sobota, 05 wrzesień 2009 11:27

Jan Engelgard: Odwrót z Majdanu?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

alt Jan Engelgard

Tak przynajmniej twierdzą zwolennicy opcji ukrainofilskiej (czytaj antyrosyjskiej) w Polsce. Wedle tych enuncjacji rząd Donalda Tuska zmienił priorytety polityki wschodniej uznając Rosję, a nie Ukrainę za najważniejsze państwo w tym regionie Europy. Teraz już wiemy dlaczego tak wściekle atakowano Putina i jego obecność na Westerplatte.

Bo to było symboliczne zamkniecie pomarańczowego okresu w polityce polskiej. Julia Tymoszenko była w Gdańsku tylko tłem dla Merkel, Tuska i Putina. Warszawa obrała kurs na wpisanie Polski w coraz sprawniej działający blok Berlin-Moskwa, wychodząc z założenia, że jego kontestowanie i egzotyczne sojusze (Gruzja, Ukraina, Litwa) nic nam nie dają, poza marginalizacją i kompromitacją.

Prof. Andrzej Nowak, jeden z adwokatów polityki antyrosyjskiej w Polsce, bije na alarm w sprigreowskim tabloidzie „Fakt” (2.09.2009): „Istotą tego, co wydarzyło się w związku z zaproszeniem Putina na obchody rocznicy wybuchu wojny, było przecięcie kilkusetletniej tradycji kontynuowanej przez prezydentów Wałęsę, Kwaśniewskiego i Kaczyńskiego polityki wschodniej. Czyli szukaniu strategicznego partnerstwa ze wschodnimi sąsiadami, szczególnie z Litwą i Ukrainą.

Jednoznacznym przecięciem był artykuł opublikowany na przywitanie premiera Putina przez szefa MSZ Radosława Sikorskiego w „Wyborczej". W ostrych słowach Sikorski odciął się od tradycji polityki wschodniej i uznał, że na Wschodzie najważniejsze są dla nas stosunki z Rosją. W świetle tego, np. poparcie Kwaśniewskiego dla pomarańczowej rewolucji wydaje się absurdem i szkodnictwem. Sikorski nie wymienił w ogóle Ukrainy. W wypowiedziach strony rządowej jako jedyny istotny gość pojawia się Putin, ewentualnie Merkel. Rosja występuje w tych samych wypowiedziach jako jedyny spadkobierca wysiłku wojennego Armii Czerwonej w walce z III Rzeszą i radzieckich ofiar.

Mimo że Ukraińcy stanowili ok. 30 proc. żołnierzy Armii Czerwonej walczących z Niemcami, a w wyniku agresji Niemiec zginęły miliony białoruskich i ukraińskich cywilów. Tę retorykę polskiego rządu trudno wytłumaczyć inaczej, niż chęcią obrażenia naszych wschodnich sąsiadów, szczególnie Ukrainy. W tej sytuacji nie dziwi gest dezaprobaty ze strony premier Ukrainy Julii Tymoszenko, która wbrew pierwotnemu programowi nie spotka się z Tuskiem.

Wydawało mi się, że dystansowanie się wobec Ukrainy przez rząd PO i próba poprawy za wszelką cenę stosunków z Rosją podyktowana jest chęcią działania odwrotnie niż PiS. Tymczasem wygląda na to, że to przemyślana, konsekwentna, zasadnicza zmiana polityczna. Strategia skierowana na zachodzie na Niemcy, a na wschodzie na Rosję. Zdajemy się w tej sytuacji tylko na dobrą wolę Merkel. Bo jakie są intencje i wola Putina, zdążyliśmy się w ostatnich dniach dobitnie przekonać."

Autor trafnie odczytuje zwrot, jakiego dokonał rząd Tuska, jednak jego argumentacja przeciwko temu zwrotowi wydaje się nie tylko mało przekonująca, lecz także nieco zabawna. Jak bowiem traktować zdanie o „przecięciu kilkusetletniej tradycji kontynuowanej przez prezydentów Wałęsę, Kwaśniewskiego i Kaczyńskiego polityki wschodniej”. Znamienne, że w tej wyliczance nazwisk kontynuatorów tej rzekomo genialnej polityki wymienia się Aleksandra Kwaśniewskiego. Już nie przeszkadza jego „komunistyczna” przeszłość, ważniejszy jest jego akces do obozu antyrosyjskiego.

Co takiego napisał w swoim artykule Radosław Sikorski („1 września – lekcja historii”, 29-30.08.2009)? Pisząc o błędach polityki polskiej przed 1939 rokiem, autor konkluduje: „Dlatego z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć: właściwej odpowiedzi na dylematy geostrategiczne i tożsamościowe Polski nie oferują jagiellońskie ambicje mocarstwowe. Jest nią natomiast nowoczesne państwo narodowe, przy czym przymiotnika "narodowy" używam nie w znaczeniu etnicznym, lecz politycznym, obywatelskim. Oznacza to, że zaangażowanie Polski w proces integracji europejskiej tylko wzmacnia nowocześnie pojmowany charakter polskiego państwa narodowego, sprzyjając zjawiskom modernizacyjnym. Modernizacja i integracja to dwa kluczowe pojęcia na współczesnym etapie rozwoju Polski”. I dalej: „Siłą rzeczy, traci zasadność archaiczny nakaz poszukiwania sojuszników "poprzez kolejną miedzę", na gruncie jednoczącej wrogości do wspólnego sąsiada. Zamiast tego bujnie dziś rozkwitają powiązania sąsiedzkie, zarówno w formie współpracy transgranicznej, jak i więzi subregionalnych (Beneluks, Grupa Wyszehradzka itd.) oraz większych ugrupowań w rodzaju francusko-niemieckiego "motoru" UE czy łańcucha państw tworzących tzw. Wielką Szóstkę lub Trójkąt Weimarski. Powyższe zasady i wynikające z nich nowe uwarunkowania nie pozostały bez wpływu na fakt, że wśród głównych gości gdańskich uroczystości znaleźli się szefowie rządów krajów, z którymi 1 września 1939 roku bynajmniej nie łączyły nas więzi sojusznicze. To niemiecka kanclerz Angela Merkel oraz rosyjski premier Władimir Putin. Ich obecność w Gdańsku świadczy także o dynamice przemian, których doświadczyła najpierw, po 1945 roku, Europa Zachodnia, w tym i Republika Federalna Niemiec, a następnie po przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku, Europa Środkowa i Wschodnia wraz z Rosją”.

Sikorski wyraźnie odrzuca więc model konfrontacyjny na rzecz budowy „wielkiej Europy” z udziałem Rosji: „Wyrażamy zarazem nadzieję, że tendencja ku przywracaniu Europie jedności – przejawiająca się w procesie rozszerzania instytucji zachodnich, zwłaszcza UE, w budowaniu partnerstwa strategicznego Unii z Rosją oraz w Partnerstwie Wschodnim – będzie dominować i nadawać kształt współdziałaniu zachodu naszego kontynentu z jego wschodem”. Zaskakują, pozytywnie, opinie Sikorskiego o Rosji: „Rosja od bez mała 20 lat idzie drogą prób modernizacyjnych i demokratyzacyjnych, które – jak mamy nadzieję – uczynią z tego kraju równie wiarygodnego partnera i przyjaciela. Chyba nigdy w swoich dziejach oba te kraje – zwłaszcza Niemcy, ale także i Rosja – nie hołdowały tak wartościom demokracji i nie były tak inspirowane ich przesłaniem. To najlepszy prognostyk międzynarodowy dla Polski”.

Rzeczywiście, w tekście nie ma ani słowa o Ukrainie, Gruzji, Litwie i państwach bałtyckich. To jest zupełnie inna koncepcja niż ta lansowana przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. O tym, że tak jest świadczy także niepokój Jerzego Pomianowskiego, który pisze: „Większość Polaków, w tym nasi politycy, uważają Putina za szpiega na emeryturze. Tymczasem jest to bardzo zdolny polityk, który ciągle kalkuluje, nie podejmuje żadnych nieprzemyślanych akcji ani decyzji. W tej logice należy patrzeć na jego wizytę w Polsce. Moim zdaniem chodziło o wywarcie choćby odrobinę pozytywnego wrażenia. Przekonania nas, że z Rosjanami można rozmawiać. W rzeczywistości chodzi zaś o to, by odciągnąć Polskę od Ukrainy, bo kontrola nad Ukrainą to jest strategiczny cel Putina”.

Porozumienie gazowe z Rosją, odblokowanie Zalewu Wiślanego, przesunięcie spraw historycznych na drugi plan – to są pierwsze konkrety tej polityki. Ukraina już nie jest naszym priorytetem, i ona sama też o tym wie. Ten zwrot był możliwy także dlatego, że jak domek z kart rozsypała się strategia neokonserwatystów amerykańskich nakazująca nam tworzyć kordon sanitarny wokół Rosji i odpychać ją, jak tylko można, od Europy. Apogeum tej polityki to był polski amok w czasie tzw. pomarańczowej rewolucji. Teraz rząd Tuska trąbi do odwrotu z kijowskiego Majdanu – i jest to odwrót zgodny z polskimi interesami.

Artykuł ukazał się na portalu alt


Czytany 10230 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04