piątek, 28 sierpień 2015 08:14

Adam Gwiazda: Trzecia rewolucja technologiczna i miejsca pracy

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

prof. dr hab. Adam Gwiazda

Jednym z najbardziej widocznych i przez wielu ludzi odczuwalnych efektów rewolucji naukowo-technicznej jest spadek popytu na siłę roboczą. Oczywiście spadek ten nie dotyczy w jednakowym stopniu wszystkich zawodów. Dotyczy przede wszystkim tych pracowników, którzy są zastępowani przez zautomatyzowane linie produkcyjne, roboty i komputery. Zwrócił na to uwagę m.in. amerykański ekonomista Jeremy Rifkin, który w połowie lat 1990’ opublikował swoją książkę pod wymownym tytułem „Koniec pracy”.

W tym czasie światowe bezrobocie osiągnęło swój najwyższy poziom od czasów wielkiego kryzysu gospodarczego z lat 1930 [1]. Pozycja ta wywołała ożywioną dyskusję w wielu krajach świata na temat zagrożeń, jakie niesie ze sobą obecna trzecia rewolucja technologiczna, która w niespotykanym dotąd tempie przyczynia się do zastępowania pracowników inteligentnymi maszynami, praktycznie w każdym sektorze przemysłu i usług. Należy pamiętać, że właśnie sektor usług był do niedawna i w niektórych krajach nadal jest tym działem, który wchłania wielu pracowników zastępowanych przez maszyny w innych gałęziach gospodarki.

Obecnie technologie informacyjne i komunikacyjne (ICT) pozbawiają pracy miliony ludzi zatrudnionych nie tylko w produkcji, lecz także w usługach. Drastycznie zmniejszają się lub nawet całkowicie zanikają całe grupy zawodowe. Z drugiej strony funkcjonujący system szkolnictwa średniego i wyższego nie nadąża za popytem ze strony coraz bardziej technologicznie wyrafinowanych gałęzi gospodarki i nie „dostarcza” absolwentów odpowiednio przygotowanych do pracy w erze trzeciej rewolucji technologicznej. Jeśli w tej erze główną drogą do bogactwa będzie – na co wszystko wskazuje – dalsze zwiększanie produktywności, to oznaczać to będzie dalsze pozbywanie się ludzi i zastępowanie ich maszynami (robotami, komputerami etc.). Ogromnym więc wyzwaniem dla polityki gospodarczo-społecznej większości państw świata jest nie tyle zapewnienie wszystkim ludziom w wieku produkcyjnym pracy, bo tego rządy nie są w stanie zapewnić, ile przede wszystkim stworzenie odpowiednich możliwości zarobkowania i godnego życia w erze bez tradycyjnego masowego zatrudnienia.

Nowe technologie a miejsca pracy

Wszystkie radykalne zmiany, niezależnie od ich intensywności i zakresu wywołują u większości ludzi poczucie dyskomfortu. Jak potwierdzają to dotychczasowe efekty pierwszej rewolucji przemysłowej z XVIII w. i drugiej z końca XIX w. wprowadzanie w życie nowych technologii produkcji wielu towarów i usług diametralnie zmieniło jakość życia milionów ludzi na całym świecie. Ówczesne innowacje doprowadziły do gruntownej zmiany dotychczasowych struktur gospodarczych i transformacji społeczeństwa. Stworzyły też wiele nowych możliwości do produkcji towarów i usług na masową skalę i dla masowego odbiorcy, czego nie umożliwiał, oparty na manufakturze system produkcji, funkcjonujący prawie do końca XVIII w.

Obie, dwie pierwsze rewolucje przemysłowe, tak jak każda rewolucja, wyłoniły też zwycięzców i przegranych. Tymi pierwszymi byli i są nadal posiadacze kapitału, a tymi drugimi pracownicy, którzy muszą stale dostosowywać swoje kwalifikacje do zmieniającego się pod wpływem każdej, kolejnej rewolucji naukowo-technicznej, popytu na siłę roboczą. Jest to szczególnie widoczne i odczuwalne przez miliony ludzi, nie zawsze potrafiących dostosować się do nowych warunków pracy i życia w erze obecnej, trzeciej rewolucji naukowo-technicznej, która rozpoczęła się pod koniec XX w. i charakteryzuje się szybkimi postępami w rozwoju technologii informacyjnych i komunikacyjnych. Zmiany, jakie zachodzą pod wpływem upowszechniania się tych technologii, są o wiele szybsze i głębsze w porównaniu do tych wywołanych przez pierwszą i drugą rewolucję naukowo-techniczną. Jednak w erze tych dwóch pierwszych rewolucji nowe technologie przyczyniły się w mniej lub bardziej proporcjonalny sposób nie tylko do zaniku „starych” miejsc pracy, lecz także do utworzenia większej liczby nowych.

Należy zaznaczyć, że jeszcze na początku lat 1990’ nowe technologie przyczyniały się do powstawania wielu nowych miejsc pracy w przemyśle przetwórczym krajów gospodarczo wysokorozwiniętych. W tych ostatnich oraz przede wszystkim we wschodzących gospodarkach występowało relatywnie wysokie tempo zatrudnienia. Powstawało też tam więcej „dobrych”, wymagających wysokich kwalifikacji miejsc pracy aniżeli wymagających niskich umiejętności. Pewnym wyjątkiem była wówczas Europa, gdzie wprawdzie także intensywnie wykorzystuje się najnowsze technologie, ale w regionie tym występował i nadal ma miejsce wolniejszy przyrost „dobrych” miejsc pracy i utrzymuje się stosunkowo wysoka stopa bezrobocia (11,5%).

W połowie drugiej dekady bieżącego stulecia sytuacja ludzi pracy kształtuje się mniej korzystnie. Mają oni teraz coraz większe trudności ze znalezieniem dla siebie pracy i to nawet nie tyle zgodniej z wykształceniem i posiadanymi umiejętnościami, lecz jakiegokolwiek zatrudnienia. Potwierdza to sytuacja panująca na rynku pracy Stanów Zjednoczonych, a więc kraju o stosunkowo niskiej stopie bezrobocia, gdzie od końca minionego stulecia stale zmniejszał się wskaźnik zatrudnienia pracowników w wieku 25–54 lat czyli ludzi w najbardziej produkcyjnym wieku (zob. rys. 1).

Rysunek 1. Coraz mniej pracujących Amerykanów – udział pracowników w wieku 25-54 lat w ogólnym zatrudnieniu w procentach w latach 1980–2013

rewoltech01

Źródło: Bureau of Labor Statistics.

Wprawdzie stopa bezrobocia zmniejszyła się w Stanach Zjednoczonych w ostatnich kilku latach z 10% w 2009 r. do 6,7% w połowie 2014 r., ale jednocześnie zmniejszeniu uległa liczba pracujących Amerykanów. O ile stopa zatrudnienia lub wskaźnik zatrudnienia w stosunku do liczby ludności w wieku produkcyjnym wynosił w 2007 r. 62,2%, to w 2009 r. zmniejszył się do 59,4% i w połowie 2014 r. wyniósł tylko 58,9% [2]. Obecna, stosunkowo niska stopa bezrobocia w USA – szczególnie w porównaniu do analogicznego wskaźnika w wielu krajach europejskich – niezbyt adekwatnie odzwierciedla rzeczywiste bezrobocie w tym państwie. Nie ujmuje bowiem tych osób w wieku produkcyjnym, które przestały poszukiwać pracy i dlatego nie zaliczają się do grupy bezrobotnych.

Należy zaznaczyć, że w warunkach „prawidłowo” funkcjonującej gospodarki stopy zatrudnienia i bezrobocia kształtują się odmiennie. Jeśli ta pierwsza rośnie, to ta druga spada i vice versa. W obecnej gospodarce prawidłowość ta niestety nie występuje. Tak jest nie tylko w Stanach Zjednoczonych, gdzie zmniejsza się bezrobocie i jednocześnie zmniejsza się także stopa zatrudnienia. Coraz więcej bowiem pracowników albo przestaje pracować albo też zatrudniana jest na pewien okres i w niepełnym wymiarze godzin. Przyczynia się do tego także postępujący proces starzenia się społeczeństw w krajach gospodarczo wysoko rozwiniętych. Powojenne pokolenie z generacji tzw. baby boomers przechodzi od kilku lat na emeryturę, a ci emeryci, którzy chcą dalej pracować lub którzy z powodów finansowych muszą dorabiać, nie mogą już znaleźć odpowiedniej pracy, także z powodu szybkiego upowszechniania się technologii ICT [3]. Nowym, niepokojącym zjawiskiem jest fakt, że dotyczy to także pracowników wykształconych i posiadających relatywnie spore umiejętności posługiwania się tymi nowymi technologiami, takich jak pilotów samolotów wojskowych, których zastępują nieliczni operatorzy bezzałogowych obiektów latających (dronów), maklerów giełdowych, analityków finansowych, nauczycieli i wielu innych „białych kołnierzyków”, których stopniowo zastępują inteligentne maszyny.

Tendencja ta jest jeszcze mniej odczuwalna w nielicznych już, w wielu krajach gospodarczo wysoko rozwiniętych, pracochłonnych sektorach, takich jak np. sektor małych i średnich przedsiębiorstw (MSP). W sektorze tym występuje korzystniejsza dla zatrudnionych w nim pracowników tendencja. Okazuje się bowiem, że te MSP, które coraz szerzej korzystają z nowoczesnej technologii, nie tylko szybciej się rozwijają, lecz także chętniej zatrudniają. Należy zaznaczyć, że w wielu krajach firmy z segmentu MSP są największym pracodawcą, a także ich udział w PKB poszczególnych krajów jest relatywnie wysoki. Przykładowo w Turcji wynosi aż 72%, w Holandii 63%, Francji 59% i Polsce 51%. Podobnie wysoki jest udział małych i średnich przedsiębiorstw w tworzonych miejscach pracy. Wynosi on 82% w Chinach, 69% w Turcji, 68% w Polsce i 65% w Holandii (zob. rys. 2 i 3).

Rysunek 2. Miejsca pracy tworzone przez firmy MSP w procentach

rewoltech02

Źródło: BCG.

Rysunek 3. Udział MSP w krajowym PKB w procentach

rewoltech03

Źródło: BCG.

Co prawda do niedawna wiele tych MSP nie inwestowało odpowiednich środków w nowoczesne technologie, gdyż „żywa” siła robocza była tańsza w porównaniu do dużych nakładów, jakie trzeba było ponieść na nowoczesne komputery i zautomatyzowane linie produkcyjne. Wyniki badania przeprowadzonego w pierwszej połowie 2014 r. przez firmę Boston Consulting Group wśród 4 tys. firm segmentu MSP z USA, Niemiec, Chin, Indii i Brazylii oraz 500 przedsiębiorstw z Polski potwierdziły fakt szybkiego rozwoju tych przedsiębiorstw, które częściej korzystały z nowoczesnych technologii. Jednocześnie okazało się, że wysokie koszty zakupu tych technologii nie są już istotną barierą utrudniającą tym firmom korzystanie z nich. Obecnie bowiem, dzięki rozwiązaniom dostępnym w chmurze, można tego typu usługi nabyć np. od start-upu w USA za kilkanaście dolarów miesięcznie [4]. Także w Polsce technologie te nie są już drogie, chociaż wielu właścicieli małych firm, będących często firmami zatrudniającymi członków najbliższej rodziny, dosyć „ostrożnie” podchodzi do korzystania z najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych. Należy podkreślić, że te polskie firmy, które ograniczają się do technologicznych podstaw zwiększyły w latach 2011–2013 sprzedaż średnio tylko o 5,7% rocznie, a zatrudnienie w nich zmalało o 1%. Natomiast te małe i średnie formy, które korzystają już ze smartfonów, poczty elektronicznej i portali społecznościowych, zwiększyły swoje obroty średnio o 12%, a zatrudnienie o 4%. Z kolei najszybciej rozwijały się firmy, które wykorzystują już technologie mobilne czy rozwiązania oparte na chmurze. W ich przypadku obroty rosły w latach 2011–2013 już o 26,6%, a zatrudnienie o 8% [5].

Jednak powyższa prawidłowość występowała i nadal ma miejsce tylko w niektórych branżach, głównie w tzw. przyszłościowych gałęziach przemysłu i usług. Niestety nie obejmuje w podobnym natężeniu najbardziej do niedawna pracochłonnych branż, w których w coraz szybszym tempie znikają miejsca pracy. Od wielu już lat miejsca pracy „przenoszone” są także za granicę do krajów o najniższych kosztach produkcji z krajów, gdzie koszty te są bardzo wysokie. Nie tylko więc upowszechnienie nowoczesnych technologii powoduje w wielu branżach większy ubytek niż przyrost miejsc pracy, lecz przede wszystkim nasilająca się konkurencja w skali globalnej [6]. Do innych czynników wpływających zarówno na zakres i tempo wprowadzania nowych technologii, jak również na wzrost zatrudnienia, należy zaliczyć przede wszystkim politykę makroekonomiczną, klimat polityczny oraz inwestycje publiczne w rozwój kapitału ludzkiego. Te ostatnie determinują jakość odpowiednio wykształconej siły roboczej zdolnej do podjęcia pracy w nowych działach przemysłu i usług.

Faktem bowiem jest, że od wielu już lat spada systematycznie w większości krajów gospodarczo wysoko rozwiniętych udział tradycyjnych gałęzi przemysłu w tworzeniu zarówno PKB jak i nowych miejsc pracy. Jednocześnie w krajach zachodnich i najszybciej rozwijających się krajach trzeciego świata (gospodarkach wschodzących) następuje szybki wzrost wydajności pracy i produktywności kapitału w wyniku coraz większego wykorzystywania ICT. Przemysł technik informacyjno-komunikacyjnych generuje też coraz większą część PKB krajów gospodarczo wysoko rozwiniętych, chociaż zatrudnia stosunkowo niewiele, ok. 7–10% - w porównaniu do tradycyjnych branż przemysłu i usług – siły roboczej.

Różnice w wydajności pracy

Należy podkreślić, że branże wytwarzające ICT, jak i te, które w coraz większym stopniu korzystają z najnowszych technologii, legitymują się najwyższą, w porównaniu do innych działów gospodarki, wydajnością pracy i są mniej narażone na wahania koniunktury gospodarczej. Jednak z punktu widzenia interesów ludzi pracy, a także polityków odpowiedzialnych za tworzenie warunków dla względnie pełnego zatrudnienia, a przynajmniej takich warunków, które pozwalałyby utrzymać bezrobocie na niskim poziomie (tzn., aby stopa bezrobocia nie przekraczała 5%) branże wytwarzające ICT partycypują raczej w niedużym stopniu w realizacji tego celu. Stąd rządy poszczególnych państw w różny sposób podchodzą do kwestii zwiększenia nakładów na badania i rozwój (B+R) i na finansowanie rozwoju technik ICT. Europejskie państwa „dobrobytu” wolały do niedawna przeznaczać więcej środków na politykę społeczną aniżeli na B+R, natomiast Stany Zjednoczone prowadziły i nadal prowadzą zupełnie inną politykę i tym samym przodują pod względem innowacyjności. Faktem jednak jest, że wyższa w krajach Unii Europejskiej niż w USA stopa bezrobocia nie sprzyjała i niestety nadal nie sprzyja tworzeniu i wprowadzaniu w życie nowoczesnych technologii [7]. Istnieje obawa, że mogłyby one przyczynić się do dalszego zwiększenia bezrobocia, a nie do utworzenia większej liczby miejsc pracy. Dlatego rządy niektórych państw europejskich nadal przeznaczają więcej środków na „permanentną” i niestety przegrywaną walkę z bezrobociem, czyli głównie na finansowanie zasiłków dla bezrobotnych i innych świadczeń socjalnych, a mniej na B+R.

Swoista niechęć do szybkiego wprowadzenia w życie technologii zwiększających produktywność siły roboczej i skracanie tygodnia pracy powoduje, że Europa przegrywa konkurencję z USA, a także z nowymi wschodzącymi potęgami gospodarczymi, takimi jak Chiny. Wynika to także z utrzymywania wyższych płac w wielu krajach europejskich, aniżeli w USA i innych krajach świata. Przykładowo w połowie ubiegłej dekady robotnik niemiecki otrzymywał za godzinę pracy 40% więcej niż robotnik amerykański, ale w tym czasie wytwarzał o 13% od niego mniej [8]. Różnice te nie uległy poprawie na korzyść robotników niemieckich także w latach następnych i nadal Stany Zjednoczone utrzymują wyraźną przewagę konkurencyjną nad Europą, ponieważ w znacznie większym stopniu niż kraje europejskie wykorzystują innowacje technologiczne [9]. Jest rzeczą charakterystyczną, że najszybszy i największy wzrost wydajności pracy w USA występuje nie tylko w branżach wytwarzających ICT oraz usługach wykorzystujących te techniki, lecz przede wszystkim w takich sektorach, jak handel hurtowy i detaliczny oraz rolnictwo. Natomiast w Europie większy wzrost wydajności występuje nadal w tradycyjnych działach przemysłu. Można to tłumaczyć różnicami w strukturze nakładów na B+R w USA i Europie, jak również dostępnością kapitału ludzkiego, tj. większej liczby wykształconych pracowników w tym pierwszym kraju, który od dziesiątków lat prowadzi także politykę „drenażu mózgów” polegającą na „ściąganiu” z zagranicy najzdolniejszych absolwentów szkół wyższych i młodych naukowców w ramach rozbudowanego systemu stypendiów naukowych i różnego rodzaju ułatwień w osiedlaniu się i podejmowaniu pracy naukowo-badawczej w amerykańskich instytutach naukowych i wyższych uczelniach. Firmy amerykańskie działają też w większej skali niż firmy europejskie, biorąc pod uwagę chłonność rynku zarówno krajowego, jak i globalnego na amerykańskie towary o wysokiej zawartości najnowocześniejszej technologii. Sytuacja ta ulega jednak w ostatnich latach pewnej poprawie na korzyść Europy i Chin. Ten ostatni kraj w ostatnich latach bardzo znacznie zwiększył nakłady na B+R i w 2011 r. stał się światowym liderem pod względem zgłoszonych wniosków patentowych. W tym roku na całym świecie złożono ponad 2 mln takich wniosków, czyli o 7,8% więcej niż w 2010 r. Najwięcej z nich, bo aż 526.412 złożono w Chinach, a na drugie miejsce spadły Stany Zjednoczone (503.582). Dopiero na trzecim miejscu znalazła się Japonia (342.610), a na czwartym, ze znacznie już mniejszą liczbą patentów, uplasowała się Korea Południowa [10].

Powyższe dane potwierdzają zmiany w „geograficznej strukturze” innowacyjności. Poprzednio, w drugiej połowie XX w., tylko dwa inne państwa, oprócz Stanów Zjednoczonych, tj. Niemcy i Japonia, zajmowały pierwsze miejsce na świecie pod względem liczby złożonych wniosków patentowych. Jednak w latach 2009–2012 przewagę pod tym względem uzyskały Chiny, które odpowiadały już za 76% z całkowitego, światowego wzrostu liczby złożonych wniosków patentowych. Wynika to po części z dążenia władz Chin do przestawienia gospodarki z taniej produkcji proeksportowej na produkcję technologicznie wyrafinowanych towarów przeznaczonych nie tylko na eksport, lecz także w większych niż dotychczas ilościach na rynek wewnętrzny [11]. Wydaje się, że dalsze nasilenie się konkurencji między USA, Europą i Chinami zarówno na rynku globalnym, jak również na rynkach poszczególnych krajów, z pewnością prowadzić będzie m.in. do przyśpieszenia tempa B+R i produkcji oraz wdrażania nowych technologii. Z kolei szybsze niż do tej pory upowszechnianie się tych technologii prowadzić będzie do dalszego wzrostu wydajności pracy, co w wielu krajach będzie wywoływać pozytywne skutki w sferze produkcji towarów i usług ,ale także szereg negatywnych efektów w sferze zatrudnienia. Od prowadzenia „odpowiedniej” polityki innowacyjnej oraz od dostępności środków na B+R zależeć będzie w dużym stopniu „przyszłość pracy”, a dokładnie mówiąc – liczba wysoce produktywnych i relatywnie dobrze opłacanych miejsc pracy. Problemem jednak jest to, że rządy wielu państw nie bardzo wiedzą na czym ma polegać prowadzenie „odpowiedniej” polityki innowacyjnej, która powinna pomagać w realizacji wielu różnych celów gospodarczo-społecznych, rzecz jasna nie tylko w sferze zwiększania wydajności pracy i kapitału oraz konkurencyjności gospodarki danego kraju na rynku globalnym.

Dylematy polityki społeczno-gospodarczej

Obecnie trzecia rewolucja technologiczna, oparta na szybkim rozwoju i upowszechnianiu ICT, powoduje nie tylko spadek miejsc pracy, lecz także przyczynia się do pogłębienia nierówności społecznych na niespotykaną dotychczas skalę. Chodzi tu głównie o nierówności dochodowe pomiędzy z jednej strony nielicznymi posiadaczami kapitału i osobami o wysokich kwalifikacjach i resztą społeczeństwa. Należy zaznaczyć, że w przeszłości, tj. w czasach pierwszej i drugiej rewolucji przemysłowej, nowe technologie przyczyniały się zwykle do wzrostu płac realnych poprzez zwiększenie wydajności pracy. Wzrost tych dochodów obejmował zarówno osoby o niższych i wyższych kwalifikacjach, jak również posiadaczy kapitału, pracowników i konsumentów. Obecnie jednak nowe technologie dają szansę szybkiego bogacenia się, przede wszystkim posiadaczom kapitału oraz jednostkom utalentowanym, a takich jest w każdym społeczeństwie nie więcej jak 10%. Takich szans nie mają już wszyscy pracownicy posiadający nawet wyższe wykształcenie, nie wspominając o pracownikach o niższych kwalifikacjach. Właśnie ci ostatni są najbardziej narażeni na utratę pracy. W większości krajów świata są też najliczniejszą grupą bezrobotnych. Nowe technologie tworzą bowiem wysoce produktywne i relatywnie dobrze płatne miejsca pracy, głównie jednak dla jednostek utalentowanych, wszechstronnie wykształconych i posiadających wysokie kwalifikacje oraz motywacje do stałego podwyższania i zdobywania nowych umiejętności. Dawno bowiem minęły czasy, kiedy można było przepracować całe dorosłe życie w jednym wyuczonym zawodzie. Obecnie nawet absolwenci wielu szkół wyższych nie mogą znaleźć dla siebie pracy, w której mogliby wykorzystać zdobytą na studiach wiedzę i często podejmują pracę nie tyle w wyuczonym zawodzie, ile w takiej branży, w której można zdobyć jakąkolwiek pracę. Można więc udowodnić występowanie stosunkowo niskiej stopy efektywności inwestycji w edukację i szkolnictwo wyższe. Innymi słowy inwestycje te nie przynoszą w szybko zmieniającej się pod wpływem nowych technologii sytuacji na rynku pracy, spodziewanych w danej gospodarce korzyści.

Także inwestycje w B+R tj. wytwarzanie oraz upowszechnianie coraz nowszych technologii zastępujących pracę żywą różnego rodzaju robotami, powodują coraz większe koszty społeczne, związane z koniecznością utrzymywania przez państwo zwiększającej się armii bezrobotnych. Dla polityki gospodarczo-społecznej jest to nowa sytuacja, w której ogromna większość polityków odpowiedzialnych za rozwój swoich państw i zapewnienie przynajmniej godziwych warunków życia dla swoich obywateli, nie potrafi się odnaleźć. Szczególnie, że w wyniku globalizacji gospodarki i postępującej liberalizacji handlu międzynarodowego, a więc czynników, na które nie mają wpływu rządy ogromnej większości państw, uległy w ostatnim czasie głębokiej zmianie także dotychczasowe mechanizmy rozwoju gospodarczego. Jest to najbardziej widoczne w krajach rozwijających się, do których do niedawna przenoszono z krajów gospodarczo wysoko rozwiniętych całe, pracochłonne gałęzie przemysłu. Ułatwiało to tworzenie w tych krajach wielu nowych miejsc pracy, które zajmowali migranci z przeludnionych wsi, gdzie od dawna istniało i we wszystkich tych krajach nadal występuje duże bezrobocie (tzw. bezrobocie ukryte). Jednak w ostatnim czasie firmy zachodnie instalują w swoich fabrykach, położonych także w krajach rozwijających się, zautomatyzowane linie produkcyjne, które powodują zjawisko ich „przedwczesnej” dezindustrializacji [12]. Proces ten przebiega obecnie stosunkowo szybko, nie tak jak w drugiej połowie XX w. w wielu krajach europejskich. Nie może więc dziwić fakt, że rządy państw trzeciego świata nie mogą w erze trzeciej rewolucji przemysłowej liczyć na rozwój tradycyjnego sektora przemysłowego z dużą liczbą miejsc pracy, który mógłby wchłonąć niewykwalifikowanych bezrobotnych, napływających ze wsi do miast w poszukiwaniu pracy. Taką stosunkowo komfortową sytuację miały w XX w. rządy krajów gospodarczo wysoko rozwiniętych.

Zjawisko „przedwczesnej” lub mocno przyśpieszonej dezindustrializacji występuje w różnej skali i nasileniu także w tzw. gospodarkach wschodzących i w dalszym ciągu w niektórych krajach gospodarczo wysoko rozwiniętych. Nowe technologie w połączeniu z liberalizacją handlu światowego i przepływów kapitału stworzyły bowiem nowe możliwości zarówno dla przedsiębiorców, których globalną ekspansję ograniczały do niedawna różne bariery celne, finansowe i geograficzne oraz stosunkowo wysokie koszty transportu, jak również dla utalentowanych ludzi posiadających wysokie kwalifikacje, na które istnieje popyt nie tylko na rynkach poszczególnych krajów, lecz także na rynku globalnym.

Co więc „oferuje” trzecia rewolucja przemysłowa dla najliczniejszej grupy „zwykłych” ludzi pracy?

Głównie niepewność jutra i zdanie się na mniej lub bardziej skuteczną interwencję rządów. Rządy te znajdują się już od dawna pod naciskiem różnych grup interesów, domagających się większego wsparcia dla ludzi pracy i rodzimych, drobnych przedsiębiorców. Żądania te dotyczą wprowadzenia zakazów importu tańszych towarów i innych protekcjonistycznych środków ochrony rynku wewnętrznego przed zagraniczną konkurencją oraz prowadzenia takiej polityki innowacyjnej, która byłaby korzystna dla całego społeczeństwa, a nie tylko dla posiadaczy kapitału i niezbyt licznej grupie najbardziej utalentowanych i wykształconych pracowników. Problemem dla wszystkich rządów poszczególnych państw, jest brak możliwości zahamowania procesu globalizacji i postępującej dezindustrializacji jak również rozwoju nowych technologii. Niemożliwy jest także, z wielu różnych względów, powrót do praktyk protekcjonistycznych i nadmiernego interwencjonizmu państwowego. Podobnie zresztą, jak bardzo trudne jest i będzie w większości państw świata utrzymywanie dotychczasowej polityki społecznej ukierunkowanej m.in. na łagodzenie negatywnych efektów powodowanych przez trzecią rewolucję przemysłową i nasilającą się konkurencję w skali globalnej. Należy więc przygotować się na zwiększającą się „armię” ludzi bez pracy. Zjawisko to nasila się już od wielu lat i zasługuje na kompleksowe zbadanie nie tylko przez ekonomistów i politologów, lecz także przez przedstawicieli innych dyscyplin nauki. W erze obecnej, trzeciej rewolucji przemysłowej systematycznie maleje w wielu krajach liczba zatrudnionych w ogólnej liczbie ludzi w wieku produkcyjnym. Zwiększa się długookresowe bezrobocie nie tylko – co jest zjawiskiem normalnym – w okresie dekoniunktury gospodarczej – lecz – co zadziwia wielu ekonomistów i polityków – także w czasie ożywienia gospodarczego. Okazuje się, że nawet w tym drugim okresie przyrost nowych miejsc pracy wywołany wzrostem popytu na rynku krajowym i globalnym jest mniejszy w porównaniu do ubytku pracy wywołanego upowszechnianiem nowych technologii. Jeżeli obie te tendencje utrzymają się w dłuższym okresie, to prędzej czy później, w zależności od skuteczności polityki gospodarczo-społecznej poszczególnych rządów – dojdzie do ogromnego wzrostu bezrobocia, nad którym trudno będzie „zapanować” za pomocą dotychczasowych instrumentów interwencjonizmu państwowego. Być może tego rodzaju groźba ostrych konfliktów społecznych i grożącej destabilizacji obecnych systemów gospodarczo-politycznych skłoni rządy poszczególnych państw do opracowania i wdrożenia w życie nowej polityki gospodarczo-społecznej, która nie tylko, tak jak obecna, będzie w stanie z mniejszym lub większym powodzeniem, niwelować negatywne efekty dla świata pracy generowane przez trzecią rewolucję przemysłową, lecz będzie także mogła ex-ante przeciwdziałać wszystkim niepożądanym efektom ubocznym.

Inną, równie ważną sprawą jest zapewnienie możliwie szerokim warstwom społeczeństwa uczestniczącym w procesie tworzenia nowych innowacji względnie „równego” udziału w korzyściach, związanych z coraz szybszym upowszechnianiem nowych technologii. Istnieje bowiem duże ryzyko, że gwałtowne zmiany, jakie wywołuje obecna trzecia rewolucja technologiczna, stanowić będą zbyt duże wyzwanie dla istniejących instytucji, które nie poradzą sobie ze sprawiedliwą dystrybucją korzyści wynikających z wprowadzania w życie coraz to nowszych innowacji ani też nie będą w stanie pomóc tym wszystkim, którzy nie będą mogli się dostosować do nowych warunków pracy.

Fot. www.gizmodo.com.au

Bibliografia
Bullinga M., Welcome to the Future Cloud: five bets for 2025, „The Futurist” 2012, nr 1.
Brynjolfsson E., i Mc Affe A., The second machine age: work, progress, and prosperity in a time of brilliant technologies, New York 2014,
Carnoy M,.Utrwalanie nowej gospodarki: praca, rodzina i społeczność w wieku informacji, przekład:Adam Gwiazda, Toruń 2002,
Gwiazda A., Globalna ekspansja gospodarcza Chin, Bydgoszcz 2013.
Gwiazda A., Innowacyjność – słabą stroną Unii Europejskiej? „Wspólnoty Europejskie” 2006, nr 4.
Gwiazda A., Przenoszenie miejsc pracy za granicę – implikacje dla Polski, „INFOS” Warszawa 2007, nr 15.
Gwiazda A., Nowe tendencje w ekspansji korporacji ponadnarodowych, W: J.Menkes, i A.Gardocka (red.), Korporacje transnarodowe, Warszawa 2010, s.59-69.,
Gwiazda A., Straszna, trzecia rewolucja technologiczna, portal WWW.wsensie.pl 18.11.2014,
Hourly compensation, „The Economist” 28.01.2006.
Manufacturing activity, „The Economist” 4-10.10.2014.
Mazurkiewicz P., Technologie tworzą miejsca pracy, „Rzeczpospolita” 6.05.2014.
Production in the innovation economy, pod red. M.Locke I R.L.Wellhausen, Boston 2014,
Rifkin J., The end of work. The decline of the global labor force and the dawn of the post-market era, New York 1995. Polskie wydanie tej książki (Koniec pracy. Schyłek siły roboczej na świecie I początek ery postrynkowej) Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2001 ,.
Rifkin J., The third industrial revolution, New York 2011.
Tergesen A., The case for quitting your Job-even if you still love it, „The Wall Street Journal” 14.10.2014.
The decline of work, „The Wall Street Journal” 7.04.2014.
The great third wave, „The Economist” 2014, nr 40, A special Report on Technology and the World Economy.
Urbański J., Koniec taniej siły roboczej, “Le Monde Diplomatique-Polska” 2014, nr 9,
World Intellectual Property Indicators 2012, New York, WIPO 2012.
Woś R. Kapitalizm bez etatu, człowiek bez zajęcia, “Dziennik Gazeta Prawna” 20-26.12.2013 r.,
______________________________________________
1. Zob. J.Rifkin, The end of work. The decline of the global labor force and the dawn of the post-market era, New York 1995. Polskie wydane tej książki (Koniec pracy. Schyłek siły roboczej na świecie i początek ery postrynkowej)u kazało się w Wydawnictwie Dolnośląskim we Wrocławiu w 2001 r.
2. Zob. The decline of work, „The Wall Street Journal” 7.04.2014, s. 4. Por. J.Rifkin, The third industrial revolution, New York 2011, s. 42-43.
3. Por. A.Tergesen, The case for quitting your Job-even if you still love it, „The Wall Street Journal” 14.10.2014, s. 10.
4. Por. P.Mazurkiewicz, Technologie tworzą miejsca pracy, „Rzeczpospolita” 6.05.2014.
5. Zob. P.Mazurkiewicz Technologie tworzą…, op.cit., s. 38. Por. M.Bullinga, Welcome to the Future Cloud: five bets for 2025, „The Futurist” 2012, nr 1, s. 64.
6. Por. A.Gwiazda, Przenoszenie miejsc pracy za granicę – implikacje dla Polski, „INFOS” Warszawa 2007, nr 15, s. 104.
7. Por. A.Gwiazda, Innowacyjność – słabą stroną Unii Europejskiej? „Wspólnoty Europejskie” 2006, nr 4, s. 23-28.
8. Zob. Hourly compensation, „The Economist” 28.01.2006, s. 99.
9. Por. Manufacturing activity, „The Economist” 4-10.10.2014, s. 93.
10. Zob. World Intellectual Property Indicators 2012, New York, WIPO 2012, s. 16-19.
11. Zob. A.Gwiazda, Globalna ekspansja gospodarcza Chin, Bydgoszcz 2013, s. 119.
12. Por. The great third wave, „The Economist” 2014, nr 40, A special Report on Technology and the World Economy, s. 4.

Czytany 4182 razy