piątek, 06 wrzesień 2013 08:05

Borys Dołgow: Eskalacja kryzysu w Egipcie

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

egypt_protests2  prof. Borys Dołgow

Konflikt wewnętrzny w Egipcie jest odbiciem schizmy w egipskim społeczeństwie. 14 sierpnia siły polityczne Egiptu i wojskowe siły specjalne, zgodnie z rozkazem ministra spraw wewnętrznych i prokuratora generalnego, zlikwidowały obozy protestujących i barykady w Kairze, na dziedzińcu meczetu, na placach Rabaa al-Adawiya, Nahda w Gizie i Uniwersytetu Kairskiego. To tu zwolennicy Bractwa Muzułmańskiego przeprowadzali demonstracje, żądając powrotu do władzy Mohammeda Morsiego.

Radykalni imamowie Bractwa wygłaszali podburzające kazania i rzucali groźby pod adresem przeciwników M. Morsiego. Odzywały się głosy nawołujące, by zostać „żołnierzami Allaha i przywrócić Morsiemu władzę". Przed operacją likwidacji obozowisk i barykad władze Egiptu wciąż zapraszały Braci Muzułmanów do „włączenia się w życie polityczne". Jednak ci woleli ścieżkę bezpośredniej konfrontacji z władzami.

Islamiści stawili zaciekły opór podczas akcji 14 sierpnia, także zbrojny. Jak twierdzą naoczni świadkowie wydarzeń tego dnia, mieszkańcy sąsiednich bloków, pierwsze strzały padły od strony barykad, za którymi zgromadzili się zwolennicy Bractwa. W wyniku akcji obozy protestujących zniszczono. Według oficjalnych danych w zajściach zginęło kilkaset osób, około 2000 zostało rannych, w tym ponad 50 funkcjonariuszy ochrony porządku publicznego. Członkowie Bractwa twierdzą z kolei, że zginęło ponad 2 tys. zwolenników M. Morsiego, w tym córki dwóch liderów Bractwa, al-Shakra i bin Tahi. W ciągu następnych 24 godzin islamiści atakowali żołnierzy, z których siedmiu poniosło śmierć. Ataki na posterunki policji miały miejsce w Kairze i kilku innych miastach. Budynki administracji publicznej także były celem ataków w Gizie, Kairze; biuro związków zawodowych podpalono. Islamscy bojówkarze wysadzili w powietrze linie kolejowe w mieście El-Arish, spalono też kilka kościołów koptyjskich i pięć szkół w mieście Minja. Według naocznych świadków atakujący uzbrojeni byki w broń automatyczną, pistolety i bomby benzynowe. W Kairze bojówkarze strzelali z przenośnego przeciwlotniczego zestawu rakietowego do helikoptera policyjnego.

Premier Egiptu, Hazem EL Beblawi oświadczył, że niektórzy uczestnicy zamieszek byli uzbrojeni. To także widać na filmach wideo. Na miejscu obozowisk protestujących znaleziono różnego rodzaju broń. Egipskie media donosiły, że do Egiptu przenikają bojówkarze al-Kaidy, w starciach z egipskimi siłami bezpieczeństwa biorą udział islamiści syryjscy, którzy wcześniej walczyli w szeregach zbrojnej opozycji w Syrii, jak również bojówkarze palestyńskiego Hamasu.

Stan wyjątkowy został wprowadzony w 11 z 21 prowincji Egiptu, a w Kairze godzina policyjna. W kilku prowincjach gubernatorzy wprowadzeni przez M. Morsiego zostali usunięci ze stanowisk i zastąpieni przez nowo mianowanych. Minister spraw wewnętrznych ogłosił, iż wszelkie działania „mające na celu destabilizację sytuacji w kraju, a także ataki na budynki administracyjne i inne obiekty" zostaną zdecydowanie stłumione. Grupy ochotników zaczęły się zbierać, by pomagać policji przywrócić porządek i ustabilizować sytuację w kraju. Amr Moussa, jeden z przywódców opozycyjnej partii Morsiego, "Frontu Ocalenia Narodowego" i były sekretarz generalny Ligi Arabskiej oznajmił, że „miliony ludzi wyszły na ulicę by poprzeć działania armii, które mają na celu obronę Egiptu przed terrorystami".

Co do reakcji zagranicy, najbardziej zdecydowanie poparła egipskie Bractwo Turcja. Turecki premier potępił przewrót wojskowy i wezwał do natychmiastowego zebrania Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie wydarzeń w Egipcie. Stanowisko Ankary wynika z faktu, że obecny rząd turecki jest pochodną tureckiego Bractwa Muzułmańskiego. Utrata egipskiego sojusznika może oznaczać porażkę tureckiej polityki zagranicznej, która nakierowana jest na alians z islamistami w świecie arabskim.

Islamiści w Egipcie byli również popierani przez palestyński Hamas, który został utworzony przez Bractwo i otrzymał od niego znaczącą pomoc, podobnie jak jordańskie Bractwo w imię Frontu Akcji Islamskiej. Król Jordanii, w której wpływy islamistów są coraz większe, poparł nowy rząd Egiptu. Katar także popierał egipskich islamistów wcześniej, podczas gdy Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Kuwejt stanęły po stronie nowych władz Egiptu. Ponadto głowy państw arabskich wzywają do zakończenia konfliktu. Tymczasowy wiceprezydent, Mohamed Elbaradei, spotkał się z senatorami amerykańskimi Johnem McCainem i Lindsey Graham, ambasador USA w Egipcie, Anne Patterson, w Kairze 6.sierpnia 2013r. W ciągu tygodnia opuścił swoje stanowisko.

Stanowisko USA jednakże wydaje się trochę niejasne. Niedługo przed wydarzeniami z 14 sierpnia do Egiptu przybyła delegacja amerykańskich kongresmenów pod przewodnictwem senatora McCaina, by pełnić rolę mediatora w kryzysie. Stanowisko delegacji było ustalone wcześniej: „Morsi jest legalnie wybranym prezydentem i armia nie powinna wtrącać się do polityki". Rozumie się samo przez się, że taki rodzaj „mediacji" musiał zakończyć się porażką. Podczas starć między siłami porządkowymi i zwolennikami M. Morsiego, USA nadal były krytykowane zarówno przez zwolenników jak i oponentów obalonego prezydenta. Rzecznik obecnego prezydenta ogłosił, że „decyzje dotyczące losu Egiptu będą podejmowane w Egipcie, a nie w Białym Domu". Prezydent Barack Obama, który musiał przerwać swoje wakacje, wydał oświadczenie, iż "USA nie popiera żadnej ze stron konfliktu w Egipcie". Następnie Waszyngton potępił działania armii i wprowadzenie stanu wyjątkowego.

Najbardziej nieprzyjazne w stosunku do Kairu było wspólne oświadczenie brytyjskiego premiera Davida Camerona i prezydenta Francji Francois Hollanda, w którym udzielili poparcia Bractwu i potępili "działania władz Egiptu". Wezwali Unię Europejską do „wypracowania twardej linii we wspólnej polityce wobec Egiptu". Rzecznik ministra spraw zagranicznych Egiptu oświadczył, że „Europa nie rozumie z czym walczy Egipt. My musimy przeciwstawić się radykałom, którzy terroryzują Egipcjan".

Rozłam, którego doświadczyło egipskie społeczeństwo jest zjawiskiem bardzo niezdrowym. Niemniej jednak większość społeczeństwa, w tym klasa średnia, pracownicy rządowi, inteligencja i ludność wiejska wraz z prawie każdym ruchem liberalnym, demokratycznym, nacjonalistycznym i lewicowym, w którym muzułmanie mają liczną reprezentację, popierają działania armii i policji. Egipt nie wróci do reżimu islamistycznego nawet przy poparciu z zewnątrz. Szeroki udział Bractwa w życiu politycznym w najbliższej przyszłości będzie raczej problematyczny.

Wszystko wskazuje na to, że klęska islamu politycznego w Egipcie wyznacza nowe stadium „Arabskiej Wiosny". Zmiana władzy w Egipcie stawia go w rzędzie takich krajów jak Algieria, Syria I Irak, które doświadczają presji radykalnego islamizmu. Jeszcze daleko do końca tej bitwy. Przykład niepokojów w Egipcie może podziałać na inne kraje „Arabskiej Wiosny", zaczynając od Tunezji, gdzie islam polityczny poniósł porażkę w rozwiązywaniu problemów społeczno-ekonomicznych, pogorszył stosunki międzywyznaniowe i doprowadził do ożywienia terroryzmu.

Klęska islamistów w Egipcie jest dowodem na niepowodzenie polityki Zachodu w świecie arabskim z jego poparciem dla islamizmu. Takie poparcie wydaje się na pierwszy rzut oka absurdalne, ale w rzeczywistości jest działaniem strategicznym, mającym na celu usunięcie niepożądanych reżimów i całych formacji państwowych. Państwowość Iraku i Libii została prawie całkiem zniszczona, walka o Syrię wciąż trwa. Media donoszą o przechwyceniu map podczas przeszukań egipskich organizacji pozarządowych finansowanych przez USA, na których widać Egipt podzielony na cztery części. Stara formuła polityczna "dziel i rządź" wciąż jest niezwykle aktualna...

tłum: Maria Walczak
Żródło: http://www.voltairenet.org/article179875.html
Fot. en.rian.ru

Czytany 5438 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04