niedziela, 07 wrzesień 2014 09:47

Eugeniusz Januła: Słowacja - trzeci agresor

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

slovak_zolnierze  dr Eugeniusz Januła

Na tle polskiego września 1939 r. zapominamy czasem celowo, a często nawet cynicznie o podstawowych faktach. M.in. o tym, że agresorem były nie tylko hitlerowskie Niemcy, czy od 17 września pokój miłujący ZSRR, ale również nasz sąsiad z południa – Słowacja.

Dzieje niepodległej międzywojennej Czechosłowacji były trudne i skomplikowane. Miało to być w koncepcji Jana Masaryka – „ojca chrzestnego” tego kraju, federalne państwo dwóch suwerennych narodów – czeskiego i słowackiego [1]. Jak zwykle w takich okolicznościach od koncepcji do realizacji było niestety daleko. Główne role w tym państwie odgrywali praktycznie Czesi. Również w kategoriach ekonomiki i struktur społecznych obie części państwa wyraźnie się różniły. Czesi mieli jeszcze jeden poważny problem narodowościowy – Morawom nie przyznano roli równorzędnej z Czechami i Słowacją. Ponadto na tym terenie występowały ruchy separatystyczne… Również Polacy na Śląsku Cieszyńskim oraz na Spiszu i Orawie byli traktowani niczym obywatele drugiej kategorii [2]. Nie można ukrywać, że i Niemcy sudeccy i opawscy też nie cieszyli się specjalnym zaufaniem ze strony Pragi.

Dodatkowo sytuację pogarszała jeszcze sama historia a procesów historycznych przecież lekceważyć nie można. W bardzo tolerancyjnym, ale dualistycznym państwie Habsburgów, Czechy znajdowały się w strukturze cesarstwa austriackiego, natomiast Słowacja była jednym z modułów królestwa Węgier. Można powiedzieć, że w Czechach, w okresie monarchii austrowęgierskiej pewne procesy germanizacyjne, ale na niewielką tylko skalę, występowały. Natomiast Węgrzy usiłowali silnie madziaryzować Słowację. To musiało w sposób naturalny wywoływać odwet [3].

Politycy w Bratysławie wcale nie chcieli być traktowani przez Pragę jako bardzo młodzi bracia, tym bardziej, że następca J. Masaryka, Edvard Beneš stopniowo i powoli, lecz konsekwentnie ograniczał ramy autonomii słowackiej. W odpowiedzi słowacka partia ludowa, tzw. Ludacy, stawała się coraz bardziej programowo i praktycznie instrumentem politycznym dążącym do daleko idącego rozluźnienia więzów z Pragą, a nawet uzyskania niepodległości. Prałat Andrej Hlinka – przez szereg lat lider tej partii, próbował swa antypraską politykę oprzeć początkowo na współpracy z Węgrami, a później również z Niemcami. Natomiast jego najbliższy współpracownik i zastępca Karol Sidor liczył z kolei na współpracę z Polska. A. Hlinka budował też bojówki partyjne, tzw. Gwardię Hlinkową (słow. Hlinkova garda). Z czasem  te paramilitarne oddziały zaczęły być szkolone przez niemieckie SA oraz rumuńską Żelazna Gwardię. Po śmierci A. Hlinki szefem ludaków został jednak nie K. Sidor, a inny nacjonalistycznie nastawiony ksiądz Jozef Tiso. Partia ludaków przybrała pod jego wodzą jeszcze bardziej nacjonalistyczny charakter. Nastąpiło też dalsze zbliżenie z hitlerowskimi Niemcami. Oczywiście Berlin dość cynicznie wykorzystywał niepodległościowe dążenia Słowaków oraz ich pewną naiwność w arkanach wielkiej polityki drogą nacisków na Pragę i E. Beneša.

J. Tiso nie był bynajmniej politykiem tuzinkowym. Odnotował spore sukcesy jako minister zdrowia w autonomicznym rządzie słowackim. Przyczynił się do znaczącej rozbudowy infrastruktury słowackiej. Programowo głosił daleko idącą autonomię dla swojej ojczyzny. Faktycznie natomiast chciał niepodległości. Miał, co trzeba uczciwie przyznać, w społeczeństwie słowackim spore poparcie dla swojego programu i dążeń.

Wydarzenia polityczne u schyłku lat 1930’ nabrały jednak przyspieszenia. Państwo czechosłowackie porzucone przez takich sojuszników, jak Wielka Brytania i przede wszystkim Francja, ograbione terytorialnie w skutek układu monachijskiego, próbowało mimo wszystko ratować swoją niepodległość. Wobec haseł już nie autonomii, ale oderwania się Słowacji od Czech, następca E. Beneša, prezydent Emil Hácha, w nocy z 9 na 10 marca 1939 r. wprowadził na terenie całej Słowacji stan wyjątkowy. Odwołał przy okazji autonomiczny rząd słowacki z księdzem J. Tiso na czele. Ten w odpowiedzi, mając pełne poparcie niemieckiego kanclerza Adolfa Hitlera proklamował secesję i… niepodległą Słowację. Niestety niepodległa i suwerenna Słowacja księdza J. Tiso była tylko z nazwy. Kraj stanął w szeregu państw kolaboranckich, które tworzyli Niemcy. Tymczasem A. Hitler zlikwidował resztki suwerenności państwa czeskiego tworząc Protektorat Czech i Moraw [4]. Protektorem, czy też raczej faktycznie gubernatorem został baron Konstantin von Neurath, były minister spraw zagranicznych Rzeszy.

J. Tiso, z chwilą utworzenia swego marionetkowego państwa, musiał się zgodzić się na wprowadzenie na jego terytorium znacznych kontyngentów wojsk niemieckich. To z terenu Słowacji hitlerowska 14. Armia pod dowództwem gen. Wilhelma Lista zaatakowała Polskę. Niestety, u jej boku wystąpiły także wojska księdza J. Tisy. Podobnie jak Niemcy bez wypowiedzenia wojny, trzy słowackie zgrupowania dywizyjne „Janosik”,  „Rauzuz” i „Skultety” weszły do walki już 1 września 1939 r. na terytorium Polski. W późniejszym okresie dołączyło również zgrupowanie szybkie o równowartości ówczesnego pułku zmotoryzowanego „Kalincak”. Słowacy nazywali swoje podstawowe zgrupowania dywizjami, jednak brakowało im prawie zupełnie artylerii i oddziałów inżynieryjnych a nawet łączności. Warto podkreślić, że nowi niemieccy sojusznicy wcale nie mieli zamiaru uzbrajać Słowaków. Pozwolili im zatrzymać tylko trochę zbytecznego dla siebie sprzętu po byłej już armii czechosłowackiej, ale bez broni ciężkiej. Również wartość bojowa teoretycznych dywizji daleko odbiegała od standardu dywizji niemieckiej czy też polskiej. Oczywiście Słowacy dość pompatycznie w Nowej Wsi Spiskiej umieścili Dowództwo Armii Polowej, na której czele stanął słowacki minister obrony gen. Ferdynand Catlos, jeszcze niedawno czechosłowacki podpułkownik [5]. Słowacy posiadali też dwa dywizjony lotnictwa, które zaczęły wykonywać loty patrolowe nad polskim terytorium. Trzeba przy tym podkreślić, że słowaccy piloci raczej unikali ewentualnej walki z polskimi myśliwcami [6].

J. Tiso postawił swoim wojskom następujące zadanie – wejść jak najgłębiej w terytorium polskie, aby później móc zaanektować jak najwięcej terenów. Rzeczywiście pierwsza dywizja gen. Antona Pulanicha weszła na linię Spiska Bela-Nowy Targ-Ochotnica-Tymbark. Trzecia dywizja do 11 września posunęła się aż do linii „Lesko-Sanok-Rymanów”. W późniejszym etapie wojny w jej miejsce weszła grupa szybka.

Słowacy weszli maksymalnie na głębokość około 30-60 km w głąb terytorium polskiego. W niektórych rejonach i miejscowościach doszło do krwawych walk z broniącymi się tam wojskami polskimi, szczególnie w Pieninach, na Podhalu i w pobliżu Tylmanowej. Po stronie polskiej najczęściej broniły się drobne pododdziały w sile plutonów, najwyżej kompanii. W pierwszych dniach wojny widoczne było po stronie żołnierzy słowackich i to na dużą skalę, zjawisko niechęci do walki. Sporo, bo kilkuset żołnierzy słowackich zdezerterowało na stronę polską. W miarę jednak rozwoju działań wojennych zjawisko to zanikało, ponieważ polskie wojska przegrywały kampanię i musiały się wycofywać. W ślad za wojskami słowackimi wkraczały też bojówki Gwardii Hlinkowej. Trudno określić działalność, niektórych przynajmniej hlinkowców w Polsce w 1939 r. inaczej niż jako zbrodniczą. Dokonywali oni rozstrzeliwań i pospolitych mordów na dość dużą skalę [7].

21 listopada 1939 r. Słowacja podpisała z Niemcami pakt. Na jego mocy otrzymała od A. Hitlera 752 km2 polskiego terytorium – praktycznie cały polski Spisz i Orawę. Było w tym też te ok. 230 km2, które Polska, ku swojej hańbie, zagarnęła wraz z Zaolziem. Przy czym trzeba to dobitnie podkreślić – aspekt narodowościowy był w tym okresie wyraźnie korzystny zarówno na Śląsku Zaolzianskim, jak i na Spiszu i Orawie, dla strony polskiej. Chodzi natomiast o to, że Polska też przyłączyła się wcześniej do de facto agresora w rozbiorze państwa czechosłowackiego.

Po „zwycięskiej” kampanii na Spiszu i Orawie nastąpiły prześladowania o charakterze narodowościowym. Polskich księży i nauczycieli wysiedlano. Na cmentarzach hlinkowcy urządzali symboliczne „pogrzeby Polski” Reżim księdza J. Tisy prześladował też Żydów i Romów, aczkolwiek trzeba przyznać że w stosunku do tych pierwszych przynajmniej do 1943 r., starano się postępować dość humanitarnie. Do Oświęcimia i Treblinki deportowano w sumie około 45 tys. Żydów słowackich.

Słowacy również w trakcie kolejnych faz wojny byli sojusznikami A. Hitlera. J. Tiso, na żądanie wodza III Rzeszy, wysłał swoje wojska na front wschodni, gdzie słabo uzbrojeni, niewyszkoleni i źle wyposażeni Słowacy ponosili ogromne straty. Gen. F. Catlos po klęsce stalingradzkiej, próbował, czując co się święci, porozumieć się z Rosjanami. Ci jednak odrzucili jego zabiegi [8]. Ten sam F. Catlos w czasie słowackiego powstania narodowego w 1944 r. wydał swoim wojskom rozkaz zaprzestania walki z powstańcami, lecz jego decyzję wykonała tylko cześć armii słowackiej.

Całe słowackie powstanie narodowe, mimo że przygotowywane było przez ok. 8 miesięcy, nie odniosło pożądanego skutku. Podpułkownik Jan Golian, który był faktycznym mózgiem tej akcji, nie zdołał nawiązać bezpośredniego realnego kontaktu z Rosjanami. Marszałek Aleksander Wasilewski, szef radzieckiego sztabu generalnego uważał, opierając się zresztą na koncepcjach rosyjskich z czasów I wojny światowej, że łatwiej będzie wejść na teren Słowacji od strony wielkiej Niziny Węgierskiej. Była to teoretycznie prawda. Trzeba było tylko zdobyć ten bardzo silnie broniony przez doborową, niemiecką 6. Armie pancerną SS teren [9]. Komunista Klement Gottwald z kolei, który rezydował w Moskwie, też opóźniał, wraz z przebywającym w Słowacji, Gustawem Husakiem wybuch powstania. Komuniści bowiem woleliby wjechać do kraju na rosyjskich czołgach i przejąć władze w 100%. Stało się to zresztą kilka lat później – w 1948 r.

W rezultacie Niemcy rozbroili praktycznie bez walki, wschodni korpus słowacki, liczący wprawdzie ok. 22 tys. żołnierzy, ale wyposażony tylko w lekką broń i słabo wyszkolony. Ten korpus miał w ramach powstania, zdobyć i utrzymać przełęcze Dukielską i Łupkowską na tyle długo, aby wojska rosyjskie mogły przyjść powstańcom z realną pomocą. Tymczasem tych przełęczy i całego tutejszego pasma górskiego , broniła niemiecka 4. Armia pancerna. Rosjanie w końcu przeszli przez góry, ale po pięciu tygodniach wyczerpujących walk i za cenę ogromnych strat [10]. Powstanie tymczasem wygasło...

Dalsze losy księdza J. Tisy nie były godne pozazdroszczenia. W marcu 1945 r. uciekł do Austrii, stamtąd później do Bawarii. Ukrywał się kolejno w kilku klasztorach. Amerykanie znaleźli jednak uciekiniera i bezzwłocznie wydali go Słowakom. Proces byłego prezydenta trwał od 2 grudnia 1946 r. do 15 kwietnia 1947 r. W składzie sądu zasiedli sami wierzący, aczkolwiek nie tylko katolicy. J. Tiso został jednogłośnie skazany na śmierć. Wyrok wykonano. Znamiennym jest, że Watykan, kierowany w tym czasie przez papieża Piusa XII zabiegał usilnie o ułaskawienie prałata [11].

Warto wiedzieć, że po rozbiorze Czechosłowacji sporo – zarówno cywilów, jak i wojskowych zbiegło na teren Polski. Od lipca 1939 r. na naszym terytorium zaczęto formować zarówno Legion czeski, jak i Legion słowacki. Na czele tego pierwszego, którego liczba szybko urosła do ok. 800 żołnierzy, stanął przyszły prezydent Czechosłowacji, ówczesny podpułkownik Ludwik Swoboda. Pierwszym miejscem formowania Legionu czeskiego był rejon Wodzisławia Śląskiego.

Legion słowacki był liczebnie nieco mniejszy. W jego składzie znalazło się ok. 300 żołnierzy, ale i on wziął czynny udział w walce z Niemcami podczas wojny obronnej. Tak się złożyło, że w potyczce pod Grybowym w dniu 5 września 1939 r. kilkudziesięciu słowackich legionistów starło się z bojówką Gwardii Hlinkowej. Hlinkowcy zostali rozbici a kilkunastu wzięto do niewoli. Pod Starym Sączem 2 września legioniści słowaccy, obsługujący polskie działka przeciwlotnicze zestrzelili słowacki samolot obserwacyjny typu AVIA [12]. Legioniści czescy natomiast walczyli z Niemcami m.in. w rejonie Bochni, a później nawet pod Przemyślem. Niektórzy z nich dotrwali praktycznie do końca kampanii wrześniowej, biorąc udział w obronie Lwowa. Tu trzeba dodać, że reżim J. Tisy poszukiwał, wspólnie zresztą z Gestapo, tych Słowaków, którzy wzięli udział w wojnie obronnej Polski w 1939 r. Jednak wymienieni przewidywali, że sprawy mogą wziąć taki, a nie inny obrót. Większość z legionistów czeskich i słowackich, przez Rumunię lub Węgry przedostała się do Francji a niektórzy, jak wymieniony już L. Swoboda, znaleźli się w ZSRR. Utworzyli tam po kilku latach czechosłowackie oddziały zbrojne.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Już w trakcie wojny, 11 września 1939 r. Słowacja zwróciła się oficjalnie do Węgier notą dyplomatyczną o zezwolenie na przewóz swoich wojsk poprzez terytorium tego państwa na wschód. J. Tiso chciał po prostu przerzucić jedną dywizję węgierskimi kolejami, aby mogła ona wejść na terytorium polskie głęboko na wschodzie w rejonie Przemyśla-Lwowa. Chciał tym sposobem uzyskać większe zdobycze terytorialne. Węgry, mimo że też formalnie będące sojusznikiem Niemiec, podobnie zresztą jak Rumunia, dotrzymywały jednak swoich zobowiązań wobec Polski, mimo że wojna przebiegała dla naszego kraju w tym czasie, już zdecydowanie niekorzystnie. Budapeszt zareagował bardzo zasadniczo, odrzucając notę słowacką. Ponadto zagroził, że uznają podobne wystąpienie za casus belli, czyli wypowiedzenie wojny...[13]. Sytuacja uległa zaostrzeniu do tego stopnia, że interweniować musiała dyplomacja niemiecka, aby przywrócić w miarę normalne relacje między swoimi sojusznikami, czy raczej wasalami.

W świetle prawa międzynarodowego Słowacja była wobec Polski niczym innym, jak agresorem. To, że wystąpiła zbrojnie bez formalnego wypowiedzenia wojny tym bardziej stawia ją w negatywnym świetle. Dopiero w drugiej kolejności można snuć rozważania na ile kampania skromnych liczebnie i słabo wyposażonych i dodatkowo niewyszkolonych wojsk słowackich przyczyniła się do klęski Polski w wojnie 1939 r. Tu trzeba wyraźnie stwierdzić, że z punktu widzenia militarnego agresja tisowskiej Słowacji wielkiego znaczenia mieć nie mogła. Jednak w chwilach przełomowych, szczególnie zaś klęski, aspekt moralny ma wielkie znaczenie. Nic nie może zakryć sytuacji, w której państwo to było sojusznikiem A. Hitlera i używało w wojnie, obok regularnych sił zbrojnych, również bojówek paramilitarnych.

Autor jest pułkownikiem i nauczycielem akademickim z tytułem doktora, niezależnym publicystą. Był posłem na Sejm RP II kadencji, wiceprzewodniczącym Federacji Rezerwistów Sił Zbrojnych RP.
Fot. anatolisgameroom.blogspot.com

_______________________________________________________
1. S. Zabiełło,. O rząd i granice, Warszawa 1966, PAX, s. 34-36.
2. Por. J. Chlebowczyk, Nad Olzą, Katowice 1962, ŚIN, s. 87-92.
3. Szerzej zob. E. Januła, J. Wolny-Majewska, Andrzej Hlinka na tle epoki, [w:] Polski misjonarz na ziemi argentyńskiej. Praca zbiorowa pod red. M. Szczerbińskiego i K. Wasilewskiego, Gorzów Wlkp 2011, s.97-106.
4. Szerzej zob. H. Batowski, Europa zmierza ku przepaści, Wyd. Poznańskie, Poznań 1977, s. 84-97.
5. R. Dalecki, Armia Karpaty, Warszawa.1979, MON, s. 42-44.
6. E. Januła, Słowacja agresorem, „Trybuna”, nr 211/1999.
7. R. Dalecki… op. cit., s. 56-59.
8. W. Anfiłow, Krach Blitzkriegu Warszawa 1978, MON, s. 619-624.
9. A. Greczko, Poprzez Karpaty, Warszawa.1977, MON, s.346-357.
10. H. Guderian. Wspomnienia żołnierza, Warszawa 1961, MON, s. 298 i nast.
11. Zob http://www.Slowacja.Historianajnowsza.pl (05.05.2012).
12. R. Dalecki…, op. cit., s. 98-104.
13. T. Jurga, Ukresu drugiej Rzeczypospolitej, Warszawa 1979, KiW, s. 253.

Czytany 6867 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04