wtorek, 10 wrzesień 2013 08:04

Adam Gwiazda: Fenomen terrorystów-samobójców

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

ter_samoboj  prof. dr hab. Adam Gwiazda

Czy można zrozumieć terroryzm oparty na samobójczych atakach, w których giną najczęściej zupełnie przypadkowi, niewinni ludzie? Czy są to desperackie czyny podejmowane „za wielką sprawę”, dla której terroryści-samobójcy są gotowi oddać życie? Co jest gorsze lub lepsze: całkowite ignorowanie współczesnych terrorystów-samobójców czy tez podziwianie ich za odwagę i oddanie „sprawie”? Historia zna przecież bardzo wiele przypadków ludzi, którzy byli gotowi umrzeć lub zaryzykować swoje życie dla osiągnięcia jakiegoś „szczytnego celu”.

Jednak podziwiano tych ludzi, nie dlatego, że narazili swoje życie i często ginęli w samobójczych atakach, lecz za to, że dążyli do osiągnięcia jakiegoś szczytnego celu, trudnego i często na pierwszy rzut oka niemożliwego do wykonania.

Inaczej rzecz się ma w przypadku współczesnych-terrorystów samobójców, którzy ryzykują życie, ale wcale nie dla realizacji jakiegoś wspaniałego celu. Skąd wiec biorą się „ochotnicy” do takich samobójczych ataków, którzy wykazują pogardę dla życia i wysoką skuteczność w zabijaniu niewinnych ludzi?

Jakie otoczenie społeczne „produkuje” tego rodzaju terrorystów-samobójców?

Czy rzeczywiście jest to dosyć specyficzne otoczenie czy też „normalne” otoczenie społeczne, w którym od zarania dziejów wykształciła się swoista kultura przemocy.

Jak trafnie zauważają niektórzy autorzy – „postać wojownika budzi szacunek społeczny w większości kultur. Agresywna postawa przydaje się w sporcie, gospodarce i polityce. Kobiety, nawet te, które nienawidzą przemocy, łatwo godzą się z myślą, że najlepszą przed nią obrona jest mieć ją po swojej stronie. Podobnie myśli wielu mężczyzn. Przemoc jest potępiana, ale po cichu tolerowana. Większość filmów przygodowych to pochwała brutalności i silności. Wiele eksperymentów przeprowadzanych w różnych kulturach, wśród dzieci i dorosłych, pokazuje, że zebrani razem chłopcy lub mężczyźni dość szybko organizują się w nieformalne wojsko. Mają taki atawistyczny instynkt. U terrorystów ten mechanizm może być silniejszy” [1].

Współczesny terroryzm dostarcza wielu dowodów na to, że mechanizm ten jest silniejszy i że terroryści prowadzą walkę o władzę, skrytą, bez programu, i bez żadnych zobowiązań, ale prowadzą tę walkę wyłącznie przy użyciu przemocy. Stosunkowo najnowszym „wynalazkiem” jest terroryzm „samobójczy”, który pojawił się w latach 1980-tych. Jego powstanie wiąże się z dwoma innymi wynalazkami, a mianowicie z wynalezieniem już w XIX w. materiałów wybuchowych oraz z niedawnym wprowadzeniem dobrowolnych „kontraktów” z terrorystami samobójcami, którzy godzą się na oddanie swojego życia za uzyskanie nowej tożsamości męczennika i za polityczne korzyści, jakie ich śmierć może przynieść danej organizacji terrorystycznej.

Bardzo trudno jest zrozumieć w spółczesny terroryzm, a jeszcze trudniej terroryzm samobójczy, tj. oparty w dużej części na samobójczych atakach męczenników za taką czy inną sprawę. Każdy taki atak oznacza ogromne ryzyko śmierci dla jego wykonawcy. Ryzyka tego nie można zmniejszyć, bez równoczesnego zmniejszenia ryzyka śmierci dla ofiar takiego ataku. Dlatego też terroryści-samobójcy akceptują swoją pewną śmierć w zamian za możliwości zabicia w takim ataku samobójczym innych ludzi. W wielu sytuacjach takie ataki okazują się najbardziej skutecznymi formami nie tyle walki ile zabijania. Przykładowo w latach 1980-2001 na samobójcze ataki przypadało tylko 3 proc. ogółu ataków terrorystycznych na całym świecie, ale aż prawie połowa wszystkich ofiar śmiertelnych, będących efektem działań terrorystów, bez uwzględnienia wyjątkowo licznych ofiar zamachu w Nowym Jorku 11 września 2001 r. [2]. Ze skuteczności zamachów samobójczych zdają sobie sprawę liderzy różnych ugrupowań terrorystycznych, które prowadzą swoją walkę wyłącznie przy użyciu przemocy. Dlatego tez posługują się coraz częściej samobójczymi „misjami”, które zapewniają wysoka efektywność w zabijaniu ludzi.

Nasuwa się pytanie, jak liderzy tych organizacji terrorystycznych nakłaniają poszczególnych członków organizacji, aby ci zgodzili się pójść dobrowolnie na pewną śmierć? Poszczególni ludzie w różny sposób odnoszą się do samobójstwa i ogromna większość zdecydowanie odrzuca możliwość samorealizacji w ten sposób. Liderzy organizacji terrorystycznych starają się – jak wydaje – wyrobić u potencjalnych zamachowców-samobójców nie tyle gotowość do zabijania innych, ile gotowość do złożenia ofiary z własnego życia. Posługują się tu różnymi „argumentami” religijno-nacjonalistycznymi i różnymi ideologiami, które jednak nie tłumaczą do końca tego, dlaczego niektórzy mają zabijać innych i umrzeć, a większość innych nie musi tego robić. Nie można też do końca wyjaśnić za pomocą racjonalnych argumentów, dlaczego pewni ludzi zgadzają się być zamachowcami-samobójcami. Nie można tego wyjaśnić na przykład za pomocą znanej ekonomistom teorii racjonalnego wyboru, która kojarzy się z dążeniem każdego człowieka do osiągania własnych korzyści. „Czy więc samobójstwo zamachowca-terrorysty leży w jego własnym interesie i zapewnia mu określone korzyści? Oczywiście że nie, gdyż istnieje wiele innych alternatyw umożliwiających realizację swoich planów i aspiracji, czy też maksymalizację korzyści, ale żeby do czegoś dojść, to trzeba żyć, a nie „realizować się” poprzez samobójcze ataki terrorystyczne. Dane zgromadzone przez Instytut Międzynarodowej Polityki Kontraterroryzmu (International Policy Institute for Counter-Terrorism, ICT) potwierdzają fakt, że przeciętna wieku 95 zamachowców-samobójców wynosiła 22 lata, najmłodsi z nich mieli 16 lat a tylko czterech było przed trzydziestką [3]. Najwięcej samobójczych ataków miało w ostatnich latach i nadal ma miejsce w Izraelu, Iraku i niektórych innych krajach Bliskiego Wschodu. Według danych ICT ze 102 samobójczych ataków, które miały miejsce w samym tylko Izraelu od listopada 2000 r. do listopada 2003 roku 44 z nich były „sponsorowane’ przez Hamas (Islamski Ruch Oporu), 26 przez Męczenników Brygad al-Aksa, 24 przez Palestyński Islamski Dżihad, a pozostałe zamachy przez inne organizacje [4]. Zwykle zamachowcami są młodzi mężczyźni. We wspomnianej wyżej grupie 95 zamachowców było tylko siedem kobiet.

Zamachowcy-samobójcy nie odróżniają się od innych terrorystów ani pod względem wieku, czy płci. Są wśród nich zarówno ludzie bogaci, jak i biedni, wykształceni, jak i niewykształceni. Niektórzy z nich mają długi staż „członkowski” w danej organizacji terrorystycznej, a inni nie mają prawie żadnego stażu. Jeżeli chodzi o zamachowców samobójców atakujących Izrael, to są to w przeważającej mierze Palestyńczycy, ale w skali globalnej są to zarówno Muzułmanie jak i przedstawiciele innych religii. Dla wielu z nich drogę do samobójczej śmierci wyznaczała religia, ale nie dla wszystkich. Niektórzy podejmowali samobójcze ataki kierując się motywami nacjonalistycznymi lub świeckimi.

Nie ma też żadnych dowodów na to, że zamachowcy samobójcy są ludźmi psychologicznie nienormalnymi (np. psychopatami). Wielu z nich, przynajmniej w Libanie, pochodziło jednak z rozbitych rodzin, natomiast na terenach Palestyny byli to ochotnicy, często bardzo spokojni ludzie, introwertycy, którzy mieli problemy z nawiązywaniem kontaktów i porozumiewaniem się z innymi ludźmi [5]. Jednak w ogromnej większości są to normalni ludzie, którzy maja normalne uczucia, chociaż ich tak łatwo nie okazują. Dlaczego więc tacy ‘normalni” ludzie stają się w pewnych okolicznościach zamachowcami-samobójcami?

Odpowiedź na to pytanie może być różna. W przypadku zamachowców pochodzących z Palestyny takimi okolicznościami może być poczucie narodowego upokorzenia, związane z niemożnością odzyskania znacznej części terytorium własnego kraju oraz motywy religijne. W regionie tym akcje zamachowców-samobójców uzyskują prawie stuprocentowe poparcie Palestyńczyków. Jednak nie przekłada się ono na masowe wstępowanie młodych ludzi w szeregi terrorystów-samobójców. Nie każdy więc palestyński patriota chce zostać męczennikiem. Nie można powiedzieć więcej o populacji zamachowców-samobójców niż to, że są to ludzie młodzi, i w przeważającej części są to mężczyźni. Trudno też doszukać się jakichś prawidłowości jeżeli chodzi o nabór zamachowców-samobójców (którzy zawsze są ochotnikami) a liczbą zamachów. Innymi słowy nie bardzo wiadomo czy popyt rodzi w tym przypadku podaż czy jest na odwrót.

Nie można też jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie dlaczego ludzie wybierają taki rodzaj śmierci. Przedstawiciele nauk społecznych w różny sposób starają się wyjaśnić zjawisko samobójstw. Niektórzy twierdzą, że pewni ludzie mają skłonność do samobójstw i często wybierają ten rodzaj śmierci, szczególnie jeśli wydaje im się, że ich życie nie ma sensu lub jest mniej wartościowe niż życie innych ludzi. A wartość życia wzrasta wraz ze statusem ekonomicznym i oczekiwaną średnią długością życia. Tak więc ludzie biedni i starzy powinni wykazywać większą skłonność do samobójstw niż ludzie bogaci i młodzi. W przypadku zamachowców samobójców teoria ta nie sprawdza się. Zamachowcami-samobójcami są bowiem ludzie młodzi, zarówno bogaci jak i biedni, którzy – nie wiadomo dlaczego – nieco inaczej pojmują wartość swojego życia, skoro giną w samobójczych atakach, zabijając przy tym niewinnych ludzi. Jeśli więc życie nie ma żadnej wartości dla takich młodych ludzi, lub ma bardzo niewielką wartość, to należałoby zbadać, co może być cenniejsze od samego życia?

Przynajmniej co tak wysoko sobie cenią potencjalni zamachowcy-samobójcy, którzy – podobnie jak każdy człowiek – poszukują swojej tożsamości. A tożsamość to zdaniem niektórych autorów „poczucie sensu własnego ja każdej osoby” [6]. Pod wpływem różnych czynników społecznych i biologicznych człowiek sam wybiera swoja tożsamość. W określony też sposób ludzie powiązani są ze swoją tożsamością, która stanowi wartość samą w sobie. Jak jednak można określić lub „wycenić” wartość tożsamości? Czy można ją oceniać w oderwaniu od oceny wartości życia danej osoby? Zanim dana osoba oceni swoje życie, to musi najpierw wiedzieć kim jest: czyli musi poznać swoją tożsamość, która determinuje, kim jest dany człowiek. Bez tożsamości nie możemy brać udziału w wielu społecznych „wydarzeniach”, które nadają wartość życiu każdego z nas. Tożsamość umożliwia nam funkcjonowanie w społeczeństwie, poznawanie innych ludzi, którzy mają podobną lub całkowicie różną tożsamość i uzyskiwanie licznych korzyści poprzez uczestnictwo w życiu społeczno-gospodarczym. Dlatego właśnie tożsamość jest czymś tak cennym, o czym wielu z nas przekonuje się dopiero po jej utracie lub zniszczeniu, kiedy nie można cieszyć się dobrym zdrowiem, małżeństwem, przyjaźnią czy korzystać z dochodów i innych środków materialnych.

Być może należy więc poszukiwać motywacji do samobójczych ataków nie w wartości życia, lecz w wartości tożsamości [7]. W znacznej bowiem części to właśnie tożsamość, choć nie tylko ona, determinuje, jak przeżyjemy nasze życie. Może więc nasza tożsamość określa też jak umrzemy? W pewnych okolicznościach można bowiem „podwyższyć” wartość swojej tożsamości poprzez samobójczą śmierć w ataku terrorystycznym za jakąś mniej lub bardziej wielką sprawę. Albo można ją zupełnie zniszczyć lub zdewaluować dalej funkcjonując w upokarzających warunkach, w jakich żyje część Palestyńczyków. Kiedy więc zaistnieją sprzyjające okoliczności co do podjęcia wyboru – na szczęście przez bardzo nieliczną garstkę pragnących w ten sposób zwiększyć wartość swojej tożsamości Palestyńczyków – życia lub samobójczej śmierci w zamachu przeciwko „odwiecznemu” wrogowi – to drobna ich część dokonuje wyboru tej strasznej opcji. Tak wiec osoba, która wybiera samobójczą śmierć zdaje się dokonywać wyboru pomiędzy zachowaniem do „końca” swojej tożsamości, która budowała całe życie lub jej zniszczeniem poprzez dalsze, jej zdaniem bezwartościowe, życie. Innymi słowy wybór życia, a nie śmierć, oznaczałby dla niej wyrzeczenie się własnej tożsamości.

Znane są liczne przypadki tego rodzaju zachowań, rzecz jasna nie tylko terrorystów-samobójców. Przykładowo matka ratuje dzieci z płonącego domu i sama ginie. Rzuca się w płomienie dobrowolnie, gdyż nie mogłaby dalej żyć z piętnem „tchórzliwego” kochającego rodzica, który tylko przyglądał się, jak pali się jego dom i w nim jego dzieci. Podobnie można ocenić zbrodnie na swojej najbliższej rodzinie zdesperowanego ojca, który zabija żonę i dzieci, aby w ten sposób powstrzymać ich od odejścia od niego i następnie sam siebie zabija, aby uratować swoją reputację jako człowieka oddanego rodzinie. Małoletni uczeń lub uczennica zabija siebie, bo nie zdała jakiegoś egzaminu lub nie wytrzymuje stresu związanego z ciągłym uczeniem się i dorównywaniem w nauce swoim rówieśnikom. Chce w ten sposób uratować swoją reputację dobrego ucznia i kochającego rodziców dziecka. Także żołnierz, który rzuca się na nadlatujący granat, aby ocalić swoich kolegów jest potem przez nich wspominany, jako „dzielny” towarzysz broni. Podobnie zachowa się niewinnie oskarżony, który wybierze samobójczą śmierć, aby w ten sposób „udowodnić” swoją niewinność. W każdej kulturze występują tego rodzaju przypadki swoistego zastępowania samobójczą śmiercią utraty tożsamości.

Nie można chyba doszukiwać się naturalnych skłonności do samobójstw. Nikt bowiem nie rodzi się samobójcą. Każdy człowiek kocha życie. Dlaczego więc niektórzy, co prawda bardzo nieliczni, zgadzają się zostać zamachowcami-samobójcami? Jak się „produkuje” takich samobójców? Dlaczego ktoś jeszcze bardzo młody dobrowolnie rezygnuje ze swoich marzeń i życiowych aspiracji, które są czymś naturalnym u każdego człowieka i zgadza się potwierdzić swoją tożsamość poprzez samobójczą śmierć?

Niektórzy starają się wytłumaczyć ten niezbyt zrozumiały „pociąg” do samobójczej śmierci czynnikami charakteryzującymi środowisko, w którym dorasta potencjalny zamachowiec-samobójca. Jest to zwykle środowisko skonfliktowane, represyjne, i przygnębiające, gdzie zwalczają się wzajemnie różne organizacje terrorystyczne, czego najlepszym przykładem jest Palestyna. Czasami ludzie dorośli tez odbierają sobie życie np. z powodu błędów, jakie popełnili i wydaje im się, że nie ma innego sposobu na „oczyszczenie się”. Młodzi ludzie żyjący w określonym środowisku społecznym, w którym zwalczają się konkurujące ze sobą frakcje i które jest skonfliktowane i przygniatające w tym sensie, że nie można w nim realizować swoich życiowych aspiracji ani rozwijać osobowości, itp. też czasami nie widzą dla siebie innej, lepszej alternatywy, od samobójczej śmierci zamachowca-męczennika. Innymi słowy – atrakcyjniejszą dla niektórych z nich wizją przyszłości jest nie życie w upokarzających warunkach, lecz samobójcza śmierć za sprawę i następnie życie wieczne w raju, którego nikt z tych zamachowców-samobójców nie potrafi sobie dokładnie wyobrazić.

Zadziwiające jest to, że w realiach rozpowszechniającej się globalnej popkultury i szerzącego się współczesnego hedonizmu, tzn. dążenia do możliwie jak najbardziej przyjemnego spędzenia życia, znajdują się młodzi ludzie, dla których nie uciechy życia, lecz status męczennika ma najwyższą wartość. Jeśli jednak męczeństwo stanowi wartość, to musi istnieć także alternatywna wartość, którą ludzie młodzi i zresztą nie tylko młodzi mogą osiągnąć poprzez twórcze lub lekkie, łatwe i przyjemne życie, a nie poprzez samobójczą śmierć. Ta ostatnia jest, paradoksalnie, o wiele łatwiejszym sposobem dla uzyskania tożsamości bohatera-męczennika. Umożliwia też odkupienie grzechów z przeszłości i odzyskanie honoru. Jednak te same efekty można uzyskać poprzez wybór pierwszej alternatywy, tj. życia, która jest o wiele trudniejsza i wymaga wielu wyrzeczeń i cierpień oraz długich lat kształtowania swojej osobowości i charakteru, budowania rodziny, kariery i życia we wspólnocie z innymi ludźmi. Młodzi ludzie nie mają jeszcze zbyt wielu doświadczeń „życiowych”, dlatego są czasami podatni ideologię różnych organizacji terrorystycznych, które proponują „karierę” zamachowca-samobójcy.

Taka organizacja najpierw starannie dokonuje selekcji odpowiednich kandydatów. Następnie ich szkoli i wyposaża w materiały wybuchowe, broń, itp. Potem zamachowiec-samobójca wykonuje swoją misję i ginie. Trzecim etapem jest ujawnienie przez organizację imienia i nazwiska „zamachowca-samobójcy”, jako nowego męczennika i wypłacenie rekompensaty jego rodzinie. Jednak bez pewnej gwarancji, że nastąpi ten trzeci etap, nie dojdzie zapewne do realizacji etapu drugiego. Natomiast bez gwarancji, że ochotnik-zamachowiec nie zrealizuje swojej samobójczej misji organizacja terrorystyczna nie podejmie się zadania jego wyszkolenia i wyposażenia. Takie gwarancje trudno jednak udzielić. Faktem bowiem jest, że jedna strona tego „kontraktu” musi najpierw umrzeć, zanim dojdzie do realizacji całej tej umowy tj. etapu trzeciego. Organizacja może przecież nie ujawnić imienia nowego męczennika „za wspólną sprawę” ani też nie wypłacić rekompensaty jego rodzinie. W takiej sytuacji zamachowiec-samobójca mógłby umrzeć anonimowo i za nic.

Z drugiej strony także potencjalny zamachowiec-samobójca może w ostatniej chwili zmienić zdanie, bojąc się, że organizacja go oszuka tzn. nie ogłosi go za kolejnego męczennika i nie wypłaci odszkodowania jego rodzinie lub po prostu ze strachu przed śmiercią. Jeśli więc taki „ochotnik” wycofałby się ze swojej misji, to organizacja terrorystyczna straciłaby zainwestowane w niego środki. Ponadto w takim przypadku nie byłoby możliwe zawieranie swoistych „kontraktów”, które ze zrozumiałych względów nie mogą być oparte na przepisach prawnych, i tym samym zjawisko terroryzmu w wykonaniu zamachowców-samobójców umarłoby śmiercią naturalną.

Tak się jednak niestety nie dzieje. Jeśli więc nie prawo, to gwarancją wykonania przez obie strony tego swoistego kontraktu jest w tym przypadku presja społeczna i zwyczaj ujawniane już na kilka dni przed samobójczą misją nazwisko nowego męczennika, który od tej chwili jest już martwy, chociaż jeszcze tymczasowo żywy, dopóki nie wykona swojego zadania. Kiedy więc upowszechni się przed samą akcją jego fotografię, nagrania wideo i pożegnalne listy do rodziny i przyjaciół, to dany ochotnik więcej straciłby poprzez wycofanie się ze swojej samobójczej misji aniżeli poprzez jej wykonanie. Także organizacja terrorystyczna teraz musi wywiązać się z całości kontraktu i po zrealizowanej misji wypłacić ustaloną wcześniej rekompensatę rodzinie zamachowca-samobójcy. Pieniądze na ten cel pochodzą z różnych źródeł. W przypadku palestyńskich misji zamachowców-samobójców są to środki pozyskiwane z Iranu, Syrii, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz w niewielkim stopniu także od władz Palestyny. Nie bardzo dokładnie wiadomo, ile wypłaca się rodzinie takiego nowego męczennika, ale zwyczajowo jest to kilkadziesiąt tysięcy dolarów [8].

Powyższe ustalenia dotyczą zresztą stosunkowo najlepiej zbadanego zjawiska palestyńskiego terroryzmu „samobójczego”. Nie bardzo wiadomo czy takie rekompensaty wypłacane są innym nie palestyńskim zamachowcom-samobójcom. Z pewnością rekompensata nie jest podstawowym motywem skłaniającym danego ochotnika do wykonania samobójczej misji. W przypadku Palestyny rekompensata ta jest też w pewnym sensie ekonomicznie uzasadniona z powodu niszczenia przez izraelskie wojsko domów rodzin zamachowców-samobójców. Po śmierci rodzina musi za coś odbudować stary lub zbudować nowy dom.

Trudno jest jednoznacznie rozstrzygnąć co tak naprawdę skłania zarówno młodych Palestyńczyków jak i innych zamachowców terrorystów do samobójczych misji. Motywy religijne czy świeckie, np. chęć ujrzenia siebie parę dni przed śmiercią w telewizji jako „nowego męczennika” i bohatera. Czy może dążenie niektórych, nie bardzo przystosowanych do swojego środowiska ludzi do uzyskania nowej tożsamości? Czy też sama presja tego środowiska lub szczególny splot okoliczności? Raczej chyba nie, gdyż zamachowcy-samobójcy dokonują starannie przemyślanego wyboru. Jest to wybór podyktowany, jak się wydaje, szczególnymi okolicznościami, ale nie jest produktem samych tylko tych okoliczności. Samobójcze zamachy są bowiem dziełem dobrze zorganizowanym przez różne frakcje terrorystyczne, które potrafią przyciągnąć niektórych młodych ludzi, odpowiednio ich wyszkolić i zmotywować.

Trudno jest walczyć z terroryzmem opartym na samobójczych zamachach „nowych męczenników”, którzy działają w konkretnym otoczeniu społecznym, darzącym zachwytem ich brawurę, pogardę dla życia i bezwzględność. Dopóki więc nie dojdzie do zmian w otoczeniu, w którym działają różne organizacje terrorystyczne cieszące się poparciem pewnej (najczęściej mniejszej) części danego społeczeństwa, dopóty będzie nadal rosła, a nie malała liczba akcji terrorystycznych dokonywanych przez zamachowców samobójców. Niestety, w najbliższej perspektywie kilku lat raczej nie zanosi się na radykalne zmiany zarówno otoczenia globalnego, jak i również otoczenia krajowego (np. w Iraku, Afganistanie, Izraelu czy Palestynie). Tym samym trudno liczyć na stopniowy zanik terroryzmu jako formy walki nie tylko z konkretnym wrogiem (Ameryką, Izraelem, kapitalizmem, itp.), lecz z całym, zdaniem terrorystów, źle zorganizowanym światem.

_______________________________________
1. Zob. J. Hołówka, Bomba w głowie, „Wprost” 18.07.2004, s.
2. Por. R. A. Pape, Dying to win: the strategic logic of suicide terrorism, New York, Random House 2005, s. 346
3. Por. B. Ganor, Suicie terrorism: an overview, Herzlia, ICT 2000, http://www.ict.org.il
4. Ibidem, s. 4
5. Por. Y. Schweitzer, Suicide terrorism and the September 11 Attacks, Herzlia, ICT, http://www.org.il
6. Por. G. A. Akerlof, i R. E. Kranton, Economics and Identity, “Quarterly Journal of Economics” 2000, nr. 3, s. 715-753
7. Por. M. Harrisom, The Logic of suicide terrorism, „Royal United Services Institute Security Monitor” 2003, nr. 1, s. 11-13
8. Por. Human Wright Watch: Erased In a moment-siucide bombing attacks against Izraeli civilians, New York HRW 2002, s. 24 Por. Także M. Harrison, An Economist looks at suicide terrorism, “World Economics” 2006, nr. 3, s. 12

Czytany 8005 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04