czwartek, 15 październik 2015 07:03

Adam Gwiazda: Umiędzynarodowienie chińskiego juana

Oceń ten artykuł
(10 głosów)

prof. dr hab. Adam Gwiazda

Od chwili podjęcia przez Chiny na początku lat 1980’ ekspansji eksportowej pojawiają się liczne oskarżenia, że państwo to utrzymywało zaniżony kurs wymienny juana (oficjalna nazwa: renminibi) w stosunku do amerykańskiego dolara, aby w ten, niezbyt uczciwy sposób promować swój eksport. Manipulowanie kursem wymiennym własnej waluty przez władze Chin i uzyskiwania w ten sposób „niezasłużonych” korzyści nie tylko z handlu z USA, lecz także z pozostałymi krajami świata było do niedawna przedmiotem wielu sporów, a także powodem „wojny walutowej”, która wybuchła w 2010 roku.

Rok wcześniej Chiny stały się największym na świecie eksporterem. Zdobycie tej pozycji (i zdetronizowanie z pierwszego miejsca Niemiec) było możliwe także dzięki utrzymywaniu, aż do początku bieżącej dekady przez Bank Ludowy Chin, kursu juana na poziomie zaniżonym w stosunku do innych walut. Bank ten realizuje przede wszystkim założenia władz politycznych, które zdają sobie sprawę, że szybka rewaluacja chińskiego pieniądza doprowadziłaby do wzrostu siły nabywczej tej waluty i tym samym zagroziłaby dotychczasowej ekspansji eksportowej. Dlatego do niedawna nie pozwalały na wzrost notowań juana. Zezwoliły na jego stopniową rewaluację dopiero wtedy, kiedy uznały, że gospodarka chińska sobie z tym poradzi i odniesie się ze stopniowego wzrostu kursu wymiennego pewne korzyści.

Jak pokazały to wydarzenia z lat 2014–2015, chińscy planiści nie przewidzieli takich niekorzystnych zdarzeń, jak spadek tempa wzrostu PKB w ich dotąd szybko rozwijającym się kraju i znacznego zmniejszenia się zarówno wolumenu, jak i dynamiki chińskiego eksportu, co spowodowało m.in. kurczenie się ich sporych rezerw walutowych. Zmniejszyły się one z 4 bln USD (stan w czerwcu 2014 r.) do obecnie ok. 3,5 bln USD. Dla porównania, druga pod względem posiadanych rezerw walutowych Japonia posiada tylko 1,2 bln USD, trzecia Arabia Saudyjska 660 mld USD, a czwarta Rosja zaledwie 302 mld USD (przed wojną na Ukrainie i spadkiem cen ropy rosyjskie rezerwy walutowe wynosiły ok. 375 mld USD).

Wydarzenia te nie przeszkodziły jednak władzom Chin w promowaniu własnego pieniądza jako jednej z głównych, obok amerykańskiego dolara i euro walut światowych. Zarządzający w ich imieniu juanem Ludowy Bank Chin nie walczy przesadnie z inflacją, przynajmniej tak długo, jak tylko umożliwia ona rządowi uzyskiwanie dodatkowych dochodów. Stara się jednak, niezbyt skutecznie przeciwdziałać ucieczce kapitału z Chin i mniej lub bardziej racjonalnie korzystać z rekordowych w skali świata rezerw dewizowych. Bank ten, a w rzeczywistości za jego pośrednictwem władze Chin, nie dopuszczają obecnie do utrzymywania sztucznie zaniżonego kursu wymiennego juana, w którym rozliczane są już obroty handlowe z wieloma partnerami handlowymi Państwa Środka.

Ewolucja kursu wymiennego chińskiego juana

W przeszłości Chiny nie zawsze utrzymywały sztucznie zaniżony kurs wymienny własnej waluty, aby w ten sposób uzyskiwać „niezasłużone” korzyści w handlu z resztą świata. Warto wspomnieć, że jeszcze na początku lat 1980’ wartość chińskiego juana była znacznie zawyżona, a nie zaniżona w stosunku do amerykańskiego dolara. W 1983 r. za jednego dolara płacono 2,80 juana [1]. Niemniej jednak wtedy eksport stanowił stosunkowo niewielką część chińskiego PKB, a władze Państwa Środka starały się zapewnić tani import, ułatwiający rozbudowę infrastruktury. W miarę jak udział eksportu w gospodarce rósł, Chiny przeprowadziły sześć dewaluacji w ciągu 10 lat, obniżając cenę swojej waluty tak bardzo, że w 1993 r. za jednego dolara można było kupić już 5,32 juana. Następnie 1 stycznia 1994 r. chiński rząd wprowadził w życie reformę systemu wymiany zagranicznej i gwałtownie zdewaluował juana do poziomu 8,70 juana za dolara. Amerykański departament Skarbu zareagował oświadczeniem, w którym nazwał Chiny „manipulantem walutowym”, opierając się na ustawie handlowej (ang. Trade Act) z 1988 r., pozwalającej piętnować kraje wykorzystujące kursy walut do osiągania nieuczciwej przewagi w handlu międzynarodowym. Był to jednak ostatni przypadek określenia Państwa Środka tym niechlubnym mianem, choć Departament Skarbu wielokrotnie groził Chinom jego użyciem. Jednak w odpowiedzi na protesty Stanów Zjednoczonych władze Chin dokonały tylko serii łagodnych rewaluacji swojej waluty, która doprowadziła w 1997 r. do ustabilizowania kursu juana wobec dolara na poziomie 8,28. Utrzymywał się on niemal bez żadnych wahań aż do 2004 r [2].

Na tak ustalonym arbitralnie przez Ludowy Bank Chin, nierynkowym kursie juana korzystali i nadal korzystają nie tylko amerykańscy konsumenci, którzy przywykli do kupowania tanich chińskich towarów. Zaniżony kurs sprzyjał także amerykańskim, japońskim i zachodnioeuropejskim przedsiębiorcom, zaopatrującym się w Chinach w materiały i półprodukty. Wykorzystując dostęp do tańszych surowców mogli oni obniżać koszty, a tym samym zwiększać rentowność prowadzonej działalności. W efekcie mogli utrzymywać produkcję na stosunkowo stabilnym poziomie i nie musieli likwidować miejsc pracy [3].

Należy zaznaczyć, że władze Chin ustaliły własne tempo i zakres internacjonalizacji juana i od 1 stycznia 2011 r. rozszerzyły możliwość zawierania transakcji w juanach na kraje środkowej Azji (wcześniej z takiej możliwości korzystały już Brazylia, Rosja i kraje wschodnioazjatyckie). Ponadto zezwoliły wielkim międzynarodowym koncernom, jak Mc Donald’s czy Caterpillar, emitować na giełdzie w Hong Kongu akcje bezpośrednio w juanach. Jednocześnie ograniczyły możliwość kupowania przez cudzoziemców powierzchni komercyjnych i mieszkaniowych, by nie ściągać funduszy spekulacyjnych. Szef Ludowego Banku Chin Zhou Xiaochuan poinformował, że w 2011 roku juan wzrósł wobec dolara o 4% od lata 2010 roku. Stwierdził też, że „Chiny będą polepszać kurs wymiany, tyle że w chińskim rytmie”, tak aby nie zaszkodzić wewnętrznemu wzrostowi [4]. Chiny bowiem muszą tworzyć rocznie 9 mln miejsc pracy dla nowych pokoleń. Jednocześnie nie mogą doprowadzić do przegrzania koniunktury gospodarki

Różne oceny niedowartościowanego kursu juana

Poszczególni ekonomiści różnie oceniali efekty niedowartościowanego chińskiego juana. Przykładowo Stephen S. Roach upatrywał przyczyn amerykańskich problemów nie w działaniach rządu chińskiego (Stany Zjednoczone mają bowiem deficyt handlowy nie tylko z Chinami, lecz również z 87 innymi państwami), lecz w braku krajowych oszczędności w USA, które, jeżeli by były, to stymulowałyby i podtrzymywałyby wzrost gospodarczy[5]. Podczas, gdy Chińczycy na oszczędności przeznaczają nawet do 35% swoich dochodów, to Amerykanie ledwie 6% i to dopiero od czasu ostatniego kryzysu gospodarczego [6]. Władze w Waszyngtonie nie powinny więc postrzegać Państwa Środka jako zagrożenia, lecz jako szansę. Zwłaszcza, że Chiny są dla USA trzecim co do wielkości i najbardziej dynamicznie rozwijającym się rynkiem eksportowym. Można więc zgodzić się z poglądem S. Roacha, że to nie niski kurs chińskiej waluty był źródłem amerykańskich trudności gospodarczych. Jest rzeczą znamienną, że administracja amerykańska zaczęła bardziej nagłaśniać kwestię niedowartościowania juana, od kiedy władze Chin dokonały zmiany sposobu wykorzystywania nadwyżek walutowych z dotychczasowego, polegającego na zakupie amerykańskich obligacji, na rzecz dywersyfikowania tych nadwyżek poprzez inwestycje w euro, w złoto oraz aktywa trwałe [7]. Jednak próby Chin poszukiwania możliwie jak najbardziej rentownych lokat dla swoich nadwyżek dewizowych nie przyniosły do końca pierwszej dekady bieżącego stulecia radykalnych zmian w sposobie ich inwestowania. Nieznaczną tylko część swoich nadwyżek w bilansie handlowym Chiny zainwestowały pod koniec tej dekady w obligacje denominowane w euro, jenach, frankach szwajcarskich oraz w zakupy złota. Większość tej nadwyżki została przeznaczona na zakup obligacji amerykańskich8. Należy zaznaczyć, że właśnie po to, aby podtrzymywać niski kurs swojej waluty, Chiny przeznaczyły w pierwszej dekadzie XXI w. prawie 10% swojego PKB na zakup obligacji rządu amerykańskiego.

Wprawdzie Chińscy przywódcy zadeklarowali w latach 2009 i 2010 pomoc w utrzymaniu stabilizacji w strefie euro, ale w rzeczywistości ich zaangażowanie finansowe w obligacje najbardziej zagrożonych bankructwem krajów strefy euro było niewielkie. W 2010 r. Chiny nabyły portugalskie obligacje o wartości tylko 1 mld euro. Wolały bowiem nadal inwestować w papiery krajów o najwyższych ratingach. Często wiążą swoje finansowe zaangażowanie z warunkami politycznymi, np. milczeniem europejskich przywódców na temat praw człowieka. Chińskie instytucje statystyczne nie publikują dokładnych danych, jednak szacuje się, że około 25% inwestycji portfelowych utrzymywanych jest w euro [9].

Należy zaznaczyć, że coraz większą część swoich nadwyżek dewizowych Chiny lokują za granicą w formie bezpośrednich inwestycji (BIZ), pomocy rozwojowej i podwyżek udzielanych niektórym krajom rozwijającym się, często na preferencyjnych warunkach. Chińskie BIZ zaczęły znacząco wzrastać dopiero w latach 2007–2008. Zajmują się tym specjalnie powołane instytucje: Państwowy Urząd ds. Rezerw Walutowych (State Administration of Foreign Exchange – SAFE) – dysponowały przy końcu 2010 roku środkami o wartości około 2,4 bln dolarów; wehikuły inwestycyjne korzystające ze wsparcia kapitałowego SAFE, np. Chińska Korporacja Inwestycyjna, Chiński Bank Rozwoju oraz Chiński Bank Eksportowo-Importowy; przedsiębiorstwa państwowe korzystające, na preferencyjnych warunkach, ze środków zgromadzonych przez wymienione instytucje finansowe [10].

Poszukiwania „optymalnego” kursu wymiennego

Kwestia kursu wymiennego juana wobec dolara była też głównym tematem spotkań polityków obu zainteresowanych państw. W trakcie swojej pierwszej wizyty w Chinach prezydent Barack Obama wezwał władze Chin, aby „pozwoliły kursowi swojej waluty wzrosnąć”. Jednak prezydent Chin Hu Jintao nie odpowiedział na tę sugestię. Silne lobby decydentów w Ministerstwie Handlu i innych, chińskich instytucjach centralnych sprzeciwiało się szybkiej rewaluacji juana. Przedstawiciele władz Chin argumentowali, że Stany Zjednoczone ani żaden inny kraj nie mogą żądać od innego państwa aprecjacji jego waluty w sytuacji, kiedy same osłabiają dolara poprzez jego dodruk, aby skupować z rynku obligacje i w ten sposób zapewnić gospodarce USA dopływ świeżego pieniądza. Takie działania są równie nieuczciwe i wcale nie przyczyniają się do ożywienia światowej gospodarki. Należy podkreślić, że także przepisy Światowej Organizacji Handlu (WTO) nie uznają niedowartościowanej waluty za nielegalne subsydia. Polityka monetarna traktowana jest jako kwestia suwerenności danego kraju i jeśli ktoś z zewnątrz ma w tej sprawie cokolwiek do powiedzenia, to jest to Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Gdyby USA nałożyły na Pekin cła z powodu manipulacji walutą, Chiny niechybnie odpowiedziałyby skargą do WTO. Sprawa ciągnęłaby się latami i doszłoby do eskalacji napięć na linii Waszyngton-Pekin.

Początek umiędzynarodowienia juana

Dopiero w pierwszej połowie obecnej dekady władze Chin zmieniły swoje podejście i doszły do wniosku, że silniejszy juan nie tylko pomógłby zredukować globalne czynniki nierównowagi, takie jak amerykański deficyt handlowy, ale przyniósłby również korzyści samym Chinom. Pomógłby mianowicie Pekinowi odzyskać kontrolę nad swoją polityką monetarną. Wiążąc się z dolarem, Chiny w efekcie importują amerykańską politykę monetarną, która jest zbyt luźna dla szybko rozwijającego się kraju. Silniejszy juan pomógłby również zrównoważyć chińską gospodarkę, czyniąc ją mniej zależną od eksportu i przestawiając na bardziej stabilne tory [11}. Faktem jest, że od 2012 r. rząd w Pekinie pozwolił na stopniowy wzrost kursu własnej waluty w stosunku do dolara. Od tego czasu popiera jej wykorzystywanie w rozliczeniu międzynarodowych transakcji handlowych. W 2012 r. ok. 50% transakcji handlowych między Chinami a pozostałymi krajami Azji było rozliczane w juanie, a w 2014 roku już prawie 55% tych transakcji12. W ten sposób władze Chin dążą do przekształcenia swojego pieniądza w walutę światową. Dążeniom podporządkowane było zawarcie z Japonią w połowie 2012 r. umowy o wprowadzeniu bezpośrednich rozliczeń w juanach w handlu między obu tymi krajami.

Umiędzynarodowieniu juana sprzyjał także fakt podjęcia w połowie 2011 r. przez administrację amerykańską decyzji o otwarciu dla Chin bezpośredniej linii zakupu rządowych papierów dłużnych. Takiej umowy władze USA nie podpisały z żadnym innym państwem i Chiny mogły od 2011 r. nabywać amerykańskie papiery dłużne bez pośredników, czyli po niższych kosztach i bez obaw, że ktokolwiek pozna wielkość tych zakupów. Wyłączenie bowiem pośrednictwa giełdy daje gwarancję utrzymania w tajemnicy wartości tych zakupów. Chiny zmuszone są poniekąd do kupowania nie tylko amerykańskich papierów dłużnych, lecz także i amerykańskich dolarów. Zakupy te do niedawna sprzyjały utrzymaniu kursu wymiennego juana na stosunkowo niskim poziomie. Innymi słowy, to sami Amerykanie pomagali do niedawna Chinom w utrzymywaniu zaniżonego kursu wymiennego chińskiego pieniądza.

Sytuacja ta zmieniła się odkąd władze Chin zrezygnowały z „administracyjnego” mechanizmu ustalania kursu juana i zgodziły się na stopniowe uwolnienie swojej waluty. Podstawowym celem tej „nowej” polityki monetarnej jest umiędzynarodowienie renminibi. Dążenie to nie jest podyktowane względami prestiżowymi, lecz jest oparte na analizie korzyści, jakie można uzyskać poprzez internacjonalizację chińskiej waluty. Chiny chcą bowiem uzyskać większy wpływ na ceny na rynku globalnym oraz systemy monetarne i finansowe innych państw, a także zarobić na przeobrażeniu juana w walutę światową. Najnowszą inicjatywą władz w Pekinie jest zaplanowane na jesień br. stworzenie Chińskiego Międzynarodowego Systemu Płatności (CIPS), rzecz jasna rozliczanych chińską monetą. Ma to ułatwić rozliczenia transakcji handlowych denominowanych w juanach, jak również przepływów bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Obniży też koszty transakcyjne i ułatwi dokonywanie tych transakcji. Wprowadzenie tego systemu ma także przyśpieszyć proces umiędzynarodowienia juana.

Należy zaznaczyć, że Chiny wykorzystują już od pewnego czasu swój Narodowy System Płatności (China National Payment System = NAPS) do rozliczania szeregu transakcji realizowanych za pośrednictwem Ludowego Banku Chin. Ich wartość w 2014 roku wyniosła 6,55 bln juanów. Przejście z tego systemu narodowego do systemu CIPS umożliwi równorzędne wykorzystywanie w nim dwóch języków: chińskiego i angielskiego oraz standardów SWIFT ISO 20022 i przyczyni się do konsolidacji wielu różnych instytucji finansowych, które zajmowały się i nadal zajmują rozliczaniem transakcji handlowych i kapitałowych w juanach. Nowy system CIPS jest już testowany w 20 instytucjach finansowych, a od jesieni zostanie wprowadzony do wszystkich, większych chińskich banków. Usprawnienie rozliczania międzynarodowych transakcji handlowych i kapitałowych jest istotnym elementem chińskiej polityki liberalizacji procesu przepływów bezpośrednich inwestycji zagranicznych, jak również stopniowego uwalniania kursu wymiennego juana. Celem jest nie tylko doprowadzenie do jego pełnej wymienialności, lecz przede wszystkim doprowadzenie do tego, aby stał się on w najbliższym czasie jedną z trzech – obok dolara i euro – głównych walut światowych, w których rozliczane są nie tylko obroty handlowe i kapitałowe, lecz w których większość państw gromadzi także swoje rezerwy walutowe. Istnieją spore szanse, że w najbliższym czasie chińskie renminibi może stać się także pełnoprawną walutą światową, w której część państw będzie chciała gromadzić swoje rezerwy dewizowe. Musi jednak dojść do pełnego upłynnienia juana, tj. do sytuacji, w której to rynek, a nie władze Chin, będą decydować o jego kursie wymiennym. Dopiero wtedy stanie się on atrakcyjną walutą nie tylko do międzynarodowych rozliczeń handlowych i kapitałowych.

Fot. emergingequity.org

__________________________________
Przypisy:
1. Zob. X.Zhang, The Economic impact of the Chinese yuan revolution, referat na 18 Konferencję Stowarzyszenia Chińskich Studiów, Sydney 2006, s. 19-27.
2. Zob. J.Rickards, Wojny walutowe, Gliwice 2012, s. 98.
3. Zob. W.Smoczyński, Przyczajony smok, oskubany orzeł, “Polityka” 2009, nr 47, s. 36.
4. Zob. „People’s Daily” Pekin 21.02.2011, s. 2.
5. S.Roach, Wielki deficyt handlowy USA-Chiny I 87 innych państw, http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/11/05/deficyt-handlowy-usa-chiny-87-panstw-roach-project-syndicate/
6. T. Jóźwik, Wojna na waluty, Forbes 17.11.2010, http://www.forbes.pl/artykuly/sekcje/wydarzenia/wojna-na-waluty,8276,1
7. Por. G.Bird, T.D.Willet, Currency wars: Rhetoric and reality, “World Economies” 2011, nr 4, s. 125.
8. Zob. K.Miller, Coping with China’s financial power, “Foreign Affairs” 2010, nr 4, s. 99.
9. Zob. L.Godziński, Chiński dylemat, „Gazeta Bankowa” 2011, nr 10, s. 28.
10. Zob. A.Gwiazda, Chiny inwestują coraz więcej za granicą, www.geopolityka.org, 28.02.2015, s. 1-20.
11. Zob. Special Report: business in China, „The Economist” 12.09.2015, s. 15.
12. Por. China’s Exchange-rate Policy, a yuan-sided argument, „The Economist” z 21.11.2009, s. 75.

Czytany 4800 razy