niedziela, 22 grudzień 2013 11:39

Adam Gwiazda: Zaostrzenie stosunków politycznych Chin z Japonią

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

senkaku-islandsgeopolityka  prof. dr hab. Adam Gwiazda

Spór o wyspy Senkaku/Diaoyutai będzie bardzo trudny do rozstrzygnięcia. Zarówno Chiny jak i Japonia nie posiadają dobrze uzasadnionych, historycznych do nich praw. Próba udowodnienia japońskości Senkaku czy chińskości Diaoyutai jest niczym innym jak próbą rozciągnięcia współczesnych idei państwa narodowego...

Najnowsze wydarzenia w politycznych relacjach Chin z Japonią nie napawają optymizmem. Nasila się bowiem coraz bardziej spór o niezamieszkałe wyspy Senkaku/Diaoyutai położone na Morzu Chińskim, a należące od końca XIX wieku do Japonii. Dopóki jednak nie odkryto pod koniec lat 1970’ na dnie morza wokół tych wysp zasobów ropy naftowej i gazu ziemnego, nikt się nimi specjalnie nie interesował. Spór o te wyspy zaostrzył się na początku września 2013 r. i osiągnął niebezpieczny wymiar 23 listopada 2013 r., kiedy Chiny jednostronnie ustanowiły „powietrzną strefę obronną ” (ADIZ) na Morzu Wschodniochińskim wokół spornych wysp [1]. Chiny bowiem uważają te wyspy za część swojego, a nie japońskiego terytorium. Zaostrzenie tych środków bezpieczeństwa nastąpiło po tym, jak 10 września 2013 r. osiem chińskich kutrów patrolowych wpłynęło na krótko na wody okalające wyspy Senkaku [2]. Rząd Japonii wysłał w ten rejon kilka swoich myśliwców i oświadczył, że wkrótce na pięć największych wysp tego niewielkiego archipelagu wyśle swoich urzędników. Ta ostatnia wypowiedź spotkała się z ostrą reakcją władz Chin.

Status wysp Senkaku

Przedmiotem sporu jest siedem, niewielkich wysp o obszarze niespełna 7 km2. Wszystkie są niezamieszkałe i odlegle ok. 2 tys, km od Japonii. Wyspy te odkryto na przełomie XV i XVI w. i od tego czasu do 1895 r. znajdowały się one pod jurysdykcją chińską. Jednak po przegranej wojnie z Japonią, na mocy traktatu z Shimonoseki z 1895 r., wyspy te, łącznie z Tajwanem i Peskadorami, zostały scedowane na rzecz Japonii. Z kolei po II wojnie światowej, na mocy ustaleń aliantów z Kairu w 1943 r. i Poczdamu w 1945 r., Japonia straciła Tajwan i „okoliczne wyspy”, bez ścisłego określenia o jakie tu okoliczne wyspy chodzi, które powróciły do Chin. W 1949 r. Tajwan „oderwał” się od ChRL i powstała tam Republika Chińska. Natomiast w 1971 r. Amerykanie zwróciły Japonii okupowaną Okinawę i wyspy Senkaku, do których roszczą sobie prawa zarówno Chiny jak i władze w Tajwanu [3]. Rząd Japonii argumentuje jednak, że wyspy te stanowią integralną część archipelagu Riukiu i na tymi wyspami nikt nigdy nie panował ani też nie zostały one nigdy skolonizowane. Oczywiście władze w Pekinie nie zgadzają się z tą argumentacją i powołują się ciągle na ustalenia aliantów z Poczdamu.

Po normalizacji stosunków w 1972 r. pomiędzy ChRL i Japonią rządy obu tych państw odsunęły spór „do rozwiązania przez przyszłe pokolenia”. Jednak odkrycie na wodach przylegających do nich złóż ropy naftowej i gazu spowodowało, że władze Chin zmieniły swój stosunek do tego problemu i postanowiły podjąć próbę odzyskania spornych wysp. Nasilenie się sporu o wyspy Senkaku/Diaoyutai nastąpiło w połowie kwietnia 2012 r., kiedy, znany z nacjonalistycznych wypowiedzi, gubernator prefektury Tokio Ishihara Shintaro zaapelował, aby władze w Tokio wykupiły wyspy Senkaku od prywatnych inwestorów, reprezentowanych przez Kumiokę Kurikarę. Ten ostatni żądał ze te wyspy aż 500 mln USD, ale ostatecznie najpierw władze prefektury Tokio zakupiły 10 września 2012 r. te wyspy za 22 mln USD i od razu podarowały je rządowi Japonii [4]. Z powodów prawnych rząd Japonii nie mógł kupić tych wysp bezpośrednio od prywatnych właścicieli. Transakcja ta doprowadziła do ochłodzenia stosunków politycznych Chin z Japonią. Nastąpił też wybuch protestów w Chinach przeciwko obecności w tym kraju firm japońskich, który jednak nie spowodował załamania się współpracy gospodarczej pomiędzy tymi największymi gospodarkami azjatyckimi i największymi, po Stanach Zjednoczonych Ameryki, gospodarkami światowymi.

Współzależność ekonomiczna Chin i Japonii

Między Chinami i Japonią istnieje bardzo silna współzależność gospodarcza, którą dodatkowo wzmocniło wprowadzenie 1 czerwca 2012 r. bezpośredniej wymiany walut obu państw. Podpisanie porozumienia o wymienialności chińskiego juana na jena i vice versa nastąpiło pod koniec 2011 r. i miało na celu dalsze pobudzenie wymiany handlowej między największymi gospodarkami światowymi [5]. Należy przypomnieć, że do połowy 2012 r. oba te kraje rozliczały wzajemne obroty handlowe głównie przy użyciu amerykańskiego dolara (ok. 60% tych obrotów), a tylko 1% tych obrotów rozliczany był przy użyciu juana. Także rozliczenia napływów japońskich bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Chin są od tego roku dokonywane w juanach. Bezpośrednia wymiana jen-juan wyeliminuje także ryzyko wahań niestabilnej waluty amerykańskiej.

Rysunek 1. Obroty handlowe między Chinami a Japonią w latach 2004–2011 (w mld USD)

agwiazda01

Rysunek 2. Handel Japonii z Chinami (dane w mld USD)

agwiazda02

x - bez uwzględnienia Hong Kongu

Rysunek 3. Udział USA i Chin w handlu zagranicznym Japonii (dane w %)

agwiazda03

Źródło: Japan External Trade Organization (JETRO)

Wprowadzenie od 1 czerwca 2011 r. bezpośredniej wymiany jen-juan pozwoliło na obniżenie kosztów transakcyjnych oraz redukcję ryzyka kursowego. A koszty transakcyjne z tytułu stosowania dolara jako waluty pośredniczącej w rozliczeniach chińsko-japońskich były niebagatelne i wynosiły około 3 mld USD rocznie.

Chiny już od 2007 r. stały się największym partnerem handlowym Japonii. W 2011 r. wymiana handlowa Japonii z Chinami osiągnęła rekordową wartość 345 mld USD. W latach 2001–2011 japońskie koncerny zainwestowały w Chinach więcej niż w całej Europie. Przyczyniły się do modernizacji Chin, budując tam np. koleje dużych prędkości. Korzystając z niskich kosztów produkcji w Chinach, japońskie koncerny uzyskują duże zyski na wytwarzanych w tym kraju smartphonach, kamerach cyfrowych, telewizorach, częściach do aut czy tekstyliach. Dla japońskich koncernów Chiny to zarówno wielki rynek zbytu, jak również jedna z baz eksportu na cały świat. Handel z Chinami pozwolił Japonii zamortyzować skutki ostatniego kryzysu, a przede wszystkim recesji w USA. Należy podkreślić, że Japonia ma od 2002 r. stale dodatnie saldo w handlu z Chinami z uwzględnieniem obrotów handlowych z Hong Kongiem, natomiast bez uwzględnienia tych obrotów ma chroniczny deficyt w handlu z Chinami kontynentalnymi (por. rys. 4 i 5).

Rysunek 4. Deficyt Japonii w handlu z Chinami kontynentalnymi (w mld USD)

agwiazda04

Źródło: Ministerstwo Finansów Japonii i „The Wall Street Journal” 6.11.2012, s. 9.

Rysunek 5. Dodatnie saldo w handlu Japonii z Chinami z uwzględnieniem Hong Kongu (w mld USD)

agwiazda05

Źródło: Jak w tabeli 4.

Dynamiczny rozwój handlu z Państwem Środka przyczynił się do większego uzależnienia Japonii od Chin. Ten ostatni kraj stał się dla Japonii największą fabryką i jednym z największych rynków zbytu. Z kolei Japonia od marca 2011 r. jest pierwszym państwem rozwiniętym, które w swoich rezerwach walutowych utrzymuje obligacje chińskie. Ich wartość to ok. 10 mld USD, co równa się tylko 1% wartości wszystkich rezerw walutowych Japonii, która jest drugim po Chinach krajem z największymi rezerwami walutowymi.

Coraz częstsze incydenty zbrojne wokół wysp Senkaku

Pomimo obecnego zaostrzenia się sporu między Chinami i Japonią o wyspy Senkaku/Diaoyutai konflikt ten, jak na razie, nie przyczynił się jednak do znaczącego ograniczenia współpracy gospodarczej między obu tymi państwami. Należy podkreślić, że do połowy lat 1990’ nie dochodziło do żadnych, poważniejszych incydentów na tym spornym archipelagu. Jednym z pierwszych było postawienie w 1996 r. przez grupę Japończyków latarni morskiej na jednej z wysp tego archipelagu. W rewanżu przypłynęła na te wyspę grupa mieszkańców Hong Kongu, aby podkreślić chiński charakter archipelagu. Następnie w 2004 r. Japończycy aresztowali siedmiu Chińczyków, którzy wylądowali na Utsurijimie – głównej wyspie archipelagu, zaś w 2005 r. 50 tajwańskich kutrów protestowało w pobliżu wysp przeciwko rządom Tokio. We wrześniu 2010 r. chiński trawler zderzył się z japońskim patrolowcem, a jego załoga została zatrzymana, co wywołało już zamieszki w Chinach. W konsekwencji ograniczono japońską prezentację na światowej wystawie Expo, która odbywała się w Szanghaju [6]. W maju 2013 r. chińskie okręty podwodne podpływały „niebezpiecznie blisko” wód terytorialnych Japonii u wybrzeży Okinawy, a w połowie sierpnia 2013 r. chińska marynarka wojenna przeprowadziła niedaleko wysp Senkaku/Diaoyutai kilkudniowe manewry z użyciem ostrej amunicji. Kulminacją tych z pozoru niegroźnych incydentów było ustanowienie 23 listopada 2013 r. przez Chiny „wyłącznej, powietrznej strefy obronnej” wokół spornych wysp, przez które mogą przelatywać cywilne samoloty innych państw, po uprzednim uzyskaniu zgody od Chin. Jest rzeczą charakterystyczną, że strefa ta pokrywa się w wielu miejscach z analogiczną strefą Japonii i Południowej Korei.

Inne sporne wyspy na Morzu Chińskim

Należy zaznaczyć, że obszar archipelagu wysp Senkaku/Diaoyutai wcale nie jest jedynym przedmiotem sporu o niewiele warte, często pozbawione nawet słodkiej wody, wyspy w omawianym rejonie. Od dawna trwa też spór Chin z Japonią o bardzo niewielki i ledwie wystający z wody atol Okinotorishima – najdalej na południe wysuniętą japońską wysepkę. Jedyne praktyczne znaczenie tej wysepki polega na tym, że umieszczono na niej stację ostrzegającą przed tsunami, ale dzięki uznaniu jej za obszar Japonii, państwo to może uznać za swoją strefę ekonomiczną dodatkowe 150 tys. mil2 morza [7]. Nie podoba to się Chinom, których kutry nie mogą swobodnie łowić ryb wokół „sporej” wyspy. Od wielu lat utrzymuje się także spór Chin z Wietnamem o Wyspy Paracelskie. Do tych wysp rości sobie prawo także Tajwan. Archipelag, liczący około 30 wysepek zajęły w 1974 r. Chiny po wygranej bitwie z Wietnamczykami. Od tego czasu wyspy te znajdują się pod chińską jurysdykcją, ale Wietnam nigdy nie uznał zwierzchnictwa Chin nad tym archipelagiem. Jest pewnym paradoksem, że w przypadku niektórych Wysp Paracelskich władze Chin uważają za swój obszar nawet wysepki czasowo zalewane przez morskie fale, choć w przypadku Okinotorishimy sami podnoszą argument, że taki ląd nie może być podstawą do wyznaczenia strefy ekonomicznej Japonii. Jednak labiryntem interesów aż sześciu państw jest z kolei archipelag Spratley na Morzu Południowochińskim. Ten zbiór aż 30 tys. raf i skał rozrzuconych na obszarze większym niż Polska ma łączną powierzchnię 4 km2. Na kilkunastu większych skrawkach swoje posterunki umieściły Chiny, Tajwan, Wietnam, Malezja i Filipiny. Pretensje do części obszaru zgłasza także Brunei [8]. W przypadku tych ostatnich wysp sprawa jest bardziej skomplikowana niż w przypadku dwustronnego tylko sporu Chin z Japonią o wyspy Senkaku. Do jesieni 2013 r. władze obu tych państw szybko starały się wyciszyć ten spór, w którym tak naprawdę nie chodziło chyba ani o prestiż, ani o gaz czy ropę, lecz o głosy wyborców. Okazało się też, że podsycanie tego sporu mogłoby spowodować zbyt duże straty we wzajemnych stosunkach gospodarczych. Ponadto ofiarami niszczonych w niektórych chińskich miastach restauracji czy samochodów japońskich marek padali głównie ich chińscy właściciele.

Współpraca gospodarcza czy eskalacja konfliktu

Najnowsze incydenty wokół spornych wysp i ustanowienie przez Chiny, wbrew pozostających w mocy porozumieniom międzynarodowym „wyłącznej, powietrznej strefy obronnej” mogą świadczyć o dalszym zaostrzeniu się omawianego sporu o wyspy Senkaku/Diaoyutai. Nie można więc wykluczyć wybuchu w najbliższej przyszłości zbrojnego konfliktu o te wyspy, jak również i o inne sporne wyspy położone na Morzu Południowochińskim. Chiny bowiem pretendują do roli już nie tyle regionalnego, ile światowego mocarstwa i rzucają wyzwanie nie tylko Japonii, ale także Stanom Zjednoczonym, które od 1951 r. zobowiązały się do utrzymania pokoju w Cieśninie Tajwańskiej. Jednak utrzymująca się silna współzależność ekonomiczna Chin i Japonii oraz także Chin i USA zdaje się przemawiać za pokojowymi metodami rozstrzygania tego rodzaju sporów. Niewielu polityków i obserwatorów wydarzeń w Azji spodziewało się takiej eskalacji sporu o wyspy Senkaku, który utrudnia i nadal będzie utrudniać rozwój wzajemnie korzystnej współpracy gospodarczej zarówno pomiędzy Chinami i Japonią, jak również w całym regionie Azji, gdzie marzenia o Unii Azjatyckiej pryskają, gdy tylko w pobliżu jakiegoś bezimiennego atolu wiertło nafciarzy natrafi na ślad ropy lub gazu albo gdy historycy znajdą pergamin potwierdzający prawa jakiegoś średniowiecznego szoguna do kolejnej wysepki.

Ważne dla bezpieczeństwa międzynarodowego w cały regionie Azji Wschodniej będzie to, czy oba państwa będą starały się dalej rozwijać, wzajemnie dla siebie korzystną, współpracę gospodarczą i raczej nie dopuszczą do dalszej eskalacji konfliktu o sporne wyspy. Premier Japonii Shinzo Abe zdaje sobie sprawę, że bilateralne relacje z Chinami są najważniejsze dla utrzymania stabilizacji i pokoju w regionie Azji i Pacyfiku. Jednak zarówno politycy japońscy, jak i chińscy rozważają także inny scenariusz dalszej, niekoniecznie już pokojowej, eskalacji tego konfliktu [9]. Wcale bowiem nie jest tak, jak twierdzą niektórzy przedstawiciele władz Chin, że ich kraj jest w uprzywilejowanej pozycji, gdyż nie obawia się konfliktu zbrojnego z Japonią, ponieważ taki konflikt zaszkodziłby bardziej Japończykom, bardziej uzależnionym gospodarczo od Państwa Środka aniżeli Chińczykom. Władze w Pekinie zakładają także, że Amerykanie, którzy są prawnie zobligowani do militarnej pomocy Japonii w przypadku wojny, uczynią wszystko, by jej uniknąć. Można tak było do niedawna wnioskować na podstawie braku stanowczej odpowiedzi ze strony administracji Baracka Obamy na podobne, jak w przypadku sporu o wyspy Senkaku, „zaczepki” ze strony Chin. Jednak przy końcu listopada 2013 r. Amerykanie wysłali do chińskiej wyłącznej, powietrznej strefy obronnej eskadrę swoich bombowców B-52, aby dać wyraźny sygnał władzom w Pekinie, że w ewentualnym konflikcie zbrojnym o wyspy Senkaku zdecydowanie staną po stronie Japonii [10]. Z kolei dla Japonii był to wyraz poparcia roszczeń tego kraju do spornych wysp oraz potwierdzenie gotowości USA do obrony swojego największego sojusznika w regionie Azji Wschodniej.

Nieprawdą także jest, że Japonia jest bardziej uzależniona od współpracy gospodarczej z Chinami niż vice versa. Chiny bowiem już przestały być najtańszym producentem na świecie i doskonale zdają sobie sprawę, że w ich sąsiedztwie są kraje, które mogą przejąć sporo japońskich inwestycji. Indie, Tajlandia, Wietnam, a nawet Bangladesz mają o wiele tańszą siłę roboczą niż Chiny i wiele firm, nie tylko z Japonii, lecz także z innych wysoko rozwiniętych gospodarczo krajów przenosi już tam produkcję towarów pracochłonnych. Wydaje się więc, że Chiny nie mogą sobie pozwolić na próbę militarnego odbicia spornych wysp kilkadziesiąt lat po zakończeniu II wojny światowej, która trwała dłużej w Azji aniżeli w Europie. Nie mogą i wydaje się, że chwilowo przynajmniej nie chcą zrażać do siebie potencjalnych sojuszników nieprzemyślanymi akcjami zbrojnymi, chociaż władze w Pekinie zaczynają ostatnio prowadzić coraz bardziej „ekspansjonistyczną” politykę, nie tylko w stosunku do swoich najbliższych sąsiadów [11]. Nie mogą jednak upatrywać swojej szansy w dosyć do niedawna postawie administracji prezydenta Baracka Obamy wobec amerykańskich sojuszników w tym regionie. Od chwili, kiedy Stany Zjednoczone „postawiły” na Azję, a nie na Europę czy Bliski Wschód, nie można liczyć na to, że, Amerykanie pozostawią swoich sojuszników w Azji na „pastwę losu” i tym samym będzie można ich stosunkowo łatwo wciągnąć do sfery wpływów Państwa Środka.

Eskalacja zbrojeń

Wiele państw świata, nie tylko USA i Japonia, ale i pozostałe kraje azjatyckie z niepokojem obserwują szybką rozbudowę potencjału militarnego Chin. Budżet obronny tego kraju wynosił w 2002 r. tylko 20 mld USD, a w 2012 r. już ponad 106 mld USD. Żadne państwo na świecie nie zwiększyło w okresie ostatnich 10 lat wydatków na cele wojskowe w takim stopniu jak Chiny. Dla porównania Japonia zwiększyła w ostatnich paru latach swoje nakłady rozbudowę narodowych sił samoobrony tylko o 10% i wydatki te wyniosły w 2012 r. 59,3 mld USD [12]. Armia Japonii, licząca ok. 250 tysięcy żołnierzy (w porównaniu do ponad 2,2 milionowej armii Chin), jest jednak jedną z najlepiej uzbrojonych i wyszkolonych armii świata. Polityka obecnego rządu Japonii zmierza do uchylenia ograniczeń zawartych w konstytucji i do wyposażenia Japońskich Sił Samoobrony w broń ofensywną.

Kwestią otwartą pozostaje sprawa użycia coraz intensywniej rozbudowanych chińskich sił zbrojnych dla aneksji którejś ze spornych wysp czy też „przyłączenia” do Chin „zbuntowanej prowincji” Tajwanu. Przy końcu 2013 r. taka groźba wydawała się jeszcze mało realna, choć była już większa niż na początku 2013 r. Nie można więc ofensywnego użycia chińskich sił zbrojnych wykluczyć w mniej lub bardziej odległej przyszłości, kiedy zaczną się wyczerpywać eksploatowane złoża ropy naftowej i wielu innych surowców oraz w sytuacji nasilenia się globalnej konkurencji o zasoby surowców, żywności i słodkiej wody. Sam spór o Senkaku/Diaoyutai będzie bardzo trudny do rozstrzygnięcia. Zarówno Chiny jak i Japonia nie posiadają dobrze uzasadnionych, historycznych praw do tych wysp. Próba udowodnienia japońskości Senkaku czy chińskości Diaoyutai jest niczym innym jak próbą rozciągnięcia współczesnych idei państwa narodowego na minione stulecia, w tym szczególnie na XV–XVII wiek, kiedy posługiwano się innymi koncepcjami państwa. Obecne nasilenie się japońsko-chińskiego sporu o wyspy Senkaku/Diaoyoutai niestety nie rokuje zbyt dobrze, jeżeli chodzi o utrzymanie pokoju i stabilności w tym regionie. Ani Japonia, ani Chiny nie zaproponowały do tej pory żadnej, kompromisowej propozycji rozwiązania tego sporu. Na odwrót – oba państwa zaostrzają środki bezpieczeństwa wokół spornych wysp, co może prowadzić do przerodzenia się tego sporu w konflikt zbrojny. Być może mediacja w tym sporze ze strony USA i innych państw oraz ze strony ONZ pomoże znaleźć kompromisowe rozwiązanie, które odsunie w czasie zbrojne starcie rywalizujących o wpływ w tym regionie Chin i Japonii.

Fot. apdforum.com

_____________________________________
Przypisy:
1. Zob. H, Beech, The sky, s not the limit, „Time” 16.12.2013,s.14.
2. Japonia zaostrza ochronę wysp Senkaku przed Chinami, portal “wpolityce.pl”12.09.2013.
3. Por. Y. Hayashi, Duelling names in the East China Sea Island Fonds, ‘The Wall Street Journal” 15.11.2012, s.12. Por. Także J. Bercovitsch I K.de Ruen (red.), Unravelling internal conflicts in East Asia and the Pacific, Lanham 2011, s. 51.
4. Zob. J. Giziński, Azjatycka furia, “Rzeczpospolita-Plus-Minus’ 22-23.09.2012.
5. Por. W. Lorenz, Japonia wspiera juana, „Rzeczpospolita” 27.12.2011, s.11.
6. Por. M. Magierowski, Wojna o skały, „Polityka” 2012, nr 36, s.76-77.
7. Zob. Nationalism in Japan: beware of populists, ‘The Economist” 6.10.2012, s.53/ Por. Y.Hayashi, Japan raises nationalist tone, „The Wall Street Journal” 10.07.2013, s.9.
8. Por. A. Gwiazda, Globalna ekspansja gospodarcza Chin, Bydgoszcz 2013, s.113-114.
9. Zob. Y. Hayashi i T. Sekiguchi, Japan seks Asean allied on China Air Zone, ‘The Wall Street Journal” 13-15.12.2013, s.8. Por. G. Baker I G. Nishyama, Abe sees Japan countering China in Asia, “The Wall Street Journal” 28.10.2013, s.1.
10. Por. J. Page, China plays down U.S. B-52 incursion, “The Wall Street Journal” 28.11.2013.
11. Por. G. F. Seib, Russia, China assume expansionary roles, “The Wall Street Journal” 10.12.2013, s.8.
12. Zob. H, Beech, Return of the samurai, ‘Time”7.10.2013, s.25.

Czytany 5028 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04