie, że nie doszło do istotnego zagrożenia interesów Federacji Rosyjskiej. Jednocześnie jednak zastanawia fakt, iż były łotewski poseł przez kilka lat zdążył wypracować sobie wizerunek polityka o orientacji przychylnej wobec Moskwy, co otworzyło mu wiele drzwi i pozwoliło na intensywne kontakty z przedstawicielami rosyjskich elit politycznych, przede wszystkim na poziomie parlamentarnym. Kariera A. Chołostowa na Łotwie związana była od początku z Centrum Zgody, socjaldemokratyczną partią polityczną kierowaną przez popularnego mera Rygi Niła Uszakowa, tradycyjnie pozyskującą dużą część elektoratu rosyjskojęzycznego w wyborach różnych szczebli. Młody polityk kierował przez pewien czas organizacją młodzieżową tej partii, a także zasiadał we władzach powiązanego z nią stowarzyszenia „Patrioci”. Poza tym, zajmował się on również projektami biznesowymi, w tym budową pod nadmorską Jurmalą osady wypoczynkowej pod nazwą… „ZSRR”.

Zwraca uwagę długi okres, na przestrzeni którego A. Chołostow kontynuował współpracę z łotewskimi służbami. Do zlecanych mu zadań, o których sam mówi w nagraniu rozmowy z FSB ujawnionym przez telewizję NTW należało przede wszystkim nawiązywanie kontaktów z rosyjskimi politykami, w tym deputowanymi do Dumy. W Internecie pojawiły się zdjęcia przypominające o jego spotkaniach z licznymi przedstawicielami wszystkich frakcji, w tym m.in. z obecnym przewodniczącym rosyjskiego parlamentu Siergiejem Naryszkinem. Z niektórymi z nich A. Chołostow odbywał rozmowy, w których zadawał pytania o aktualny rozkład sił w elitach decydentów rosyjskich, o potencjalne ruchy protestu i inne czynniki mogące destabilizować sytuację w Rosji. Jednocześnie, warto podkreślić, iż współpraca byłego posła z DP prawdopodobnie zapoczątkowana została prośbą o przekazywanie informacji na temat działalności i organizacji mniejszości rosyjskiej na Łotwie oraz ich możliwych kontaktów z ośrodkami rosyjskimi. Sam A. Chołostow deklaruje, że współpracę podjął w wyniku szantażu związanego z prowadzonymi przez niego interesami oraz bezpieczeństwem jego rodziny. W innym miejscu przyznaje wszakże, że za przekazywane raporty otrzymywał wynagrodzenie; co ciekawe, podpisywał deklaracje odbioru sum większych niż faktycznie dostawał, co świadczy o korupcji oficerów DP. Wśród spekulacji na temat przyczyn współpracy polityka z łotewskimi służbami pojawia się ponadto wątek jego uzależnienia od narkotyków (kokainy), które miało stanowić element zastosowanego szantażu.

Przypadek A. Chołostowa pokazuje, że w miarę eskalacji retoryki antyrosyjskiej w krajach bałtyckich, polityka tych państw i atmosfera w nich panująca jest z powodzeniem wykorzystywana przez służby amerykańskie do wzmocnienia potencjału wywiadowczego w Rosji. Sprzyjają temu dwa zasadnicze czynniki, które w przypadku Łotwy, ale także Estonii i – wprawdzie w mniejszym stopniu – Litwy, należy brać pod uwagę:

1) Istnienie rozbudowanego aparatu sił bezpieczeństwa. W kraju o populacji zaledwie niespełna dwóch milionów istnieje kilka struktur zajmujących się działalnością w zakresie bezpieczeństwa państwa, a także wywiadu zewnętrznego. Ich działalność finansowana jest na dostatecznym poziomie w związku z atmosferą „szpiegomanii” i kreowaniem przez elity polityczne oraz media przekonania o możliwej agresji rosyjskiej przeciwko Łotwie, co w szczególności widoczne jest po wybuchu kryzysu i wojny domowej na Ukrainie. Politycy łotewscy wielokrotnie w ostatnich miesiącach przekonywali publicznie o istnieniu zagrożenia rosyjskiego dla państwowości tego kraju. Wizerunek Rosji kreowany przez przedstawicieli większości partii politycznych opiera się na stereotypach i sloganach o Rosji jako państwie „rozbójniczym”. Warto przytoczyć dwie próbki wypowiedzi łotewskich polityków z ostatnich tylko dni, by przybliżyć panujący tam klimat. Parlamentarzysta centroprawicowej „Jedności” Veiko Spolītis: „Widzimy, jak w Rosji rozkwita faszyzm. Myślę, że bez rozbicia hierarchicznej struktury Kremla, sytuacja w Rosji nie zmieni się na lepsze. Jesteśmy świadkami powtórki tego, co działo się w nazistowskich Niemczech w końcu lat trzydziestych”. Jego partyjny kolega, minister spraw zagranicznych Edgars Rinkēvičs stwierdza: „Wygląda na to, że w Rosji panuje rozbuchany ekstremizm i nacjonalizm”. Podobna retoryka funkcjonuje od pierwszych lat istnienia niepodległej Łotwy. Jej ofiarą padają przedstawiciele mniejszości rosyjskiej określani przez elity łotewskie zazwyczaj mianem „piątej kolumny”;

2) Istnienie licznej, szacowanej na ponad 30% całej populacji mniejszości rosyjskiej na Łotwie, której znaczna część (ponad 12% wszystkich mieszkańców) pozbawiona jest praw wyborczych i obywatelskich, funkcjonując jako apatrydzi. Wywołuje to naturalne dążenie większości środowisk politycznych w Moskwie do wspierania obrońców praw owej mniejszości, dając tym samym status zwiększonej wiarygodności wszystkim tym politykom i działaczom łotewskim, którzy starają się interesy ludności rosyjskojęzycznej reprezentować i wyrażać je publiczne. Ów kapitał zaufania wykorzystywany jest, jak pokazuje sprawa Aleksieja Chołostowa, nie tylko do pozyskiwania kolejnych grantów i dotacji dla organizacji pozarządowych udzielanych przez Moskwę, lecz pozwala również na uzyskanie dostępu do polityków rosyjskich, nie mogących pozostać obojętnymi na los swoich rodaków na Łotwie. Ten kapitał zaufania pełni niezwykle istotną rolę, zmniejszając poziom przestrzegania zasad bezpieczeństwa kontrwywiadowczego.

Powyższe okoliczności pozwalają na wykorzystywanie łotewskich struktur państwowych przez ich amerykańskich protektorów, dając jednocześnie CIA szczególne możliwości prowadzenia działalności wywiadowczej na obszarze Federacji Rosyjskiej. Trudno dostrzec korzyści, jakie z prowadzenia takiej polityki mogłaby odnieść strona łotewska. Wszystko to bowiem ma miejsce w kontekście coraz większych strat, jakie gospodarka tego kraju ponosi w wyniku wojny ekonomicznej prowadzonej przez Unię Europejską i sojuszników USA przeciwko Rosji. „Wychodzi na to, że kiedy mamy po raz kolejny podnieść nasze ręce przeciwko Rosji w geopolitycznej wojnie, to wszystko jest dobrze, ale już wtedy, gdy potrzebna jest pomoc, to okazuje się, że każdy ma sobie radzić sam. To oczywiste, że Rosja jest dla Łotwy trzecim pod względem znaczenia partnerem handlowym. Tym samym jakiekolwiek sankcje odbijają się na nas bardzo boleśnie. Gdyby znaczenie Rosji było podobne dla USA, ciekawe, jakby zachował się Waszyngton. My płacimy haracz, a tak naprawdę płaci go łotewski naród” – powiedział niedawno mer portowej Windawy Aivars Lembergs. Port tego nadbałtyckiego miasta jest jednym z dziesiątków przykładów tego, jakie są skutki geopolitycznej konfrontacji dla niewielkich krajów bałtyckich.

Czytany 8304 razy Ostatnio zmieniany środa, 26 listopad 2014 01:19