piątek, 06 listopad 2015 07:00

Eugeniusz Januła: Metodologia i technologia wojny – historia i współczesność

Oceń ten artykuł
(17 głosów)

dr płk Eugeniusz Januła

Wojna w świadomości społecznej kojarzona jest ambiwalentnie i uznawana, przynajmniej przez współczesną cywilizację, jako zło. Mimo całego podziału na wojny sprawiedliwe i niesprawiedliwe, generalnie uważa się wojnę za takie narzędzie polityki, które jest stosowane tylko wtedy, kiedy sprzeczności nie mogą być rozwiązywane metodami klasycznymi, czyli poprzez negocjacje, kompromisy itd. Przy czym w dalszym ciągu zarówno w teorii polityki jak i w praktyce obowiązuje teza Carla von Clausewitza, że „wojna jest w dalszym ciągu polityką i tylko jej szczególnym przedłużeniem” [1].

I
Historia cywilizacji dowodzi, że wojna była również sporym narzędziem dialektyki. Poprzez wojnę zachodził postęp technologiczny, a w świat za tym ekonomiczny, jak również postęp społeczny. Wraz z epokami zmieniały się jednak cele i funkcje wojny. Pomijając hordy pierwotne, które walczyły z sobą na maczugi, najczęściej o pożywienie, również o terytorium i kobiety, wojny epoki niewolnictwa toczyły się już najczęściej o terytorium i hegemonię, podobnie zresztą jak w epoce feudalnej [2]. Tu trzeba dodać, że w obu wymienionych epokach sporo wojen było też typowymi walkami ideologicznymi, najczęściej religijnymi. Tego typu wojny były zresztą zazwyczaj, najbardziej krwawe.

Wraz z nadejściem epoki nowożytnej, co praktycznie było równoważne z epoką wczesnego, czyli wolnokonkurencyjnego kapitalizmu, a później także kapitalizmu wolnokonkurencyjnego, cele wojen uległy pewnej zmianie. Pozostały cele klasyczne, czyli terytorium i hegemonia, ale coraz więcej odbywało się starć o surowce, siłę roboczą i dostęp do rynków zbytu. Tu można wymienić chociażby wojny: opiumową, burską i szereg innych wraz z licznymi powstaniami, quasi-rewolucjami itp. Zmieniała się również technologia działań wojennych [3]. Z czasem starcia ciężko zbrojnych a także lżej zbrojnych rycerzy zstąpiły działania wojsk technicznych i zrodziła się „królowa wojny” – artyleria, która zresztą do dzisiaj pełni arcyważną funkcję w ramach działań wojennych. W miejsce ciężkich zakutych w zbroję koni pojawiły się czołgi i inne pojazdy opancerzone, a doskonałych łuczników z okresu bitwy pod Crecy i Agincourt zastąpili strzelcy, wyposażeni w broń automatyczną o zasięgu przekraczającym na ogół tysiąc metrów.

Zupełną rewolucją technologiczną, taktyczną, jak również operacyjną stanowiło natomiast lotnictwo. Wprawdzie daleko jeszcze na początku było do doktryny Giulio Doucheta, w której to właśnie ono miało samodzielnie wygrywać wojny bez żadnego udziału wojsk lądowych, ale praktycznie już schyłek II wojny światowej pokazał, że zarówno Niemcy jak i Japończycy ponosili totalne klęski, głównie dlatego, że przeciwnik, czyli akurat Anglo-Amerykanie bezwzględnie panowali w powietrzu [4].

Warto również zwrócić uwagę na kolejną przesłankę metodologiczną. Wojny, aż do zakończenia drugiej największej w dziejach, jeżeli chodzi o wymiar i skutki, także z wojną koreańską, która była metodologicznie i politycznie naturalnym przedłużeniem II wojny światowej, były toczone według klasycznej doktryny. Mianowicie należało przeciwnika prawie zupełnie rozbić, niemal unicestwić i w konsekwencji zająć jego terytorium. Praktycznie odbywało się to tak, patrząc na pancerne zagony takich dowódców jak gen. Heinz Guderian, feldmarszałek Erwin Rommel, czy po drugiej stronie marszałek Gieorgij Żukow czy też gen. George Patton, że po złamaniu oporu przeciwnika pod silną osłoną własnego lotnictwa wjeżdżało z szumem i chrzęstem wiele tysięcy czołgów, które gnały do przodu w zasadzie na tyle, na ile im wystarczyło paliwa [5]. Przeciwnik, którego linie obrony przełamano, wszystko najlepsze, co mógł zrobić, to cofnąć się o kilkaset najczęściej kilometrów, po to, by zająć nową rubież obrony i może z lepszym skutkiem próbować się na niej bronić. Przekładając to na język polityki aneksji, wojna miała praktycznie charakter ciągły, jedna ze stron szła do przodu, zajmowała terytorium przeciwnika razem z infrastrukturą, ekonomiką i możliwie dużymi zasobami demograficznymi, a broniąca się z kolei strona starała się właśnie te elementy zniszczyć lub ewakuować po to, aby w ewentualnym kolejnym etapie wykorzystać zasoby do kontrataku.

Wchodząc w faktografię. Rozkaz Józefa Stalina o ewakuacji przemysłu na Ural okazał się w praktyce bardzo skuteczny. Radziecki przemysł podjął w nowych miejscach produkcję i można było wyprodukowane zasoby i technologie z powodzeniem użyć. Tu trzeba oczywiście zaznaczyć, że bez olbrzymich dostaw materiałowo-sprzętowych ze strony zachodu, Związek Radziecki nie miałby większych szans na przetrwanie. Po drugiej stronie Adolf Hitler nie mógł uczynić czegoś podobnego bowiem ekonomika Niemiec a także okupowanych terytoriów, takich jak Francja, Benelux, czy nawet Górny Śląsk znajdowały się w zasięgu alianckiego lotnictwa strategicznego. Niemcy nie miały po prostu terytoriów, na których mogłyby umieścić w sposób bezpieczny swoje newralgiczne instalacje technologiczne.

Tu trzeba jeszcze wrócić do sytuacji Polski przedwrześniowej. Centralny Okręg Przemysłowy właśnie ze względów strategicznych budowano nie tuż obok Górnego Śląska, co byłoby z punktu ekonomicznego najbardziej dogodne, ale w widłach Wisły i Sanu, bo te rejony były względnie bezpieczne i oddalone od możliwych stref operacyjnych ówczesnego lotnictwa niemieckiego. Musiano natomiast ponieść dodatkowe koszty na budowę niemal całej infrastruktury technicznej w tym rejonie, a także infrastruktury socjalnej, bo praktycznie musiano budować tam nowe miasta i sprowadzać siłę roboczą z zewnątrz.

Tyle o wojnie klasycznej, która mogła być zakończona tylko zupełnym dobiciem przeciwnika. Istnieje prawdopodobieństwo, że nawet gdyby zamach z lipca 1944 roku w ramach operacji „Walkiria” się udał i A. Hitler zostałby pozbawiony życia, to jego następca (proponowany był gen. Ludwig Beck), też nie zdołałby wynegocjować i zawrzeć jakiejś formy pokoju w istotny sposób różniącego się od bezwarunkowej kapitulacji [6]. Jako egzemplifikację można przytoczyć tutaj sytuację ze schyłku I wojny światowej, kiedy Niemcy skapitulowały, praktycznie też bezwarunkowo, mimo że w chwili kapitulacji to żołnierze niemieccy okupowali prawie całą Ukrainę, Polskę oraz znaczne połacie Beneluxu i Francji. Po prostu dyktatorzy schyłkowego okresu wojny, czyli gen. Erich Ludendorff oraz marszałek Paul von Hindenburg wymusili zawarcie pokoju stwierdzając, że w przeciągu czterech miesięcy front zupełnie się załamie, bo Niemcy praktycznie nie mają już zasobów do prowadzenia wojny.

Tylko Japończykom udało się raczej wybłagać niż wymusić w ramach bezwarunkowej kapitulacji pozostawienie na tronie cesarza Hirohito i zachowanie jego bardziej symbolicznej niż faktycznej roli. Chodziło tu o to, że prezydent Franklin Delano Roosevelt bał się narażenia wojsk amerykańskich na dalsze straty w ludziach. Amerykańscy planiści z gen. Georgem Marschallem na czele sugerowali bowiem, że desanty na wyspy japońskie oraz działania wojenne na macierzystych wyspach japońskich doprowadzą oczywiście do zwycięstwa, ale będzie to kosztowało życie co najmniej pół miliona amerykańskich żołnierzy [7].

Jak widać z powyższego – wojna, mimo ewolucji środków technologicznych sama w sobie nie ewoluowała. Jej podstawą dalej było rozbicie i zagarnięcie terytorium przeciwnika.

II

Postęp technologiczny spowodował, a może raczej wymusił konieczność daleko idących zmian w doktrynach wojennych. Bronie masowego rażenia, z nuklearnymi na czele, rakiety, samoloty itd. były środkami walki, które wymagały zaangażowania w ich produkcję bardzo daleko zaawansowanych technologii, jak również z natury rzeczy były i pozostają do tej pory bardzo kapitałochłonne. Już to sugeruje wyraźnie, że na produkcję i posiadanie nowoczesnych środków walki mogły sobie pozwolić z jednej strony państwa, które posiadały przodujące technologie lub też alternatywnie państwa, które posiadały środki na nabycie nowoczesnych systemów broni. W pewnym sensie antycypując, takie państwa jak Arabia Saudyjska, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie itp. same nie produkują, bo nie są w stanie, nowoczesnych systemów broni. Jednak takie bronie posiadają i to w dużej liczbie, bo po prostu są sobie w stanie, z uwagi na posiadane zasoby finansowe, nowoczesne systemy broni zafundować.

Stwierdzić chcemy, że w połowie lat 1960’ zmienił się charakter wojny na tyle, że stała się ona jakby łatwiejsza, tańsza, ale tylko dla tego podmiotu, który posiadał nowoczesne systemy broni. W naszym rozumieniu pierwszą wojną nowej generacji, czyli toczoną według nowej metodologii wojny, była słynna wojna sześciodniowa – ściślej mówiąc wojna Izraela z krajami arabskimi w dniach 5–10 czerwca 1967 roku.

Geneza tej wojny oczywiście, jak prawie każdej, była głęboko skomplikowana. Wiązała się z samym istnieniem państwa Izrael, które od 1948 roku zaczęło funkcjonować jako podmiot stosunków międzynarodowych na części terenów historycznej Palestyny. Izraelczycy wygrali pierwszą wojnę w 1948 roku, kiedy to wywalczyli sobie granice swojego państwa. Jednak nie można zapominać, że wiązało się to z przymusowym eksodusem znacznej części Arabów – Palestyńczyków do Jordanii, Egiptu, Syrii, a także innych państw.

Kolejną wojną był konflikt sueski w 1956 roku, kiedy to prezydent Egiptu Gamal Abdel Nasser znacjonalizował Kanał Sueski, przechylając się równocześnie politycznie na stronę Związku Radzieckiego [8]. Dwa chylące się do upadku mocarstwa, czyli Zjednoczone Królestwo oraz Francja, były żywotnie zainteresowane utrzymaniem status quo w rejonie kanału i porozumieniem się z Izraelem, który też widział szansę na po pierwsze: złamanie rosnącej roli Egiptu, i po drugie: powiększenie swojego terytorium.

Wojska izraelskie, na których czele stanął gen. Mosze Dayan, dokonały agresji i w błyskawicznej kampanii rozbiły wojska egipskie na półwyspie Synaj, dochodząc do prawego brzegu kanału. Kluczowymi elementami w tej kampanii było zajęcie przełęczy Mitla oraz rejonu Szarm el Szejk nad zatoką Akaba. Wtedy też do akcji wkroczyli właśnie Anglicy i Francuzi wysadzając desanty na obu końcach kanału, czyli w Suezie i Port Saidzie. Ten konflikt skończyłby się wielkim sukcesem faktycznie agresorów... ale wtedy nadszedł słynny dokument, znany w historii dyplomacji jako „depesza Kosygina”. Pismem swojego ówczesnego premiera ZSRR zapytywał, co zrobiłaby Wielka Brytania i Francja, gdyby zostały zaatakowane przez państwa lub grupę państw silniejsze od nich, które nie musiały by używać klasycznych środków typu desanty, ale użyły by rakiet... Jakby nie spojrzeć na ten dokument, była to zakamuflowana forma ultimatum. Ponieważ Francja z Wielką Brytanią nie uzyskały w tym momencie wsparcia ze strony ówczesnego prezydenta USA Dwighta Eisenhowera, a tylko to państwo mogło przeciwstawić się realnie Związkowi Radzieckiemu, w praktyce musiały przeprowadzić ewakuację swoich wojsk. Zmuszono również do wycofania się wojska izraelskie.

Słynna operacja o kryptonimie „Muszkieter”, o której mowa była wyżej, spaliła na przysłowiowej panewce, ale sprzeczności zostały. Było wiadomym, że w tym newralgicznym rejonie, wcześniej czy później, wojna musi wybuchnąć [9]. Egipt, Syria, a nawet Jordania z jednej a Izrael z drugiej rozpoczęły lokalny wyścig zbrojeń. Wytworzył się co prawda pewien paradoks, bo od 1957 roku Egipt i Syria zaopatrywały się w broń i sprzęt wojskowy głównie w ZSRR, a będąca z nimi w antyizraelskim sojuszu Jordania, podobnie jak Izrael w państwach zachodnich, głównie z Stanach Zjednoczonych. Jednak takie są właśnie paradoksy polityczne.

Sama wojna miała przebieg bardzo nietypowy. Spornym jest nawet podmiot agresji, bo zarówno Egipt jak i Izrael zapewniły cały świat, że ten właśnie przeciwnik ich zaatakował. W każdym razie Izrael był do wojny przygotowany drobiazgowo. Same starcie poprzedził szereg manewrów politycznych i wojskowych. Były to mobilizacja rezerwistów zarówno w Egipcie, jak i Izraelu, mobilizacja pojazdów wojskowych oraz także odpowiednio spreparowane doniesienia i komentarze prasowe.

Potencjał przeciwników był oczywiście asymetryczny i niekorzystny dla strony izraelskiej. Łącznie siły Egiptu, Syrii i Jordanii, liczyły prawie 600 tys. ludzi, z których co prawda, tylko ok. 2/3 można było użyć w walce. Natomiast Izrael zmobilizował około 250 tys. żołnierzy. Posiadał też znacznie mniej, bo tylko ok. 750 czołgów wobec ca 2 tys. tego typu pojazdów po stronie przeciwników. Izrael posiadał także ok. 300 bojowych samolotów, podczas gdy koalicja – ok. 700 [10].

Przewaga jakościowa natomiast leżała już po stronie Izraela. Używał on w lotnictwie prawie wyłącznie maszyn francuskich klasy Dassault Mirage, Dassault Mystère i Dassault Étendard, podczas gdy jego główny przeciwnik, czyli Egipt, dysponował radzieckimi maszynami klasy MiG 21, MiG 19 i starszymi MiG 17.

W siłach pancernych Izrael używał czołgów francuskich klasy AMX i brytyjskich Centurion, natomiast Egipcjanie i Syryjczycy radzieckich T-54 i T-55.

Biorąc pod uwagę swoje położenie geopolityczne, niewielki obszar i wydłużony kształt – Izrael nie mógł dopuścić, by jego terytorium stało się obszarem walk. Musiał przenieść całość działań wojennych na ziemie przeciwnika. To założenie stało się podstawą izraelskiego planu wojny. Ponadto liczono się z koniecznością operowania na trzech odrębnych frontach, czyli egipskim, syryjskim i jordańskim. Tu nie było wątpliwości – należało się rozprawić najpierw z Egiptem, a dopiero potem przenieść działania przeciwko Jordanii i Syrii. Zwrócić należy jeszcze uwagę, że tym razem Izrael nie miał jeszcze sojuszników, takich jak w 1956 roku. Musiał więc działać wyłącznie bazując na własnych siłach i zasobach. Co najwyżej mógł dokonywać niewielkich uzupełnień w zakresie modułów i części zamiennych do sprzętu wojskowego.

Jako taran uderzeniowy miało posłużyć izraelskie lotnictwo, z zadaniem eliminacji w pierwszej fazie walki szczególnie lotnictwa egipskiego, które było też najsilniejszym elementem. Trzeba przyznać, że Izraelczycy posiadali bardzo dokładne rozpoznanie, zarówno o systemie lotnisk, jak i systemu radiolokacyjnego Egiptu, Jordanii i Syrii [11].

Zastosowano typowe działania kamuflażowe. Przez cały tydzień przed rozpoczęciem działań bojowych izraelskie samoloty wykonywały loty ćwiczebne w kierunku granicy z Egiptem na wysokości około 600 metrów, czyli takiej, żeby mógł je z powodzeniem wykryć egipski nie najwyższej jakości radar. Za samolotami bojowymi latały samoloty rozpoznania radioelektronicznego, które opracowywały charakterystykę pracy i egipskich radarów. Całość tych działań kamuflażowych była niczym więcej, jak maskowaniem operacyjnym co do kierunku i czasu rzeczywistego ataku lotniczego. Taktyka osiągnęła pozytywny skutek – po zakończeniu izraelskich lotów ćwiczebnych, czyli po godz. 6.00 rano egipska obrona przeciwlotnicza odwoływała stan podwyższonej gotowości bojowej. Trzeba dodać, że lotnictwo Izraela stosowało też na szeroką skalę inspirację operacyjną. Wykonywało po prostu silne rozpoznanie w rejonie zatoki Akaba. Musiało to sugerować, że jeżeli nastąpi jakieś uderzenie, to pójdzie ono właśnie w kierunku południowym. Ta inspiracja miała skutek taki, że dowództwo egipskie przesunęło na lotnisko w Hurghadzie, leżące daleko na południu, ok. 50 maszyn, które tym samym po prostu zostały wyłączone z walki, będąc za daleko od przestrzeni czysto operacyjnej.

Wszystkie powyższe działania bardzo zmyliły dowództwo egipskie, które również w zakresie wojsk lądowych przesunęło część oddziałów w kierunku południowym. W rezultacie generalnie Egipt na półwyspie Synaj posiadał aż 7 dywizji, w tym 2 pancerne.

Pierwszy dzień wojny wyznaczono na poniedziałek 5 czerwca 1967 r. Nastąpiło wtedy gwałtowne uderzenie powietrzne na egipskie bazy lotnicze. Zaczęło się podobnie, jak w poprzednim tygodniu, czyli wykonywano loty w kierunku egipskiej granicy. Kiedy izraelskie samoloty wróciły na lotniska zawieszono też egipskie loty patrolowe, jak i odwołano pogotowie radarowe. Wówczas wystartowała prawie całość sił powietrznych Izraela, kierując się nie jak zwykle ku granicy na Synaju, lecz na zachód nad Morze Śródziemne. Samoloty izraelskie zatoczywszy ogromny łuk zaatakowały lotniska i bazy egipskie od zachodu czyli z kierunków zupełnie nieoczekiwanych, a przez to niedozorowanych. Czas skalkulowano tak, że równocześnie zaatakowano 8 największych baz lotniczych. Pikanterii dodaje sytuacja, że samoloty izraelskie wleciały nad bazy egipskie około pół minuty potem, jak podniosły się panujące nad tymi bazami mgły. To dowodzi jak dalece wszystko było rozpoznane [12].

Pierwsze uderzenie wykonywane kolejnymi falami trwało około 3 godzin. Zniszczono łącznie 19 baz lotniczych i kilkanaście stacji radiolokacyjncyh. W tym pierwszym natarciu uległo unicestwieniu praktycznie 80% egipskiego lotnictwa. Pozostałe siły lotnicze tego kraju zostały obezwładnione wobec równoczesnego skutecznego zbombardowania pasów startowych. Po pierwszym ataku Egipt dysponował w całym kraju tylko 3 startowymi pasami lotniskowymi, z których można było ewentualnie startować do walki.

Do końca drugiego dnia walki zniszczono praktycznie resztę lotnictwa egipskiego oraz po ok. 70% lotnictwa Syrii i niewielkiego liczebnie lotnictwa Jordanii. Straty natomiast lotnictwa izraelskiego wynosiły tylko 19 samolotów.

Wynik ataku lotniczego przesądził o wyniku całej wojny. Pod osłoną własnego lotnictwa a przy braku jakiegokolwiek przeciwdziałania nieistniejącego już praktycznie lotnictwa egipskiego ruszyło też izraelskie natarcie lądowe. Wykonano je na Synaju w kilku węzłowych kierunkach. Zdobyto w pierwszej kolejności wielką bazę wojenną El-Arisz. W ten sposób wyeliminowano jedyne zgrupowanie wojsk egipskich na północy Synaju. Równolegle przez środek tego półwyspu ruszyły dwie izraelskie brygady pancerne. Ta droga była niebroniona, ponieważ Egipcjanie uważali, że jest ona nie do przebycia. Jednak po około 10 godz. wojska izraelskie przeszły synajską pustynię i przecięły drogi, którymi można było dosłać ewentualne posiłki [13].

Już w środę 7 czerwca czołowe jednostki izraelskiej broni pancernej doszły do północnego odcinak Kanału Sueskiego. Zdobyto też przy pomocy desantu spadochronowego słynną przełęcz Mitla. Chodziło po prostu o to, by ją zamknąć dla wycofujących się z półwyspu jednostek egipskich. Tego samego dnia kombinowany desant powietrzno-morski pojawił się w Szarm el-Szejk, ale, o dziwo, garnizonu egipskiego już tam nie było. Tym sposobem, a piszemy tu tylko o pewnych epizodach, wojska izraelskie doszły nad kanał znacznie szybciej niż wycofujące się wojska egipskie. W praktyce ok. 110 tys. Egipcjan pozostałych na półwyspie Synaj miało do wyboru albo zginąć z pragnienia, albo się poddać. Chyba nie trzeba dodawać, że Egipcjanie wybierali raczej to drugie rozwiązanie [14].

Kampania na Synaju trwała praktycznie 4 dni. W jej wyniku Egipt utracił 100% lotnictwa, 7 dywizji, w tym 2 pancerne, ok. 900 czołgów i ok. 14 tys. pojazdów mechanicznych. W powietrzu dominowały izraelskie samoloty, a na ziemi izraelskie czołgi. Izraelczycy, po dotarciu do kanału, rozpoczęli w jego środkowym odcinku budowę nie mostów, ale ziemnej, grobli, jako budowli bardziej trwałej. Wskazywało to jednoznacznie, że zamierzają kanał sforsować i zaatakować od południa Kair. Była to bezpośrednia groźba dla prezydenta G.A. Nassera.

Na froncie jordańskim wojna w zasadzie przeszła bez historii. Tutaj głównym celem była arabska część Jerozolimy, którą wojska izraelskie zdobyły, aczkolwiek po zaciętej walce. Nawet wg Izraelczyków wojska jordańskie, mimo niewielkiej liczby i przestarzałego wyposażenia, walczyły zaciekle i poniosły też poważne straty.

Końcowym elementem wojny było uderzenie Izraela na Syrię. Tu też do 6 czerwca wyeliminowano prawie 80% syryjskiego lotnictwa, przy czym połowę na lotniskach, a drugą w walkach powietrznych. Właśnie w ich trakcie okazało się, że syryjscy lotnicy są słabo wyszkoleni a maszyny utrzymywane są w złym stanie technicznym. Na lądzie natomiast wojska izraelskie zdobyły strategiczne wzgórza Golan, na których w przyszłości oparto granice.

Oficjalnie sześciodniowa wojna izraelsko-arabska została zakończona w sobotę 10 czerwca, ok. godziny 20.00 przerwaniem ognia. Cały konflikt był bezprzykładnym zwycięstwem Izraela i praktycznie upadkiem mitu wielkiego prezydenta G.A. Nassera, który odgrywał do tej chwili również rolę moralnego przywódcy całego świata arabskiego. W tej wojnie okazało się, że jego państwo jest pozbawione podstaw ekonomicznych, militarnych, a całość systemu politycznego jest mniej niż słaba.

III

Wojna sześciodniowa była pierwszą, ale, jak już widać, nie ostatnią wojną nowej generacji. Okazało się, że korzystając ze znaczącej przewagi technicznej (chodzi tu o technologie wojskowe), ale również przewagi operacyjnej, strategicznej i wywiadowczej, czyli łącznie typowej przewagi „mózgu wojskowego”, można skutecznie i efektywnie wygrać z przeciwnikiem, który reprezentuje teoretycznie rzecz biorąc znacznie większy potencjał.

Izrael oczywiście zajął Synaj oraz wzgórza Golan, ale nie były to cele strategiczne. Celem strategicznym tej wojny i kolejnych wojen tego typu było pozbawienie przeciwnika środków i możliwości walki. Izrael nie potrzebował zajmować terytorium Egiptu, mimo że zbudował groblę przez Kanał Sueski, tylko dla wskazania, że może kontynuować ofensywę. Po prostu w pierwszej fazie wojny pozbawił przeciwników, szczególnie Egipt, możliwości dalszej walki. Po drugim dniu wojny Egipt i jego sojusznicy byli już praktycznie przegranymi i najlepiej by zrobili, gdyby już w tej fazie walki poprosili o zawieszenie broni lub wprost o warunki pokoju [15]. Walkę jednak kontynuowano i po 6 dniach okazało się, że wszyscy trzej przeciwnicy, czyli Egipt, Jordania i Syria nie są w stanie wojny kontynuować, bo po prostu nie mają czym.

Wyższość wojskowej technologii przy pozornie znacznie mniejszym potencjale wykazuje, że wyższy poziom techniki, większa możliwość myślenia oraz bardziej otwarty umysł sprawiają, że również i wojna jako zjawisko w kategoriach wartościowania, weszła w nową fazę. Mądrzejszy i bardziej zaawansowany technologicznie może i powinien uzyskać zasadnicze zwycięstwo. Co więcej, nie musi wcale niszczyć terytorium ekonomiki i demografii przeciwnika. Gdyby chciał uzyskać jakieś zdobycze terytorialne, po prostu uzyskałby je jako niezniszczone.

Wojna dalej pozostała ważną sferą polityki. W kategoriach globalizującego się świata zyskuje ona znacznie większy ciężar gatunkowy [16]. Równocześnie zagrożona jest ona znacząco mniejszym ryzykiem. Przynajmniej dla jednej ze stron walczących. Przykładowo walczący w Afganistanie talibowie ponoszą bardzo małe ryzyko, bo śmierć w ich pojęciu raczej jest dobrostanem a nie definitywną klęską. Toteż w ramach wojen nowej generacji, mamy coraz częściej do czynienia również z wojnami asymetrycznymi, do których musimy zastosować zarówno nową metodologię ocenną, jak i nowe środki i metody walki.

Fot. www.japantimes.co.jp

________________________________________
1. Clausewittz .O wojnie.Warszawa.1959.MON.s.68-69
2. Por. L .Krzywicki .Horda pierwotna./w/Dzieła/t.V.Warszawa.1962.s.345-356
3. Szerzej zob; B .Liddel Hart .Strategia-Działania pośrednie.Warszawa.1965.MON.s.123-145
4. Por. J. Lipinski .Druga wojna światowa na morzu.Gdańsk.1972.Wyd.Morskie.s.479-506
5. Szerzej zob .H. Guderian .Achtung Panzer. Berlin 1936.Krigsamt.Verlags.145-167.Tenże.Wspomnienia żolnierza.Warszawa.1977.MON.s.346-358.G. Żukow .Wspomnienia i refleksje.Warszawa.1976.MON.s.111-134
6. Szerzej .E. Januła .Operacja ”Walkiria”/w/Przegląd.nr.21/1999
7. J. Lipinski…op .cit…s.567-573
8. E .Childers The Road to Suez.London.1962.Cambride University Press.s.247-249
9. Ibidem.s.312-317
10. R .Donovan .Israel s Fight for Susvival.N-Y.1979.Brown and sons.Press.s.236-246
11. B .Liddel Hart…op.cit.s.278-284
12. B .Maszlanka .Cztery oblicza militaryzmu.Warszawa.1971.s.476-497
13. Ibidem…s.487-490
14. Wywiad gen .Mosze Dayana dla czasopisma ’Haaretz; .Cyt za ;Miltarenwessen Berlin nr 12/1968.s.1688-9
15. A i H .Tofler. Wojna i antywojna.Warszawa.1988.Wyd.Bertelsmann Media .Sp. .z o.o.s.141-164
16. Por. Z .Brzezinski. Wielka szachownica.Warszawa.2001.Wyd.Bertelsmann Media .Sp. z o.o., s. 67-74

Czytany 5698 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 05 listopad 2015 16:11